Tchnienie
Ja to tylko napisałem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tchnienie
1. Dźwięk dzwonka mojego telefonu wyrwał mnie ze snu. Otworzyłem oczy i wtedy ogromna fala jaskrawo żółtego światła zalała moje oczodoły. Machinalnie sięgnąłem ręką i przejechałem dłonią po brzegu łóżka. Znalazłem okulary. Nie mam wady wzroku, ale noszę okulary… błąd, kłamstwo. Nie mam optycznej wady wzroku! Moje źrenice są wyjątkowo wrażliwe na światło, a ochronne soczewki kontaktowe miałem odebrać dopiero w przyszłym tygodniu. Włożyłem okulary i usiadłem na łóżku. Byłem niezwykle wypoczęty, jak na ten dzień tygodnia. Sobota, wczoraj piątek. Jeśli ktoś nie rozumie niezwykłości tej sytuacji, podkreślam że mam dwadzieścia osiem lat i jestem kawalerem. Mieszkam sam, jestem fotografem, wolnym strzelcem. Poprzedni, kończący się właściwie już tydzień, był bardzo spokojny. Upłynął mi prawie sielsko. Zrobiłem kilka zdjęć, potem je sprzedałem do lokalnych gazet. Tak więc piątek powinien być dniem rozrywki, właściwie wieczorem. Podkreślam raz jeszcze z całą mocą, że wstałem bez problemów, bez zachwiań równowagi i nieprzyjemnego łamania w kościach. Jedną ręką sięgnąłem po słuchawkę, drugą zaś podniosłem kubek z zimną kawą, stojący na moim biurku od wczoraj. - Cholera, czemu tak długo nie dobierasz? – w słuchawce usłyszałem głos mojej… Właściwie trudno określić kim dla mnie była. Natalia. Koleżanka po fachu, przyjaciółka. Współpracowaliśmy razem na wielu płaszczyznach, ale nigdy na płaszczyźnie erotycznej. Nawet mi to do głowy nie przychodziło, traktowałem ją jako siostrę, bratnią duszę. Znaliśmy się kilka ładnych lat. Od czasów studiów. Dziewięć lat. - Spałem jak dziecko…co słuchać? – dodałem po chwili. - Słuchaj Rysiu, mam dla Ciebie zlecenie. - Zlecenie, Ty dla mnie? Nie rozumiem. – bo nie rozumiałem. - Robiłam zdjęcia dla pewnego faceta na ulotkę jego firmy i on, zapytał się wtedy, czy znam Ryszarda Maleckiego. Powiedziałam, że owszem, wtedy on bardzo się podekscytował i poprosił, żebym Cię z nim skontaktowała. Zapisz sobie numer. Masz coś pod ręką? Łyknąłem kawy, ta szybko przeleciała przez przełyk. Podziałała jak balsam na suche gardło. - Już piszę… albo, może spotkamy się za pół godziny i zjemy jakieś śniadanie? – zaproponowałem. - Teraz nie mam czasu, ale możemy zjeść obiad na mieście. – odparła ze zdenerwowaniem. - Dobra, pasuje jak ulał. O trzynastej? - Do zobaczenia, wpadnij po mnie! - Hej! Będę. – pożegnałem się i od razu zrezygnowałem ze śniadania. Wypiłem resztki kawy. Zimny płyn przeleciał szybko do żołądka, wywołując przyjemny ciężar. Na zębach został bardzo nieprzyjemny osad. Ta końcówka na dnie zawsze smakuje najgorzej, ale i najlepiej budzi. Rozprostowałem kości i złożyłem łóżko. Mój pokój pełen światła postanowiłem lekko przyciemnić. Zasłoniłem żaluzje, teraz lepiej widać wszystko. Kilka regałów z książkami, stół, łóżko, meble w stylu „sofa, fotel”, biurko plus komputer. To wszystko, czego używałem, nie pomijając kilku aparatów fotograficznych. Nie pomijając… No i co teraz?! Zawsze po przebudzeniu staram się określić swój stan psychiczny. Dziwne, ale czułem się beznadziejnie i bezsensownie. Umysł miałem jasny, jak nigdy dotąd. Żaden element mojego ciała nie informował o jakichkolwiek zmianach. Wszystko wydawało się być w najlepszym porządku, ale tak nie było. Beznadziejność mogę wyrazić słowami, które napisał w poprzednim dziesięcioleciu pewien bardzo mądry i wrażliwy człowiek: „Trzyma ich tu tylko morfina wspomnień”. Tak też się czułe. Nie potrafiłem odnaleźć jakiegokolwiek powiązania, które pozwalałoby mi czuć się inaczej. Byłem wyrwany z rzeczywistości. Nie czułem żadnego powiązania z otaczającym mnie światem. Zupełnie, jakbym był wyciągnięty z innej epoki. Nie czułem się smutny, to było coś innego. Zaś ogrom bezsensu, jaki skłębił się we mnie mógł bez problemu pomóc w opracowaniu semaforowej wersji „Wichrowych wzgórz”. Tego jednak dokonała już grupa pewnych komików. Usiadłem przy biurku i obudziłem uśpiony na noc komputer. Biały kursor przesunął się w dół i zatrzymał na ikonce z kopertą. Sprawdziłem pocztę. Nikt nie dobijał się do mnie. Już dawno minęły czasy, kiedy z radością sprawdzałem pocztę i odbierałem kilka maili od przyjaciół i znajomych. Nikt o mnie nie pamięta, czy może moich znajomych pożarła galopująca prostytucja. Kiedyś starałem się nad tym zastanawiać, teraz jednak z powodu ogarniającej mnie beznadziei zrezygnowałem i poddałem się nurtowi wydarzeń. Konto na serwerze puste. Pora na spacer do kiosku. Moje kawalerskie mieszkanie mieściło się na trzecim piętrze w bloku, nieopodal którego znajdował się kiosk. Zwykły. Ubranie, gdzie jest to ubranie?! Znalazłem fragmenty mojego stroju codziennego. Narzuciłem na siebie kurtkę i zbiegłem po kamiennych schodach.
2. Na dworze całkowicie otrząsnąłem się z sennego stanu. Orzeźwiło mnie powietrze i temperatura. Był koniec stycznia, a właściwie już za progiem stał luty, jednak przyroda była innego zdania. Zaoferowała nam początek wiosny. Trudno było odrzucić tą propozycję. Na codzień nie zwracałem uwagi na przyrodę, jedynie wtedy, gdy wiązała się z moją pacą. Gdy o tym pomyślałem, zdałem sobie sprawę, że zawsze mogłem na nią liczyć. W drodze powrotnej do domu, zadzwonił mój telefon. - Hej, dzwoniła do tego faceta i powiedział, żebyś do niego wpadł, jak najszybciej możesz. - to była Natalia. - A co z obiadem? - zapytałem. - Przełożymy to na kiedy indziej. Muszę kończyć, bo bateria mi siada, wszystkie informacje przesłałam Ci mailem. - Dobra, dzięki. Jutro zadzwonię. - Całuję. Do miłego. - No cześć. - nasza rozmowa nie była zbyt wielkim wydarzeniem, ale jak widać, bardzo zmieniła moje plany. Wpadłem do domu jak burza. Wziąłem prysznic. Zimna woda obudziła wszystkie zmysły. Owinięty w ręcznik usiadłem po raz kolejny przed ekranem mojego monitora i odebrałem cenne informacje. W mailu znalazłem adres i nazwisko Mephisto Noran. Natalia napisała jeszcze, bym koniecznie odwiedził go jeszcze tego samego dnia. Najlepiej zaraz! Zakończyła czułym "powodzenia". Zadzwoniłem więc po taksówkę i udałem się do mojego nowego zleceniodawcy. Mieszkał na drugim końcu miasta. Poprosiłem taksówkarza, żeby kupił mi jakieś danie "na wynos" w restauracji, a sam tymczasem udałem się ku mojemu przeznaczeniu. Zbliżyłem się do bardzo ładnie i dostojnie wyglądającej kamienicy, zbudowanej z czerwonej cegły. Bardzo ładny widok. Musiałem zrobić zdjęcie! Zrobiłem. Podszedłem do dużych drzwi. Drewniane, masywne ze staroświecką klamką. "Teraz już takich nie robią" pomyślałem. Prawda, nie robią. Gdy nacisnąłem klamkę i popchnąłem je zaskrzypiały w dźwięczny sposób. Za sprawą półmroku panującego za drzwiami, nie zauważyłem wysoko umieszczonego sufitu. Kamienne schody wyprowadziły mnie z cienia w blask dochodzący z zewnątrz. Blask ten przelewał się przez szyby dwóch ogromnych okien umieszczonych na każdym półpiętrze. Dopiero teraz mogłem dostrzec ogrom przestrzeni wokół mnie. Sufit na wysokości czterech, pięciu metrów jest szary, brudny i matowy. Na czwartym piętrze czekały na mnie kolejne duże drzwi. Powiodły mnie do mieszkania. Muszę tu zaznaczyć, ze zupełnie nie tak wyobrażałem sobie mieszkanie mojego, podobno bogatego zleceniodawcy. Otworzył mi drzwi wysoki, dobrze zbudowany brunet z kilkudniowym zarostem. Od samego początku zauważyłem, że ta wizyta jest mu nie na rękę. Zaproponowałem więc, że spotamy się gdzieś i kiedy -indziej. - Nie nie panie Malecki. Chodzi o to, że moje zlecenie jest dość specyficzne. I nie wiem, czy nie zabrzmi to, jakbym prosił pana, by został pan hieną cmentarną - Trochę zaniepokoił mnie pan tym zdaniem - byłem bardzo ciekaw o co chodzi temu facetowi i dlaczego wybrał akurat mnie. - Chodzi mi o zdjęcie na okładkę mojej książki. Chcę by sfotografował pan dla mnie śmierć człowieka. - jego oczy wyraźnie pojasniały, gdy to mówił. - Czyli to ma być zdjęcie zwłok, tak? - zapytałem. - Nie skądże znowu. Widzi pan, chwila, w której dusza ucieka z ciała jest dość enigmatyczna, powiedziałbym nawet magiczna. Chcę by sfotografował pan dla mnie ten właśnie moment. - wyjaśnił spokojnym, ale zdecydowanym głosem. - O pieniądzach porozmawiamy, gdy wykona pan to zadanie. - Nie ukrywam, że nigdy nie otrzymałem tak... nietypowego, to dobre słowo, zadania. jednak przyjmuję zadanie i spróbuję. W końcu, kto nie próbuje, ten w kryminale nie siedzi. - wysiliłem się na dowcip. - Zaznacza, że ma to być zdjęcie czarno-białe! - dodał z naciskiem - Czy mogę mieć jeszcze jedno pytanie? - Właśnie je pan zadał - uśmiechnął się krzywo - Ale proszę pytać! - Dlaczego zależało panu, żeby mnie właśnie zatrudnić? - zapytałem
- Pozwoli pan, że to do czasu wykonania zadania pozostanie moją słodką tajemnicą.
3. Pamiętam tylko, że powiedziałem "oczywiście", a potem znalazłem się na ulicy. Taksówkarz czekał na mnie. Wsiadłem odurzony dziwną sytuacją i powiedziałem tylko "do domu". - Na siedzeniu ma pan obiad. - powiedział, jakby rzucał słowo w próżnię. Gdy dojechaliśmy na moje osiedle, mój stan umysłowo- psychiczny wrócił do normy. - Ile jestem winien? - zapytałem na miejscu. - Osiemdziesiąt siedem razem z posiłkiem!
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Grobowicz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…