Wróć do katalogu

Today is the Last Day

opowiadanie napisane 1,5 roku temu jako praca na etykę. spodobała się jednak paru osobom, więc postanowiłem w końcu (cóż za refleks) ją gdzieś umieścić

everwake, opublikowano , 14 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

15 lipca 2006

08:00

No i w końcu stało się. Właśnie wstałem i ubrałem się. Zamierzam przeżyć ten ostatni dzień po swojemu. Swoją drogą cóż za ciekawa ironia, że ta przeklęta kometa uderzy w Dusseldorf dokladnie o północy. Coś tu chyba nie jest przypadkiem. Ale na ten temat rzesze nowych proroków powiedziały już chyba wszystko. Nawet w ostatniej godzinie swojego życia jakoś nie mam siły by uwierzyć któremukolwiek z nich, bo jak wierzyć komuś kto twierdzi, że kometę sprowadził Bóg - krokodyl o 15 oczach i 6 ogonach, by zamienić Ziemię w bagno (na kontrargumenty innych, którzy próbowali mu tłumaczyć, że kometa średnicy 100 km nie zostawi nawet bagna z naszej kochanej planety, odpowiadał tylko "HEREZJA!!"). Inny, a raczej inna, niejaka Helga Hessler, twierdzi, że Niemcy jako punkt zderzenia komety z Ziemią nie jest przypadkowy, że została ona zesłana przez samego Fuhrera z Zaświatów i co najważniejsze jest ona karą za to że na ziemiach niemieckich ciągle panoszą się synowie Izraela... bez komentarza. Takich ludzi jest mnóstwo, ale najciekawsze jest to, że mają całe rzesze wyznawców. A co na to najważniejsze religie naszego świata? Papież Paweł XII wszędzie widzi znaki i uważa, że apokalipsa nadeszła i wszystko już zostało spisane przez Św. Jana, Muzłumanie twierdzą, że trzeba wyruszać na ostatni dżihat, Żydzi z całego świata zjechali się do Ziemi Świętej w Jerozolimie by w końcu wypędzić Palestyńczyków z ich świętego miasta, Buddyści jak zwykle mówią o potrzebie medytacji, ale i tak moim zdaniem wygrali świadkowie Jehowy, którzy najpierw stwierdzili, że zadnej komety nie ma, bo tego nie ma w piśmie świętym, następnie zaś wydali nowe pismo święte, w którym to widnieje data 16 lipca w Apokalipsie Św.Jana... Tyle może na temat polityki i religii. Czas wyruszać w miasto.

09:32

Zjadłem coś (by nie umrzeć z głodu), spakowałem "trochę" piw do plecaka, wziąłem ukochaną gitarę i wyszedłem w stronę centrum mojej wspaniałej metropolii. Aby opisać to co widzę na ulicy, muszę najpierw napisać mały wstęp. Co każdy rozsądny człowiek zrobiłby gdyby zostały mu 24 godziny życia? Odpowiedź jest prosta. Zrobiłby to na co miał cały czas ochotę. A na co niektórzy mają ochotę nie musze chyba odpowiadać. Miasto przypomina jedno wielkie ognisko rozpusty. Złamane zostąły wszystkie bariery trzymające ludzkie hormony na wodzy. Zamiast pięknych opisów wystarczy powiedzieć, że ludzie pieprzą się na ulicach. No. Może nie wszyscy. Niektórzy gdzieś zmierzają jeszcze. A niektórzy pieprzą sie w domach. Ja natomiast piję piwo. Dobre. Schłodzone.

10:37

Po strasznie długiej wędrówce dotarłem w końcu do centrum Elbląga. Stoję na ulicy 12 lutego i nie mogę się nadziwić ludzkiej głupocie. Wszystkie sklepy rozkradzione. Co oni mają zamiar zrobić z tym całym sprzętem? Możę sprzedać, by zarobić na życie? Już bardziej rozumiem tych co podpalają te sklepy, przynajmniej się ogrzeją. Przed chwilą minąłem kilku chłopaków, których pamiętam jeszcze z liceum. Postanowili podpalić kochane II LO. Akurat im się nie dziwię. Idę do Anki.

11:08

W normalnych okolicznościach powinienem teraz a) płakać lub b) wyrywać włosy z głowy lub c) kopać przechodniów lub d) napisaś Cierpienia Młodego Wertera II ale ponieważ okoliczności nie są normalnie, więc najzwyczajniej w świecie otwieram kolejną puszkę piwa... Puśćiła się. Nie chcę nazywać ja głupią szmatą bo po co. Od dawna kręcił się koło niej jakiś koleś, ale wiedziałem, że mnie kocha i ufałem jej. Ale w obliczu naszego drugiego słońca miłość okazała się niczym wobec pięknie umięśnionego ciała. Korzystając z własnej pary kluczy zastałem ją z nim w kuchni (po co łóżko psuć). Nawet nie zauważyła mnie. Oto czym jest wasza miłość poeci! Szkoda, że nasz kochany wieszcz narodu nie dożył tej chwili. Miłość jest wieczna, miłość przezwycięży wszystko - ile razy to słyszałem. Puste słowa! Uczucia straciły swe znaczenie. Ktoś nazwałby to zezwierzęceniem. Błąd! To jest właśnie to nasze człowieczeństwe, które sączy się z nas teraz każdą szczeliną. Pierdolę to człowieczeństwo! Dzwonię do chłopaków z liceum.

11:21

Chyba się na prawdę zdenerwowałem. Puszki kończą się coraz szybciej. Wyostrzają sie niebezpiecznie zmysły. Z Michałem i Waldkiem umówiłem się dopiero na 17. Pochodzę jeszcze trochę po mieście. Wiem. Pójdę po raz ostatni na Stare Miasto.

12:46

Doskonały relaks takie szwędanie się bez celu. Do tego z browarem i bez strachu, że Straż Miejska wyskoczy zza rogu. Stare Miasto jakoś nie cieszy się popularnością. Mało tu ludzi. Najwięcej w sumie to można spotkać ich w kanale, pływają głową do dołu i coś chyba się nie ruszają. To są tak zwani bardzo niecierpliwi. Nie mogli poczekać tych kilkunastu godzin i się utopili. Nawet sporo ich jest. A w tym właśnie momencie ktoś do nich dołącza. Ups. Chyba zamiast w wodę trafił w betonowy słup podppierający most. Nie zazdroszczę, zwłaszcza że chyba jeszcze żyje. I po co się było tak spieszyć...

14:02

Po zwiedzeniu Starego miasta spotkałem się z koleżanką z liceum, która szła do biblioteki oddać książki. Tego że biblioteka już nie funkcjonuje nie powiedziałem. Niektórzy broniąc się popadnięciem w obłęd wytwarzają chyba swego rodzaju barierę i nie przyjmują pewnych rzeczy do wiadomości. "Ignorancja to Siła" jak powiedział Orwell. Dla niej i dla wielu innych żadnej komety nigdy nie było i świat toczy się nadal swoim trybem. Nie chciałem wpędzać ją w obłęd i pozbawiać resztek jej własnego świata. Siedzieliśmy nad kanałem i rozmawialiśmy o sprawach błahych. Wiedziałem, że jest to nasze ostatnie spotkanie. Zawsze darzyłem ją sympatią. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi (cholera, łapię sam siebie na czasie przeszłym). W takiej właśnie chwili jak ostatnie spotkanie powinno się sobie takie rzeczy wyznać. Powiedzieć coś co sie chciało powiedzieć już dawno temu. Ale jak wiadomo jak się coś powinno zrobić to się tego nie robi. Pożegnałem się z nią w sposób zwyczajny. Na odchodnym zaprosiła mnie jeszcze jutro na kawę do siebie... Błogosławieni ślepi...

15:11

Nadszedł czas na gitarę. Postanowiłem robić dziś wszystko na co mam ochotę i tak zrobię. A ponieważ mam właśnie ochotę pobrzdąkać, więc pobrzdąkam. Może nawet pośpiewam. Podobno najlepiej się gra pod wpływem emocji. Miłość, nienawiść, nadzieja doprowadziły do stworzenia setek kompozycji. Mi jednak zawsze najlepiej służyła obojętność i tak też było dzisiaj. Dałem przed chwilą chyba swój najlepszy występ. Fakt, że stanowiłem zarazem zespół jak i widownię nie ma tu żadnego znaczenia. Najpierw improwizacja. Powoli, bez pośpiechu, jak najwięcej głebi.

16:04

Minęło kilka godzin od ostatniego opisu stanu społeczeństwa. Seks uliczny chyba już się skończył. Ludzie szwędają się teraz bez celu i przypominają żywe…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych