Wróć do katalogu

Tytuł

Życie Baltazara zmienia się w ostatnie wakacje szkoły średniej. Pierwsza miłość pozwala mu spojrzeć na świat z innej perspektywy. Miłosna przygoda nie kończy się wraz z końcem wakacji - dopiero sie zaczyna...

KristaL92, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tytuł

Rozdział I „Początek”

Budząc się wczesnym rankiem, chciałem zapomnieć o wszystkim co ostatnio mnie spotkało. Nigdy nie pomyślałbym, że takie coś może mi się przytrafić, że w ogóle istnieje. Wiedziałem, że za kilka godzin czeka mnie jakaś idiotyczna rozmowa z pedagogiem szkolnym. To czysty absurd – nawet nie znam jego nazwiska, a mam mu opowiedzieć o swoich doświadczeniach?! Totalna staroświeckość. Staroświeckość? Co ja plotę? Co ma piernik do wiatraka? Hmm, skoro nie staroświeckość to może... totalny paradoks. O! Całkiem z innej beczki. Skąd u diabła wzięła mi się ta staroświeckość...? Zwlekłem się z mojego łoża, które jest nienaturalnie ogromne. Ojciec znalazł je na pchlim targu, jak powiedział. Jakoś w to nie wierzę, ale cóż. Łoże zajmuje połowę mojego pokoju, mimo to nie zamieniłbym go nawet za piłkę do nogi z NIKE. Omiotłem znudzonym spojrzeniem porozwalane wszędzie pierdołki i poszedłem do kuchni. Nie spodziewałem się, że tak wcześnie zastanę tam kogoś, a jednak mój stary siedział przy kuchennym stole, czytał gazetę i pił ka... Kawę? Nie... Pił piwo. - Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie pił tych piwsk od samego rana?! - zabrałem mu puszkę z ręki i wyrzuciłem. - Jesteś nieodpowiedzialny i niedojrzały! Czekałem aż się odezwie, zaprotestuje, no cokolwiek, ale on tylko schylił się i wyjął spod krzesła wiśniówkę. Wkurzyłem się jak Michael Jackson, gdy go o molestowanie posądzono i wyszedłem nic już nie mówiąc. Idąc prawie pustymi ulicami tej zapyziałej dziury, myślałem o niej. O jej spojrzeniu, dotyku, głosie... I o tych pięknych, głębokich i czarnych oczach. Nie obchodziło mnie kim była, tęskniłem za nią i biłem się w klatę, że tak po prostu dałem jej odejść. Cóż za zrządzenie losu i niezmierna niesprawiedliwość. Gdyby nie ona, moje życie nadal byłoby tak nudne jak było. Wiem jedno: że ona też tęskni i wróci. Wróci i zabierze mnie do swojego świata. Przyszedłem do szkoły trzy godziny przed zajęciami. Lepiej nie przyznam się nikomu, bo to wstyd. Kto normalny przychodzi do budy tak wcześnie? Pytający wzrok woźnej wszystko wyjaśnia. Ta stara ropucha z brodawkami na nosie była najobrzydliwszą i najbardziej nie miłą istotą na całym świecie. Zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem i zaskrzeczała: - Koral! Gdzie tarcza?! - Pani Miss (jak na nią mówiliśmy), jest w plecaku. Zawsze ją tam mam, bo nie będę jak dzieciak z podstawówki po ulicach z tarczą chodził – odpowiedziałem z udawaną uprzejmością. Siedziałem w szatni i starałem się odepchnąć myśli o niej. Było to jednak okropnie trudne, bo nawet spadające liście za oknem przypominały mi ją. Ona też była taka lekka, a gdy tańczyła wyglądała właśnie jak taki liść, który bawi się z wiatrem. Gdy pozwoliłem jednemu wspomnieniu wedrzeć się do mojej głowy, inne wchodziły już bez pozwolenia. Nie potrafiłem zapanować nad wspomnieniami. Ona obezwładniała mnie w całości. Kochałem ją całym sercem i umysłem, chciałem jej kiedyś o tym powiedzieć, ale ona uprzedziła mnie, jakby czytała w moich myślach: Pamiętaj co mi obiecałeś! - powiedziała i chwytając mnie za rękę poszliśmy przed siebie. Tak bardzo za nią tęskniłem... Wszystko się spotęgowało. Nie wyobrażam sobie tego, jak będę się czuł po rozmowie z pedagogiem. Będę musiał przeżywać wszystko od nowa. Do szatni weszła kumpela z klasy. Rzuciła krótkie „cześć” unikając mojego spojrzenia. Wszyscy mnie tak traktują odkąd wróciłem do szkoły. Zmieszana odwróciła się do mnie plecami i odezwała się: - Baltek, pani Otrębska prosi cię do