Wróć do katalogu

Trzeci czynnik część XIII

Opowieść o trojgu rodzeństwa: Piotrku, Adamie i Monice, które zostaje postawione w niesamowitym i przerażającym splotowi niebezpiecznych zdarzeń, które można określić wspólnym mianem: Nie z tego świata.

Joker23, opublikowano , 26 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Rozdział XIII – Polemika dusz{/b}

Stały naprzeciw siebie, twarzą w twarz, patrząc sobie przenikliwie w oczy. - Jeśli tak dalej pójdzie, to wrośniemy w ziemię. – Odparł jej sobowtór. - Dlaczego to robisz? Dlaczego krzywdzisz ludzi? - A dlaczego lew na sawannie zabija antylopę? A dlaczego diabeł jest uosobieniem zła wszelkiego? Taka jest kolej rzeczy, taka jest moja natura. - To nie daje ci prawa zabijać ludzi. - Dlaczego nie? Jestem tą złą, i to jest wręcz mym obowiązkiem. Ty zawsze taka dobra, kochana siostrzyczka, co to nawet muchy nie skrzywdzi. Masz na swoim sumieniu wiele grzeszków, niestety ty nie pozwalasz nawet dopuścić myśli, że ich się dopuściłaś. Tłumisz to wszystko w sobie, niczym nadmiar lawy, gromadzącej się pod ziemią. Do przewidzenia było, że prędzej czy później poskutkuje to wybuchem wulkanu. - Chcesz powiedzieć, że to wszystko, to po to, by uzmysłowić mi że niepotrzebnie gromadziłam w sobie te wszystkie złe rzeczy? - Gdybyś nie trzymała tego dla siebie, tylko podzieliła się z tym z inną osobą, było by inaczej. - Niby z kim? - Masz tyle osób wokół, a z braku laku mogłabyś nawet iść do kościoła wyspowiadać się z tego księdzu. - Po co mam obarczać moimi problemami kogoś jeszcze? - A po co trzymać te problemy dla siebie? Powinnaś zaakceptować to że każdy popełnia błędy. - A ty miałaś mnie w tym uświadomić? - Dokładnie, tak przynajmniej zakładał początkowy plan. - Jak to początkowy? - Widzisz, jakaś potężna siła sprawiła, że jesteśmy tu obie. Niestety ta planeta jest za mała dla nas dwojga. Jedna Monika musi zniknąć. - Co chcesz przez to powiedzieć? - Że spodobało mi się tu. Więc żegnam! Sobowtór cisnął w Monikę świetlistym dyskiem. Ta w ostatniej chwili zdołała uniknąć go, kucając na podłogę. Dysk przeleciał tuż nad nią, trafiając w ścianę. W odpowiedzi, odpowiedziała jej na atak, całą seria dysków, które również nie odniosły skutku, przelatując tuż obok, uciekającego przed nimi sobowtóra. Ten, schował się za komodą, Monika, schroniła się za kanapą. Kolejne ostrzały, przeciwko sobie nie odnosiły jednak oczekiwanych skutków, obie miały taką samą moc. - Taka walka nie ma sensu! – Krzyknęła Monika. - Pierwszy raz, muszę ci przyznać rację. – Odparł sobowtór. - Więc jak to rozstrzygniemy? – Zapytała niepewnie Monika. - Zacznijmy od zaprzestania ostrzału. - Ok. więc wyjdź stamtąd. - Ty wyjdź pierwsza. - A jaką mam gwarancje że to nie podstęp? - Taką samą jak ja. - To może zróbmy to jednocześnie? - Jak chcesz. Obie powoli wyłoniły się z za swoich kryjówek, a na znak pokojowych zamiarów, obie podniosły ręce do góry. Następnie wykonały kilka kroków, by móc stanąć naprzeciw siebie. - Co proponujesz? – Zapytała Monika. - Proponuje honorową walkę. - Znasz znaczenie słowa honor? – Zapytała kąśliwie Monika. - Nawet mi to słowo nie jest obce, wierz mi. - Jak by ta walka miała wyglądać? - Była by na wyższym poziomie, niż to co do tej pory. Bez używania naszych mocy. - Gdzie miałoby się to odbyć? - Pamiętasz, gdy mama opowiadała mi, to znaczy nam o tym jak za wsią znajdowała się fabryka zabawek? - Tak, z tego co wiem od 15 lat jest zamknięta. - Dokładnie, nikt tam nie chodzi, nikt nie przeszkadza, będziemy same. - Kiedy? - Jutro punkt 12.00 Wchodzisz w to? - Zgoda. Dziewczyny na potwierdzenie układu, uścisnęły sobie dłoń. Po tym geście, druga połowa Moniki, wybiegła z domu, kierując się w stronę lasu. W tej samej chwili, do domu dotarli chłopcy, oraz dr Osiecki. Cała trójka wbiegła do budynku. W salonie zastali Monikę, nieżyjącego Brzozowskiego oraz kompletną ruinę jaka została z pomieszczenia. Dziewczyna opowiedziała im o jej sobowtórze, o walce, a także o umowie i spotkaniu między nimi w fabryce zabawek. Nie wzbudziło to w nich zachwytu. Najlepszym dowodem na to co może się tam wydarzyć, był nieżyjący doktor. Trup w salonie zmusił ich do wezwania pogotowia, no i policji. Kilka minut później, byli już wszyscy. Wszyscy, i ktoś jeszcze, ktoś niezbyt proszony, a przynajmniej nie w tej chwili. Marta, postanowiła złożyć wymówienie. Nie wiedziała jednak o historii z sobowtórem, ani o tym że profesor wylądował w szpitalu. Widok policji szybko zmusił ją jednak do wysnucia wniosków, o tym co mogło się tu wydarzyć. Przeciskając się przez tłum, spostrzegła Osieckiego. Podeszła do niego. Nie był jednak sam. W raz z nim stała tam również Monika. Widok Drawieckiej był ostatnim widokiem, który chciałaby teraz zobaczyć. Ona również nie była szczęśliwa z jej widoku, mimo wszystko jednak postanowiła do nich podejść. - Co tu się wydarzyło? – Zapytała stanowczo. - To dość skomplikowane – Odparł jej Uczony. - A gdzie Connors? - A dlaczego cię to interesuje? – Zapytała wściekle Monika. - Nie ciebie się pytam smarkulo, więc Andrzej, gdzie on jest? - W szpitalu. - A co mu się przytrafiło? - Policja zabroniła nam rozmawiać o tym z postronnymi osobami. - Postronna?, Pracuje w tym laboratorium, a każdym razie pracowałam. - O czym ty mówisz? - O tym, że odchodzę z laboratorium. - Jest! – Krzyknęła uradowana Monika. - Nie ciesz się tak panienko, uwierz mi, już wkrótce nie będzie ci do radości. - Ale powiedz mi, dlaczego odchodzisz? – Dopytywał się nieco zmartwiony doktor - Znalazła ciekawszą ofertę pracy, w prawdziwym laboratorium, a nie w przedszkolu. - Prawdziwym? Tą piwniczną samowolką X-sa, po brzegi wypełnioną karaluchami nazywasz prawdziwym? - Wole karaluchy i pająki, niż rozwydrzone nastolatki. - Mam cichą nadzieje że w nocy coś ukąsi cię w tyłek. - Mówią że nadzieja jest matką głupców, a póki co, żegnam. - A rezygnacja? – Zapytał Osiecki. - Pofatyguje się do szpitala, by osobiście wręczyć ją temu staremu osłowi. Po tych słowach, Marta opuściła ich posesje, po czym odjechała swym terenowym samochodem. Zbliżało się wieczór, choć może to niewłaściwe określenie, dla wciąż trwającego dnia, w końcu to środek lata. Najgorszą rzeczą, jaką mogliby teraz zrobić, to usiąść z założonymi rękami, i czekać do jutrzejszego południa. Chłopcy zaproponowali siostrze, by ta poćwiczyła przed walką, umiejętność rzucania dyskami. Ta odparła że umówiły się na walkę bez nich, jednak chłopcy nie dawali wiary jej złej połowie, wietrząc w tym jakiś podstęp. Postanowili zaprowadzić ją do w cichsze miejsce, by mogła w spokoju poćwiczyć. I to nie w byle jakie. 1/3 Ich rodzinnej wsi została doszczętnie zrównana z powierzchnią ziemi, przez niszczycielskie tornada, które wcale nie tak dawno, nawiedziło Borkowice. Teraz były tam tylko odgrodzone żółtą taśmą ruiny kamienic. Cała trójka bez żadnych skrupułów, przeszła pod nią, by móc stanąć na ogromnych płytach betonu. Prócz niego, wokół walało się także wiele różnorakich śmieci: puszek, paczek po chipsach, papierosach, czy też szklanych butelek. Chłopcy ciesząc się z tych, jakże wyraźnych śladów bytności okolicznych pijaków i bezdomnych, ochoczo pozbierali te ostatnie, by móc następnie poustawiać je na co większych blokach betonowych. Tam gdzie te nie wystarczyły, po prostu, ułożyli, jeden na drugim, by na wysokość pasowały do wzrostu Moniki. Następnie, podeszli do dziewczyny, złapali za ręce, i podprowadzili ją na odległość jakieś 2-2.5 Od butelek. - I co ja mam niby robić? – Zapytała nieco rozbawiona całą sytuacją. - Jak to co, tak jak na strzelnicy, to są twoje cele. – Wyjaśnił jej Adam, wskazując na stojące przed nią butle po piwie. - No właśnie, musisz je trafić, i rozwalić – dokończył Piotrek. - No dobra, spróbujmy. Pewna siebie Monika, bez wahania posłała pierwszy dysk. Jej pewność siebie, szybko musiała ustąpić rozczarowaniu, gdy dysk o centymetr, przeszedł tuż obok prawej ścianki butelki. - Co jest? – Krzyknęła zawiedziona. - Pudło. – Oznajmił Adam. - To nie możliwe, przecież…powinnam trafić. - Ale jednak. - Właśnie, powinnaś ćwiczyć swoją moc. Gdy bym to ja ją miał, używałbym jej o wiele częściej. – Odparł Piotrek - Dlatego jej nie masz – odparł ostro Adam. Chłopak popatrzył nieco złośliwie na brata. Monika postanowiła spróbować jeszcze raz. Tym razem wzięła nieco większy zamach prawą ręką, po czym znów posłała dysk. Ten mimo iż znów był blisko nie przyniósł oczekiwanego skutku. Przeleciał tuż nad jej szyjką, ucinając jej górną część. - Niech to! – Zirytowała się kolejnym chybieniem. - Musisz się skupić, inaczej nici z tego. - Toż próbuje. - Próbuj szybciej bo wszyscy tu uśniemy z nudów. - Piotrek! Coś się zrobił taki wredny. - Nie ważne, próbuj dalej. – Poganiał ją chłopiec. Monika, nie zwracając uwagi na dziwne humory jej młodszego brata, stanęła nieruchomo w miejscu, zamyśliła się na parę sekund, wzięła zamach i… - Sukces! – Krzyknęła uradowana. Tym razem butelka nie ostała się cała, lecz rozbiła się na setki małych kawałków szkła. Jeszcze większą radość zrobiło jej rozbicie wszystkich pozostałych butelek, przy pomocy jednej salwy dysków które puściła w chwile po pierwszym sukcesie. Ten niezwykły pokaz jej nadnaturalnych możliwości szczególnie przykuł uwagę Patryka, który ani na moment nie odrywał wzroku od zielonych światełek wylatujących z dłoni jej siostry. - Świetna robota! – Krzyknął szczęśliwy Adam. - Dzięki. Słuchajcie, robi się późno, chodźmy stąd, muszę się wyspać. - Jasne, Piotrek, nie stój jak kołek, idziemy. Zamyślony chłopak, po słowach brata, znów wrócił myślami do rzeczywistości, podążając za obojgiem do domu, cały czas spoglądając krzywo na swoją siostrę. Gdy tylko dotarli do domu, natychmiast udali się spać, licząc na spokojną noc.

Noc jednak jest porą kapryśną, skrywającą w swych mrokach najróżniejszych gości. Takiego ma okazje gościć w swym szpitalnym pokoju profesor, który po udanym zabiegu czuje się już znacznie lepiej, choć nadal jest bardzo słaby. Noc nie jest porą w której wolno pacjentom przyjmować gości. Jednak odrobina szczęścia i kilka stuzłotowych banknotów w banknotów portfelu wystarczą by móc spotkać się z pacjentem. Tym właśnie podstępem, Marta weszła do Sali w której leżał. Po cichutku podeszła do jego łóżka. Mimo iż nie była to wczesna pora, profesor jakoś nie mógł zapaść w sen. Widok swojej asystentki wywołał w nim mieszane uczucia. Z jednej strony cieszył się że mimo wszystko postanowiła go odwiedzić, z drugiej zaś ciągle miał w pamięci jej zdradę. - Czym to zasłużyłem sobie na tak późną wizytę? – Zapytał delikatnie a jednocześnie sarkastycznie. - Pewne rzeczy wole załatwić od razu. W tym momen{b}cie, z torebki wyciągnęła kartkę na której wypisane były jakieś słowa. Podała ją Connorsowi, który powolnym ruchem chwycił ją w rękę. - Co to takiego? - Moja rezygnacja. - Rezygnacja? - A czego się spodziewałeś? Powinieneś to przewidzieć. - Ale dlaczego? - Znalazłam lepszą posadę. - Zdajesz sobie sprawę że on jest niebezpieczny? - A ty i ta twoja dzieciarnia to nie? Widziałam co ta twoja dziewczynka zrobiła z laboratorium Tomka. - Tomka? Już przeszłaś z nim na ty? - To już nie twój interes. - Martwię się o ciebie. - Martw się o siebie. Tomek ma cię na czarnej liście. - Wiec czemu mu się nie podliżesz i mnie nie zabijesz? - Nie chcę odbierać mu tej przyjemności. To koniec Robercie. - Skoro już nie pracujesz u mnie to nie jesteśmy na ty dr Drawiecka. - Masz racje profesorze Connors. Nie czekając dłużej, wyszła z pokoju, zostawiając Connorsowi swoją rezygnację. Pod szpitalem czekał na nią samochód, a w nim, za kierownicą siedział Skowroński. Dziewczyna weszła do środka, usadawiając się na przedzie, tuż przy nim. Gdy tylko zamknęła drzwi, X ruszył na przód. - I jak poszło skarbie? - Lepiej niż przypuszczałam. - Dowiedziałaś się dlaczego tam leży? - Dając w łapę recepcjonistce, podpytałam ją o jego zdrowie. Powiedziała że postrzał nie był aż tak niebezpieczny jak to wyglądało, a pocisk cudem ominął jego płuco. - Cudem powiadasz? Ciekawe, czy niebiosa obronią go przede mną. Swoją drogą, aż ciekaw jestem, kto mu to zrobił? - Jesteś pewien że któryś z twoich ludzi, nie próbował podlizać się tobie w ten sposób? - Nie sądzę, ich inteligencja nie pozwoliła im by na to.

Przebudzenia bywają różne, jedne są ciężkie, powolne dość trudne i są takie, które bywają szybkie, łatwe, i lekkie. Bywają również przebudzenia dziwne, niezwykłe i zaskakujące. Takie przebudzenie miała właśnie Monika. Była godzina 7.00 Rano. I pewnie nie było by to niezwykłe przebudzenie, gdyby nie wpływ osoby trzeciej, w tym wypadku Adama, który nie miał zamiaru pozwolić siostrze przespać całego dnia, w końcu czeka ją nie lada wyzwanie. Chłopak podszedł do niej po cichutku. Będąc przy jej łóżku, ostrożnie nachylił się nad nią, leciutko pukając w jej, zakryty pierzyną łokieć. - Wstawaj, przed tobą ciężki dzień. Powiedział stanowczo, acz nie za głośno, tak by jej wy budzenie, było w miarę delikatne. Dziewczyna powoli zaczęła otwierać

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych