Wróć do katalogu

Ukrywane pragnienia

Jak to trudno być uczniem...

Bachman, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Chudy wpatrywał się tymi swoimi cielęcymi oczami w nauczyciela próbując coś zrozumieć. Była to istnie syzyfowa praca. Nie mógł sobie poradzić z kotłującymi myślami w głowie. Nerwowo spoglądał na zegarek, wyczekując upragnionej przerwy. Książki zdążył już złożyć jedna na drugą, by jak najszybciej wyskoczyć z ławki i ruszyć po kolejny numer „Mrocznego bohatera”. -A pan się gdzie wybiera? –Zapytał z irytacją nauczyciel chemii. -Ja…, ja…, po prostu… -Chudy zaczął się jąkać. Nigdy nie lubił, gdy miał coś powiedzieć przed klasą. Problem pogłębiał się z każdym rokiem. W jego przypadku nie było mowy, o jakiejkolwiek odpowiedzi ustnej. Nauczyciele z góry stawiali mu jedynki. -No słuchamy. Czym wytłumaczysz to swoje aroganckie zachowanie? Chudy siedział w ławce. Czuł na sobie wzrok kolegów, który parzył niemiłosiernie. Jedyne, na co było go stać to stukanie długimi, brudnymi paznokciami o blat ławki. -Przestań! –Krzyknął belfer. Czoło piegusa zmarszczyło się. Kropla zimnego potu spłynęła po nim. Czuł, że nie może wykonać żadnego ruchu, że nie może się odezwać. Jego bezradne oczy zatrzymały się na małej dziurce w ławce, którą sam zrobił. -Patrz na mnie! Sytuacja z każdą chwilą stawała się nie do wytrzymania. Nauczyciel bez skrupułów demonstrował wyższość nad zagubionym nastolatkiem. Chudy powoli skierował czarne oczy na swojego oprawcę. -Dobrze. Nie chcesz współpracować, więc wyjdź z ławki. –Rozkazał chemik. Chudy wyszedł. W klasie panowała cisza. Nikt nie był na tyle odważny, by się odezwać, ani tym bardziej lekko uśmiechnąć. Stanął przed ławką ze spuszczoną głową. Oczy jego kolegów, z każdą sekundą zabijały jego wnętrze. Twarz poczerwieniała. Nauczyciel trzymał w dłoni metrową linijkę. Klepał nią w drugą dłoń. Patrzył niczym Bóg z potężną dozą pewności i wyższości nad nim. Nagle wziął potężny zamach i przytrzymał przez moment kawałek drewna w górze. Delektował się strachem wypływającym z twarzy piegusa. Doskonale znał jego myśli. Stało się. Metrowa linijka o grubości 2 centymetrów i szerokości 10 zatrzymała się na twarzy Chudego, zostawiając ślad. Chłopiec upadł przewracając swoją ławkę. Leżąc patrzył z nienawiścią na człowieka, któremu życzył tylko jednego…, śmierci. Prawie siedemdziesięcioletni nauczyciel podszedł do niego i rozkazał, by się podniósł. Rudawy piegus wstał. Nim się obejrzał został powalony, kolejnym uderzeniem. -To ja tutaj jestem panem. Zrozumiano? –Zapytał pochylając się nad ofiarą. Usłyszał jedynie milczenie. –Zrozumiano!?. –Powtórzył. -Tak jest. –Wyszeptał Chudy. Mimo wielkiego bólu i posiniaczonej twarzy. Dotrwał do końca. Zadzwonił dzwonek. Mógł wreszcie opuścić to koszmarne miejsce. Wychodząc z klasy obrócił się jeszcze raz. Spojrzał nie na nauczyciela, lecz na mrugające jarzeniówki w sali. Chudy nie pokazywał złości, która w nim kipiała. Jednocześnie bał się swojego śmiertelnego wroga i pragnął zemsty. Często, gdy kładł się spać marzył, by któregoś dnia być górą, zatriumfować. Chudy spojrzał na wywieszone ogłoszenia przyczepione do tablicy informacyjnej. Zawierało ono ogłoszenie dyrektora o zbliżającym się dniu nauczyciela. Z tej okazji miała zostać wystawiona sztuka. Rudzielec w głębi duszy pragnął, by móc kiedyś zagrać w podobnej sztuce, lecz na jego przeszkodzie stał stary chemik. -Czego się gapisz, niedorozwoju? Mamusia jeść ci dzisiaj nie dała. –Tak samo jak on nienawidził człowieka, który gnębił go od pierwszej klasy gimnazjum, podobne uczucia względem niego okazywali chłopcy ze starszych klas. Nie dawali drugoklasiście, ani chwili spokoju. Gdy tylko zdarzała się okazja, atakowali go przezwiskami, a czasem kazali jeść błoto. Każdy z czasem pęknie. Zadacie pytanie czy się nie bronił? Z początku może i tak było. Z upływem czasu i tego się odechciewa. Chudy ruszył. Próbował oddalić się od zagrożenia jak najszybciej. Skręcił w prawy korytarz, który prowadził do gabinetu dyrektora. Zatrzymał się patrząc czy nikt za nim nie idzie. Udało się. Został sam w otoczeniu nieznanych mu osób, które przemieszczały się z jednego końca na drugi. Ciągle miał wrażenie, jakby wszyscy się na niego patrzyli, nie dawali mu spokoju. Za każdym razem serce ściskało mu się do tego stopnia, że brakowało Chudemu tchu. Sekunda po sekundzie trudniej nabierał powietrza. Osunął się na podłogę opierając plecami o ścianę. Dzień mijał za dniem pozostawiając po sobie niemy krzyk rozpaczy. Wszystko w jednej chwili, w jednej sekundzie doprowadzało Chudego do ogromnych wybuchów złości, które tłumił w sobie. Im więcej ich było, tym trudniej je znosił, dochodziło do sytuacji, w których nie mógł zapanować nad sobą. Chudy siedział na ławce w parku. Dochodziła siódma. Wszystko miał idealnie przygotowane. Drzewa lekko szumiały wtórując mu akompaniamentem lekkiej nuty tajemniczości. Miał na sobie czarny długi płaszcz, który należał do starego chemika. Był święcie przekonany, że jeśli on się o tym dowie, przetrzebi mu skórę nie jeden raz. Chudy próbował pozbierać myśli, skupić się. Głęboko oddychał. Poranna bryza świeżości raz, za razem uderzała o jego twarz. -Co tutaj robisz o tej porze? –zapytał Olek. Jako jeden z nielicznych nie dokuczał młodszemu koledze, a i z czasem starał się go zrozumieć. -Czekam… -jego wzrok ani na chwilę nie powędrował w stronę osoby, która wydała mu się przyjazna. -Czasami trudno uwierzyć, że można zwyciężyć, można pokonać swój lęk, być po prostu ponad tym wszystkim. Ja już to potrafię wiesz? Olek, nie miał pojęcia, o czym mówi Chudy. -Zmarzniesz, jeśli chcesz, możesz iść ze mną na kółko dziennikarskie. Nie, żebym cię namawiał, ale jest to świetna zabawa. -Zostanę mam coś do zrobienia jeszcze. -Pamiętaj, że wszystko, czego potrzebujesz masz już w sobie. Twarz rudzielca zwróciła się na oczy, trzecioklasisty. Biły spokojem i ogromną chęcią pomocy. Poczuł ściśnięcie w żołądku, nikt wcześniej nie okazał mu tyle sympatii. Olek odszedł. Chudy wstał i ruszył w kierunku jeziora. Widoczność była ograniczona. Gęsta mgła zalegała utrudniając poruszanie się. Niestety w nocy dość mocno padało, czego skutkiem były kałuże. Płaszcz był cały zachlapany. Stanął przed ogromnym dębem rosnącym nad brzegiem jeziora. Leżała tam czarna teczka. Podniósł ją i otworzył. Wyciągnął broń, wyjął ją z pokrowca, rozłożył i wyczyścił. Po chwili uniósł wylot lufy na wysokość oka i spojrzał na malutki krążek światła po jej drugiej stronie. Lufa była czyściutka. Z powrotem złożył sztucer. Myśli przewijały mu się przez głowę jak klatki na filmie krótkometrażowym. Stanął opierając się o potężny dąb i czekał. Wiedział, że nikt w tej mgle go nie zauważy. Lekko trząsł się z zimna, były tylko cztery stopnie. Usłyszał kroki. Podniósł broń i przycisnął. Wycelował. Widział czarny punkt przesuwający się we mgle. Padł strzał. Chudy, był pewien, że trafił nauczyciela. Podbiegł do ofiary z bronią w ręku. Krew tryskała z klatki piersiowej Bugiego. Czarna kurtka szybko wchłaniała w siebie całą krew wypływającą z okolic serca. Próbował coś powiedzieć, jednak wszystko, na co było go stać to tylko zwymiotowanie krwią. To nie on miał być jego pierwszą ofiarą. Zdawał sobie z tego sprawę, lecz już nic nie mógł zrobić. Widział tylko nieruchomo leżący cel, który trząsł się z zimna. Bugi próbował wydać z siebie, choć jeden ratunkowy krzyk, na próżno. Rudzielec podniósł trzymając w prawej dłoni broń i wycelował w głowę o rok starszego chłopaka. Pociągnął za spust. Pocisk w mgnieniu oka roztrzaskał czaszkę. Po chwili do butów Chudego dopłynęła wielka kałuża krwi. Oczy ofiary zostały w tym samym miejscu, w jakim patrzył błagalnym wzrokiem na osobę, którą prześladował od pierwszej klasy. Ofiarę zaciągnął pod dąb. Oparł ją i popatrzył jeszcze przez chwilę na swoje dzieło. Nie czuł wyrzutów sumienia. Wiedział, że to tylko jeden z kroków, który musi zrobić, by zwyciężyć. Park posiadał cztery alejki, z których dwie prowadziły do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych