Wróć do katalogu

Ucieczka

Historia wiedźmy, elfa, krasnoluda. Niedokończone. Zapowiada sięna o wiele dłuższe,jednak nie zawsze mem wenę aby to dopisać...

cuarelena, opublikowano , 1 godz. 2 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Elfy nadobne o upadku śpiewały, Tysiąc lat minęło, całe milenium Straciły rody wszystko co miały Uczucia, ciepło śpiewy miłości Tysiąc lat minęło, całe milenium Nie odczuwały żadnej więcej radości Krasnoludy zamknięte w miastach Tysiąc lat minęło, całe milenium, Zapomniały już o dawnych rasach, O ludziach, mieszańcach, driadach, Kotach, wiedźmach, magach Tysiąc lat minęło, całe milenium

Ellin Ellin stawiał kroki wzdłuż kamiennego muru miasta Idas, stolicy Krainy Pieśni. Szedł powoli, z uporem. Klimat krainy zmieniał się bardzo szybko, a coraz większy chłód utrudniał nocny patrol strażnikom po drugiej stronie muru. Szedł z wiatrem, strażnicy stali do niego tyłem, chronili twarze przed zimnem. Nie mogli go zobaczyć. Nie spodziewali się jego powrotu. A może nie chcieli się narażać? Może nie chcieli tracić życia za jednego mieszańca? A może nic o mieszańcu nie wiedzieli. Chwilowy dylemat. Zabić? Może zabić jednego a drugiego przesłuchać? A jeśli zdoła mu uciec? Może ich tylko podsłuchać? Zbliżył się do nich na tyle, blisko aby nie zdradzić swojej obecności. Czekał. Minęła chwila. Jednak strażnicy milczeli. Kolejna chwila. Skierował zmysły na słuch. Dziwne. „noc jest kochanką morderców” Przypomniał sobie słowa nauczyciela w szkole strażniczej. Porę i miejsce wybrał odpowiednie, jest zimno, ciemno, wysoko, twardo. Nikt, kto wałęsa się po nocy w Idas nie miałby ochoty tu przyjść. Nawet wyjątkowo gorliwy strażnik. Spojrzał uważniej, skierował swoje zmysły tylko na wzrok, który w jednej chwili stał się o wiele lepszy. Strażnicy się garbią. Są o coś oparci. Co oni wyprawiają? -Dureń ze mnie- powiedział bezgłośnie. Stanął naprzeciw strażników. Byli martwi. Jak kamień pod nim. Przebici na wylot. Jeden człowiek i jeden elf. Człowiek najpewniej nic nie znaczył. Złapali zwykłego mieszańca. Ale elf? Za co mogli zabić elfa? W Idas są tylko trzy zbrodnie karane śmiercią. Zabicie innego elfa, pomoc w ucieczce mieszańcom lub… ukrywanie daru żywiołów. Cokolwiek ten elf zrobił, wzbudził ciekawość Ellina. Był bogaty, na co wskazują zdobione buty, biżuteria i najpiękniejszy łuk, jaki w życiu widział. Czy to przynęta? Dla takiego łuku warto ryzykować. Mimo to, wisi nad nim kara śmierci. Jeśli łuk to przynęta, to gdyby został złapany, natychmiast kazano by go uśmiercić. Za okradanie skazańców jest tylko chłosta, elf jednak był winien dużo gorszej zbrodni. Zdjął łuk z martwego ciała. Był lżejszy od wiatru, mocniejszy niż stal i piękniejszy niż duch rzeki Hol. O Ile ktoś tego ducha widział. Łuk był ciepły w dotyku. Został zaklęty. Elf potrafił więc zaklinać ogień do tego stopnia, aby grzał łuk, ale go nie spalił. Jak to możliwe? Ellin nie znał się na magii, darach żywiołów czy zaklinaniu. Była to szkoła zakazana, a osoby posiadające jakikolwiek ponadprzeciętny talent zostawali unicestwieni po powiadomieniu odpowiednich władz. Oczywiście najpierw dokładnie sprawdzano czy oskarżony jest winny. Jeśli rzeczywiście był winien posiadania daru żywiołów – ginął w mękach. Chyba, że był zamożny. Wtedy przysługiwała mu kara łagodniejsza. Ginął szybko. Wygonił myśli o dwóch kompanach na murze i skupił się na celu. Mała klatka, w której siedzi człowiek-mieszaniec oraz mężczyzna-krasnolud. To właśnie ich ma za zadanie uwolnić. Zapłacono mu, co prawda za mieszańca, ale jeśli krasnolud zaoferuje dobrą ofertę, chętnie mu pomoże. Mieszańca pilnuje pięciu strażników. Pięciu?! Musi więc niedługo przechodzić katorgę. Albo już przeszedł i czeka na egzekucje. Zabicie pięciu elfów graniczy z cudem. To tak jakby mieszaniec walczył z pięcioma innymi mieszańcami. Musi ich odciągnąć od klatki. Co zawsze skutkuje… Myśl…Myśl… ogień. Zawsze skutkuje ogień. Wziął łuk do ręki i… zauważył, że nie ma strzał. Zaklął. Skąd do cholery wziąć strzały na środku placu za towarzyszy mając jedynie dwa trupy i grupę strażników, którzy chętnie zrobili by sznurówki z jego jelit? Zszedł powoli z muru i zaczął przechadzać się po wąskich ulicach miasta Idas. Jeżeli to cholerne miasto ma gdziekolwiek zbrojownie, muszą być i strzały. Chyba że… Na placu egzekucyjnym Idas, stał kołczan ze strzałami, obok niego była oliwa i łuk. Służyć to miało awaryjnemu podpaleniu stosu awaryjnego w razie ataku, co zaalarmowałoby inne miasta. Nie znają swojej głupoty. Podszedł do kołczanu i wydobył jedną ze strzał. Elfy nie znały złości, zazdrości czy jakichkolwiek innych uczuć, które mogłyby spowodować niepotrzebne użycie strzał. Stały więc całe, nienaruszone, widać było na nich rękę mistrza. Założył kołczan na plecy, jednak wiadro z oliwą było zbyt ciężkie i nieporęczne. Nawet dla elfa. Odpiął bukłak z wodą przyczepiony do pasa i wylał wodę na kamienne podłoże placu egzekucji. Napełnił go oliwą. Woda powoli spłynęła na środek placu, gdzie znajdował się zbiornik kanalizacyjny, który odprowadzał krew skazańców za bramy miasta. Jest oliwa, strzały, nie ma ognia. Skierował oczy na pochodnie uliczne. Powoli zmienił zmysły na wzrok, który ponownie zaczął się wyostrzać. Kamienne miasto miało zbyt mało słabych punktów, większość machin oblężniczych została by spalona nim pierwszy głaz doleciałby za bramy. Jednakże, co by było, gdyby ktoś zaczął atak od środka? Elf skierował się ponownie w wąskie uliczki biedniejszych elfów i zaczął się zastanawiać gdzie posłać strzałę. Większość budynków miała solidne, drewniane dachy które nie zapala się od jednej strzały. Nie zapalą się nawet od dziesięciu strzał. Skierował kroki do dzielnicy rolników i rzemieślników. Tym elfom powodziło się najlepiej, ich domy były niesamowicie bogate, wielkie i nadzwyczajnie wyposażone. Jednak kilka ulic za nimi znajdowały się budynki robocze, stajnie, kurniki, chlewnie, tartaki, wytwórnie dóbr mniej lub bardziej luksusowych. Tam też się udał. Wszystko było tak jak zapamiętał. Słomiane dachy budynków gospodarczych aż prosiły się o zapałkę. W okolicy była tylko jedna już pochodnia uliczna, a dookoła panowała kochanka noc. Ellin zdjął pochodnie z rzeźbionej statuły i schował się za jednym z budynków by rzucać jak najmniej światła. Uklęknął na jedno kolano, ułożył obok siebie bukłak z oliwą, strzałę, pochodnie. Odkręcił korek bukłaku i dokonał fascynującego odkrycia. Grot strzały nie mieści się w bukłaku. Zaklął po raz kolejny obiecując sobie że za pieniądze za zlecenie nie będzie musiał dłużej robić za najemnika. Wylał oliwę na strzałę, brudząc przy tym buty i kawałek płaszcza, podpalił ją i wystrzelił w stary kurnik swojego Pana ojca. Ogień szerzył się niesamowicie szybko a przestraszone zwierzęta nie miały dokąd uciec. Ellin patrzył na żałosne ptaszyska, nie czując krzty współczucia ani chęci pomocy im. Po chwili pożar ogarnął następny budynek i zaczął trawić pierwszy z budynków elfów z dobrym dachem. Dachem który ciężko podpalić, a jeszcze trudniej ugasić. Postanowił wrócić do swoich kompanów na murze, człowiek i elf są wybornymi kompanami w takich wyprawach. Masz pewność że nie zrobią niczego głupiego i przynajmniej nie słychać ich zębów grających w mrozie. Spojrzał ponownie na klatkę gdzie krasnolud i człowiek smacznie spali. Smacznie to złe określenie. Po prostu starali się odpocząć od kar które fundują im elfy. Spojrzał na pożar który wywołał. Pierwsze elfy zaczęły wychodzić z domu i sprawdzać co się dzieje. Ellin obserwował kolejno strażników i innych elfów. Każdy strażnik miał obowiązek pomóc w czasie pożaru, biec do niego, bez względu na jego obecne obowiązki. Ci jednak wydawali się zupełnie nie zainteresowani zamieszaniem jakie wywołał. W końcu. Czterech strażników zaalarmowanych przez jednego z bogatych elfów… jego ojca… Rozmawiają…. Rozmawiają….

Rozmawiają cholernie długo.

Cholernie bardzo długo… Został jeden strażnik. Ellin odetchnął głęboko. Jeśli użyje strzał, strażnik ją usłyszy i może zdoła go pokonać. Może także spróbować odwrócić chwilowo jego uwagę lub zajść go od tyłu. Pożar był w jak najlepszej kondycji więc elf postanowił zajść pilnującego od tyłu i jak najszybciej zabić. Jego duma i tak przepadła wraz z pierwszą ofiarą. Łuk który udało mu się znaleźć przyjemnie grzał w plecy. W jednej chwili zrezygnował z podejścia strażnika. Zaczął przypominać sobie właściwości łuku. Czy gdy wypuszczał z niego swoją pierwszą strzałę, słyszał świst? Czy to możliwe że zaczarowany łuk wypuszcza strzały bezgłośnie? Zdjął łuk z pleców, wyjął strzałę z kołczanu, delikatnie naciągnął cięciwę, a wszystkie zmysły rozłożył tylko na słuch i wzrok. Strzelił. Strażnik padł wydając zabawne odgłosy. Strzała przeszyła gardło z taką łatwością jakby wbijała się w gąbkę. Żadnego dźwięku. Elf zeskoczył z muru i podszedł do klatki. Nie zamknięta. Żadnego zamka. Żadnych drzwi. Klatka została wykonana już z więźniami w środku. Nikt więcej do niej nie wejdzie, ani nikt z niej nie wyjdzie.-„po co ja się na to pisałem?”- Patrzył na śpiącą parę. Przejechał łukiem po prętach klatki. Poleciały iskry. Żadnego hałasu. Wyjął nóż z kieszeni. Ponownie postukał o metalowe pręty. Więźniowie zbudzili się gwałtownie. - Jak to otworzyć?- spytał elf, po czym rozejrzał się po okolicy. Pusto, widno. Pewnie każdy kto go zauważy uzna go za strażnika klatki. - Wystarczy podnieść – powiedział człowiek-kobieta, co zauważył po barwie głosu. -Sam jej nie poradzę, elfie, ale z Tobą i człowiekiem mam szanse.- Dwa samce mierzyły się wzrokiem. -Krasnoludy to najsilniejsze stworzenia w krainach.- ton głosu elfa wyrażał kpinę, ironię, i żadnej chęci pomocy. Po chwili cała trójka zaczęła podnosić klatkę, powoli, powoli…. Wydostali się. Pytanie jakie sobie każdy z nich zadawał, brzmiało – jak do cholery uciec z miasta? Elf dał im znak ręką że mają iść za nim co posłusznie uczynili. Droga ucieczki była zaplanowana z każdym szczegółem, najmniejszy detal i szansa niepowodzenia zostały wzięte pod uwagę. Skierowali się na plac egzekucyjny, gdzie znajdował się zbiornik odprowadzający nieczystości. Upokarzające, ale skuteczne. Stanęli nad zbiornikiem. -Weźmiecie mnie za skrawek płaszcza, i próbujecie nurkować razem ze mną. Jest ciemno i nic nie będzie widać… chyba że umiecie zrobić ogień który pali się pod wodą. – elf odwrócił się i szykował się do skoku gdy kobieta złapała go za rękę. -Elfie, odebrałeś łuk skazańcowi?-elf skinął głową.- poproś go o światło. – skierował na nią pytające spojrzenie. –Nie skazańca…tylko łuk. Nie musisz na głos. Dzieliłam cele ze skazanym. Opowiadał mi o tym łuku. Elf wziął łuk do ręki, i skupił się na nim. Zaczął świecić. Pomyślał że jego dwaj kompani to zacne stworzenia. Teraz już bez większych przeszkód cała trójka zanurkowała w nieczystościach miasta Idas.

Jane Podróż trwała dość długo, kobieta bała się że utonie ale elf dzielił się z nią powietrzem co pewien czas. Dlaczego inne rasy potrafią tak długo wytrzymać pod wodą? Kobieta tego nie rozumiała. Nie widziała w tym żadnej sprawiedliwości, ani sensu. Wynurzyli się tuż pod murem, za miastem. Cała trójka była głodna i wykończona a sytuacji nie poprawiał fakt że stali przemoczeni do suchej nitki gdzieś pod miastem w mroźną noc i strasznie cuchnęli. Elf dał im znak by szli za nim. Kobieta spojrzała pytająco na krasnoluda, ten pokiwał głową i udał się za elfem. Łuk nadal świecił, Elf wpatrywał się w niego chwilę , i bezgłośnie wydał komendę aby przestał świecić. Znajdowali się na otwartej przestrzeni dookoła miasta. Niska trawa i pełno placków zostawionych przez bydło. Nawet drobny szelest mógłby ich zdradzić, nie wspominając już o machającym światełku. Kobieta nie wiedziała dokąd prowadzi ją elf. Pomoc przyszła niespodziewanie. Przypuszczała że krasnolud również nie miał pojęcia kim jest ich wybawiciel, ale na pewno zna więcej terenu on niej. Liczyła na rozmowę z nim jak tylko oddalą się od miasta. Większa część nocy była już za nimi, a oni szli. I szli. Dotarli do lasu, lecz mimo nadziei kobiety na postój ani elf ani krasnolud się nie zatrzymali. Szli w ponurym milczeniu, szli szybko, wytrwale. Jej delikatne nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa i czuła jak drzewa wokół niej zaczynają wirować. Nie widziała absolutnie nic gdy weszli do lasu. Trzymała krasnoluda za warkocz z tyłu głowy i miała nadzieję nie przewrócić się i nie narobić hałasu. Nie miała pojęcie jaki to rodzaj lasu. Iglasty? Liściasty? Korzenny? Kwiatowy? Z czasów dzieciństwa pamiętała tylko kilka lasów. Tu jednak nie było żadnej woni, a gałęzie drzew były dość wysoko. Nie mogła więc ich ujrzeć w ciemnościach ani dotknąć by sprawdzić rodzaj drzew. Jak daleko byli od miasta? Nie wiedziała. Czuła tylko pulsujący ból w stopach, kolanach i biodrach. Zaczęła płakać. Z bólu, zimna, niewyspania, poczucia niższości i uzależnienia od innych istot, dwóch różnych gatunków, oraz na wspomnienie tego co przeżyła. Przeszła katorgę i miała być zmieniona w elfa. Mogła zostać kimś takim jak jej wybawiciel-przewodnik. Mogła już nigdy nie cierpieć, żyć w społeczności , w pięknym kamiennym mieście i będąc przedstawicielką jednej z dwóch prawowitych ras Idas – dumnych elfów. Zatrzymali się nagle, kobieta nic nie widziała, miała jednak nadzieję że w końcu nastąpił postój. Elf zapalił łuk i oparł go o pień drzewa. Wskazał ręką pnie drzew na których można było wygodnie usiąść i odpocząć. Kobieta zrobiła to z wyrazem szczęścia na twarzy, elf i krasnolud wydawali się zupełnie nie zmęczeni. -Jak mam do was mówić? -Jestem Dalrji, książe na Handerhol, syn króla Dalrjiego, ósmego tego imienia. – rzekł z dumą krasnolud. – Ta oto ludzka istota to Jane, pierwsza tego imienia, córka nieznanego i nieznanej. -Mówiłam tylko że ich nie pamiętam, zostali straceni za zdradę oraz spłodzenie mieszańca.- Elf wpatrywał się badawczo w człowieka. Blizny na szyi, nogach, rękach. Długie zaniedbane włosy. Czarne. Albo bardzo ubrudzone. Duże zielone oczy, ładne rysy twarzy. Złamany nos, rozcięta warga. Nie ma dwudziestu lat. - Jak zwą Ciebie, elfie? -Elfem. Musimy rozpalić ogień, jesteśmy na tyle daleko od miasta że moi ziomkowie nas nie znajdą, jednak jest tu inne zło. Elf i krasnolud w mgnieniu oka nazbierali suchego drewna i rozpalili małe, dające przyjemne ciepło ognisko. Na początku kobieta nie widziała zmęczenia na towarzyszach, jednak teraz, gdy zbierają zapas drewna na resztę nocy widzi to czego nie dostrzegła wcześniej.

Ellin Ustalili że należy trzymać warty, jednakże kobieta była mniej wytrzymała, oraz z natury potrzebowała więcej wypoczynku, pełnili je więc tylko krasnolud i elf. Pierwszą warte wziął elf, pozwalając wypocząć krasnoludowi. Rozmyślał. Krasnoludy mają niesamowicie wyostrzone zmysły, jednak czy Dalrji będzie w stanie dostrzec elfy? Wygląda na to że jednak nie zmruży oczu tej nocy. Kobieta myła nogi w kałuży. Elf przypomniał sobie gorące kąpiele w pałacu swego pana ojca, z czasów gdy jeszcze nie był strażnikiem, gdy jego zmysły były jeszcze przeciętne, gdy miał zostać rolnikiem, jak jego pan ojciec. Wszystko się tak pomieszało. Podszedł i usiadł na ziemi obok kobiety. - Możesz się przeziębić z zimna. Czytałem o tej chorobie ludzi. Może prowadzić do utraty życia. Wolałbym doprowadzić Cię żywą zleceniodawcy – Kobieta nie zwróciła uwagi na jego wypowiedź. Wpatrywała się w przestrzeń przed sobą. – Kąpiele w brudnej i zimnej wodzie nie są przyjemne. Po co to robisz? - Wszystkie kałuże dookoła są zamarznięte. Nie widzisz? Ta woda nie jest zimna. Jest wyjątkowo ciepła. – Jane skierowała puste spojrzenie na elfa. – Przyłącz się jeśli masz ochotę. - Przyłączyłbym się gdyby była czysta. – Ellin wskazał na jej ubrudzone nogi. -Jak sobie życzysz – kobieta spojrzała w wodę która zaczęła błyskawicznie się oczyszczać, stając się przezroczysta i krystaliczna. - Kontrolujesz wodę? – Elf nie wydawał się zaskoczony – Jak udało ci się przejść katorgę? -Opowiem ci jak tylko będę miała więcej siły i oddalimy się od tego miasta. –Kobieta uśmiechnęła się- Jesteś wyjątkowo ciekawski jak na elfa. Czy to życie na wygnaniu powoduje głód wiedzy?- Wyciągnęła pokaleczone, ale już czyste nogi z wody i udała się na posłanie obok ogniska. – Dziękuje elfie. Gdybyś chciał abym zaklęła któryś z twoich przedmiotów, możesz na mnie liczyć. - Jakie korzyści można mieć z wody? - Nie kontroluje tylko wody. Kontroluje wszystkie żywioły. Mogę sprawić że każda strzała która znajdzie się w Twoim kołczanie będzie płonąć zaraz po wyjęciu, że twój płaszcz nigdy nie będzie wymagał prania, buty nigdy się nie poślizgną, kaptura nigdy nie zerwie wiatr a ty będziesz mógł chodzić w ogniu. - Nikt nie kontroluje wszystkich żywiołów. To nie możliwe. Takie osoby nie istnieją. Poza tym takie osoby zgładzili by nawet krasnoludzie. Kto jeszcze o tym wie? - Oprócz Ciebie? Nikt. I proszę aby tak zostało. -Masz moje słowo, człowieku. - Dziękuje, elfie. –Kobieta położyła się na posłaniu obok ogniska. Ellin włożył nogi do ciepłej kałuży. Poczuł jak całe zmęczenie odchodzi wraz z ciepłą wodą. Spojrzał znów na człowieka. Nie wierzył w ani jedno jej słowo. Kontroluje wodę, a jego chce nastraszyć. Od tysiącleci nie ma zapisu o osobie która władała by trzema żywiołami, władanie dwoma to rzadkość. Nikt jednak nie przeszedłby katorgi… ale jeśli katorgę potrafią przejść niektórzy magowie? Ellin nie miał co się zastanawiać. To nie była jego działka. Wytężył zmysły i zaczął warte. Następnego ranka kobieta obudziła się wyjątkowo wypoczęta. Gdy otworzyła oczy zauważyła że krasnolud śpi dalej, a wartę dalej pełni elf. Podniosła się powoli, czując obolałe plecy oraz każdą ranę. - Witaj elfie. Widzę że nie spałeś. Nie czujesz się zmęczony? – Elf skłonił delikatnie głowę. - Jest mi tylko zimno. Kobieta zaczęła intensywnie wpatrywać się w płaszcz. Zaczęła prosić dwa żywioły, ogień i wiatr, aby wstąpiły w płaszcz i słuchały głosu elfa. Ogień miał za zadanie grzać go gdy będzie o to prosił, z kolei wiatr miał powodować chłód. - Poproś o ciepło, a je dostaniesz. Poproś o chłód, a nastąpi. – Elf patrzył na nią podejrzliwie. Korzystanie z usług magów było uważane za zdradę. Czyli karane śmiercią. - Powieszą mnie za korzystanie z usług maga. - Przypadkiem nie zabiłeś innego elfa? – Kobieta uśmiechnęła się delikatnie. – Poproś. Nie pożałujesz. Elf związał płaszcz w pasie i poprosił o ciepło. Jego zdziwienie sięgało zenitu gdy zaczął czuć przyjemne gorąco rozchodzące się od strony pleców. Podszedł do krasnoluda i obudził go delikatnie. Zalał ognisko i zaczął składać obóz. - Dokąd zmierzamy? – Kobieta pytająco patrzyła, elf i krasnolud spojrzeli na nią jak na idiotkę. -Do Handerhol oczywiście. Mojej, wkrótce również Twojej dziecinko, ojczyzny. Miasta krasnoludów, zbudowanego z kamieni oraz metali szlachetnych. –Krasnolud z wyraźną przyjemnością opowiadał o swoim mieście, co przyprawiało do uśmiechu nawet elfa. - I DRUGIEGO co do wielkości miasta Krainy Pieśni. – Krasnolud zmarkotniał. -Ten tego… no co do wielkości jest drugie… - Krasnolud poprawiał swoją brodę i przygryzał wargi. – ale mimo to… jest starsze i dlatego mniejsze. Trzy tysiące lat wstecz było pierwsze.- Krasnolud został zbity z tropu a Jane z elfem wymieniali wesołe spojrzenia – Za to i tak jest piękniejsze! Jane się pomyliła. W oczach elfa nie było błysku radości. To duma, że jego miasto jest większe. Jego słowa nie miały za zadanie rozpocząć wesołej konwersacji z krasnoludem. Chciał go zgasić. Jane Jane w końcu odkryła rodzaj lasu w którym się znajdowała. Był to las trawiasto-korzeniowy. Pierwszy raz spotkała się z taką mieszanką lasu, wzbudzał w niej jednak dużą fascynację. Widziała lekkie przygnębienie krasnoluda, z powodu wymiany zdań z elfem. Nie chciała, aby przychylna jej istota była zmartwiona, więc myślała nad sposobem pocieszenia go. - Dalrji, mój towarzyszu celi. Widziałam Idas, obiecuje napisać dokładne porównanie obu miast gdy tylko mi pokażesz Handerhol. – Jane uśmiechnęła się ciepło do krasnoluda. – Ale gwarantuje ci, że Idas nie będzie miało nigdy jednej rzeczy. – Krasnolud spojrzał pytająco – Radości. Krasnolud wyprostował się dumnie jakby usłyszał największy komplement w swoim życiu. Zdążyli zebrać obóz i ruszyć w drogę. Dwójka dawnych więźniów gawędziła radośnie. Elf jednak szedł przodem i nie udzielał się. Dalrji opowiadał szczegółowo o ziemiach krasnoludów, ich zwyczajach, zamiłowaniach i rozrywkach. Oczywiście nie zapomniał opowiedzieć o swoich podbojach miłosnych, co zajęło mu najwięcej czasu. Jane nigdy nie miała okazji przekonać się czym jest miłość, przyjaźń czy nienawiść i antypatia. Połowę życia spędziła na ucieczce z rodzicami, drugą połowę w celi. Słuchała opowieści krasnoluda z niezwykłym zainteresowaniem, co najwyraźniej zwiększało jego ego, albowiem zaczął koloryzować do tego stopnia że jego opowieści stawały się mniej wiarygodne nawet dla samej Jane. Czuła głód, a jej żołądek dawał wyraźne znaki że wolał siedzieć nakarmiony w celi niż pusty na wolności. Mimo że była więźniem, karmiona była naprawdę dobrze. Dalrji mówił że to dawny zwyczaj z czasów gdy nie istniała zimna wojna między rasowa. Każdy skazaniec miał prawo skosztować lepszego życia by wiedział, jak wiele jego kolorów stracił. Takie ostatnie dni w luksusie miały wzbudzić poczucie winy i żal za popełniony czyn. Kobieta domyśliła się więc że czeka na nią wyrok śmierci. Czy odkryli że włada żywiołami? Nie sądziła. Zbyt dobrze się kontrolowała, wiedziała że w czasie katorgi zdała testy. Powinni ją więc zmienić w elfa. Może każdego przed przemianą też dobrze karmią? Postanowiła zapytać znajomego elfa czy wie coś na temat przemiany. Niestety, Ellin powiedział że zajmują się tym elfi projektorzy i strażnicy nie mają na ten temat żadnej wiedzy. Dziwiło ją że elfy kierunkują się tylko w jedną stronę, ale potrafiła to docenić. Dzięki temu są bardziej wydajni i świetnie spełniają swoje obowiązki. Dalrji mówił również że mają wiele zaawansowanych technologii o których krasnoludy nie mają większego pojęcia. - Gdybym tylko mógł być w mieście jako wolny krasnolud, pożyczyłbym całą technologię i opatentował ją w Handerhol.- Mawiał rozmarzonym głosem. Kobieta zauważyła że krasnolud miał bardzo wiele swoich ulubionych powiedzonek, lubił też żartować, ale Jane nie rozumiała większości a Elfa wyraźnie nie śmieszyły. Zbliżał się wieczór i zaczęli szukać dobrego miejsca na nocleg. Zapowiadała się nocna ulewa, wiał silny wiatr a temperatura drastycznie spadała. Nie posiadali kocy, a ognisko będzie ciężko utrzymać. Nawet z mocami Jane. W takich warunkach, nawet w lesie, mieli marne szanse na odpoczynek. Znaleźli jaskinię, na tyle dużą że zdołaliby się w niej położyć. Niestety, o rozpaleniu ognia nie było mowy. Mogliby się podusić od dymu. Argumenty Jane że może skierować wiatr w drugą strone i wywietrzać jaskinię na bieżąco nie przemawiały do efla. Nie ma w tym nic dziwnego. Za korzystanie z usług maga zginąłby w większych męczarniach niż za zabójstwo swojego brata. Krasnolud z kolei nie wiedział na jaki temat toczy się między nimi rozmowa. W końcu postanowili zagłosować. Kobieta otrzymała poparcie Dalrjiego, który praktycznie spał na siedząco, więc elf postanowił odpuścić. -Niepotrzebnie się z wami kłócę. Głupiego nie przekona żaden racjonalny argument.- Elf przypatrywał się staraniom Jane która w jednej chwili wybuchła. - Uważasz się za lepszego?! -Nigdy tak nie uważam. Nie porównuje się. Nie ma innego elfa godnego mnie. Ludzi i krasnoludów nie biorę pod uwagę. – Jane zerknęła ukradkiem na Dalrjego – Nie jesteście tego godni. Przypuszczalnie nigdy nie będziecie. Idę znaleźć śniadanie. Zadbaj o ogień. Elf zniknął jej z oczu nim zdążyła mrugnąć. Cały ich urok. Szybkość , gracja. Nie możność odczuwania bólu, brak sumienia, skrupułów, a nawet chęci do życia. Posiadali jedynie dumę, tak wielką że chwilami komiczną. Po co im zachowanie dumy skoro nie interesują ich dobra doczesne? Tego Jane nie mogła zrozumieć. Nie mogą też zrozumieć czemu elf ucieka od kary śmierci skoro elfy nie mają żadnej chęci by żyć. Wiedziała tylko że elf- złośnik- którego-imienia –nie-znała wydaje jej się niezwykle pociągający, urokliwy i stanowi prawdziwe wyzwanie dla łowczyni serc. Dalrji zaraził ją widocznie swoją kochliwością. Skarciła się natychmiast w myśli. Spojrzała na krasnoluda. Smacznie chrapie, ślini się, wydziela różne zapachy, wydaje odgłosy. Dla nieznajomego byłoby to tak obrzydliwe że wolałby spędzić noc na drzewie – nawet z dala od ognia- byle nie w towarzystwie Dalrjego. Ona jednak wiedziała że w promieniu 200 mil jest jedyną przychylną jej istotą i tylko on w pełni ją akceptuje. Elf za to był praktycznie niewidoczny, znikał w jednej chwili, bezgłośnie, szybko, niczym duch. Jane dołożyła kilka gałęzi i wpatrzyła się w płomienie, tańczące jęzory przypominały jej pochodnie w Sali magii w Idas. Sala magii jest określeniem zbyt wielkim, ot niektóre istoty potrafiły dyktować niektórym żywiołom co mają robić. Żadna magia. Każda młoda istota, nieważne jakiej rasy musiała przejść przez rytuał – katorgę- która miała na celu wyłowienie osób posiadających takie umiejętności i natychmiastowe ich zgładzenie. To był ich sposób na utrzymanie równowagi i porządku w Krainie Pieśni. Pieśni już tylko z nazwy. Szczęściem takie umiejętności były niezwykle rzadko spotykane i najczęściej objawiały się na tak wczesnym etapie rozwoju że dzieciaki nie dożywały katorgi. Zostawały zabijane od razu. Przynajmniej tak było u elfów. Jak sprawa wyglądała u krasnoludów? Tego wiedzieć nie mogła. Prawie całe życie spędziła za kratami lochu w Idas. Dalrji jest pierwszym krasnoludem którego w życiu zobaczyła. Został jej współwięźniem. Jednak on nigdy nie interesował się sprawą magów bo u krasnoludów ten dar występuje niezwykle rzadko. Zaczęła wspominać pierwsze plany ucieczki i mimowolnie uśmiechać się do ognia. Elf- złośnik-którego-imienia-nie-zna wrócił trzymając w ręku zająca. Żywego zająca. Żywego, oszołomionego zająca. - Nie zjemy go – -Zjemy. Ja i krasnolud. Ty możesz być głodna.- Nim zdążył wypowiedzieć zdanie zwierzę przestało oddychać. Udusił je? – Zdajesz sobie sprawę, że pierwszego dnia ucieczki już sprawiasz kłopoty? To nie wróży dobrze. – Popatrzył znacząco i zaczał zdejmować skórę z zająca. Poczuła spływającą łzę- Jestem najemnikiem, nie samobójcą. Jeśli nie zaczniesz współpracować wzrosną nasze szanse na stryczek. Ja za zdradę, krasnoluda za nic, a Ciebie za to żeś mieszaniec. Więc albo zaczniesz robić to co JA uznam za stosowne albo żadne pieniądzę które obieca mi krasnolud nie przekonają mnie do dalszej podróży. Zjesz. -Znam mało elfów. Ale większość z nich to potwory. Gorsze od dzikich bestii. -Nie mów źle o mojej rasie, znając tylko swoją matkę i kilku strażników. -Znam również ciebie. I setki bestii. Ellin spojrzał na nią, uśmiechnął się tak lekko jak letni wiatr trąca liście i wrócił do oprawiania zająca. Tego wieczoru nie zamienili już ani słowa. Ranek był chłodny, pogodny i niezwykle orzeźwiający. Jej towarzysze podróży spali, uznała więc że spróbuje zagrzać trochę wody na kąpiel. Jednak Elf usłyszał –jak jej się zdawało- ciche kroki i zbudził lekkim szarpnięciem krasnoluda. Dalrji spjrzał na resztki zająca. - Jedliście sami? – Spojrzał na oboje z wyrzutem – Po elfie można się tego spodziewać. Ale po tobie słoneczko? -Zostawiłam ci kawałek. – Jane uśmiechnęła się na widok ucieszonej miny krasnoluda. – Jednak musisz go ugrzać bo na zimno nie będzie już taki dobry. Elf zaczął narzekać na ich zwlekanie, jednak Dalrji wyraźnie się tym nie przejmował. - Nawet jeśli nas znajdą to co? Wyraźnie takie było nasze przeznaczenie. – Tym samym zamknął usta elfowi i zabrał się do jedzenia zająca na ciepło. Zajęło mu to bardzo dużo czasu, musiał dokładnie obgryźć każdą kostkę, wyssać szpik i ponarzekać że nie ma gorzałki do tak wybornego mięsa. Zanim zebrali obóz, słońce było już dość wysoko na niebie. Kolejny dzień podróży miała ochotę spędzić z elfem, jednak ten wydawał się ją ignorować. Zastanawiała się jak zmusić go do odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Niespodziewanie dla siebie samej, usiadła na ziemi i ani myślała się dalej ruszyć. Towarzyszom zagroziła że jeżeli będą chcieli ja zabrać ze sobą na siłę to przyparzy ich ogniem. - Elfie, albo działamy razem, albo tylko we dwoje. Wybieraj. Złamała go. Skłonił głowę i na znak zgody wyciągnął rękę. Mimo tych wszystkich gestów nadal był nudnym towarzyszem podróży. Zaczął odpowiadać na pytania jednak bardzo powierzchownie. - Znacie jakieś piosenki? – Jane spojrzała przed siebie- ojciec śpiewał mi o kraju elfów, ale nie pamiętam wszystkich słów. Matka z kolei nuciła melodie o świecie krasnoludów. Żałuję że ich nie pamiętam. Nie mam nawet wspomnień. -Istotnie musi to być bardzo straszne, człowieku- sarkazm elfa zabolał kobietę, jednak starała się nie dać tego po sobie poznać. – przyjmij moje kondolencje. -Przyjmuję, jeżeli spotkasz jednego ze swoich pobratymców, również przekaż im moje kondolencje – elf uniósł pytająco brwi. – Nie co dzień chyba rodzi się zdrajca i tchórz? Zapadła niezręczna cisza między nimi. Dalrjego za to dusił własny śmiech. Zrobił się czerwony na twarzy, jednak żadne z nich nie mogło tego zauważyć. -Ten tchórz i zdrajca uratował Ci życie, wiedźmo.- Ellin minął ją, uznawszy swoje słowa za zakończenie rozmowy. -Nie powiedziałam że mam na myśli Ciebie, elfie. Dalrji przewrócił się ze śmiechu, kobieta dumnie uniosła głowę, z kolei elf stał wpatrzony w Jane, czując zranione ego. Ruszyli dalej, jednak podróż mijała w nieprzyjemnej ciszy. Swoimi słowami zaczęła wojnę, której prawdopodobnie nie wygra. Kolejne dni mijały im szybko, jednak zbiegli więźniowie zaczęli narzekać na brak porządnych ubrań. Nie mieli pieniędzy na jedzenie, nocleg czy jakiś rozgrzewający trunek. Lepsze odzienie musiało więc zejść na drugi plan. Nawet gdyby pieniądze mieli… cóż, w środku lasu ciężko byłoby im znaleźć jakikolwiek sklep z odzieniem. Im bardziej zbliżali się do krainy krasnoludów tym dni wydawały się cieplejsze. Dalrji mówił że Handerholl leży między górami, w małej dolinie. Miasto jest więc otoczone górami. Na pytanie jak się do niego dostać odpowiadał uśmiechem. Ciężko jej było wyobrazić sobie góry. Nigdy wcześniej ich nie widziała, tym bardziej że w tej chwili szła przez ostatki lasu. Drzewa były coraz rzadsze, zazwyczaj uschnięte lub chore. Po rozmowach z Dalrijm, Jane wywnioskowała sobie dokładny obraz kranoludów. Krasnoludy nienawidziły ciężkiej pracy, była to dla nich najczęściej strata czasu. Jane nie popierała takiego podejścia, tak samo jak Dalrji. On jednak nie musiał nigdy pracować fizycznie. Jego zadania ograniczały się do wysłuchiwania poddanych, skarg, oraz rozstrzygania co ważniejszych spraw sądowych. Z tego co opowiadał Dalrji było ich bardzo dużo, jego lud był bowiem kłótliwy, obrażalski i długo chował urazę. Wygląda na to że nie znają żadnej dyscypliny.

Dalrji Krasnolud widział rosnące zainteresowanie dziewczyny Ellinem. Współczuł jej przyszłego bólu, rozczarowania i rozterek. Wiedział że nie zmusi elfa do odwzajemnienia jej uczuć. W końcu, żadnych nie posiada. Prócz dumy, o ile można ją nazwać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych