Wróć do katalogu

The Walk

Studentka przez przypadek spotyka swoją pierwszą miłość. Uświadamiając sobie, że nie tylko ona żyje minionymi latami, szybko odkrywa, że uczucie nigdy nie wygasło.

Aaliyahopublikowano 2 listopada 201312 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

The Walk

-Tak? – odebrałam telefon niespecjalnie trudząc się takimi czynnościami jak otworzenie oczu. -Hej, wszystko okej? – usłyszałam w słuchawce niegdyś bardzo dobrze znany głos. -Mike? A dlaczego miałoby być coś nie tak? – udałam zdziwienie. Przejrzał mnie? Całkiem możliwe, to nie byłoby ani trochę trudne… -No niedobrze wyglądałaś dzisiaj. Trochę się martwiłem – niewiarygodne, że znamy się już sześć lat, a ja nadal na tego typu wypowiedzi reaguję tak samo. Jak głupia, zakochana czternastka… -Ty zawsze uważałeś, że wyglądam smutno, albo na przybitą, albo że coś się stało… - wymieniałam z fałszywym rozbawieniem. – To znaczy… - chwilę się zawahałam. – To znaczy jak istniało jeszcze coś takiego jak „ekipa”… -Pamiętasz jak kiedyś siedzieliśmy w dwójkę na boisku i mówiłem, że to się na pewno zupełnie nie rozpadnie? I że na pewno jak się wszyscy usamodzielnimy to będziemy co tydzień robić domówki u kogoś innego? – przemilczałam. – Miałaś rację... -Z czym? – co prawda tamten dzień pamiętałam jakby był wczoraj, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć co takiego wtedy powiedziałam, co on mógłby wciąż pamiętać po pięciu latach. -Że to nie wypali – on się nie zmienił. Wszyscy są inni, tylko nie on. Nadal kiedy mówi coś smutnego, mówi to takim jakby zawiedzonym tonem. Ale nie smutnym. Cokolwiek on uważał, cokolwiek inni o nim twierdzili, Mike w moich oczach był optymistą jakich mało. – Nie chciałabyś się jutro może spotkać? – zaproponował, kiedy przez jakiś czas nic nie mówiłam. Lawina wspomnień, mieszanych uczuć, zapachów przeszłości runęła na mnie cisnąc do oczu łzy. Po co on chce się ze mną spotkać? Z litości? Zauważył, że jeszcze nie do końca odcięłam się od „wczoraj”? Bardzo możliwe… -Gdzie i o której? – zapytałam mimo swoich przypuszczeń. Wcale nie miałam zamiaru się godzić, ale coś we mnie nie pozwalało mi odmówić. -O siedemnastej jestem już wolny – powiedział, stawiając na koniec zdania jakby przecinek. – …aaa możemy się spotkać w parku. -Przy pierwszym stawie? – zapytałam nawet nie zauważając, że używam starych nazw miejsc. „Pierwszy staw”, „ekipa”, nawet nadal używałam jego ksywki - „Mike”. Tak naprawdę jego imię jest zupełnie niezwiązane z pseudonimem, którego pochodzenia nigdy nie poznałam. -Może być – najprawdopodobniej mówiąc to uśmiechał się, ale to takie moje spekulacje. Zawsze mówił takim charakterystycznym tonem, kiedy się uśmiechał. – To do jutra, cześć. -Cześć… Tego dnia, jak każdego innego, wracałam do domu z księgarni, w której zarabiałam jakieś drobne, uzupełniające pieniądze, które wysyłali mi rodzice. Było około godziny osiemnastej, słońce wisiało nisko nad horyzontem. Tego roku jesień była ciepła i przyjemna, dzięki czemu powroty z pracy były miłą rutyną. Zawsze przechodziłam praktycznie całe centrum miasta, później niewielki park i dopiero wtedy wsiadałam do tramwaju. Często wysiadałam kilka przystanków później, tylko po to żeby przejść się po miejscach, które tak bardzo lubiłam. W szczególności jesienią. Trasa, którą odbywałam nie była długa. Zawsze zahaczałam o kilka charakterystycznych punktów w parku, plac zabaw, dwa boiska i swoją starą szkołę. Po takiej wycieczce wracałam do domu. A domem było mieszkanie w jednym z dziesięciopiętrowych bloków. To samo mieszkanie, w którym przeżyłam całe swoje dzieciństwo. Rodzice zostawili mi je, samemu wyprowadzając się na wieś. Mój pokój od pięciu lat wygląda tak samo, nie licząc już poszarzałych, błagających o odmalowanie ścian. Właśnie podczas mojego tradycyjnego powrotu z pracy spotkałam Mike’a po raz pierwszy od dobrych dwóch lat. Włosy ponownie zapuścił, jakby wreszcie zrozumiał, że krótkie mu nie pasują. Nadal nie rozstawał się ze swoimi bojówkami i zniszczonymi trampkami. Mam wrażenie, że ten człowiek buty już kupuje w opłakanym stanie. Na smyczy trzymał dużego psa, o którym tak marzył kiedy byliśmy młodsi. Zamieniliśmy wtedy tylko parę słów. Tak bardzo typowych dla ludzi, którzy spotykają się po długim czasie braku kontaktu. Tradycyjne „jak ci leci”, „jakie studia, „ile to już czasu się nie widzieliśmy”. Niby nic specjalnego, ale podczas tej niewiele znaczącej wymiany zdań, uświadomiłam sobie coś dość przerażającego. Podczas tych wszystkich spacerów po moim „szlaku wspomnień” nigdy mi nawet nie przyszło do głowy, że żyję przeszłością. Jednak wtedy nagle stało się to dla mnie tak oczywiste, jak fakt, że oddycham. Czy gdyby do tego spotkania nigdy nie doszło, to nadal bym tego nie widziała? Wszystko przypominało dzisiaj rzeczywistość z czasów gimnazjum. Chociaż właściwie to nie wszystko. JA przypominałam siebie z tamtego okresu. I to jak się czułam. Czy to znaczy, że Mike nadal nie jest dla mnie tylko znajomym? Przecież minęło tyle czasu… Gdybym była przesądna, powiedziałabym, że to przeznaczenie, ale zawsze zarzekałam się, że coś takiego nie istnieje. To po prostu moja własna głupota. Tym bardziej, że tylko ja tak czuję. I zawsze tak było. Kiedy już był cień nadziei, że może być inaczej, zaraz okazywało się, że jest to niemożliwe. Z pewnych powodów zdecydowaliśmy, że nie będziemy nawet próbować. Zdecydowaliśmy? Nie, to on zdecydował. Wtedy postanowiłam odpuścić i wreszcie mi się to udało. To znaczy tak myślałam do wczoraj. -Hej, mam nadzieję, że nie czekałeś długo – przywitałam się z uśmiechem. Zupełnie jak kiedyś. -Nie, przyszedłem jakieś pięć minut temu – wstał z ławki i podszedł do mnie. Zanim się zorientowałam przytulił mnie mocno i podniósł, jak to zwykł robić kiedy spotykaliśmy się w ekipie. W pierwszej chwili byłam lekko zaskoczona. Nie spodziewałam się, że ktoś poza mną pamięta tradycję witania się na miśki. -Mike, za starzy jesteśmy – zaśmiałam się. – Coś ci w kręgosłupie strzeli i będę musiała płacić odszkodowanie. -A tam za starzy – powiedział nadal trzymając mnie parę centymetrów nad ziemią. – Kiedy ostatnio się tak witaliśmy…? – zapytał retorycznie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych