Trzeci czynnik część VII
Opowieść o trojgu rodzeństwa: Piotrku, Adamie i Monice, które zostaje postawione w niesamowitym i przerażającym splotowi niebezpiecznych zdarzeń, które można określić wspólnym mianem: Nie z tego świata.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Rozdział VII – Obrona konieczna{/b} Nastał wczesny ranek, profesor w swoim laboratorium pracował nad materiałami z starego dworu. Pracę przerwała mu Marta, która oznajmiła, że w progu drzwi wyjściowych czeka na niego komisarz, który chce porozmawiać z nim oraz z Moniką i jej matką. Natychmiast przerwał badania i podszedł do drzwi. Komisarz stał tam i ze smutkiem w oczach patrzył na niego. Nie mając innego wyjścia, Connors zaprowadził go do pokoju Moniki. Dziewczyna mimo tak wczesnej pory, zamiast spać leżała w swoim łóżku spoglądając tym samym beztrosko na sufit. Były to jednak pozory spokoju, w jej umyśle bowiem toczyła się zażarta ’’debata’’ o tym, co wydarzyło się w starym dworze, a przede wszystkim o rozmowie z Martą. Kiedy usłyszała pukanie, owa dyskusja musiał zostać przerwana. Odchyliła kołdrę, wstała, i podeszła do drzwi. Powolnym ruchem otworzyła je, odsłaniając tym samym twarz Iwańskiego. - Pan komisarz, tak wcześnie, czy coś się stało? - Mam dla ciebie złą wiadomość… - …to znaczy? - W lesie nieopodal starego dworu znaleźliśmy ciało Jakuba ’’Raku’’ Rakowskiego, członka gangu Czaszek. Na miejscu zbrodni zabezpieczyliśmy narzędzie zbrodni – uschłą gałąź, na którym znajdowało się twoje DNA. Monikę wmurowało w ziemię, jej twarz zbladła oraz pokryła się kropelkami potu, bolesne wspomnienie wróciło do niej jak bumerang. Nie miała pojęcia jak się teraz zachować. - Co teraz będzie komisarzu? – Zapytała zasmucona i przestraszona zarazem. - Niestety, musisz iść ze mną. Dziewczyna posłusznie wyszła z Iwańskim przed dom. Jej Matka ujrzawszy to, chciała za nią pobiec, ale profesor chwycił ją w ramiona, a następnie przytulił do siebie zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Jej bracia obserwowali przez swoje okno, jak jej siostra razem z komisarzem wsiadają do samochodu, a następnie jadą prosto w kierunku znajdującego się całkiem niedaleko Pisza. Tam mieści się komenda, w której dziewczyna ma zostać przesłuchana przez prokuratora rejonowego. Po niemal pół godzinnej jeździe dotarli w końcu na miejscu. Dwóch policjantów zaprowadziło ją do aresztu. Gdy tylko mundurowi ją opuścili, do jej celi wszedł komisarz. Po zamknięciu drzwi, usiadł przy Monice na niewielkiej pryczy stojącej pod zimną, murowaną ścianą. - Jak się czujesz? – Zapytał szeptem. - A jak mam się czuć, siedzę przecież w celi i grozi mi dożywocie. - Wybacz to pytanie, nigdy w taki sposób nie rozmawiałem z… - …z przestępcą?, To chciał pan powiedzieć? - Nie, nie to, ja… - Dlaczego pan ze mną chce rozmawiać? - Bo wierze, że nie jesteś złą osobą - Ale zabiłam tego człowieka, to chciał pan usłyszeć, moje przyznanie się do winy, tak? - Nie, chcę usłyszeć od ciebie prawdę, o tym, co tam się wydarzyło - Nie powinnam rozmawiać o tym z moim adwokatem? - Może i powinnaś, ale wiedz, że ja też jestem po twojej stronie i że chcę ci pomóc, ale by tego dokonać muszę znać szczegóły. - Chce pan wiedzieć, co się stało? Dobrze opowiem panu. Uciekaliśmy wtedy lasem, po drodze napadło na nas czterech bandytów. Rozproszyliśmy się w lesie, by przed nimi uciec. Jeden z nich chciał mnie zabić nożem. Zaczaiłam się za drzewem a następnie z całej siły uderzyłam go gałęzią w twarz. Nie chciałam go zabić, tylko go obezwładnić. Potem razem z braćmi wróciliśmy do domu. Przez cały ten czas dręczyły mnie wyrzuty sumienia, nie mogłam spać, prześladowało mnie moja własna ciemna połowa. To było straszne - Rozumiem, ale powiedz, dlaczego nie wezwałaś policji? - A kto by mi uwierzył, że w starym dworze widzieliśmy UFO, świecące głazy, ducha…niech pan sam mi powie, w sądzie kazaliby mi przecież powiedzieć wszystko, a nikt by mi w to nie uwierzył, tylko od razu zamknęliby mnie w szpitalu psychiatrycznym. - Muszę przyznać, że faktycznie, brzmi to dość fantastycznie… - Sam pan widzi. - Co nie zmienia faktu że działałaś w granicach obrony koniecznej, groziło ci niebezpieczeństwo, miałaś prawo się bronić. - W sądzie też tak powiedzą? - Tak myślę, z reszta pogadam jeszcze z prokuratorem Iglickim, to mój znajomy, postaram się byś do czasu procesu nie musiała siedzieć w celi. - Dziękuje. Komisarz chciał wychodzić, ale cos nie dawało mu spokoju, odwrócił się więc jeszcze na moment w stronę Moniki - Słuchaj, mam jeszcze jedno pytanie - Tak? - Wspomniałaś, że uciekaliście, powiedz mi, przed czym? - Nie, przed czym, ale, przed kim?, Ten człowiek do nas strzelał. - Jaki znów człowiek? - Wiem, że nazywa się dr Tomasz Skowroński, ale każe nazywać się Dr X-sem. - Dr X? Ciekawe, ale dlaczego on do was strzelał? - Widzieliśmy coś, czego nie powinniśmy. - To ma związek z UFO? - Obawiam się, że tak. - Posłuchaj, zajmę się tym, ale przed sądem lepiej pomiń wydarzenia, w których pojawia się słowo UFO, dobrze. - Tak komisarzu. Iwański wyszedł z celi, każąc przechodzącemu obok posterunkowemu pilnować jej. W swoim gabinecie zastał swoją zastępczynię podkomisarz Joanna Morawska. Kobieta była bardzo przejęta sytuacją, w jakiej znalazła się ta młoda osoba. Dlatego gdy usłyszała od komisarza o tym, że Monika działała w obronie koniecznej, odetchnęła z ulgą. Komisarz opowiedział jej o opowiedzianej przez nią historyjce, choć nie był przekonany do niej w 100 procentach. Część o UFO i doktorze X uznał za wytwór jej wyobraźni, która podsuwa jej wyimaginowane obrazy, by łatwiej mogła zapomnieć o zabójstwie raka. Tym nie mniej chciał jej za wszelka cenę pomóc. Polecił Morawskie umówienie go z prokuratorem na 19.00, Sam zaś postanowił wrócić do Borkowic, by móc porozmawiać z matka Moniki. Liczył, że przez te kilka godzin ochłonęła, i że rozmowa z nią będzie spokojna.
Dr X pracował w swoim laboratorium nad zagadkowym obiektem z kosmosu. By odkryć jego niezwykłe właściwości użył całej dostępnej mu aparatury, a wszelkie spostrzeżenia zapisywał w swoim laptopie. Badania przerwał mu Kamil, który miał mu coś do przekazania, ciekawość jednak skłoniła go do spytania doktora o ten niezwykły skarb. - I co? Masz już jakiekolwiek pojęcie o tym czymś? - Cudo – Odpowiedział ze spokojem. - Cudo? To wszystko, co ustaliłeś? - Powiedz mi, jak tam ci w szkole szło z fizyki, albo z chemii, co? - Nieźle, a co? - A wiesz, czym jest fuzja termojądrowa? - Nie, a powinienem znać to pojecie? - To pojecie jest kluczowe w rozwiązaniu tej zagadki. Fuzja termojądrowa to proces łączenia się dwóch izotopów wodoru: deuteru i trytu. Taka synteza, łączenie się tych dwóch izotopów zachodzi między innymi w słońcu. - No dobra, ale jak ma się to do tego czegoś? - Otóż to, jest innym, doskonałym przykładem na to w jak doskonały sposób przebiega ten niezwykły proces. - Czyli że co, to jest takie jak by…srebrne, mini słonce, mini gwiazda? - Nie do końca, widzisz jak wspomniałem, do syntezy jądrowej potrzebne są dwa składniki, a tu mamy do czynienia aż z trzema: Dwoma izotopami, o których wspomniałem oraz czymś bliżej nieokreślonym, roboczo nazwałem to trzecim czynnikiem. - Trzeci czynnik? - Tak ładne, a tak właściwie to przyszedłeś tu w jakiejś pilnej sprawie, czy tylko zawracać mi dupę jakimiś głupotami? - Jakieś typki do ciebie. - Jakie znów…typki? - Trzech wysokich, ogolonych na pałę mówią, że już się kiedyś z tobą spotkali. - Doprawdy, powiedz im, że przyjdę za pięć minut. - Dobra. Po wspomnianych przez X-sa pięciu minutach, doktor wszedł do salonu, gdzie przy stole czekało na niego trzech klasycznych dresiarzy, ubranych oczywiście w dresy, a ich szyje obwieszone były złotymi łańcuchami. X jak tylko ich ujrzał, od razu się do nich zwrócił - Witam, w moich skromnych progach, cieszę się, że znów mogę widzieć się z gangiem Czaszek. - Daruj sobie do chuja doktorku, mamy sprawę. - Doprawdy, w takim razie słucham…z uwagą - Potrzebujemy klamek. - Czego? – Zapytał zdziwiony. - No klamek, po jednej dla każdego, słyszeliśmy, że takowe masz. - No mam, jedna jest nawet w tych drzwiach. – Wskazał ręką na drzwi od salonu. - Nie, nie o taki kurwa rodzaj klamki nam chodzi. – Zaśmiał się Czacha, przywódca gangu. - A jaki rodzaj, bo wiecie mam takich całą masę, w końcu to duży dom, z dużą ilością drzwi - Nie kurwa, nam chodzi o gnata, pukawkę, spluwę… - O broń? – Zapytał niepewnie. - Tak do cholery, broń! - A, nie no to trzeba tak było od razu, a nie wyjeżdżacie mi tu z jakąś klamka. A do czego wam ona jest potrzebna? - Ta suka zapierdoliła naszego kumpla, chcemy się na niej odegrać. - A nie możecie użyć do tego noża? - No gdzie, ona załatwiła go, chociaż miał w ręku kosę! - Nie mówiłem o kosie, tylko o…, zresztą nieważne, jestem gotów załatwić wam broń, ale nie za nic. - Jeśli chodzi o kasę to… - Mniejsza o szmal, dam wam broń, ale w zamian oczekuje, że przy okazji zabijecie profesora Connorsa - A gdzie go znajdziemy? - Ta dziewczyna, o którą wam chodzi mieszka w jego domu, jeśli znajdziecie ją znajdziecie też profesora. - No dobra, stoi. Czacha wyciągnął rękę, by móc uściskać dłoń X-sa w ramach porozumienia. Po uścisku, mieli iść do wyjścia, gdy X dodał jeszcze: - Swoją drogą mówiłem, że przyjdzie dzień, w którym będziecie dla mnie pracować. Bandyci pozostawili kąśliwą uwagę X-sa bez odpowiedzi. Wyszli z pomieszczenia.
Tymczasem w laboratorium, profesor razem z braćmi oraz ich matką siedzieli przy stole w laboratorium, głowiąc się nad tym, jak mogą pomóc Monice. Dość trafna propozycje zasugerował Adam. Przede wszystkim potrzebny jest jej dobry prawnik. Connors zaproponował, że zapłaci za obrońcę z najlepszej kancelarii w kraju, Rybicka nie chciała jednak się na to godzić. Mimo że jej córka siedziała w wiezieniu, zdawała sobie sprawę z dobroci, jaka obdarował ja profesor, w końcu przygarnął ją i jej dzieci pod własny dach, choć wcale tego nie musiał. Nie chciałaby wykładał jeszcze jakiekolwiek pieniądze na nią, czy jak w tym przypadku na któreś z jej dzieci. Tym niemniej profesor nie chciał nawet słyszec, o jakiejkolwiek odmowie oferowanej przez niego pomocy. Chwycił za swój telefon komórkowy. Miał właśnie wystukać numer, gdy do środka wszedł komisarz. Poprosił profesora by usiadł razem z innymi. W skrócie przedstawił im sytuacje, w jakiej znalazła się Monika. Opowiedział im o artykule prawnym dotyczącym obrony koniecznej, a także o szansach Moniki na wygranie procesu. Na jej korzyść świadczy zeznanie jej oraz braci, młody wiek, oraz to, że nie była dotąd karana. To sprawiło, że pani Rybicka uspokoiła się, chociaż trochę, ale i tak prawdziwa walka rozegra się na Sali rozpraw w Sądzie rejonowym w Olsztynie. W chwili, gdy toczyła się pomiędzy profesorem a komisarzem dyskusja na temat adwokata, Patryk poczuł swąd spalenizny dobiegającej z za uchylonego nieznacznie okna. Podszedł do okna. Ujrzał płonący na podjeździe samochód profesora. Natychmiast krzyknął: - Pali się! Wszyscy podbiegli do okna. Profesor ujrzawszy płonące auto, wybiegł natychmiast przed dom, krzycząc by ktoś przyniósł gaśnice z piwnicy. Piotrek natychmiast po nią pobiegł. Reszta wybiegła na dwór w ślad za profesorem. Komisarz ujrzał w powietrzu lecącą wprost na profesora płonącą butelkę. Rzucił się na niego, powalając go na ziemie, ale ratując go tym samym przed niebezpiecznym przedmiotem. Butelka upadła jakieś pół metra po ich prawej stronie, podpalając rosnącą obok domu trawę. Nim obaj zdążyli się otrzepać, w ich
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Joker23
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…