Trwanie
Wycicek z życia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdy twoje serce przestanie bić, Ja popadnę w obłęd, I nie będę mógł bez Ciebie żyć, Taka jest kolej rzeczy.
„Trwanie„
- - - - -
Leżałem we własnym łóżku wpatrzony w sufit. Leki uspokajające zaczynały już działać na mój nastrój. Gubiły mi się myśli a powieki powoli zamykały mi oczy. Sen skradał się w mój umysł.
Nie mogłem sobie na to pozwolić, czekałem na telefon. Wstałem. Moje ciało było rozluźnione a nogi zdawały się mnie same prowadzić. Podszedłem do okna, nie wiem, dlaczego ale zawsze tak robię gdy wstanę. Może to nawyk, lub też ciekawość świata za oknem, zmuszała mnie do tego.
Latarnie rozświetlały ulice swym bladym światłem. Po konarach drzew pędził zimny jesienny wiatr, siejąc spustoszenie i marznąc ludzi, którzy owego dnia wybrali się na przechadzkę.
Nie przejmowałem się tym, to było banalne. Nie zmartwiłby się nawet gdyby ktoś teraz rzucił kamieniem w szybę, rozbijając ją na tysiące kawałków. Tranxen zaczął już działać na dobre. Zalecenie lekarza, miał racje, gdyby nie ten lek, to z pewnością po mojej twarzy spływałyby teraz łzy.
Z każdą chwilą stawałem się coraz bardziej znużony, mój organizm potrzebował kofeiny, ogromnej ilości. Zasunąłem dokładnie zasłony i poszedłem do kuchni.
Zapach przypalonego oleju po frytkach nie zdążył się jeszcze dokładnie ulotnić. W zlewie leżały nie umyte naczynia z całego dnia. Spojrzałem tylko na nie pogardliwie, nikt i nic nie było w stanie zmusić mnie do ich umycia. Nie miałem na to najmniejszej ochoty.
Pstryknąłem włącznik czajnika elektrycznego, zaczął cicho mruczeć. Czajnik ble. Jak pomyśle o tej wstrętnej twardej wodzie, która się w nim gotuje, to aż mnie ciarki przechodzą po ciele. Wyjąłem z szafki największy kubek, nie używając łyżki wsypałem do niego kawę, chyba za dużo. Bajka potrzebowałem jej. Woda coraz głośniej zaczynała szumieć, była skazana na doprowadzenie do wrzenia. Usiadłem na krześle czekając na ten moment, popadając w melancholię, odcinałem się od świata. Ja rzucony bumerang, zaczęły powracać wspomnienia chwil, które spędziliśmy razem. Niezapomniane urywki z życia, które zgotował nam los.
- - - - -
Była ładną dziewczyną o ciemnych po ramiona włosach. Wysoka i smukła zwracała uwagę swoja delikatnością. Każdy jej krok był niczym lekki powiew letniego wiatru, który chłodził w upalne dni przynosząc ulgę. Czuł się dobrze w jej towarzystwie.
Spotkali się w umówionym miejscu. W parku. W tedy jeszcze nie wiedzieli, że coś między nimi iskrzy, było to ich drugie spotkanie, sami tego chcieli.
- Hej – rzucił nie śmiale. Chciał ją pocałować, lecz nie wiedział czy będzie to stosowne. - No cześć – uśmiechnęła się, podkreślając tym swoją urodę. - Jak się czujesz - spytał – mam nadzieje, że nie jesteś zbyt zmęczona. - W porządku. Dzięki że pytasz – odparła.
Stali tak chwile nie mogąc nic z siebie wykrztusić. Ona zauważyła, że sytuacja zaczyna być niezręczna. Podeszła do niego, wsunęła rękę pod jego ramie mówiąc:
- Chodź, przejdziemy się. Pokaże Ci nasz ładny park. Zapewne jesteś tu pierwszy raz. - Tak to prawda. Mieszkam od Ciebie tylko 40 minut jazdy samochodem, a tu jeszcze nie byłem.
Gdy tak spacerowali, mijali pełno ludzi, szczęśliwych kochanków, właścicieli wyprowadzających swoje pupile, samotników i staruszków korzystających z ostatnich promieni słońca, bo w końcu to najpiękniejszy park, otulony jesienną porą.
Ptaki przemierzały taflę stawu, zataczając kręgi, a te mniej płochliwe podpływały do brzegu, licząc na parę okruszków rzuconego im chleba. Niedaleko, obok trzcin siedział człowiek, raz po raz zarzucając wędką. Usiedli na trawie niedaleko brzegu, obserwując kaczki i łabędzie.
- Pamiętasz jak rozmawialiśmy przez telefon, mówiłaś, że jest tu bajecznie i miałaś racje. – zaczął - A widzisz. Nie kłamałam – uśmiechnęła się dumnie – Mam dobre oko, potrafię docenić piękno przyrody. - Szkoda tylko -kontynuowała -, że nie mamy czegoś dla tych ptaków, które się tu tak kłębią przy brzegu. - To nic.
Spojrzał na nią, delikatnie wsuwając palce w jej włosy. Miód jej włosów rozwiał po białej bluzce wiatr, a palce u dłoni splotły się delikatnie.
– One są tu po to, by zobaczyć nasz pierwszy pocałunek.
Nie pozostawało żadnej wątpliwości, że smak jej ust był najwspanialszą rzeczą, jaką od niej otrzymał. Długi i namiętny pocałunek sprawił obojgu wielką przyjemność.
- I jak, no wiesz w skali od jeden do sześciu. – był niecierpliwy, chciał od razu poznać jej opinie, nie pozwalając jej nawet tego przemyśleć. - Hmm – zamruczała – Siedem.
Siedzieli nad brzegiem jeszcze długo, rozmawiając o różnych rzeczach. Zdając się coraz bardziej przypadać sobie do gustu. To były piękne chwile. Lecz jak wszystko musiały się skończyć.
Słońce chyliło się ku zachodowi, dając ptakom do wiadomości, że jest już najwyższa pora udać się do swoich legowisk. Wędkarz też już zwinął sprzęt i udał się zapewne do baru na piwko.
To była ich pierwsza randka. Wspomnienie, które po niej zostało, jest nielotne i pozostanie w ich pamięci na zawsze.
- - - - -
Dźwięk oznajmiający zagotowanie się wody, wyrwał go z transu. Powoli wrócił do świata zalewając kawę. Wsypał cukier i ruszył do pokoju gdzie miał telewizor. Idąc przez korytarz, doznał dziwnego uczucia, że go ktoś woła po imieniu. - Marcin.. Mar... – głos umilkł tak szybko jak się pojawił. Co to było? Wzdrygnął się na samą myśl. Głos z zaświatów, rozdarte westchnienie przeszłości.
Zapalił światło, mrok przegrał walkę z elektrycznością, musiał. Wszystko było na swoim miejscu. Miał dobrą pamięć wzrokową, zauważyłby zmianę położenia nawet najmniejszej rzeczy, którą posiadał. Podszedł do telewizora, mijając po drodze fotele i stolik. Już miał go włączyć, gdy jego wzrok skierował się na zdjęcie, które stało obok. Ujął je w dłoń, delikatnie zaciskając na nim palce.
Na zdjęciu byli razem, skąpani w słońcu południowej Korsyki. Bawili się w tedy świetnie, a piękno tamtejszych krajobrazów dopełniało udany wypoczynek, na który razem się zdecydowali odrzucając ofertę na mazurach ze znajomymi.
Widząc jak się razem obejmują, zalała go fala smutku.
- Boże proszę Cię – załamał mu się głos – tylko nie moja Weronika.
Z każdą chwilą coraz bardziej zaczynała go pożerać rozpacz.
- Proszę Cię, tylko nie to! – spojrzał jeszcze raz na fotkę i odłożył ją na swoje wieczne miejsce.
Włączył telewizor. Ekran rozbłysł swoim starym, wiernym blaskiem, by po chwili pojawił się na nim obraz kanału. Łóżko było kuszące i duże, zapraszało do siebie, lecz on zrezygnował z tej pokusy.
Czekał aż kawa wystygnie, przełączając z kanału na kanał.
- Czy w tej przeklętej kablówce niema czegoś sensownego. – Sięgnął po kubek – Ciągle te wiadomości – pociągnął długi łyk, kawa miała gorzki i mocny smak, dał zdecydowanie za mało cukru.
Czas leciał powoli, aczkolwiek twardo i zdecydowanie przesuwał się do przodu, śmiało tworząc historię. Patrząc w ekran, był myślami gdzie indziej. Wracał do poprzednich lat i myślał tylko o niej. Leki powodowały, że powrót wspomnień był łatwy i bardzo realistyczny, a popijana kawa potęgowała ich działanie.
- - - - -
Dzień, w którym się poznali był jak każdy inny, lecz jaki ważny dla ich obojga. Było to w szpitalu, razem leżeli na tym samym piętrze, nie wiedząc o swoim istnieniu. Znajomość zaczęli w bardzo niefortunny sposób, a zarazem delikatny i prosty.
- Cześć, co tak sama siedzisz. – Podniosła głowę z nad komórki, a światła na korytarzu rozjaśniły jej delikatną twarz. - Piszę smsa. – odpowiedziała - Ach tak, czyżby do chłopaka. – chciał wiedzieć czy jest wolna. - Oj nie. To tylko taki niewinny sms do znajomej. -To fajnie. Słuchaj leżysz tu niedaleko, sama jesteś w pokoju. Tak? Co powiesz na to, jeśli wpadnę do Ciebie na małą pogawędkę?
Chciał jeszcze chwilkę porozmawiać, lecz śpieszył się na zasłużonego papierosa.
- Jeśli chcesz to przyjdź – zgodziła się – tak bardzo się tu nudzę, pełno tu staruszków mówiących od rzeczy, a fajnie byłoby porozmawiać z kimś w swoim wieku.
Zrobił to, co musiał i chciał, spalił papierosa w szybkim tempie i niezwłocznie udał się do jej pokoju. Słodycze, które ze sobą zabrał nie zostały wyczerpane w przeciwieństwie do tematów, których im zabrakło. Może to i dobrze, bo wreszcie przestali udawać, a rozmowa potoczyła się zgodnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Naczo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…