U schyłku zagłady - Rozdział 2
Dalsza część historii Johna.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
John i Jeremy skręcili w prawą uliczkę korytarza. Naukowiec wciąż myślał o tym tajemniczym pokoju. Nigdy wcześniej nie było w nim żadnych Nanobotów. Ciężko było tam znaleźć jakiegoś pracownika, oprócz techników, nadzorujący maszyny. Nagle Jeremy krzyknął tak, że John niemal podskoczył. - Szyb windy! - W głosie naukowca była wielka radość. - Szyb windy! Tuż nad nami jest wejście! Oboje wiedzieli, że gdy wejdą do windy, nic ich nie zatrzyma. Zarówno ona, jak i cały parter, są już pod kontrolą Toma. Radość jednak nie mogła trwać długo. Lampa nad nimi zaczęła migać na czerwono, a z głośników wydobył się głośny alarm. - Cholera! Dodatkowe zabezpieczenia! - Jeremy wyciągnął pistolet i oddał strzał w szklaną barierę, która blokowała dostęp do szybu. - Będziemy musieli tam skoczyć, zanim pojawią się roboty. W tym momencie, jak na wezwanie, ze wszystkich stron wyłonili się metalowi strażnicy, celując w Johna i naukowca bronią. Padł strzał. Jeremy zacisnął zęby z bólu i trzymając się za udo, osunął na podłogę. Pólprzytomnie podniósł wzrok na Johna i krzyknął: - Skacz! - Jeremy... - John spojrzał ze smutkiem na przyjaciela. Pierwszy raz musiał dokonać takiej decyzji: Zostawić konającego kompana i skoczyć w przepaść, mając nadzieję na przeżycie. - Skacz! John jeszcze raz na niego spojrzał, jednak w tym momencie padł kolejny strzał. Pocisk przeleciał tuż obok jego głowy. Zgodnie z prośbą Jeremiego, skoczył w szyb windy. Czas zdawał się płynąć wolniej. Z góry dało się usłyszeć echo straszliwego krzyku naukowca i towarzyszące mu odgłosy strzałów. John nie chciał go tam zostawiać, jednak jeden trup więcej nic nie zmieni. Nad sobą, spostrzegł windę, do której zmierzali. Tak niewiele brakowało, a obaj jechaliby nią bezpiecznie w stronę parteru. Nikt nie musiałby ginąć, a już napewno nie tak bezcelowo. John nie czuł strachu. Nie obawiał się śmierci. Z tej wysokości zapewne byłaby najlepszym, co mogło go spotkać. Jedynym jego uczuciem był żal, że tyle rzeczy chciał zrobić, a nigdy nie miał na nie czasu. Ciągle tylko praca, z nadzieją na godziwą emeryturę. Marne szanse. Nawet gdyby John jakimś cudem dożył tych nieszczęsnych siedemdziesięciu lat, emerytura zapewne nie byłaby wcale taka godziwa. Teraz jednak nie miało to żadnego znaczenia. Przepaść wydawała się nie mieć końca, jednak po chwili zobaczył pod sobą masę desek, przybitych do ścian szybu. Był to zapewne zamknięty sektor, a sądząc po stanie drewna, zamknięty od dawna. Deski były bardzo spruchniałe. Sprawiały wrażenie, jakby miały się za chwilę rozsypać. John, w przypływie świadomości, zasłonił głowę rękami i ugiął trochę kolana, chroniąc najważniejsze organy. Starał się jednak przyjąć uderzenie jak największą powierzchnią ciała. Uderzając o deski, roztrzaskiwał je w drobny pył, zmniejszając dzięki temu prędkość z jaką spadał. W duchu dziękował Stwórcy, że było ich tak wiele. Dawało mu to cień nadziei na przeżycie, którego nie dalej jak kilka sekund temu się obawiał. Po chwili przebił się przez ostatnią z drewnianych barykad i uderzył o podłogę ze sporym impetem, tracąc świadomość. Na jego ciele było wiele krwawiących ran i siniaków, powstałych wskutek przebijania się przez blokadę. Nagle rany zaświeciły na niebiesko, przestając krwawić. John obudził się i usiadł na podłodze, krzywiąc się z bólu. Największy ból odczuwał w kręgosłupie. Ból był tak ogromny, jakby miał z niego zaraz wyskoczyć jakiś potwór. Kurczowo zaciskał zęby, próbując stłumić w sobie to uczucie. - Oj nie przeżywaj tak. Mogło być gorzej. John słysząc ten głos zaczął rozglądać się dookoła w poszukiwaniu Jeremy'ego. Liczył, że to co widział było tylko snem, że zaraz podejdzie jego kompan, pomoże mu wstać i zaprowadzi do windy, która zwiezie ich bezpiecznie na parter. Po chwili jednak zorientował się, że źródłem tajemniczego głosu nie jest nikt żywy. - No, wstawaj. Nanoboty nie mogą długo utrzymywać cię przy świadomości i tamować krwi jednocześnie. - Głos ponaglił go, choć było w nim słychać ton rozbawienia. John powoli podniósł się, z widocznym na jego twarzy cierpieniem. Do wszystkich jego obrażeń dochodził, wolno narastający, ból głowy. Wiedział, że jego przyczyną jest intensywne użytkowanie Nanobotów. Kiedy w końcu wstał, ponownie wykrzywił twarz z bólu i zapytał: - No i co teraz? - Na prawo od ciebie jest kolejna szafka z modułem przechowywania wiedzy. John rozejrzał się we wskazanym kierunku i mrużąc oczy, zobaczył przez swoje popękane, cudem ocalałe okulary, rzeczony przedmiot. Z trudem poruszając obolałymi nogami, zbliżył się do niego o kilka kroków i szczerząc zęby z bólu, upadł na kolana. Dystans między nim, a szafką był niewielki. Gdyby był w pełni sił, dotarłby tam w zaledwie kilka sekund. Ale nie był. Jego poobijane ciało coraz bardziej dawało się we znaki, a każdy mięsień wydawał się krzyczeć przy nawet niewielkim wysiłku. Duży problem sprawiała mu również głowa, która nie potrafiła kontrolować tak wielu Nanobotów naraz. John ponownie podniósł się i ruszył przed siebie, pokracznie przy tym kuśtykając. Tym razem, pomimo wielu potknięć, nie przewrócił się ani razu. Dotarł do szafki i złapał się jej tak gwałtownie, jakby przed chwilą szedł po linie nad urwiskiem. Podczas tak krótkiej drogi zmęczył się bardziej niż po nie jednym biegu. Odsunął się trochę i spojrzał na ręce. Z niepokojem spostrzegł, że część ran nie jest otoczona niebieską poświatą, przez co krwawi. Przed oczami zaczęły ukazywać mu się mroczki, a obraz powoli się rozmazywał. Przebudził go dopiero donośny głos, dochodzący z jego głowy, który krzyknął tylko jedno słowo: - Moduł! John, korzystając z tego momentu, kiedy opuściło go otępienie, szybko pociągnął za małe drzwi szafki i wyciągnął z niej cylindryczny przedmiot. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, przekazał do niego Nanoboty. W tym samym momencie wszystkie sztuczne blokady zniknęły, a z ran, które one tamowały, popłynęła krew. John krzyknął z bólu, który tak w niego uderzył i z nieprzytomnym wzrokiem przewrócił się na podłogę. Po chwili znów się obudził. Początkowo zmróżył oczy, ale prawie natychmiast po tym, otworzył je szeroko i przeszedł do pozycji siedzącej. Z zaskoczeniem stwierdził, że nic już mu nie dolega. No, może oprócz lekkiego bólu w plecach i przeciętnej migreny. Przez głowę przeszła mu myśl, że może to był tylko sen, lecz gdy podniósł wzrok trochę wyżej, wątpliwość ta zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Zobaczył wysoki na kilkanaście pięter szyb windy. Wtedy również zwrócił uwagę na swoje popękane okulary. Nie, to nie mógł być sen - pomyślał. - Trafne spostrzeżenie, John - odezwały się Neuroboty w jego głowie. - Co się stało? Dlaczego nie mam żadnych ran? - zapytał John, ze słyszalnym zdziwieniem w głosie. Zaczął się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kosmo1
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…