Trzeci czynnik część I
Opowieść o trojgu rodzeństwa: Piotrku, Adamie i Monice, które zostaje postawione w niesamowitym i przerażającym splotowi niebezpiecznych zdarzeń, które można określić wspólnym mianem: Nie z tego świata. Wszystko rozpoczyna się, od chwili, gdy do ich
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Prolog{/b}
{b}Istnienie czynnika PSI we współczesnym świecie.{/b}
’’Do tej pory, nauka nie zdołała znaleźć racjonalnego wyjaśnienia dla wielu zjawisk, których obecność może mieć znaczący wpływ, dla życia wielu ludzi. Nie jest przypadkiem, że ich istota, i sposób, w jaki działają, bywa w wielu przypadkach dość spontaniczna, nieregularna, nie powtarzalna, oraz niedająca się, badać wedle ściśle określonych przez konserwatywnych naukowców reguł. Nie powinno być to jednak powodem, dyskryminowania czy też całkowitego ignorowania ich. Owszem, wiele z przypadków ich „rzekomej” manifestacji, było zwykłym nieporozumieniem, zbiegiem okoliczności, czy też wręcz celowym działaniem, polegającym na wprowadzeniu w błąd opinii publicznej, dla osobistych korzyści. Nie mniej, zawsze pozostaje ten mały, mikroskopijny odsetek, który każe nam zastanowić się, nad otaczającym nas światem, znacznie głębiej. Jak powiedział pewien grecki filozof „Są na tym świecie rzeczy, które nie śniły się filozofom”. Nie jest to tylko czcze gadanie, pozbawione jakiegokolwiek sensu. Już wtedy, w świecie zdominowanym przez potężnych bogów, herosów i wszelakiej maści potwory, zastanawiano się nad tym w stopniu dorównującym stawianiu teorii naukowych w naszym, współczesnym świecie. (…)’’ ’’ (…) Człowiek zawsze należał do niesamowitych istot, pragnących za wszelką cenę budować oraz wzmacniać swą dominacje na planecie, której nie omieszkał nazwać ziemią. Ze wszystkich sił próbuje oswoić naturę i podporządkowywać sobie nowe obszary, zarówno na ziemi jak i poza nią. Jest gotów iść po przysłowiowych trupach, by tylko osiągnąć swój zamierzony cel. Owszem, wśród rodzaju ludzkiego, większość przedstawicieli, jest zwyczajnymi, niebędącymi inicjatorami takich celów osobami. Często także natura przypomina o sobie, poskramiając nas, swym fantastycznym i potężnym arsenałem (powodzie, huragany, trzęsienia ziemi itp.). Stopniowo wiedza o nich rośnie, i to znacząco. Nie potrafimy ich powstrzymać, ale możemy je przewidywać z mniejszą, bądź większą dokładnością, tak, by móc ratować ludzkie istnienia. I to właśnie, dlatego się nimi interesujemy, dlatego właśnie nasze wysiłki w tym celu są tak wielkie. Zjawiska nadprzyrodzone, także mają charakter potężny i niesamowity. Nie są one jednak tak powszechne, a zaryzykowanie stwierdzenia, że występują wyspowo, nie będzie tutaj znaczną przesadą. Podobnie jednak jak wulkany i huragany potrafią w dość ’’brutalny’’ sposób ingerować w nasze codzienne życie, a zaświadczyć o tym może, zaskakująca większość osób, które, na co dzień nie ujawniają swych przeżyć mający charakter paranormalny, z obawy przed ośmieszeniem. I wydaje się, że słusznie. Ci, którzy zgadzają się zabrać głos, z reguły są całkowicie ignorowani, przez tych, którym powinno na tym najbardziej zależeć, czyli uczonych, i nas, bo to nas wszystkich dotyczy. Nieważne, jaki będą te zjawiska mieć naturę, czy charakter. Nie jest ważne, czy będzie to nawiedzony dom, osoba obdarzona mocą czytania w ludzkich myślach, czy niedające się w żaden racjonalny sposób wyjaśnić anomalie pogodowe. Ważne jest, byśmy nauczyli się, nie tyle, co wierzyć na słowo, ludziom, którzy szerzą pewne twierdzenia bez żadnego pokrycia, lecz to, byśmy nauczyli się szukać prawdy, próbować dociekać, szukać dowodów, i nie odrzucać tego, co bywa oczywiste. Gdy będziemy już to potrafili, być może wtedy zrozumiemy, i sprawimy, że życie na ziemi, nie będzie musiało uciekać się do tak prymitywnych żądzy, o których zdążyłem wspomnieć już wcześniej. Było by cudownie, gdyby ludzkość mogła żyć w całkowitej świadomości i pokorze dla otaczającego nas świata, zarówno tego poznanego, jak i tego, który czeka, byśmy go odkryli. Zawsze musimy jednak pamiętać o tym, by za wszelką cenę chronić, to, co posiadamy, przed chciwością, żądzą władzy i rozprzestrzeniającej się niczym zaraza zemsty, na tych, którzy prezentują właśnie te negatywne cechy. Niekiedy jednak, człowiekiem potrafi kierować coś innego, coś, co zmienia go w potwora, który niszcząc świat, pragnie jedynie patrzeć jak ludzie wokół cierpią, i toną w ogarniającej wszystkich bezradności. (…)’’
{u}Mgr:Robert Connors{/u}
{b}Rozdział I – Nawiedzony dwór.{/b}
’’Nawiedzenia przewijają się przez niemal całą historię człowieka. Wiara w duchy i życie pozagrobowe są głęboko zakorzenione w sercu wielu wierzących ludzi. A prowadzi do nich nieuchronność tego, co przeraża nas najbardziej. Śmierć. Każdy z nas wierzy, albo przynajmniej pragnie wierzyć, że dzień, w którym wydamy ostanie tchnienie, nie zakończy się na tym, że nie zostaniemy jedynie rozkładającym się ciałem zdanym na łaskę bakterii i padlinożernych insektów. Dlatego właśnie, mamy całą mnogość miejsc pokroju Edenu, czy też Hadesu. Najbardziej nam bliska jest wiara, że po śmierci za sprawą boga, pójdziemy do jednego z trzech miejsc: Piekła, czyśćca, bądź nieba. Tudzież niezwykle trudno, nawet kościołowi, jest rozpatrywać przypadki, w których to nasze przyszłe, duchowe życie, nie zakończy w jednym z tych miejsc, lecz pozostanie w martwym punkcie, czy też raczej więzieniu, jakim może być miejsce, które niegdyś było naszym domem. Nawiedzone miejsca budzą strach, jednak jeżeli rzeczywiście, są to miejsca, w których, rzekome dusze zmarłych, czy też inne rodzaje bytów, należy się zastanowić, czy rzeczywiście, to my mamy powód do lęków, czy też raczej istota, która znajduje się wyobcowana, w miejscu, do którego w ogóle nie pasuje, i w którym jest zupełnie sama, pozostawiona niekiedy na łasce czegoś, bardzo niebezpiecznego, nie tylko dla niej same.’’
