Wróć do katalogu

Trzeci czynnik część II

Opowieść o trojgu rodzeństwa: Piotrku, Adamie i Monice, które zostaje postawione w niesamowitym i przerażającym splotowi niebezpiecznych zdarzeń, które można określić wspólnym mianem: Nie z tego świata.

Joker23, opublikowano , 20 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Rozdział II – Burza{/b}

’’Zjawiska pogodowe są równie niezwykłe, co niebezpieczne. Błyskające w burzowe popołudnie pioruny są niezwykle piękne, ale potrafią okazać się być mordercze. Wirujący lej trąby powietrznej, także potrafi wciągnąć człowieka (zarówno w przenośni jak i dosłownie), swymi dostojnymi ruchami i gracją, za sprawą której jedne domy są burzone z dziecinną łatwością podczas gdy inne, często znajdujące się w sąsiedztwie, pozostają całkowicie nietknięte. Czasami, okazuje się jednak, że wysoko, ponad chmurami, dzieją się znacznie bardziej niesamowite rzeczy, które nie znajdują żadnych logicznych wytłumaczeń. Nie jest to jednak powód do tego, by nie próbować ich szukać. Jeszcze do nie tak dawna, piorun kulisty był wytworem ludzkiej wyobraźni, teraz jest jednym z ciekawszych zjawisk, które trapią swą niezwykłością fizyków. Ciekawe może być również to, co kryje się w niebie, i od czasu do czasu, spada na powierzchnię ziemi. A są to najróżniejsze rzeczy: bryły lodu rozmiarów ludzkiej głowy (ktoś widział kiedyś taki grad?), Kamienie, nieznanego pochodzenia substancje, żywe zwierzęta takie jak płazy czy ryby (teoria z tornadem, które je przenosi jest niezła, ale raczej ciężko mówić o „selektywnej wybiórce” przez to zjawisko konkretnych gatunków, bo tak właśnie najczęściej dzieje się podczas „żabich deszczów”), kawałki mięsa, krew…, można by tak wyliczyć w nieskończoność. Czy za wszystkie te przypadki może odpowiadać jedynie natura i człowiek? Może tak, ale czasami warto się zastanowić nad tym głębiej, by móc odkryć prawdę, jaką strzegą przed nami przestworza oraz to, co one skrywają.’’

Dzieciaki mając w swojej pamięci to, co wydarzyło się ledwo godzinę temu, trzęsąc się z zimna i strachu, wracali ciemnym lasem do swojego, rodzinnego domu. Powoli zbliżali się do głównej drogi, prowadzącej do Borkowic. Marsz rodzeństwa zatrzymał jakiś człowiek, który stał na środku drogi odwrócony do nich plecami. Głowa zasłonięta była przez kaptur od szarej bluzy, będącej dla niego najwyraźniej za dużej, bo ta zwisała z niego, podobnie z resztą jak jego dresowe spodnie. Teraz to dopiero przestraszyli się nie na żarty, na głowach włosy stanęły im dęba, ich skóra pokryła się gęsią skórką, a ich serca biły, jak by miały ochotę wyskoczyć z ich ciał. Postać zaczęła odwracać się w ich kierunku. Ich oczom ukazała się twarz, trupia twarz o białych elementach ludzkiej czaszki i oczodołach, przez które przenikał mrok. - Co się dzieje? – Monika zapytała trzęsącym się głosem. - N… n… nie wiem. – wyjąkał, młodszy brat. - Kasa! – Warknął dziwny osobnik. Jedynym ratunkiem była ucieczka, drogę jednak zagrodziło im trzech wyrostków, podobnych człowiekowi z czaszką. Teraz znaleźli się w całkowitym potrzasku. - Dawać kurwa kasę! – Ponaglał ich nieznajomy. - Nie mamy odpowiedział Adam. - Nie macie! – Wrzasnął wściekle. - Nie. – odparł Adam. - No panowie, twierdzą do chuja, że nie maja kasy, a może przetrzepać im kieszenie i sprawdzić to namacalnie. - Tak, najpierw okroić, a potem kurwa przetrzepać im skóry. Jeden z łotrów wyciągnął z kieszeni składany nóż. - A najlepiej, pokroić ich… Przestępcy rzucili się na nich, dzieciaki nie tracąc przytomności umysłu, zaczęły rozpierzchać się na boki - Na co czekacie, pizdy łapać ich, chce tych gówniarzy, żywych lub martwych! – Krzyknął do reszty ich szef. Dwóch bandytów pobiegło za Adamem i Piotrkiem, jeden zaś za dziewczyną. Chłopcy usiłując uciec, musieli przedzierać się przez leśną gęstwinę, a zanim zdążyli się obejrzeć okazało się, że każdy z nich jest sam, a przynajmniej tak im się wydawało. Adam zatrzymał się przy dużym drzewem by chwilę odsapnąć. Nie było to jednak dobrym pomysłem. Z za niego wyłonił się bandyta, z nożem w prawej dłoni. Jeden ruch wystarczyłby ramię chłopaka zaczęło krwawić obficie. - No mój drogi, już kurwa po tobie… Łotr przymierzał się do kolejnego ciosu, z za krzaków jednak wyskoczył niespodziewanie Piotrek z ogromnym kamieniem w dłoni, którym z całej siły cisnął w jego twarz. Napastnik padł na ziemię z zmasakrowaną, krwawiącą twarzą, będąc ledwo przytomnym. - Żyjesz? – Zapytał się brata. - Tak, dzięki. - Ta rana źle wygląda. - To nic, tylko mnie drasnął, zagoi się, a teraz, choć, poszukamy siostry. Piotrek, mimo nieciekawego wyglądu ramienia brata, nie protestował, lecz pobiegł razem z nim pomóc Monice. Na tropie dziewczyny był jeden z bandziorów. Gdy udało mu się ją odnaleźć, powoli zakradał się do niej, trzymając nóż w ręce. Nim udało mu się jednak obrócić, dostał w głowę gałęzią. Upadł na ziemie. Monika rzuciła gałąź, po czym podbiegła do niego. Dziewczyna była pilnym uczniem, który uważa na zajęciach, również tych z kursu udzielania pierwszej pomocy, dlatego też wiedziała co należy zrobić, jednak jemu nie była już to potrzebne. Przytknąwszy dwa palce do szyi Monika sprawdziła mu tętno, a raczej jego brak. Wszystko stało się dla niej jasne. - Boże, zabiłam człowieka! – Szepnęła do siebie przejęta tym całym zdarzeniem. Przerażona rzuciła się do ucieczki, po chwili biegu przez zarośla zaś wpadła na chłopców. - Monika! – Krzyknął Piotrek. – Nic ci nie jest? - Chłopaki? Ja, ja chyba zabiłam człowieka. – Odpowiedziała trzęsącym się głosem. - Że co? – Zapytał zdziwiony Adam. - To był wypadek, broniłam się, poważnie. – Próbowała się tłumaczyć. W oddali słychać było zbliżających się bandziorów. Monice nie było dane do końca się wysłowić. Wszyscy rzucili się do biegu, a po pewnym czasie bandyci stracili ich z oczu. W końcu zatrzymali się gdzieś na jakiejś polanie. - Co teraz? – Zapytał szefa jeden z jego ludzi. - Nie wiem, myślę. – odburknął. - Nie wiesz?, Ta suka zajebała naszego człowieka, musimy ich znaleźć i odpłacić im. - Zamknij się, wiem, co robić, w końcu tutaj szefem jestem ja! - Ta, może nie radzisz sobie z rządzeniem? Szef łotrów rzucił się na kwestionującego jego poczynania pachołka, przycisnął go do drzewa, a do jego szyi przystawił nóż. - A może to ty kurwa nie nadajesz się by być w gangu Czaszek? Co? - Wybacz Czacha. – Jęknął człowiek. - No, mam nadzieję, że to ostatni tego typu wyskok, a jeżeli jeszcze raz, przyjdzie komuś do głowy podważać moje decyzje, to osobiście wpakuję mu kosę w gardło, jasne! - Tak szefie. – Odpowiedzieli wszyscy zgodnie, choć bez większego entuzjazmu. - No, te dzieciaki myślą, że wszystko im wolno, pokażemy im, że są w błędzie.

Rodzeństwo po kilku godzinach dotarło wreszcie do domu. W salonie czekali na nich rodzice, niezbyt zadowoleni z tak nieoczekiwanego powrotu ich pociech. Ich gniew minął jednak z chwilą, gdy dostrzegli rannego Adama. Matka natychmiast poleciała do kuchni po bandaże i wodę utlenioną. - Co się stało? – Zapytał ojciec. Monika rzuciła się w ramiona ojca, po czym wtuliła się w nie z łzami w oczach - To było straszne: Burza, światła na niebie, straszny dźwięk, świecące głazy, obiekt z nieba, potem do nas strzelano i chciano nas okraść, a ja na domiar wszystkiego zamordowałam człowieka - Córeczko, o czym ty mówisz? – Dopytywał się z niedowierzaniem roztrzęsionej córki ojciec. Matka przyniosła opatrunki, po czym zajęła się rannym chłopcem. Słowa Moniki wprawiły ojca w zakłopotanie, brzmiało to jak coś niemożliwego, lecz rana na ciele Adama mówiła sama za siebie. Jedynym rozwiązaniem na chwilę obecną było pójście do łóżka, jednak sen przychodził im z trudnością, żadne nie mogło zapomnieć strasznych wydarzeń.

Są na świecie takie miejsca, do których lepiej nie zaglądać. Jednym z nich jest laboratorium dr X-sa. Ukryte pod domem, w ponurej piwnicy, pełne najnowocześniejszych urządzeń badawczych oraz półek uginających się pod ciężarem, wypełnionych różnymi substancjami probówek. Po środku stoi ogromny blat laboratoryjny, na którym znajduje się mikroskop, laptop, oraz…, no właśnie. X badał właśnie właściwości obiektu, który znalazł w lesie. Eksperymenty nie przynosiły jednak jednoznacznych odpowiedzi. Tym czasem znać o sobie dała jego komórka. - Tak? - Doktorze, jutro będę w Borkowicach. - No, w samą porę. - Coś się stało? - Powiedzmy, że będziesz mi…potrzebny. - Do czego? - Dowiesz się, gdy będziesz na miejscu. - Tak doktorze. X skończył rozmowę, po czym wrócił do monotonnego badania zagadkowego obiektu.

Nastał wczesny ranek, około godziny 7.00, Chłopcy spali jak zabici, jednak Monika, od jakichś kilku godzin nie mogła usnąć. Wciąż nie mogła tego zapomnieć. Co chwilę przed jej oczyma, ukazywała się twarz, a raczej czaszka, w którą uderzyła go tym konarem. Wiedziała że zrobiła coś złego, mimo iż była ona w niebezpieczeństwie. Kwadrans temu coś zaczęło potwornie hałasować. Wierciła się, próbowała zatkać uszy poduszką, jednak stukot był nie do zniesienia. Wreszcie nie wytrzymała, wstała zdenerwowana z łóżka i szybkim krokiem podeszła do okna. Uchyliła lekko zasłonę. Widok był zdumiewający. Niemal wszystko w promieniu jej wzroku pokryte było wielkimi bryłami lodu, a kolejne spadały z wielkim łomotem na ziemię. W pewnym momencie, kilka brył wpadło przez okno do jej pokoju. Dźwięk tłuczonego szkła obudził jej rodziców. Szybko zarzucili na siebie szlafroki pobiegli do swojej córki. Po drodze natknęli się na ospałych chłopców, którzy przecierając oczy, próbowali dopytać się rodziców, co tak właściwie się stało. Ci nie wiedzą co mają im odpowiedzieć, otworzyli drzwi do pokoju Moniki. Wszyscy podeszli do okna patrząc ze zdumieniem na niesamowity widok, Po chwili Rybicki dostrzegł coś, co było jednocześnie przerażające a zarazem zdumiewające, i bynajmniej nie chodziło tu o ten „grad”. - Do piwnicy! Szybko! – Krzyknął do nich ojciec Wszyscy zaczęli biec w kierunku bezpiecznego schronienia. Ogromna trąba powietrzna zbliżała się do ich domu z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę . Huk przez nią wydawany przypominał pędzący po szynach pociąg towarowy, który w każdej chwili może w nich uderzyć. Ojciec mocnym szarpnięciem otworzył zewnętrzne, drewniane drzwi w korytarzu prowadzące do piwnicy. Wszyscy pośpiesznie zbiegli na dół po stromych, betonowych schodach. Kiedy weszli do środka, zamknęli na zamek drzwi w środku

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych