Ucieczka Niezłomnego
O Ucieczce majora ( w sumie już pułkownika ) Zygmunta Szendzielarza "łupaszki" z ziemi Głubczyckiej
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Major siedział na trawie nad stawem. Wpatrywał się w wodę, w której widział piękne odbicie młyna stojącego w pobliżu. Major westchnął. Nazywał się Zygmunt Szendzielarz, ale kompani nazywali go panem majorem lub majorem "Łupaszką". Wojna już się skończyła, lecz on i jego oddział nie zaznał pokoju. Władzę w państwie przejęli komuniści, tak naprawdę Polska była częścią ZSRR. Tylko że pod inną nazwą. Nie złożył broni, razem z oddziałem toczył walkę z Sowietami, najpierw na czele 5 Brygady Wileńskiej, jednak została ona rozwiązana w puszczy Grodzieńskiej. Następnie objął dowództwo nad 6 Wileńską Brygadą AK. Teraz jednak, zmęczony ciągłą partyzantką, zamierzał powrócić do cywilnego życia. Przekazał dowództwo nad brygadą kapitanowi Władysławowi Łukasiukowi "Młotowi", jednemu z najbardziej zaufanych podopiecznych i wraz z kilkoma kompanami udał się na Śląsk, na Ziemię Głubczycką. Zamieszkał w młynie, nieopodal wioski Królowe. Komuniści, jak dotąd nie wywęszyli jego kryjówki. Odwrócił się i popatrzył na sylwetki swoich towarzyszy. Miecio – jeden z najmłodszych w jego Brygadzie, był niewysokim brunetem o miłej twarzy i brązowych oczach. Nie był ani trochę podobny do "Orszaka" – Wacława Beynara, wachmistrza po trzydziestce. Orszak był wysokim brunetem, o zielonych oczach, rzadko się uśmiechał, mało mówił. Miecio zaś był towarzyski, gadatliwy i zawsze uśmiechnięty. Oprócz nich, w młynie przebywała żona "Orszaka". Ta wysoka blondynka, zawsze nosiła dwa warkocze i była sanitariuszką. Chętnie służyła wszystkim pomocą, choć podobnie jak jej mąż – była małomówna. Ale była to niezwykle piękna kobieta Jednak dla majora piękniejsza była druga sanitariuszka – Lidia Lwow "Lala". Była ona zaręczona z „Łupaszką“ "Lala" była niska, chuda. Miała krótkie, brązowe włosy oraz niebieskie oczy. Major zamierzał się z nią ożenić. Taka właśnie gromadka przebywała w podgłubczyckim młynie. Orszak kupił prosiaki, kurczaki, gęsi i kozy. Zajmował się prowadzeniem młyna, a reszta innymi pracami w gospodarstwie. Czasami przyjeżdżali tu przełożeni majora, m.i.n podpułkownik Anatol Olechnowicz "Pohorecki", ( proponowano mu nawet zakończenie działalności 6 Brygady, lecz się nie zgodził ) Major wstał i ruszył w stronę młyna. Roześmiał się, gdy cap ubódł "Miecia", a kogut dziobnął "Orszaka" w kolano. "Łupaszko" wszedł do wnętrza młyna, usiadł przy stole i zaczął spożywać śniadanie. Kury znosiły jajka, od kóz mieli ser, od czasu do czasu zabierali prosiaka do rzeźni w Lisięcicach – większej wiosce, w której mieszkało gdzieś pół tysiąca osób. Major brzydził się zabijaniem zwierząt, lecz wiedział, że to konieczne, jeżeli chcą jeść mięso, a nie wyobrażał sobie choć tygodnia bez mięsa. Po śniadaniu wyszedł z młyna i udał się w stronę wsi. Była ona jakieś piętnaście minut drogi od młyna, chłopów mieszkało tam z trzystu. Major zostawił mundur w młynie. Bał się, że któryś z wieśniaków, kiedy go zobaczy, pobiegnie na posterunek UB w Głubczycach. UB było komunistyczną policją, ścigającą partyzantów i AK-owców, zabijali ich lub chwytali i zabierali do więzień, gdzie torturowli ich i katowali, a po jakimś czasie mordowali. Zwykle strzałem katyńskim w tył głowy Najgorsze było jednak to, iż rozpuszczali plotki, świadczące o partyzantach jako bandytach, mordercach, gwałcicielach i jeszcze gorszych szumowinach. Dlatego podziemie antykomunistyczne było znane jako Żołnierze Wyklęci lub Żołnierze Przeklęci. Kiedy Major doszedł do wsi, zobaczył jakiegoś chłopa, który bił cepem chłopca, może dwunastoletniego. Nie spodobało mu się to i podszedł do wieśniaka. Zostaw pan tego szkraba! - rozkazał. - Co on panu zrobił? A co ci do tego? - odparł chłop. - Nie mieszaj się w nie swoje sprawy, bo zawołam milicję. Jak ktoś miałby wzywać milicję, to ja! - odparł "Łupaszko". - Nie możesz pan znęcać się nad tym chłopcem! W rzeczywistości major nie wezwałby milicji. Jeszcze by wpadł, złapaliby go, a wraz z nim wszystkich mieszkańców młyna. To dawaj, tchórzu! - warknął chłop. - Zawołaj milicjanta, to obaj oberwiecie cepem w ............... Major nie dowiedział się, w co oberwałby cepem, gdyby wezwał milicjanta. Zręcznie wytrącił wieśniakowi cep z dłoni. Zdziwiony wieśniak rzucił się na "Łupaszkę", lecz ten zrobił unik i wykręcił chłopu rękę. Ten ryknął, próbował się wyrwać, lecz major przewrócił go w błoto. Nie patrz, mały – powiedział do chłopca, który przestraszony leżał na trawie. - Idź do rodziców, już dobrze. Chłopiec wstał i pobiegł scieżką w kierunku niewielkiego gospodarstwa. Major pochylił się nad chłopem. Słuchaj pan! - mruknął. - Jeżeli jeszcze raz przyłapię pana, na jakimś niecnym postępku, to to będzie pana ostatni postępek. Nie rozumiem! - odparł chłop. Trafi pan do sądu! Tak, na pewno! Za co? Za nauczenie smarkacza rozumu, aby nie kradł kukurydzy z mojego pola? Ja się milicji nie boję, w dodatku znam dobrze miejscowego sędziego. Trafi pan pod sąd – rzekł major. - Ale Boski. Pan mi grozi? - warknął wieśniak. Tylko ostrzegam - mruknął major. Po czym wstał i odszedł. Wolał wrócić do młyna. Przeszedł już ze sto metrów, kiedy usłyszał krzyk chłopa: Doigra się pan! Wiem, że mieszka pan w tym młynie za wsią z czterema innymi tajemniczymi osobami! Pójdę na milicję do Lisięcic, złapią pana i aresztują! Dostanie pan z 50 batów! Major nie zwrócił uwagi i szedł dalej. Nie przejmował się wieśniackimi pogróżkami. Co zrobi milicja, jak jakiś chłop przybiegnie do nich i powie, że pewien człowiek, który mieszka w młynie za wioską, groził mu. Milicjanci nawet go nie wysłuchają. Kiedy wrócił do młyna, podszedł do niego "Orszak". Panie majorze – powiedział. - Prosiaki uciekły! - Jak to się stało? - zdziwił się Szendzielarz. "Miecio" je wypuścił, a one wywaliły go w błoto i uciekły do lasku. Żartujesz! Tak, panie majorze! To żart! Major poklepał wachmistrza po plecach. Skąd się wzięło u ciebie takie poczucie humoru? – spytał. Ach, sam nie wiem! - odparł "Orszak". Szendzielarz roześmiał się i poszedł nad staw. Znów usiadł, patrzył w toń. Siedział tak chyba godzinę, później poszedł do pracy. Około piątej po południu "Miecio" krzyknął, że ktoś biegnie w stronę młyna od strony Lisięcic. Major szybko zarządził wzięcie karabinów z piwniczki i kazał ustawić się przed młynem. Po chwili dobiegł do nich jakiś człowiek. Major rozpoznał w nim znajomego milicjanta z Lisięcic. Milicjant był dość tęgi, łysy, miał wąsa. Znał mieszkańców młyna, choć nie znał ich tożsamości. Proszę pana! - krzyknął do majora. - Za chwilę tu będą! Obława! Obława! Chcą przeszukać młyn i aresztować wszystkich mieszkańców. Musi pan uciekać, pana towarzysze również. Jesteście z podziemia, zgaduję?! Zabiją was na mękach! Zorganizowałem ze szwagrem wóz, pojedziecie do Racławic, na stację! Szybko. Piętnastu milicjantów i z dziesięciu ubeków za niedługo się tu zjawi! Skąd to wiesz!? - wykrzyknął Szendzielarz. Na posterunku mi powiedzieli! Szybko, do Lisięcic niech
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dzik13
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…