siebie. - Kto? - Pedagog szkolny – odpowiedziała i szybko wyszła z szatni jakby bała się, że ją zaatakuję. Więc oni naprawdę myślą, że ja też tym jestem. Cha, cha, cha! Ciekawe jak będzie się czuła ta cała Otrębska. Sam na sam z... Cha, cha, cha! Zanim wszedłem do jej pokoju przeczytałem tabliczkę: Magdalena Otrębska – pedagog szkolny. No to przynajmniej wiem już z kim będę miał do czynienia. Zapukałem i wszedłem do środka. Nic nie mówiąc, wskazała mi gestem żebym usiadł. Długo mi się przyglądała, a ja czułem się jak królik doświadczalny. Rozejrzałem się. Wokół mnie było pełno książek, starych i zakurzonych. Śmierdziało tu stęchlizną, a za brudnymi oknami nie było prawie nic widać. Poszarzałe ściany i przytłaczające, czarne meble, w połączeniu ze słabym światłem tworzyły tak odpychającą atmosferę, że nie mogłem uwierzyć, że to gabinet pedagoga. Sama Otrębska wyglądała jak ludzki odpowiednik swojego pokoju: była przeraźliwie chuda, pomarszczona jak bibuła, blada i krucha niczym świeże andruty. Pomyślałem, że do dopełnienia jej widoku brakuje tylko siwych włosów i okularów, ale jej ciemne i gęste włosy i oczy, w których można dopatrzeć się iskry młodości czyniły z niej najbardziej paradoksalną osobę jaką znam. Nie wiedziałem więc jakiego głosu mam się spodziewać : młodego, czy wręcz przeciwnie, starego i monotonnego. Czekałem aż się odezwie, ale ona ciągle milczała. W końcu nie wytrzymałem i odezwałem się oburzony: - Nie przyszedłem tu, żeby z panią milczeć! - Więc po co przyszedłeś, Baltazarze? - jej głos faktycznie był stary, ale wcale nie monotonny. - Bo... Bo pani tego chciała, bo wszyscy tego chcieli. - A czy ty, Baltazarze, chciałeś tu przyjść? - Czy chciałem? Ja musiałem! I skoro już tu przyszedłem to słucham! - Nie, to raczej ja słucham. Chcę posłuchać ciebie i ci pomóc. Opowiedz mi wszystko, mamy dużo czasu, a ja naprawdę chcę wysłuchać twojej historii. - A więc o to chodzi tak? Chce pani wszystko ode mnie wyciągnąć, żeby móc pochwalić się innym, że zna pani prawdę?! - Nie, Baltazarze, obowiązuje mnie tajemnica. Chcę ci pomóc... Nic więcej. Zaufaj mi – ton jej głosu był tak przekonywujący, wręcz hipnotyzujący, że po chwili postanowiłem jednak powiedzieć jej wszystko. Uśmiechnęła się i coś w tym uśmiechu wydało mi się znajomego. Byłem w supermarkecie i miałem już dosyć łażenia za moim ojcem, gdy nagle ją zobaczyłem. Stała przy dziale ze słodyczami i wyglądała na bardzo smutną. Na początku ją zignorowałem, ale kiedy zauważyłem, że ona nie rusza się nawet o milimetr, zapytałem czy wszystko w porządku. Spojrzałem jej w oczy, ale ona chociaż patrzała na mnie, wcale mnie nie widziała. Poczułem niezmierną ochotę, żeby ją przytulić, ale dokładnie w chwili kiedy o tym pomyślałem ona odsunęła się gwałtownie. - Nie powinieneś tego robić... - wyszeptała prawie niedosłyszalnie. - Skąd... - Nie wiem. Muszę już iść – i dosłownie od razu zniknęła mi z oczu. Cały dzień myślałem o dziewczynie ze sklepu. Czułem się jak narkoman na głodzie. Ona była nieskazitelnie piękna. Nigdy nie miałem do czynienia z kimś takim. Pomyślałem, że musi być u kogoś na wakacjach, bo nigdy wcześniej jej tu nie widziałem. Postanowiłem, że następnego dnia pójdę do tego sklepu i będę tam na nią czekał nawet cały dzień! I spotkałem ją! Stała dokładnie w tym samym miejscu, jakby też na mnie czekała. Tak bardzo się ucieszyłem, że nie patrząc na nic złapałem ją za rękę i wyprowadziłem ze sklepu. Nawet się nie opierała, ale to właśnie najbardziej mnie zaskoczyło. Zatrzymałem się przed ławką na parkingu i spojrzałem na nią. Czekałem aż coś powie i starałem się pochłonąć ją całym wzrokiem, zapamiętać każdy szczegół, jakbym bał się, że już nigdy nie miałbym jej zobaczyć. Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała cicho,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych