Wróć do katalogu

To nie musi być smutna historia

Oj nie musi ;)

Trikotka, opublikowano , 6 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Znalazłam w śniegu lisa. Był mały i przemarznięty. Piszczał, prosił żałośnie o pomoc. Bałam się, że mnie capnie ostrymi ząbkami, ale czule objęłam go ramionami i pogłaskałam po rudym futerku. Wiem, że zwierzęta nie mają mimiki, ale dam głowę, że wtedy się uśmiechnął. Latarnie nade mną mrugały, złotym, wyzywającym światłem, kiedy szłam przez ulice. Zmoknięte stopionym śniegiem, odpychały wręcz przechodni. Lis nie był chytry, a w marcu w cale nie jak w garncu. Cały czas po prostu padał śnieg, niebo zachmurzone, chociaż już była wiosna! Lisek troszkę się tam w moich ramionach kręcił, ale bardziej wyglądał na zmartwionego kociaka niż lisa. No bo czemu akurat temu pięknemu gatunkowi przyszło dźwigać brzemię najgorszych cnót: chytrość, obłuda? „Pewnie dlatego, że lisy są rude”- podpowiedziało coś, gdzieś w środku. Tak, Danka też przecież była ruda, a czy była wredna? Nie, ktoś tak piękny jak ona nie może być zły. Danuta ma jasną twarz, piwne oczy, piegi na całej skórze, o dziwo czarne, długie rzęsy. Jest bardzo chudziutka i drobna. Usta ma cieniutkie, ale zawsze uśmiechnięte i zadowolone, kryjące bielutkie perełki. Nosek, jak guziczek, wciśnięty między wielkie oczy, malutki i foremny. Często ubiera się na czarno, zarzucając na malutkie ramiona chustę po babci, bardzo staroświecką. Jest cicha, ale kiedy dobrze się ją pozna, potrafi rozmawiać godzinami. Jej rude włosy, falują się aż do pasa, czasami upina je w dwa warkocze, albo w takie „rogale”. Wtedy wygląda jak Ania z Zielonego Wzgórza, tylko, że to jest Danuta, zupełnie inna od roztrzepanej Anki. Danka nigdy niczego nie zapomina, lubi gotować, często czyta książki. Nie ma zbyt wielu przyjaciół, bo każdy wytyka ją palcami, za jej kolor włosów. Wtedy ja też się denerwuje, bo żal mi Danuty. Nazwałam rudego „Wiewiór”. Wiem, że wszyscy będą się śmiali, no to co. Prychnęłam troszkę z oburzenia, a on podskoczył, jak głupi. Przytrzymałam go, chyba był mi za to wdzięczny, bo ułożył się wygodnie w moich ramionach. Na podwórku Majewskich, zobaczyłam Adriana. Uśmiechnęłam się miło i zawołałam: - Mam lisa! – a on tylko spojrzał po sobie, wylał wodę z wiadra, które trzymał i pobiegł w moją stronę. Sama dziwie się sobie jak to jest, dlaczego on właściwie odpowiedział na moje zawołanie, przecież w cale się nie lubimy. Przybiegł i poprzyglądał się trochę mojemu „znalezisku”. Pogładził go po łebku. - No to patrz, byłby zmarzł...- szepnął, ale ja wcale nie zwracałam uwagi na Wiewióra, tylko na Adriana, który pochylał leciutko głowę nad liskiem. Wpatrywałam się w jego oczy i chciałam zrozumieć, dlaczego ten chłopak ma takie długie rzęsy, a ja kobieta, mam krótkie i mało…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych