Trzymaj się, synu...
A gdybyś nagle przestał żyć dla wszystkich? Czy to by oznaczało, że nie żyjesz?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Trzymaj się, synu...
Roy Crystal miał trzydzieści dwa lata i wciąż mieszkał ze swoją chorą na Parkinsona matką. Pracował jako barman w barze „Amber”. Pensja wystarczała na czynsz, jedzenie i lekarstwa. Zostawało jeszcze trochę pieniędzy na opiekunkę, która zajmowała się matką Roya, kiedy ten był w pracy. Ojciec Roya wyprowadził się z domu dziesięć lat temu. Roy obwiniał go za chorobę matki i w ogóle za wszystko. Nienawidził go. Ojciec był dla Roya uosobieniem wszystkich wad człowieka. Tej jesiennej nocy Roy nie mógł spać. Kiedy tylko zamykał oczy, ukazywał mu się ojciec z twarzą wykrzywioną w szyderczym uśmiechu. Kiedy wstał, by otworzyć okno, zakręciło mu się w głowie. -Duszno tu - wyszeptał. Podszedł do okna i wtedy zauważył jakiś kształt pod drzewem. Poruszył się. To był człowiek w kapeluszu i ciemnym płaszczu. Tajemniczy osobnik wyjął z kieszeni paczkę papierosów i wyciągnął jednego. Zapalił zapałkę... -Niemożliwe - powiedział Roy czując ponowny zawrót głowy. Twarz, którą oświetlił płomień zapałki, do złudzenia przypominała twarz jego ojca. Palacz zaciągnął się dymem i odszedł. Roy wrócił do łóżka. Niemożliwe, pomyślał. Od kiedy wyprowadził się z domu, nigdy tu nie przychodził. On mieszka za oceanem. Gra świateł i wybujała wyobraźnia. Pokiwał głową i poszedł spać. Obudził się później niż zwykle. Poznał to po hałasie, jaki robiła śmieciarka na podjeździe. -Śmieciarka? Cholera, już dziesiąta! Spóźnię się do baru. W pośpiechu zaczął się ubierać i kiedy już miał wybiec z pokoju, roześmiał się głośno. -Przecież dzisiaj jest niedziela. Otarł pot z czoła i zrobił porządek w pokoju. Kiedy się ubierał, narobił niezłego bałaganu. Zszedł na parter. Przechodząc obok pokoju matki rzucił: Dzień dobry. Zobaczył ją kątem oka. Nie odpowiedziała. Znowu drzemała w fotelu. Roy wyszedł na ganek i podniósł gazetę. W skrzynce na listy były dwie koperty. Wyciągnął je i sprawdził, kto jest nadawcą pierwszego listu. Tata. -Super - powiedział Roy kręcąc z niedowierzaniem głową. - Ciekawe czy do mnie, czy do matki. Odwrócił kopertę. Śp. Roy Crystal. -Bardzo śmieszne. Sprawdził drugą kopertę. Helena Crystal. List do mamy, od jej przyjaciółki, Zofii. Wrócił do domu i od razu poszedł do pokoju matki. -Mamo! Nie uwierzysz, od kogo dostałem list. Zobacz, jak jest zaadresowany. Mamo? Obudź się. Złapał ją za ramiona i zaczął budzić. Nie obudził. Położył głowę na jej kolanach i płakał długo. Kiedy się ocknął, złapał za telefon i zadzwonił po pogotowie i wujka Pita. Wujek zjawił się wcześniej. To on zajął się wszystkim. Roy nie był w stanie. Pit załatwił też formalności związane z pogrzebem. Zajął się wszystkim. Pogrzeb był cichy. Przyszło dwanaście osób, licząc księdza i pracowników cmentarza, którzy zakopali trumnę. Royowi wydawało się, że widzi ojca w kapeluszu i ciemnym płaszczu, stojącego na drugim końcu cmentarza. Tego wieczora Roy poszedł do baru „Amber” żeby się upić. Kiedy obudził się rano, wciąż czuł się pijany. Przypomniał sobie o listach. Długo ich szukał, aż w końcu znalazł je pod biurkiem w pokoju matki. Najpierw wziął list od przyjaciółki matki. -Tatuś zostanie na deser - powiedział z gorzkim uśmieszkiem. Droga Heleno Nawet nie wiesz, jak mi przykro z powodu śmierci Roya. Taki dobry chłopak. Piszę, żeby zapewnić cię o swym oddaniu. Możesz na mnie liczyć. Tyle razy mi pomagałaś, niech choć raz ja będę mogła zrobić coś dla ciebie. Jestem z tobą, pamiętaj. Zadzwoń, jak będziesz czegoś potrzebowała. Twoja Zofia Tysiące pytań, które zrodziły się w głowie Roya nie pozwalały mu logicznie myśleć. -Za dużo tego - powiedział łapiąc się za głowę. - Za dużo! Rzucił wazonem o ścianę, a ten roztrzaskał się na drobne kawałki. -O co chodzi? - Roy zaczął płakać. Płakał długo. Co jest grane? Świętej pamięci Roy Crystal? Przykro mi z powodu śmierci Roya? Przecież ja żyję. Żyję, kurwa. Dlaczego na kopertach nie ma znaczków? Roy spojrzał na list od ojca. Wiedział, że tam znajdzie odpowiedź na jego pytania, ale bał się. Bał się tej odpowiedzi. Strach przed prawdą. Długo zbierał się w sobie żeby otworzyć kopertę. Drżącymi dłońmi wyjął z niej kartkę zapisaną pochyłym pismem. Wziął głęboki oddech i zaczął czytać. Witaj Synu! Jak pewnie już się domyśliłeś, nie żyjesz. -Jak to, nie żyję? Nie żyjesz i tyle. Mamusia też nie żyje. Umarła na zawał, kiedy usłyszała, że nie żyjesz. -Kto jej powiedział, że nie żyję? Ja do niej zadzwoniłem. Ktoś musiał przekazać jej tą tragiczną wiadomość. -Ale ja żyję! Wydaje ci się. To tylko złudzenie. Zapewniam Cię, Synu. -Ale przecież rozmawiałem z Pitem... z barmanem... oddycham... Nie żyjesz. Popełniłeś samobójstwo. -Jak to? Nałykałeś się prochów. Cholera, zbrzydło ci życie, Synu? -Nie zbrzydło. Ja żyję. Ja chcę żyć! Za późno. Nie żyjesz. Musisz iść na cmentarz. Tam spotkasz dwóch młodzieńców. Oni cię pochowają. Idź tam dzisiaj w nocy. -Ja żyję! No. Przestań się mazać. Jesteś już dużym chłopcem. Nie wstyd Ci? Przestań płakać i nie obgryzaj paznokci. Mama Ci nie mówiła, że to brzydki zwyczaj? Kończę już. Trzymaj się, Synu. Tata
Roy przestał płakać i obgryzać paznokcie. Zemdlał. Kiedy się obudził, był wypoczęty i świeży, choć był nieprzytomny zaledwie przez pół godziny. Myślał trzeźwo i pamiętał wszystko. -Jeśli nie żyję - powiedział - to lekarz na pewno to potwierdzi. Wybiegł z domu i skierował się do szpitala. Szkoda, pomyślał, że nie mam samochodu. Do tego szpitala jest z pięć kilometrów. Ale po co trupowi samochód? Roześmiał się nerwowo. -Jak na nieboszczyka, mam niezłą kondycję - powiedział, gdy dobiegł do szpitala. Wszedł do środka i podszedł do recepcji. -Dzień dobry. W jakiej sprawie? - spytała recepcjonistka. -Przyszedłem się zbadać. -Nazwisko i imię. -Crystal, Roy. Po kilku chwilach znalazła w komputerze dane Roya Crystala. Chwilę czytała, poczym zmarszczyła brwi. Zadzwoniła gdzieś i rozmawiała przez kilka minut, zerkając raz po raz na monitor. W końcu odłożyła słuchawkę. -Przykro mi, ale pan nie żyje - powiedziała jednym tchem. -To żart? -Żaden żart, panie Crystal. Proszę o dowód. Tak... Wszystko się zgadza. Zmarł pan trzy dni temu w wieku…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mikrob
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…