Uciążliwa anielskość
Wszędzie te anioły...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dzień w rodzinie państwa A. Zaczynał się dokładnie o 6:30 rano. Cały był zaplanowany a realizacji planu pilnowała głowa rodziny, Pan A. Porządny, uczciwy, niepijący, ale konsekwentny i twardą ręką trzymający ład w rodzinie. To on decydował o wszystkim. Dzięki temu cieszył się niebywałym szacunkiem wszystkich członków rodziny, oraz psa rasy jamnik, także podwładnych w pracy, czyli robotników malutkiego zakładu produkującego plastikowe matki boskie ze świecącymi oczami i w ciemności fosforyzujące krzyżyki. Rodzina państwa A składała się z pięciu osób plus minus babcia, która pół roku spędzała u nich, a kolejne pół (te lepsze) w swoim małym domku na obrzeżach miasta. Dzięki temu miała wystarczająco dużo swobody, jednocześnie czując się ciągle potrzebną i w pełni uczestniczącą w życiu rodziny, która mogłaby bez większych przeszkód uzyskać miano rodziny wzorcowej, na wskroś polskiej i katolickiej, kultywującej tradycje, uprzedzenia rasowe i inne o których nie mówi się głośno, bo rodzina wzorcowa jest także nowoczesna i tolerancyjna. Tolerancja przychodzi jej niezwykle łatwo bo w swoim otoczeniu nie ma żadnego cygana, żyda ani geja… Wiadomo porządny to dom i okolica więc nie ma tu miejsca na żaden „element”. Oprócz babci w domu jest Pani A, idealna żona, wykształcona bo skończyła policealne studium ekonomiczne, dzięki czemu Państwo A nigdy nie spotkali się z problemami finansowymi, Pan A. mógł być dumny z gospodarności żony, która oprócz tej niezwykłej i tak potrzebnej w dzisiejszych czasach umiejętności prowadzenia domu, miała jeszcze szereg innych zalet. Była skromna i posłuszna jak Pan Bóg przykazał, zawsze zadbana i udzielająca się w działalności charytatywnej organizowanej przez koło różańcowe w osiedlowej parafii. Działalność ta ograniczała się do zbierania darów dla najbiedniejszych, które były rozdawane jako paczki z okazji świąt Bożego Narodzenia, czy też Wielkanocy. Oprócz prowadzenia domu i udzielania się w parafii, Pani A była także matką, wychowująca dwie piękne i mądre córki… Obowiązkiem córek, które zresztą spełniały z radością było zajmowanie się jamnikiem, uczenie się i pomaganie rodzicom. Wychowywane w poszanowaniu rodziców, wkraczały w wiek dojrzewania a mimo to nie sprawiały najmniejszych problemów… Dzień Państwa A zaczynał się punktualnie o 6:30, od czynności niezwykle prozaicznych, takich jak wyprowadzenie psa, pójście po zakupy, przygotowywanie śniadania. Po wspólnym posiłku cała rodzina z radością na twarzy i pełna energii rozchodziła się do swoich zajęć. Głowa rodziny szła do pracy, żona zajmowała się domem, dziewczynki do szkoły, a babcia włączała radio M. i modliła się o łaski dla Ojca dyrektora, popijając przy tym swoje lekarstwa… Mniej więcej ten sposób mijał dzień po dniu. Każdy z członków rodziny znał dokładnie swoje miejsce, obowiązki i prawa i z radością w sercu dziękował Panu za tak sielankowe życie. Tak się złożyło, że pewnego pięknego dnia, ta sielanka została zakłócona, przez wydarzenie całkowicie irracjonalne, absurdalne i żeby nie rzec, nieprawdopodobne. Otóż Pan A obudził się później niż zwykle. Lekko nieprzytomny zwlókł się z łóżka i skierował swoje kroki do łazienki. Czuł się niezbyt dobrze i pod nosem przeklinał porę roku nieodłącznie związaną z wszelkiej maści przeziębieniami i grypami. Bolała go głowa i plecy, a w dodatku nie wiedział, dlaczego wszyscy oprócz niego są na nogach… Przechodząc przez przedpokój rzucił pytanie w stronę krzątającej się w kuchni żony, dlaczego go nie obudziła, a żona na to, ze zwykłą sobie słodyczą w głosie odpowiedziała, że jest niedziela, on ostatnio kiepsko wygląda więc lepiej chyba będzie jak zostanie w łóżku, a reszta rodziny pójdzie do kościoła. Nie zaprotestował bo jego myśli zostały zagłuszone przez kazanie nadawane z radia. Opróżnił pęcherz przy dźwiękach modlitwy i nie mieszcząc się w drzwiach uderzył ramieniem w futrynę. Coś mu ciągle przeszkadzało, jakoś niezdarnie się poruszał i już zalecał żonie przygotowanie sporej dawki aspiryny, gdy nagle wychodzące do kościoła córki, zatrzymały się z „Zostańcie z Bogiem” na ustach i otworzyły szeroko oczy. Pan A. znieruchomiał, a następnie ze złością je ofuknął. Był przekonany że nie zapiął dość dokładnie rozporka i zrobiło mu się nie przyjemnie, ale gdy na skarcenie córki nie zareagowały, spojrzał na rozporek i stwierdził że to coś innego. Odwrócił się w stronę lustra, ale lustro zastawiała żona, stojąca również jak słup soli. Zdenerwował się nie na żarty i siła ją przestawił. Gdy stanął oko w oko z odbiciem w lustrze, znieruchomiał. Chyba już spojrzenie Bazyliszka było milsze niż widok, który go wprost poraził. Po chwili leżał zemdlony na wypastowanej podłodze. Gdy się ocknął zobaczył nad sobą pochylonych pięć zatroskanych kobiet. Wszystkie były śmiertelnie poważne i milcząco patrzyły na niego… W jego członki powróciło czucie, delikatnie wziął rękę i skierował w stronę głowy… Na czole skroplił się pot, najpierw go starł a następnie podniósł rękę jeszcze wyżej, namacał ciepła obręcz, niezwykle miłą w dotyku… Zatrzymał się na niej, westchnął i załkał… No już, już…wszystko w porządku…-żona go przytulała ledwie dając sobie radę z nadbagażem. Nie bardzo wiedziała jak powinna go dotykać żeby mu czasem nie zrobić krzywdy… Wszyscy byli nadal w szoku, babcia klęczała przed krzyżem i modliła się głośno, a córki, milcząc nie spuszczając wzroku z matki tulącej nieco zmienionego ojca. Co tu owijać w bawełnę…po prostu ojciec zamienił się w …anioła… Leżał w ramionach mamy taki rozchełstany, w pasiastej piżamie… ze świecącą aureolą i wygniecionymi skrzydłami, jakby przyprawionymi, które zamiast dumnie rozkładać się i podkreślać dostojeństwo i świętość, teraz leżały bezładnie, skulone… Na początku Pan A popadł w odrętwienie, nie bardzo wiedział co ma z tym faktem zrobić. Z czasem, powoli zaczął wracać do siebie a gdy rodzina przyzwyczaiła się do jego widoku… wróciła mu chęć do życia. W końcu to nic strasznego, jest zdrowy i nic mu nie jest… Aureola, stwierdził że jest nawet całkiem przydatna, w nocy robiła za lampkę, a skrzydła chroniły przed zimnem gdy nad ranem o najspokojniejszej porze wychodził na balkon zapalić papierosa… Łudził się że jest niewidzialny…i że o tej porze wszyscy śpią i nikt nie zobaczy jego szczególnego wyglądu. Stał tak zamyślony, otulony skrzydłami, których pióra wplątały się w pordzewiałe barierki. Powoli nabierały blasku. Pod latarnią aureoli, spoglądał w księżyc i rozkoszował się papierosem palonym w ukryciu przed żoną. -Kochanie…czas chyba żebym poszedł do pracy, dwa tygodnie to w końcu wystarczająco na chorobowe…wiesz, mamy przecież ten duży płaszcz… no tak w sumie największy problem to aureola, próbowałem z czapką…kurcze…-tak sobie kombinował Pan A pijąc herbatę do śniadania. Przez dwa tygodnie przyzwyczaił się do nowego wyglądu, ale zaczęło mu brakować jakiegoś zajęcia. Babcia wmawiała mu że to wyróżnienie takie jak stygmaty i powinien je nosić z dumą, ale bez chwalenia się i powoli też zaczynał tak o sobie myśleć, jak o kimś wyróżnionym. No i poszedł do pracy jak gdyby nigdy nic, ignorując fakt, że na dworze zrobiło się ciepło, słońce świeciło, a on był obwinięty płaszczem, starając się ukryć, dwa garby drgające podejrzanie. Z aureolą sobie poradził. Po prostu schował ją do lodówki, jak gdyby nigdy nic, gdy wszyscy jeszcze spali, poszedł do kuchni. Bez większego trudu zdjął ją i gdy już trzymał mocno, zgasła i pomatowiała, wyglądała jak kawałek sztucznego tworzywa. Zakopał w mrożonkach i odetchnął, poczuł się rześko i lekko, cmoknął przygnębioną żonę w policzek i wyszedł z domu. Początkowo wszystko szło jak z płatka, nikt nic nie zauważył dziwnego, a garby wytłumaczył opatrunkiem, bo miał mały wypadek, ale przecież nic mu się nie stało, odrobina gipsu i bandaży, parę tygodni jeszcze (no cóż nie wielkie komplikacje) i będzie jak nowy. Nikt o
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil A.S.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…