Trzeba się obudzić
Powszechny motyw w literaturze emo, przedstawiony w sposób co najmniej niewyrafinowany, wręcz ukazany grubiańsko.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z ogromnym trudem podniósł się i poczłapał do łazienki. Woda kapała przeraźliwie głośno. - Trzeba się obudzić... - rzekł smętnie sam do siebie młody mężczyzna. Bez większego zaangażowania wykonał czynności określone przez naukowców mianem porannej toalety i przeniósł karton swej egzystencji zwany potocznie ciałem do kuchni. Tam po jego granatowej piżamie spłynęła poranna kawa, która nie chciała trafić z przeźroczystego dzbanka do kubka w serduszka. Jego oczy nie wyrażały zainteresowania tą sytuacją, ale usta wykrzywiły się w beznamiętnym grymasie. Wstał od stołu i podszedł do okna. Na ulicy szalała szaruga. Szare, asfaltowe oblicze miasta czyścił poranny deszcz. Ciemne niebo, zsyłające potężne krople wody, ani myślało się rozwiać. Tajemnicze siły przyrody, okrywające ciągłym kołem życia całą planetę, działały także i w Polsce. Mężczyzna odszedł od okna. Miał dość widoku wodnych kropel, które tak bardzo przypominały łzy. Nie miał, co ze sobą zrobić. Nie chciał myśleć o przyszłości, rozpamiętywać przeszłości, ani żyć teraźniejszością. Najchętniej wróciłby do ciepłego łóżka i położył się spać. Jednak tego też mu się nie chciało. Bezrozumnie usiadł przy biurku i zaczął pisać list do matki. Nakreślił jedynie kilka zdań. Potem zgniótł kartkę i wyrzucił za siebie. Za oknem uderzył grzmot. Gromowładny po raz kolejny zsyła mi znak? - pomyślał. Wstał od biurka i podniósł zmiętą kartkę papieru. Jeszcze raz przeczytał krótkie słowa pożegnania i przeprosin. Nie spodobało mu się. Wcale nie chciał odchodzić, ale nie mógł postąpić inaczej. - Trzeba się obudzić. - szepnął cicho, ale pewnie. Wstał. Nie zdecydował się iść. Usiadł ponownie. Kolejna błyskawica przeszyła niebo nad miastem. Zaczął pisać od nowa. Nie mógł jakoś nigdzie bez tego wyjść. "Witam cię, kochana mamo. Jeśli czytasz ten list to pewnie wiesz już, co się stało. Może postaram się przynajmniej wytłumaczyć, dlaczego stało się to, co się stało. A może jednak nic się nie stało. Ale o tym pozwól, że zdecyduję ja. Wszystko zaczęło się pewnego zimowego wieczoru. Jak, co tydzień, w sobotę razem z Mirkiem i Radkiem poszedłem na dyskotekę. Tym razem miało być jednak inaczej niż zwykle. Wszyscy przed wyjściem zaopatrzyliśmy się w tabletki. Nie były to byle jakie tabletki, bo zawierały w sobie [składnik, który zawiera w sobie tabletka gwałtu]. Lekarz ci wytłumaczy. Wszyscy, oczywiście, wykorzystaliśmy okazję i po godzinie, wraz z najlepszym towarem jaki był na imprezie, wyszliśmy do parku. Ustawiliśmy się w około dwudziestometrowych odstępach i zaczęliśmy. Oczywiście nie zapomnieliśmy o zabezpieczeniach, nie chcieliśmy przecież złapać jakiegoś syfa. Po udanym stosunku, jak gdyby nigdy nic wróciliśmy do domów. Tak, czy inaczej po tym wydarzeniu złapało mnie ogromne poczucie winy. Przecież razem z Mariolką mieliśmy takie wielkie plany. Oczywiście nic jej nie powiedziałem, ale ona sama, z mojego zachowania,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Denzelon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…