Wróć do katalogu

To Tylko Koszmar

- Jak mogłaś? - powiedział cicho. Sięgnął ręką za siebie i wymacał nóż. Skąd kuchenny nóż na stoliku w sypialni? (...to chyba moje najkrótsze opowiadanie.)

PCScorpio, opublikowano , 16 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Adam wracał wcześniej do domu. Dręczyło go dziwne przeczucie. Przeczucie, jak to przeczucie, nie miało żadnych racjonalnych podstaw. No dobrze – prawie żadnych. Od jakiegoś czasu Anna traktowała go nieco bardziej oschle, bardziej jak znajomego niż naprawdę bliska osobę. Specyficzna bliskość z pierwszych lat znajomości i małżeństwa jakby gdzieś się ulotniła, jej codziennie powtarzane „kocham cię słonko” brzmiało jakoś mniej szczerze. Spotykała się z tym... Tomaszem, mężem swojej przyjaciółki, dość często. Ale czy to dawało jakieś podstawy do dręczących go podejrzeń? Nie. Nic poza przeczuciem. Adam nie pamiętał dokładnie, czy kiedyś dręczyły go podobne przeczucia jakichś złych rzeczy, i czy się sprawdzały. Jakieś niewyraźne wspomnienia, wydarzenia których nie potrafił dokładnie umiejscowić w pamięci... Podobno to kobiety kierowały się emocjami i irracjonalnymi przeczuciami, a mężczyźni mieli być racjonalni i praktyczni. Może był właśnie zbyt mało męski dla swojej żony? Znów paranoja i kompleksy. Poprzysiągł sobie, że nie posunie się do śledzenia jej, czy czegoś w tym rodzaju. Może zresztą bał się niezbitych dowodów? Jeśli to podejrzenie ma pozostać absurdalne, niech lepiej opiera się tylko na absurdalnych przesłankach. A dziś przeczucie zaatakowało silniej niz kiedykolwiek. Siedząc w biurze, znienacka wprost zobaczył oczami wyobraźni swoją żonę z tym obcym, w ich własnej sypialni. Wiedział już, że starania, aby pozbyć się natrętnej myśli, były bezskuteczne. Dlatego właśnie dziś wyszedł z pracy kilka godzin wcześniej, wymawiając się chorobą dziecka. Jazda windą z trzynastego piętra dłużyła się nieznośnie. Do samochodu szedł już na nogach jak z ołowiu, a im bardziej zbliżał się do domu, tym mniej chętnie wciskał pedał gazu. Bał się tego, co może tam zobaczyć, ale czuł, że musi... Kiedy cicho otwierał drzwi, przeczucie zmieniło się już w pewność. W domu był ktoś obcy. Skąd to wiedział? Nie miał pojęcia, ale tak właśnie było... Kiedy na schodach usłyszał odgłosy z sypialni, nie musiał się już zastanawiać. Właściwie wogóle przestał myśleć. Wyglądało to prawie jak na filmach. Na stole butelka po winie i patera z resztkami owoców, na podłodze bielizna. W łóżku natomiast, w ich szacownym małżeńskim łożu, Anna, siedząca okrakiem na równie gołym jak ona mężczyźnie. Z daleka widział jej duże piersi podskakujące w rytm ruchów. Śmiała się swoim ochrypłym chichotem, a mężczyzna pod nią jęczał i sapał jak lokomotywa. Twarzy nie było widać przez pościel, ale to chyba ten cały Tomasz... zresztą czy to ważne? W takich momentach chciałoby się, żeby życie było tylko koszmarnym snem. Może to tylko mu się śni? Może tak naprawdę śpi spokojnie, i zaraz obudzi się u boku kochającej żony... - Adam... - wychrypiała, głosem wciąż drżącym i zdyszanym - Słonko... to nie tak jak... to znaczy... ale, co ty tu wogóle robisz?... A może snem było właśnie to szesnaście lat wspólnego życia? Wielka miłość jeszcze ze szkoły, najszczęśliwsza para w okolicy? Dziesięć lat małżeństwa? Zdaje się, że to wszystko nie istniało, skoro można było zdradzić ot, tak sobie... Gdybym tak był gwiazdą rocka, nie musiałbym się martwić o takie rzeczy… Każda laska byłaby moja, gdyby jedna zdradziła, zawsze zastąpiłoby się ją inną… Zabawne, o czym się myśli w takich momentach… - Jak mogłaś? - powiedział cicho. Sięgnął ręką za siebie, do stolika i po omacku, prawie bezwiednie, wymacał nóż. Skąd kuchenny nóż na stoliku w sypialni? Chyba kroili owoce. Nieważne zresztą... Anna wstała, zdyszana, odlepiała włosy od mokrej twarzy. Adam patrzył na jej pulchną, powoli tracącą już młodociany wdzięk sylwetkę. Jakaż ona była tak naprawdę brzydka! Czuł, jak do jego wściekłości dołącza zwykły wstręt. Zastanawiał się, co będzie teraz próbowała powiedzieć. Gdy zaskoczenie minie, jej spryt zaraz wróci i spróbuje wymyślić cos naprędce na swoją obronę, nieważnie jak