Wróć do katalogu

Trzy dziewczyny

Opowiadanie inspirowane twórczoscią Pani Białołęckiej. Z gatunku fantasy.

Narnia, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Trzy dziewczyny. Nie mają specjalnych umiejętności – jedna dobrze strzela z łuku, druga posiada wiedzę na temat zwierząt, trzecia jest zielarką. Trzy zwierzęta – zwierzęta, z którymi łączy je Los. Niepokorny książę wielkiego królestwa. Medalion z diamentem i intryga knuta przez nadwornego maga. Gdy drogi księcia i dziewcząt się połączą, nastąpi początek wielkiej wyprawy i przygody, która zmieni ich życie.

Zbudziło ją przenikliwe zimno. Poderwała się z ziemi i rozejrzała dookoła. Gęsty krąg sosen, który otaczał polanę kołysał się w podmuchach zimnego wiatru z północy. Wzdrygnęła się i naciągnęła na siebie cieplejszą, wełnianą bluzę. O wiele lepiej. Szczękając zębami rozpaliła ogień i cieszyła się ciepłem płomieni przez jakieś piętnaście minut. Zima nadchodziła bardzo szybko. Ponad zielonymi wierzchołkami drzew przeleciał klucz dzikich czapli – zapewne jeden z tych ostatnich, które opuszczały Puszczę, kierując się na Południe. Wiele zwierząt – jeleni, łań, dzików, niedźwiedzi, wilków, jeży i łosi będzie zasypiać w swoich przytulnych, głębokich norach, inne podejdą bliżej ludzkich siedzib. - Ale ja tu będę. Zawsze. – mruknęła do siebie, ogarniając ostatnim spojrzeniem Las i wstając. Ognisko było bardzo przyjemne, ale nie można siedzieć przy nim w nieskończoność. Trzeba umyć się, a potem zdobyć śniadanie. Z wysłużonej, skórzanej torby wyjęła ręcznik i kawałek łojowego mydła, zaścieliła jednym ruchem posłanie, dołożyła kilka szczap do ognia i poszła się wykąpać. *** Woda była lodowata. Macierzanka poczuła to, kiedy tylko zamoczyła w jeziorze stopy. Zbierając się w sobie zanurzyła się i pomimo wewnętrznego dygotania przepłynęła dwie długości jeziorka. Gdy się już rozgrzała, zaczęła nacierać ciało szorstkim mydłem i ręcznikiem. Zacisnęła zęby tak mocno, że w kącikach ust pojawiły się dwa twarde guzki. Stosowała taką toaletę odkąd skończyła trzynaście lat. Na początku wymagało to wiele samozaparcia – Macierzanka uśmiechnęła się lekko, gdy przypomniała sobie swoje dzikie piski – ale z czasem się przyzwyczaiła. Mimo wszystkich nieprzyjemności taka zimna kąpiel miała swoje zalety – od dawna nie zdarzyło się jej złapać nawet najmarniejszego kataru. Wytarła się tym samym ręcznikiem, ubrała ponownie w koszulę i spodnie, klęcząc obmyła jeszcze twarz, przyglądając się nieuważnie swemu odbiciu w srebrzystej tafli jeziora i wróciła do obozowiska. Położyła tuż przy ogniu ręcznik, by wysechł, schowała do sakwy mydło i zarzuciła na ramię łuk i kołczan własnej roboty. Broń Macierzanki była godna każdego Łowcy. Łuk, wyrzeźbiony z jasnozłocistego drewna, pokryty ornamentem z dębowych listków i żołędzi, miał napiętą sztywno cięciwę z końskiego włosia. Przy wypuszczaniu strzały nie wydawał z siebie praktycznie żadnego świstu. Kołczan upleciony z trzcin, pomalowanych na rożne kolory był dumą Łuczniczki. Plecionka – złoto - pomarańczowo – szkarłatna wydawała się płonąć żywym ogniem. Strzały (ponad kołczan wystawały tylko śnieżnobiałe lotki) były wykonane z tego samego drzewa co łuk. Groty –zrobione z ciemnego kamienia – były nadzwyczaj ostre. Jeden celny strzał wystarczał, by uśmiercić ofiarę lub przeciwnika. Macierzanka związała włosy w ciasny, choć puszysty, wilgotny jeszcze warkocz, poprawiła kołczan i pogwizdując ruszyła w las. Nie spodziewała się, że dzisiejsze polowanie będzie przełomem w jej życiu. *** Gdy tylko opuściła polanę, jej oczom ukazał się typowo jesienny las. Złote i czerwone topole wystrzeliwały w górę, prężąc się jak dumni z siebie gwardziści. Rudobrązowy dąb panoszył się tuż obok leśnej ścieżki, a u jego stóp leżały niewielkie kupki liści. Pod jedną z nich próbował właśnie wejść przestraszony jeż. Dziewczyna wiedząc, że to ona jest przyczyną tej panicznej ucieczki ruszyła dalej. Zachowywała się już ciszej, wiedząc, ze każdy niepotrzebny ruch kosztowałby utratę upatrzonej zwierzyny. Jak na złość w pobliżu nie kręciły się kuropatwy ani bażanty, nie widać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych