Ucieczka prolog
czasami chcemy uciec do innego gdzieś i kiedyś, ale czy naprawdę warto?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROLOG POSTAĆ W KAPTURZE
Deszcz padał coraz mocniej. Świat wokół zalany został gęstą siecią kropel. Słońce, które tego dnia niezbyt chętnie dzieliło się swoimi promieniami chyliło się już ku zachodowi. Zimny wiatr ciął w twarz niczym ostre żyletki przyłożone do skóry. I ta straszna cisza poprzerywana szumem deszczu i złowrogim gwizdem wiatru. Pogoda idealnie oddawała stan rzeczy podsumowując to, co niedawno się wydarzyło. Dziki, ponury krajobraz przygnębiał każdym fragmentem swego jestestwa. Dziki, ponury i... martwy. Tylko deszcz, wiatr i bezkres pustynnej przestrzeni okazjonalnie usianej samotnymi drzewami i ubogą roślinnością, której rozpoznanie nastręczyłoby problemów nawet najwybitniejszym botanikom. Żadnych śladów ludzi, żadnych śladów zwierząt, żadnych śladów życia. Prawie żadnych... Tylko ta jedna, jedyna postać, ale czy tkwi w niej jeszcze życie? Postać, której oblicze skrywał kaptur przez dłuższy czas nie podnosiła się z miejsca pozostając w bezruchu. Siedziała przygarbiona obejmując rękami kolana. Gdyby przyjrzeć jej się uważniej można by dostrzec delikatne drżenie ciała. Gdy deszcz utworzył wokół niej pokaźną kałużę, podniosła nieśmiało głowę do góry. Jej uszy wychwyciły cichy trzask. Burza... – pomyślała. Długa łamana linia przecięła niebo... i znowu trzask, tym razem głośniejszy. Postać w kapturze podniosła się nie bez wysiłku. Wiedziała, że długa droga przed nią. Perspektywa samotnej podróży po nieznanej ziemi, bez jakiegokolwiek środka lokomocji wprawiała ją w ponury nastrój. Nastrój, który z całą pewnością można by przedstawić aktualnej pogodzie. Postać ruszyła przed siebie. Niespiesznie, stawiając krok za krokiem, oddalała się od miejsca, którego nie chciała pamiętać. Miejsca, z którym związane wspomnienia jeszcze długo nie pozwolą jej zasnąć. Burza przybierała na sile. Co i rusz blask przecinający niebo rozświetlał okolicę. Postać odwróciła głowę w kierunku, z którego podążała. Kolejny blask rozświetlił jej twarz. Dało się zauważyć błysk zielonych oczu, ale nic poza tym. Kilkanaście minut później postać w kapturze zniknęła za najbliższym wzniesieniem, a krajobraz pozostał dziki, ponury i... MARTWY. Ranek przywitał ją nieśmiałymi promieniami wschodzącego słońca. Nowy dzień a te przeklęte słońce wciąż takie samo. Świat budzi się do życia a słońce wciąż takie samo. Świat budzi się do życia? Jakiego życia? Przecież wszystko wokół to martwa pustka. Nawet tych kilka drzew, tych kilka roślin niewiadomej nazwy, nawet one sprawiają wrażenie, że mają dość tej egzystencji i chcą zwiędnąć, uschnąć. Postać w kapturze mimo wielkiego zmęczenia, bólu głowy i wszystkich mięśni nie mogła usnąć. Obrazy minionych dni przewijały się przed oczyma, nakładały się jedne na drugie czyniąc niewiarygodne cierpienie. Gdyby ktoś chciał je zmierzyć przy pomocy jakiegoś urządzenia, wskazówka od razu przekroczyłaby punkt krytyczny. Nie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kdz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…