Trup w szafie
Historia pewnej dziwnej śmierci
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sierpniowe słońce stało wysoko. Na niebie ani jednej chmurki. Drzewa łagodnie szumiały, ptaki radośnie ćwierkały, przyroda tętniła wprost życiem. Tylko trup w szafie był jak rysa na szkle. Leżał spokojnie, nikomu nie wadząc, czasem tylko nieznacznie drgał- to ścierwojady ucztowały. Wprowadzał lekką dysharmonię w ten piękny dzionek. Ale póki co to nikt o nim nie wiedział… *** Mały Janek zjadł obiad i czym prędzej udał się do swojego pokoju by pograć w ulubioną grę. Przechodząc przez salon skrzywił się z niesmakiem, wciągnął i wypuścił kilkakrotnie powietrze z płuc, po czym zawrócił do kuchni, do mamy: -Mamo, a w salonie to brzydko pachnie, jakby coś zdechło. -Pewnie Lord wytarzał się znowu w jakiejś padlinie, w lesie. Wyrzuć go na dwór. Przyjdzie tatuś to go wykąpie, w końcu to jego pies. Skaranie boskie z tym kundlem- pogłaskała pieszczotliwie malca po główce- Zrobisz to, o co mamusia prosiła ? -Tak, mamo, już idę. *** Czy ten mały gówniarz nie mógłby zajrzeć do tej cholernej szafy ? Oczywiście pewnie zapomniał, że nie tak dawno bawił się ze mną w chowanego. Nie znalazł mnie to poszukał sobie innej zabawy. Ach ta dziecięca beztroska… Już tak szybko pogodzili się z moim zniknięciem ? Co mi jest, do jasnej cholery ? Nie mogę się ruszyć i w ogóle nie mam czucia, jakbym był sparaliżowany. Ale przecież to bez sensu, dokładnie pamiętam, że zanim straciłem przytomność, nie zaszło nic, co mogłoby ją spowodować. Zasłabłem chyba, no bo cóż innego mogłoby się wydarzyć w tej starej, głupiej szafie ? Wcale mi się to nie podoba. *** - Mamo, mamo ! - Co znowu ? Idź się gdzieś pobawić, jestem zajęta, a i głowa zaczyna mnie boleć od tych twoich wrzasków- spojrzała gniewnie znad zlewozmywaka. - Ale..- Jaś nie dawał za wygraną. - Żadne ale, co cię dzisiaj napadło, że jesteś taki nieznośny ? – lewa brew uniosła się znacząco. -No, bo Lord jest na podwórku, leży sobie. A w salonie tak cuchnie, że przejść się nie da. -Aleś delikatny mi się zrobił. Nie tak dawno w pieluchy robiłeś i było dobrze.. No dobra, idź już sobie, a ja to zaraz sprawdzę, obiecuję - westchnęła. Chłopiec oddalił się spiesznie, nie chcąc już więcej denerwować mamy. Salon ominął szerokim łukiem. *** Jezu, a to co ? Brzuch mi się rusza, czy jakiej cholery ? Faluje tak jakoś podejrzanie dziwnie.. Kurwa, a jeśli to.. Nieee ! *** -Faktycznie coś tu brzydko pachnie, zgniłe mięso- mamrotała do siebie, jak to zwykle miała w zwyczaju- ciekawe co to może być ? A może lepiej nie wiedzieć ? Miała złe przeczucie, które, odkąd przekroczyła próg pokoju, zagnieździło się gdzieś na padołku i powoli, w miarę jak zbliżała się do szafy, rosło, tłumiąc systematycznie zdrowy rozsądek. Coś jej w głowie głośno krzyczało. Wiedziała, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Poczuła, że zaczyna brakować jej powietrza, ściany poczęły zbliżać się ku sobie. Bezdenne przerażenie przejęło kontrolę nad ciałem, i uciekła czym prędzej z dusznego i nagle tak obcego pokoju. *** Przecież to niedorzeczne, to tylko złe przeczucie. Nigdy tak się nie czułam, zwłaszcza we własnym domu. Nie można tak tego zostawić, trzeba coś zrobić. Niedorzeczność…- usztywniła wszystkie mięśnie, gotowa w każdej chwili do panicznej ucieczki, zbliżając się ostrożnie, krok po kroku, do salonu. Próbowała myśleć o czymś przyjemnym, nieistotnym, ale im bliżej do salonu, tym coraz śmielej sobie poczynało w jej głowie przerażenie, które do tej pory czekało uśpione. Przerażenie nie miało twarzy, uosobienia, i to właśnie było najgorsze. Dziki, pierwotny, nieokiełznany lęk, paraliżujący wszystkie zmysły jednocześnie. Stanęła jak wryta na progu, jej twarz zrobiła się momentalnie sino-blada, upodabniając ją do zombie. Początkowy bezmyślny wyraz twarzy zastępował z wolna grymas bezgranicznego bólu i męki. Usta otworzyły się do niemego krzyku. Trwała tak krótką chwilę, która dla niej rozciągała się niemalże w nieskończoność. Nagle coś w niej pękło, ocknęła się z odrętwienia i ponownie oddaliła się pospiesznie z miejsca, w którym już nigdy nie mogłaby wypocząć. *** Tadeusz, jak zwykle, piętnaście minut po szesnastej zjawił się w domu. Pracował w fabryce prezerwatyw, mieszczącej się o piętnaście minut drogi samochodem od jego domu. Lubił swoją pracę, jakkolwiek nie była ona zbyt ambitna. Jak każde dziecko miał różnorakie marzenia dotyczące przyszłości, lecz dorastając tracił je stopniowo, życie odzierało ze złudzeń. Śmierć rodziców w tragicznym wypadku w dużym stopniu się do tego przyczyniła. Długo egzystował, pogrążony w głębokiej depresji. I byłby pewnie w końcu podciął sobie żyły, gdyby nie cudowne zrządzenie losu, spotkanie z nią, Martą, które szybko przerodziło się w miłość, wesele i dziecko. Kochał ją z każdym dniem coraz mocniej, nie wyobrażał sobie życia bez niej. Toteż śmiertelnie się przeraził gdy zobaczył Martę leżącą pod progiem, bladą i rozdygotaną. Zobaczył w jej oczach strach, który momentalnie jemu też się udzielił. - Kochanie, co się stało, ktoś ci coś zrobił ? – zbliżył się, pogłaskał czule po głowie i z zatroskaną miną oczekiwał w napięciu odpowiedzi. Głos męża jakby ją otrzeźwił. Odwróciła przytomny wzrok i odparła : - A, to ty. Dobrze, że jesteś, tak się bałam, nie masz pojęcia… - Ale co się stało, nigdy cię takiej nie widziałem ?! Martwię się. - Nie wiem.. Przed chwilą myślałam, że zwariuję. Poczułam taki straszny smutek, jakby ktoś umarł - rozdygotany głos Marty stopniowo zyskiwał na sile - Najgorsze, że nie wiem skąd to uczucie, stanęłam w progu i..- przełknęła głośno ślinę – stało się. Jakby mi ktoś obuchem w łeb przywalił. - Ubieraj się, pojedziemy do lekarza, on cię zbada i wszystko będzie dobrze. Oby.. - Nie Tadek, coś się stało i nie ma to związku z moim zdrowiem. Czuję, że stało się coś złego, bardzo złego. - E tam, jesteś przewrażliwiona a i pogoda dzisiaj przygnębiająca. No już, ruchy, ruchy, im szybciej tym lepiej. Nie wiadomo czy doktor przyjmie o tej porze, wiesz jaki to kutas – uwielbiał być panem sytuacji i wiedzieć o wszystkim najlepiej. - Nie ! Tadek, na miłość boską, co ty wygadujesz ? Posłuchaj mnie chociaż dzisiaj. Czemu czasami jesteś takim dupkiem ? – oczy Marty się zaszkliły. Zabolało. - No dobrze, uspokój się kochanie. No teraz to i mnie przestraszyłaś. To co proponujesz ? - Objął Martę ramieniem i poczuł jak bardzo jest rozdygotana. Poczuł lekki niepokój. - Nie wiem, ale muszę stąd wyjść jak najszybciej, niedobrze mi – pognała szybko do łazienki i gwałtownie zwymiotowała. Tadeusz nie pamiętał kiedy widział ją ostatni raz w takim stanie. Głęboka bruzda przecięła jego czoło. Próbował się skupić i wymyślić coś konstruktywnego, ale zasiany wcześniej niepokój pogłębiał się i rozrastał. - Cholera... *** Nie no, to musi być sen ! Ale czemu dałbym sobie rękę odciąć, że tak jednak nie jest ? Dobra, Stefan opanuj się, myśl, myśl ! *** Tadeusz ruszył w kierunku łazienki, by zobaczyć czy wszystko w porządku z Martą. Zastał ją przyklejoną do sedesu, z rozczochranymi włosami i mamroczącą coś pod nosem. Niezbyt mu się to podobało. - Jak to było, kochanie ? Tak nagle, bez żadnej przyczyny czegoś się przeraziłaś ? - Dokładnie – jej głos dudnił lekko, dobiegając z głębi sedesu. - No dobra – zaczynał się niecierpliwić – A co robiłaś przedtem, przed tym całym zamieszaniem ? - Zmywałam. W międzyczasie przegoniłam Jaśka, bo mi przeszkadzał i marudził, że coś śmierdzi w salonie.. – przerwała i przełknęła głośno wzbierającą gulę – Jezu, to ten smród i to uczucie tam... Tadek, coś jest w salonie ! *** Wygląda na to, że jestem martwy. Chociaż nic nie czuję. Ale czy trupy czują cokolwiek ? Czy rozmyślają o tym jednocześnie ? Kurwa, niech coś się stanie, mam już tego powoli dość. Lepiej nie istnieć. *** - W salonie, powiadasz ? Okej, idę sprawdzić, też poczułem lekki fetor, ale myślałem, że to z lodówki. Może coś zdechło i leży sobie spokojnie na dywanie, zaśmiewając się z nas w martwym duchu – spróbował zażartować dla rozładowania napięcia. - Pewnie tak, a mnie ścięło z nóg z tego powodu – popatrzyła kpiąco, a z brody ściekały jej resztki dzisiejszego obiadu – Tadek, to musi być
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mikalandzelo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…