absurdalnego, i obrażać się gdy nie zechce uwierzyć. Albo to jego zaatakuje i obciąży winą za wszystko. Albo... O, nie, nigdy więcej. Zacisnął dłoń na nożu, nabrał powietrza i zadrżał. Drugi lokator łóżka za nią wygrzebywał się z pościeli. Jego klatka piersiowa falowała, oczy patrzyły ze strachem, jeszcze chyba nie do końca zdał sobie sprawę z sytuacji. - Ad... Adam, stary - miał jeszcze większe od Anny kłopoty z wymową. Nic dziwnego zresztą. Jego, niezbyt imponująca męskość dopiero co przerwała intensywne działanie, daleka do zaspokojenia, kiwała sie śmiesznie gdy niezgrabnie starał się wstać i podbiec do niego. Adam nie znał go nawet zbyt dobrze, wiedział że zna Annę od niedawna i jest o pięć lat starszy. Długie życie, niepozbawione miłosnych podbojów. I wystarczy. Adam zamknął oczy i uderzył w falującą klatkę. Wyszarpnął z pewnym trudem i uderzył jeszcze raz, potem poprawił w brzuch. Coś mokrego i gorącego zalało mu ręce, potem chlusnęło na brzuch i krocze. Całkiem przyjemne wrażenie. Okropny wrzask Anny zmieszał się z charczącymi i bulgoczącymi odgłosami dobiegającymi od mężczyzny. Chyba wrzeszczała już od jakiegoś czasu, to byłoby logiczne - a może nie wrzeszczała? Adam powoli tracił poczucie rzeczywistości, wszystko wokół niego zmieniało się w coś podobnego do koszmarnego snu, takiego gdzie wszystko dzieje się jakby wolniej, i nie wiadomo co się zdarzyło najpierw, a co później, i co się wogóle zdarzyło, a co nie... W uszach szumiało, piskliwy krzyk i charczenie zlewało się w jeden trudny do określenia hałas. Jak przez mgłę widział, że podchodzi do żony i łapie ją za gardło, uciszając ten nieznośny wrzask. Ten jej piskliwy, denerwujący głos, właściwie zawsze go nienawidził... Zalana czerwonym płynem reka uniosła się, ściskała nóż, dygotała. Wściekłość zwyciężyła wreszcie. Uderzył. Podobnie jak tamtego, uderzył najpierw w pierś, z całej siły, prosto w jeden z tych sutków które w chwilach podniecenia otaczały brzydkie ciemne krosty. Tym razem ostrze weszło jak w masło. Pociemniało mu przed oczami do reszty. Nie widząc już właściwie, gdzie, uderzył jeszcze kilka razy, potem wykonał ruch którym, miał nadzieję, poderżnął jej gardło. Kolejna fala przyjemnego gorąca i wilgoci, tym razem wydawało się że zalała go całego. Potem zrobiło się nagle nieprzyjemnie zimno, miał wrażenie że zdrętwiał. Nic nie widział i nie słyszał, ale wiedział że zrobił to, co należało. Zrobił, co musiał zrobić. Udało się... - Udało się, doktorze, udało... Chłopaki potwierdzają, operacja udana w 75%... powtarzam, 75%... Dziwny głos przebijał się przez szum w uszach. Adam zdał sobie sprawę, że ciężko oddycha, a potem nagle zrozumiał, czemu niczego nie widzi. Miał zamknięte oczy. Otwarł je, ale nie zobaczył już swojej sypialni. Zza mgły, która przed chwilą spowijała wszystko przed oczami, przebiło się nieprzyjemnie jasne światło. Wciąż był zdrętwiały, prawie nie czuł ciała, ale zdawało się, że już nie stoi, lecz leży... wobec niego roztaczało się zalane białym światłem, wielkie i zimne wnętrze. Jego wzrok pomału wyławiał z chłodnej mgły zarysy jakichś urządzeń, metalowych ramion, lamp, zwisających kabli. Gdzieś mrugały światła jakiejś innej aparatury, słychać było ich elektroniczne dźwięki i miarowe buczenie. I głosy. - Współrzędne AG77-SZ74-F102, jak przewidziano... TP72-AZ08-F200, odchylenie o trzysta... uwaga, kolejny wzrost noradrenaliny... podtrzymać... Adam nie mógł tego pojąć. To nie był język, który znał, jakby jakaś koszmarna odmiana angielskiego zmieszanego z japońskim i czymś jeszcze, ale mimo to doskonale rozumiał każde słowo… Co sie stało? Przecież przed chwilą był w sypialni i... Stracił pamięć i znalazł się w szpitalu? Oszalał? - Uwaga, generał nadchodzi - rzucił jeden z głosów. Adam spróbowął spojrzeć w tamtym kierunku, chciał wogóle poruszyć się, zwalczyć to nieznośne odrętwienie... Nie mogąc się ruszyć, potoczył oczami dookoła. I nagle, zobaczył. Tam, na suficie nad nim, musiało być lustro. Wskazywały na to odbicia wyciągniętych ramion i kabli, które widział tuż nad sobą. Ale tam dalej, za tymi odbiciami... Za nimi,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych