Tango A-wała
dzień z życia pracownika zatrudnionego u polskich prywaciarzy...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na okęciu padał śnieg. Kto widział śnieg 27 października? Lila widziała... I tych kilka osób, które rano czekały z nią na autobus. W duchu przeklinała się, że nie zdążyła na ten robotniczy ze służewia. Choć z drugiej strony... Lepsze jest Anonimowe towarzystwo. Anonimowe towarzystwo nie zagada Cię jutro rano czy może sprawdziłaś już ten serial z Mroczkami. „Jakimi kurwa mroczkami?!!!”. Anonimowe towarzystwo nie zwróci jej uwagi, że „Dzieci Mandaryny to Gzawjerrrr i Fabijęę... jak mogła to przeoczyć?”. No i ma wiele innych zalet, z których główną jest to, że najczęściej wszyscy mają się w dupie i każdy tylko spieszy by zająć miejsce daleko od dmuchawy, ale nie za blisko drzwi, tak, żeby nie parzyło w pięty, ale i nie odmrażało palców. I tak jechała do Molocha. W telefonie, jak co rano ustawiła zestaw hitów. Nic tak nie budzi jak kilka dudniących dynamicznych basów. Treść jak treść... Każdy woli jak Bijąsee śpiewa o swoim baby- boyu niż jakaś Józia o słodkim chłopczątku. Chyba, że nie? Jedyny problem z podmiejskim autobusem polega na tym, że zatrzymuje się dość daleko od Molocha i trzeba przejść pod autostradą, a potem cały parking. A kiedy nagle spada śnieg w środku jesieni nie jest to miły i odświeżający spacer. Przy bocznym wejściu ochroniarz sprawdza przepustki. „Jakie kurwa przepustki?!” Od swojej Szefuni dostała tylko fakturkę. „Za jeden dzień stania na promocji na sto złoty- żeby skarbówka na nas nie żerowała.”. I gdyby ochroniarz się zaczął w to wczytywać, przestałby ją wpuszczać do Molocha co najmniej 30 dni temu. Czasem po cichu liczyła, że powie jej „Z tym pani nie wpuszczę”. Niestety, wpuszczał. Przyjeżdżała wystarczająco wcześnie, by mieć chwilę dla siebie przed otwarciem swojego wspaniałego kiosku. Wśród znajomych wolała mówić o nim per „butik”, bo kto byłby dumny ze stania 12 godzin w budzie z szalikami? No kto? Nie Lila. Jak co rano, najpierw szła po wodę do czajnika- tego artykułu ekskluzywnego, na który nie każdy sprzedawca z hallu Molocha mógł sobie pozwolić. Niektórzy, jak Andżela z biżuterii, mieli tylko stołek, a Bianka z płyt nie miała nawet tego, tylko trójkątny stand z przebojami typu „Something Like Sława Przybylska” lub „Spadające sople- muzyka relaksacyjna”, nawet plecaka nie było gdzie schować, nie mówiąc o sobie samej. Smutne to miejsce, w którym czajnik elektryczny wyznacza twoją pozycję społeczną. Smutny to czas, gdy lubią cię za kawkę i schowek na torbę. Potem zaczynała wywlekać wesołą menażerię. Najpierw dwie szafki- legowiska dla czarnej pantery i tygrysa syberyjskiego, potem siedzące dalmatyńczyki, husky, rottweilery-szczeniaki, słoniki i leżące labradory. Potem trzeba było podnieść zacinającą się roletę i wyeksponować szale. Jak miała zły nastrój to specjalnie wywieszała te czarne i brązowe na środku. Jak miała dobry to stoisko mieniło się wszystkimi kolorami tęczy. Potem trzeba było obwiesić drzwi ponczami, bolerkami, i ręcznikami „wersacze”. A potem duże durnostójki z zachęcającymi hasłami- „tylko dzisiaj dwa szalce za pół ceny”. „Oryginalna paszmina za 40 złotych”. „Kup pan tygrysa”. No kto wymyślał te durne hasła? Kto? Oczywiście, że Szefunia. Potem przyjeżdżał mężulek, przywoził wór pełen rottweilerów-szczeniaków i szedł spać na parkingu. A Lilka siedziała. 8:55 rozlegał się gong i miła pani z głośników witała serdecznie wszystkich pracowników Molocha i informowała o konieczności zajęcia pozycji na stanowiskach, albowiem za 5 minut otworzą się wrota do niebios konsumpcji. Złotowłose anioły promocji spłyną przy dźwiękach trąb reklamowych z sufitów podwieszanych i będą ofiarowały klientom smak wiecznej radości zamknięty w słoikach kawy marki „jedynka” za 3 złote opakowanie. Lilka wyciągnęła książkę i zerkała na kasy. Już o 9:03 z hali supermarketowej wychodzili pierwsi klienci z koszami wypełnionymi po brzegi delikatesami. Co oni robią w życiu? Koło 10:30 przychodziła znudzona Andżela. „Co czytasz?” Pytała z zainteresowaniem. Lila podnosiła okładkę. „Kiee-reee-gooor-d?”(pauza) “Dobre to?” Lila zastanowiła się chwilę co tu odpowiedzieć na tak absurdalne pytanie... „Tak.” Jakoś wybrnęła. „Ja ci przyniosłam Marje Klarje, bo tu jest taka sukienka, wieczorowa, z takim srebrnym wykończeniem, ja taką kupiłam u siebie w Błoniu normalnie u koleżanki na placyku, a tu za 7000 złotych,, masz pojęcie? Centralnie niemożliwe”. „Prawda?”. Zadziwiła się na niby. „A wiesz, że mój szef będzie zmieniał branżę”. „Znowu? Srebro się już nie sprzedaje?”. Niby-zaciekawiła się. „Teraz otwiera taki ekskluziw alkoholowy i poprosił mnie, żebym tam na nocnej zmianie pracowała, tylko to ma coś specjalnego być. Sama jeszcze nie wiem, ale może nawet dostanę podwyżkę”. „Super”. Podsumowała Lila. „Dobra to lecę”. Około 12:00 miała już sprzedane kilka szaliczków i jednego pluszaka. Zazwyczaj. Dziś miała dużego farta, bo przyszedł jakiś górnik, co w Warszawie na występach fedruje wzgórza morenowe w celu uzyskania tunelu metra do stacji Plac wilsona i kupił żonie za wypłatę jakiś łańcuszek , a do niego tygrysa syberyjskiego. Ciekawe co żona na to? Czy to pierwszy tygrys w ich domu? Czy to ekwiwalent chleba na koniec miesiąca? Potem przyszli Francuzi kupić labradora, ale koniecznie z gawrioszką w groszki, którą Szefunia postanowiła fatnazyjnie obwiązać szyję pluszowego psiska, by budził jeszcze cieplejsze uczucia. Potem krótka przerwa na fajkę, oczywiście najpierw sprawdziła telefonicznie, czy nikt z Góry nie przybędzie na ognistym rydwanie by skontrolować, czy reprezentuje godnie postawę sprzedawcy konfekcji damskiej typu szalik z paszminy. Oczywiście jak Bianka zobaczyła, że Lila wychodzi z paczką szlugów, pognała za nią. Ona przynajmniej nie musiała się martwić, że ktoś coś zwinie z jej standów z płytami, bo po pierwsze trzeba by być desperatem, żeby wynosić CD z odgłosami pustyni za 3,99zł sztuka, a po drugie nikt nie robił u nich inwentaryzacji. „Zostawiłam wczoraj Kamilkę z rodzicami i poszłam z kumplami do Parku no i śmy się nieźle napierdolili” zagaiła Bianka. „Już myślałam, że jesteś chora, bo tak charczysz do klientów” odparła Lila, absolutnie nieświadoma tego, że Park to nie takie miejsce z drzewami, ławkami przy alejkach, tylko klub. „Nie no sponiewieraliśmy się totalnie i klasycznie.” „A...Aha... A jak Kamilka?” „No znalazłam jej wreszcie miejsce w przedszkolu, całe szczęście, że rodzice nauczyli ją już robić do nocnika, bo by jej tam nie przyjęli, kurwa, koniec świata, a pracować trzeba, nie?” „No trzeba” Lila nie miała tak kategorycznego przymusu pracy, jak własne dziecko. Nie musiała żyć na wodziance. Nie znała przepisów na sto potraw z mąki wody i oleju i nie zdawała sobie sprawy, że można dziecku zrobić galaretę tylko na kościach dla psów, wystarczy je odpowiednio długo gotować. Postanowiła po prostu zapewnić sobie stałe źródło dochodu w jakiś miły, niezobowiązujący intelektualnie sposób. Po prostu już jej wstyd było przed najemczynią mówić, że rodzice znów nie dosłali umówionych 500 złotych, i głupio tak od roku łazić w cerowanych spodniach... Ale brak intelektualnych zobowiązań na dłuższą metę jest wycieńczający. „No.” Szlug w piaseczek i do roboty. Po papierosie koniecznie guma do żucia i perfumy na ręce. Kto będzie kupował szaliki z paszminy, Oryginalne, od śmierdzącej sprzedawczyni? Lila siadła nad gazetą i zerkała na ludzi przechodzących przed jej „butikiem”. „Zobacz synku jaki lew” (to o tygrysie) „A może są jamniczki?” (to w kontekście rottweilerów) „Eeee .Nie ma wrzosowego, jest tylko lila-róż” (to o dwubarwnych szalach)I jak tu lubić swoje imię, kiedy jesteś, ‘jako ten kolor lilyjowy’? „To ma być eleganckie?” (to o ponczo dwustronnym). Najgorsi są ci, który za wszelką cenę udowadniają ci swoją wyższość... Ze swoją pensją kasjerki na hali supermarketowej, spocona królowa w pasiastej kamizelce, z pampersem na dupie jest ponad To. Ponad „te tandetne szaliki”, „Takie jakieś niedorobione” , „Takie pogniecione”, „Takie pozaciągane”. Dzisiaj od rana młotkowi i wiertarkowi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil cess
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…