Zapadł zmrok, niebo spowiła gęsta warstwa chmur, z których zrodził się niezwykle obfity deszcz, burza zaczęła dawać o sobie znać w postaci piorunów, które zaczęły błyskać bez opamiętania. Ścianę deszczu przebił pędzący po szosie samochód terenowy, żywcem przeniesiony z najlepszych zagranicznych salonów. Gnał z zawrotną prędkością, i zdawać by się mogło, że nic go nie może zatrzymać. A jednak. Terenówka zjechała z trasy, zatrzymując się tuż przed zieloną tabliczką z napisem: {b}Borkowice.{/b} Z auta wysiadł mężczyzna o dość młodym wyglądzie. Ciało tegoż szaty(a)na do kolan zakryte było przez ciemny z zewnątrz, a ciemnozielony od środka płaszcz, oczy zaś przysłaniały okulary przeciwsłoneczne. Pogoda najwidoczniej była mu nie w smak. Deszcz ociekał po szkłach wprost na jego oczy, ubranie momentalnie przesiąkło niemal całkowicie. Nie przeszkodziło mu to jednak w chwilowej krzątaninie wokół pojazdu. - Cholerna pogoda. – zaklął po cichu. Facet wyciągnął z samochodu jakiś przedmiot, po czym uderzył go zdecydowanym ruchem ręki w cienki bok. - Cholerna nawigacja. – Zaklął ponownie. Kolejny cios ręką sprawił, że urządzenie (o dziwo) zaczęło znów właściwie działać. Mężczyzna miał właśnie wsiąść do samochodu. W pewnym momencie poczuł na szyi chłodne ostrze. - To nasz teren, a teraz również nasza bryka i nasza kasa. – odezwał się głos z za pleców. Z pozoru groźna sytuacja, w ogóle nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, wręcz przeciwnie, na jego twarzy zagościł o dziwo… uśmiech. Wystarczyła mu bowiem jedna chwila, by sprawnie wyrwać się z objęć bandyty. Po chwili jednak, z pobliskich krzaków wyskoczyło trzech jego kompanów. Każdy z nich ubrany był w czarne peleryny przeciw deszczowe, zaś twarze zakryte były przez czarne kaptury. Otoczyli faceta. Ten, na ich widok wykonał falę palcami prawej ręki. Jeden z nich podszedł do niego, usiłując dźgnąć go nożem, nim jednak zdołał to zrobić, nieznajomy pochylił się i unikając ostrza, złapał za jego rękę, którą uderzył nadchodzącego od jego prawej strony człowieka, a następnie, pchnął tego którego złapał na kolejnego z nich. Kiedy cała trójka leżała pokonana na ziemi, on z pod płaszcza wyciągnął niewielki pistolet, po czym podszedł do człowieka, który jako pierwszy go zaatakował, i przystawił go do jego czoła. - Zaskoczyłeś mnie, jestem pod wrażeniem, choć muszę przyznać, że kiedy ostatnio tu gościłem, okolica była znacznie bardziej…spokojna. - Kim ty do diabła jesteś? Psem? Jakimś tajniakiem? - Nie, widzisz ja jestem z tych, naprawdę złych ludzi. - Złym tak? Jakoś nie wyglądasz na takiego picusiu. - Pozory bywają zwodnicze. – odpowiedział ze spokojem - Tak, no to udowodnij, śmiało zastrzel mnie! - Mógłbym to zrobić, ale co by mi z tego przyszło, cztery niepotrzebne nikomu trupy? - Po prostu nie masz jaj by to zrobić. - Słuchajcie, zabić kogoś to nie sztuka, wyzwaniem jest żyć z świadomością, że posłało się człowieka do stu diabłów. Ja wprawdzie nie mam wyrzutów sumienia, ale…, słuchajcie bo jeśli zaś chodzi o was, to przydacie mi się jeszcze. Zobaczycie. Przy okazji te peleryny i kaptury, może i są straszne, ale na dłuższą metę…to nie wystarczy, podkreślcie swój charakter czymś rzucającym się w oczy, dającym się we znaki nie tylko ciału, ale i wyobraźni. Mężczyzna miał właśnie wrócić do swojego samochodu, lecz w pewnej chwili, zupełnie jak by sobie o czymś przypomniał, znów podszedł do bandyty - Jeszcze jedno, nazywam się…{b}Doktor X{/b}. Teraz ze spokojnym sumieniem odszedł do samochodu, by móc kontynuować jazdę. Bandyci z kolei skryli się w krzakach z których wcześniej wyłonili się, by móc w milczeniu i trwodze przed groźnym nieznajomym, przeczekać deszczową pogodę.
Potężny grzmot rozjaśnił pogrążone w ciemnościach niebo. Trójka młodych ludzi: Marek, Radek i Paweł, przerażeni i przemoczeni do suchej nitki biegli w kierunku starego domu, który wraz z budynkiem znajdującym się naprzeciwko, położony był na uboczu niewielkiej miejscowości. - Nie oglądajcie się, biegniemy dalej! – Krzyknął Marek. - Tam się coś świeci! – Krzyknął najniższy z nich zwracając im jednocześnie uwagę na fioletowe światło wydobywające się po lewej stronie budynku. - Chrzanić to! Szybko! – Poganiał ich Paweł. Wszyscy ostatkiem sił wbiegli do środka. Wnętrze było jeszcze bardziej przerażające, niż na zewnątrz. Ściany pokryte były odłażąca tapetą i spróchniałymi panelami, zaś po lepiącej się jakimś śluzem podłodze walały się zniszczone przez czas meble. Do tego należy dodać smród przegniłych fundamentów oraz swąd surowych ryb, unoszący się zewsząd. Na dodatek budynek w każdej chwili groził zawaleniem. Nie trzeba dodawać, że takie miejsce z powodzeniem potrafi działać na ludzką wyobraźnie i że trudno jest odróżnić fakty od projekcji ludzkiego umysłu. Próbując przeczekać nawałnice, kucnęli tuż pod oknem licząc na to że szybko przestanie padać. Szybko jednak zaczęli zdawać sobie sprawę z tego że nie są sami. Jakiś hałas z pobliskiego pomieszczenia sprawił że włosy stanęły im dęba. - Słyszałem, że tu straszy. – odezwał się drżącym głosem Radek. - Daj spokój! Chyba nie wierzysz w te bzdury? – Zganił go Paweł. - Jakie bzdury, tu podobno zostali zamordowani jacyś ludzie, a teraz ich duchy się mszczą. - Mówiłem ci Radzio, byś nie oglądał tyle horrorów, mózg ci się od nich lansuje. – Odrzekł Paweł. Kolejny, potężny piorun uderzył w gałąź pobliskiego drzewa, spotęgował w nich uczucie strachu. - Wynośmy się stąd! – Krzyknął Marek. - Stary nie pękaj! Spójrz za okno leje jak z cebra, chcesz by cię przemoczyło? Proszę bardzo. – Odpowiedział mu Paweł. - Wole jednak nie. - Wyluzuj, nic nam nie będzie. Niebo nagle, zaczęło się rozjaśniać, słychać było dziwny, narastający, buczący dźwięk. W pomieszczeniu zrobiło się przeraźliwie zimno, gwałtowny wstrząs sprawił, że wszystko zaczęło spadać z półek. Przerażeni chłopcy wybiegli z pomieszczenia. Niebo spowiła fioletowa mgła, przez którą przebijały się trzy jasne punkty. - Co się dzieje? - To te duchy! - Zamknij się! - Uciekajmy stąd, szybko! – Wrzasnął Adam Z wnętrza budynku obserwowała ich niewyraźna sylwetka człowieka, W jednej chwili rzuciła się na chłopców. Ci słysząc chlupotanie, jakby biegnącej po wodzie postaci, rzucili się do ucieczki. Jeden z oślepiających niebo gromów, niespodziewanie trafił w Marka, zmieniając go w popiół. Pozostała dwójka, nie oglądając się za siebie uciekała w popłochu zostawiając w tyle stary dom, oraz leżące w jego pobliżu głazy ułożone w charakterystyczny symbol, które tej nocy rozświetlały okolicę fioletowym światłem.
W Borkowicach nastał ranek, po burzy niema już śladu, a błękit zagościł chyba na długo. Blask słońca wzbudził Piotrka ze snu. Przeciągnął się kilka razy, po czym mozolnie wygrzebał się z łóżka. - Czas na śniadanie! – zawołała go mama. Nie tylko zresztą jego, ale również siostrę oraz brata. On z całego rodzeństwa był najmłodszy, Jego brat Adam, był starszy od niego o rok, Monika zaś, o dwa lata. - Kto ostatni dobiegnie do stołu ten ciapa!- krzyknęła Monika. Piotrek natychmiast zerwał się, próbując z dążyć przed resztą rodzeństwa. Na śniadanie były grzanki z dżemem. Adam dobiegł jako pierwszy, zaś pozostała dwójka tuz po nim, niemal równocześnie zasiadła do stołu. - Więc oboje jesteście ciapami. – Odparł Adam trzymając w dłoni tosta. - Nie do końca, mamy po prostu remis, kiedyś trzeba będzie to rozstrzygnąć. – Odparła uśmiechnięta dziewczyna. Dzieciaki szybko zabrały się za jedzenie Po kilku minutach talerze świeciły pustkami, zaś na stole nie było już ani jednego tostu. Teraz, po obfitym posiłku (jak na śniadanie przystało) przyszła pora na odpoczynek. I doskonale wiedzieli jak można by ten czas spożytkować. Jako że od tygodnia trwają wakacje, cała trójka miała w planach wspólnie zaplanowany wypad do lasu mający być częścią jednodniowego biwaku z ogniskiem i pieczonymi na patykach kiełbaskami. By omówić szczegóły tej eskapady, ich mama zaproponowała im by przedyskutowali to na świeżym powietrzu. Wszyscy zgodni co do tego, wybiegli do ogrodu gdzie mogli wygodnie zasiąść na ogrodowych krzesłach przy stojącym po środku trawnika, białym plastikowym stole. - Powinniśmy wszystko dokładnie zaplanować. – Rozpoczął dyskusje Adam. - Też tak myślę, najlepiej będzie przydzielić każdemu jakieś zadanie. – Zaproponowała Monika - No dobrze, ale najpierw musimy zdecydować gdzie je urządzimy, nie możemy przecież rozpalić ognia w lesie. – Odparł Adam. - Racja, dlatego proponuję zorganizować je na polanie nad Struga Cisową. – Rzucił propozycją Piotrek. - Struga Cisowa? Wiesz że nad nią położony jest stary dwór? - Wierzysz w te całe duchy Adam? - Wiem że to jedyne miejsce we wsi, w które matka zabroniła nam chodzić. To nie może być jakieś głupstwo. - Ale nie wspominała nam nigdy o tym, by kiedykolwiek widziała tam jakieś straszydło, ani że w ogóle tam była, lub ktoś kogo zna tam był. – Odparł inteligentnie Piotrek. - Może nie chciała abyśmy się bali, albo sama się boi, że nie uwierzymy jej.- Wtrąciła Monika. - Tak, czy siak, duchy przecież nie istnieją, więc ja tam jestem skłonny iść tam.- Skomentował ostro Piotrek. - Ale mama… - Mama o niczym się nie dowie. To jak, idziesz, czy nie? - No nie wiem, A słyszeliście o Czaszkach? - O kim? - Czaszki, no wiecie, mówią że to gang satanistów i zwyrodnialców, słyszałem, że podobno kręcą się po okolicy. Może mają tam kryjówkę? - Kiepska wymówka, sama widziałam jak po kryjomu piłeś z kolesiami piwo na osiedlu bloków, nie przejmując się zbytnio gangsterami, a tego też nam chyba nie wolno? Boisz się po prostu duchów i tyle. - Wcale że nie! Z resztą polana nad rzeką będzie dobrym miejscem. - Świetnie, no to postanowione, idziemy nad rzekę. – Ogłosiła dumnie Siostra Piotrek przez chwilę milczał wsłuchując się w spór brata z siostrą, w końcu jednak cisza, którą nie chciał na nikogo zwracać uwagi stała się najbardziej wyróżniająca z pośród kłócącego się rodzeństwa. - Dlaczego nic nie mówisz? – Zapytał go trochę zdenerwowany Brat - Nie chciałem wam…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Joker23
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…