Ulica Wermont
Młoda matka samotnie wychowuje synka,odziedziczając spadek po rodzicach przeprowadza się do nowego domu.W mieście grasuje morderca dzieci...dziewczyna nie wie co jej grozi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ulica Wermont
1. Nastała jesień. Na dworze zrobiło się chłodniej. Słońce otula promieniami drzewa, a ich liście mienią się różnymi kolorami tęczy. Wchodząc do parku możemy zauważyć nieskazitelne piękno natury. Czerwone, żółte i pomarańczowe liście, które już opadły przykryły "puchową kołdrą" trawę. Wśród tego obrazu złotej pory roku, dostrzegamy siedzącą na ławce kobietę. Nikt nie wie dlaczego jest smutna i samotna. Dziewczyna ma na sobie ciepły, zimowy płaszcz (troszeczkę wypłowiały), buty, ciemno-brązowy beret i dżinsy. Blond włosy, które opadają jej na ramiona, zakrywają zmęczoną twarz, ale można zauważyć, że roni łzy. Co jej się stało? Jest młoda, piękna, powinna tętnić życiem i radością. Cofnijmy się kilka miesięcy wstecz, gdzieś w przeszłości istnieje przyczyna jej smutku.
2. W pewny wiosenny dzień, w restauracji na przedmieściach Nowego Jorku, matka wraz z synkiem je swój pierwszy posiłek. Zamówili oni na śniadanie dwie porcje tostów z syropem wiśniowym. (Był to ich ulubiony przysmak). Kobieta imieniem Scarlet czytała właśnie poranną gazetę, w poszukiwaniu mieszkania. Wraz z synem- Joeyem mieszka w starej, zniszczonej kawalerce. Dziewczyna po śmierci swoich rodziców otrzymała mały spadek i dlatego postanowiła wraz z dzieckiem, że przeznaczą go na nowy dom. Kończyli właśnie grzanki, a Scarlet wciąż przeglądała ogłoszenia. Niestety żadne z nich jej nie pasowało. Kiedy jakieś wpadło kobiecie w oko, to okazywało się, że mieszkanie jest albo za drogie, albo za małe. Składała już gazetę kiedy coś przykuło jej uwagę. Dziewczyna spojrzała na ostatnią stronę(znajdowało się tam małe ogłoszenie o sprzedaniu mieszkania). -Kochanie, chyba coś znalazłam. Posłuchaj: "Sprzedam 3-pokojowe mieszkanie, wyremontowane, w cichej dzielnicy. Kamienica mieści się na ulicy Wermont 2. Mieszkanie ma 76metrów kwadratowych, łazienkę, toaletę i balkon. Cena do uzgodnienia. Telefon kontaktowy-9812124". Co sądzisz o tym synku? -Mamusiu moglibyśmy zobaczyć ten dom? -Dlaczego nie?! Scarlet i Joey po wyjściu z restauracji natychmiast udali się do pierwszej budki telefonicznej. Kobieta umówiła się z właścicielem mieszkania, że dzisiaj go odwiedzi. Ulica Wermont była nie tylko cicha, ale i bardzo ładna. Po obu stronach drogi znajdowały się małe jabłonki i stylowe lampy. Po prawej stronie ulicy stały trzy szeregowe kamienice, a po lewej znajdował się mały park. Słońce wychyliło się za chmur i rzuciło promienie na drzewa, wyglądały dokładnie tak, jakby ktoś polał je miodem. -Mamusiu, który to dom? -Ten środkowy. Widzisz czeka tam na nas właściciel. Chodź, przywitamy się.-Kiedy Scarlet wraz z Joeyem podeszła bliżej, spostrzegła, że mężczyzna był w średnim wieku. Miał siwe włosy, na nosie grube okulary, ale oprócz tego miał okropnie oszpeconą bliznami twarz. Scarlet pomyślała, że nie da się zapomnieć oblicza tego człowieka. -Dzień dobry, pani Scarlet? To pani do mnie dzwoniła w sprawie ogłoszenia? -Tak to ja, a to mój synek Joey. -Jestem Eryk Smith. Zapraszam do mieszkania.- Właściciel wprowadził ich do środka budynku. Weszli po kilku schodach i znaleźli się w niedużym holu. W pomieszczeniu była winda, recepcja i schody. Mały Joey był zachwycony, nigdy przedtem nie widział takiego wnętrza. Hol miał 6 metrów wysokości i kilka gzymsów, które przedstawiały nagie kobiety. Całość wyglądała cudownie, posągi- kobiety podtrzymywały strop, a na środku sufitu wisiał ogromny kryształowy żyrandol. O oknach można powiedzieć tyle, że również wprawiały w zachwyt, każdego kto je oglądał. (Były ogromne, rozpięte od podłogi, aż do samego stropu). -Mamo, bardzo mi się tu podoba! -Ile lat ma pani synek? Jest taki rozkoszny. Szkoda, że nie ma tu żadnych innych dzieci. -Joey ma dopiero 5 lat. Wie pan, czy w pobliżu jest jakieś dobre przedszkole? -Tak, dwie przecznice stąd. O już jest winda, zapraszam do środka.- Właściciel puścił Scarlet z synkiem pierwszą, następnie wszedł sam i nacisnął guzik na ostatnie, piąte piętro. Kiedy drzwi ponownie się otworzyły, ukazały pasażerom zielony korytarz. Podłogę pokrywała seledynowa wykładzina, a na ścianach wyłożona była jasnozielona tapeta. Całość mimo różnorodności barw ładnie ze sobą komponowała tworząc miły nastrój. Właściciel zaprowadził gości pod drzwi oznaczone numerkiem 24. Wchodząc do mieszkania znaleźli się w przedpokoju. Był on niezbyt duży, ale zrobiony z gustem. Jak to z każdego przedpokoju tak i z tego, dostać się można było do wszystkich pomieszczeń. Po prawej stronie od drzwi wejściowych znajdowała się łazienka, a zaraz za nią toaleta. Na wprost rozciągała się kuchnia(w porównaniu z wcześniejszą kuchnią Scarlet, ta była olbrzymia). Naprzeciwko łazienki i ubikacji znajdowały się kolejne drzwi, była to sypialnia, pokój dzienny i salon. Kobieta wraz z chłopcem podziwiała przez godzinę całe mieszkanie. Nie było miejsca gdzie Joey by nie zajrzał. Byli nim oczarowani i ucieszył ich fakt, że właściciel wycenił je tylko na 30 00tys dolarów. -Panie Smith, co zdecydowało o tak niskiej cenie? -Chcę je szybko sprzedać, to co jest pani zainteresowana? -Wezmę je, kiedy możemy się tu wprowadzić? -Chodź by nawet zaraz.
3. Następnego dnia Scarlet wraz z Joeyem zaczęła się pakować. Kobieta już wczoraj dopełniła wszystkie formalności i na mocy prawa, mieszkanie na Wermont było ich. Od rana byli bardzo podekscytowani i nie mogli się już doczekać kiedy będą mogli mieszkać w nowym domu. W tydzień później Scarlet wraz z synkiem wygodnie spali w swoich nowych sypialniach. Jednak kobieta nie mogła zasnąć (z powodu nowego miejsca) i co chwilę przekręcała się z boku na bok. W końcu położyła się na wznak i spoglądając na żyrandol przypomniała sobie ojca Joeya, Timmego. Zaczęło się to, kiedy Scarlet skończyła studia, na zabawie z okazji zakończenia szkoły poznała chłopca. Narodziło się między nimi uczucie namiętności. Byli przekonani, że ich miłość zaprowadzi ich na ślubny kobierzec, niestety zdarzył się pewien wypadek, który przekreślił ich plany. Pewnej nocy w domu Timmiego wybuchł pożar, chłopak zginął na miejscu. Po tym incydencie Scarlet popadła w depresję, ale w jej życiu narodziła się nowa nadzieja na lepsze życie. Po wizycie u ginekologa, dziewczyna dowiedziała się, że jest w ciąży. (Ta wiadomość odmieniła jej życie). Nastał nowy dzień, poniedziałek. Joey od samego rana był bardzo zdenerwowany, ponieważ dzisiaj będzie po raz pierwszy w nowym przedszkolu. -Mamo, a jak dzieci mnie nie polubią? -Nie martw się, na pewno wszystkim się spodobasz. Chodź już, bo spóźnimy się pierwszego dnia! Scarlet zamykała właśnie drzwi, a w tym czasie Joey, bez wiedzy mamy pobiegł w stronę schodów. Skakał z jednego na drugi, aż podwinęła mu się noga i poleciał w dół. W połowie złapał go wchodzący na górę mężczyzna. -Nic ci nie jest mały? Musisz uważać, mogłeś zrobić sobie krzywdę. -Joey, gdzie jesteś? -Mamo, jestem na schodach, spadłem i jakiś pan mnie uratował. Scarlet pobiegła w stronę schodów. Stukot jej obcasów zagłuszał ciszę korytarza. Na piętro wszedł mężczyzna, niósł on na rękach Joeya. Chłopczyk delikatnie zszedł na podłogę i utykając podbiegł do mamy. -Pani synek potknął się, gdybym go nie złapał, zrobiłby sobie krzywdę, ale nic mu nie jest. -Dziękuję.- Scarlet uklękła i przytuliła do piersi syna. Czuła jak mocno bije jej serce, a brzuch ogarnął ból. (Było to normalne uczucie jakie matka czuje w obawie o dzieci). -Czy pani jest tą nową sąsiadką spod 24? -Tak, wczoraj się wprowadziliśmy. -Jestem Matt Moks, mieszkam pod 26. Eryk opowiadał mi troszkę o pani. -Miło mi, jestem Scarlet Derk, a ten nieudolny skoczek to Joey. Przepraszam, ale spieszymy się. Jeszcze raz dziękuję za pomoc.- Scarlet czekała na windę, a mężczyzna w tym czasie dokładnie zbadał jej zgrabne nogi. Dziewczyna odstawiła Joeya i wracała do domu. Po jej umyśle kręcił się Matt. Myślała o tym, jaki jest przystojny i nie dawał jej spokoju fakt, że od śmierci Timmiego nie spotkała żadnego mężczyzny, któryby tak ją fizycznie pociągał.
4. Scarlet po swojej pracy poszła po syna i razem wrócili do domu. Wieczorem dziewczyna krzątała się po kuchni, postanowiła na obiad upiec pizze. Joey jej pomagał(jak zresztą zawsze). -I jak było w przedszkolu? -Super. Poznałem wielu kolegów i opowiedziałem wszystkim co mi się dzisiaj przydarzyło. Wszyscy nie mogli się nadziwić. Joey oglądał telewizję, a Scarlet wyciągała pizzę z piekarnika, kiedy oboje usłyszeli pukanie do drzwi. Dziewczyna wytarła ręce o fartuch i poszła zobaczyć kto to. Joey ubiegł ją w tym pierwszy i sam otworzył drzwi. W progu mieszkania stanął policjant. -Wujek Henk! Wujek Henk! Mamo przyszedł do nas wujek Henk! -Cześć szkrabie, jak tam?- Mężczyzna podniósł chłopca i mocno go przytulił. Następnie podszedł do siostry i ucałował ją w czoło.- Jak się czujesz? -Bywało gorzej. Cieszę się, że nas odwiedziłeś. Mamy na obiad pizze, może się skusisz? -Oczywiście, że skosztuję, jeszcze nic nie jadłem.-Wszyscy zasiedli przy kuchennym stole jednak Joey uprosił, że zje w salonie przy bajce. -Henk co w pracy? Jakieś nowe sprawy? -Pamiętasz jak opowiadałem ci o tych zabójstwach? Jest nowe. Dzisiaj rano na śmietniku znaleźliśmy ciało chłopca. Miał tylko 5 lat. Jezu sam mam dzieci... -Straszne...Co to się dzieje na tym chorym świecie? Które to już dziecko? -Trzecie w przeciągu miesiąca. Nie możemy znaleźć tego sukinsyna, ale mamy poszlaki. Ktoś widział na miejscu porwania starszego kolesia. Podobno miał paskudną gębę, całą w bliznach. -No co ty? Znam faceta z bliznami, sprzedał mi to mieszkanie. Nazywał się Eryk Smith. -Sprawdzimy go, a ty pilnuj Joeya i nie spuszczaj go z oka, nawet na sekundę. Nigdy nic nie wiadomo, wiesz przecież, że te dzieci miały od 4 do 6 lat. -Wychodziliśmy dzisiaj do przedszkola, zamykałam drzwi, a on mi zniknął. Poszedł na schody i spadłby z nich gdyby nie złapał go pewien mężczyzna- Matt. Mieszka pod 26, wydawał się bardzo miły. -Dobrze, już późno, muszę iść. Jutro rano znowu trzeba iść do pracy i Mery pewnie czeka w domu. -Nie możesz jeszcze zostać? Jutro przecież jest sobota. -Niestety nie mogę, ale niedługo zadzwonię, a może nawet przyjdę. Mężczyzna ucałował siostrę, pożegnał się z Joeyem i wyszedł. Kilka minut później, kiedy Scarlet sprzątała po kolacji ponownie do drzwi rozległo się pukanie. Dziewczyna pomyślała, że brat pewnie czegoś zapomniał i pobiegła szybko otworzyć. Ku jej zdziwieniu nie był to Henk, tylko jej sąsiad -Matt. -Cześć, nie przeszkadzam? -Nie, może wejdziesz? -Przepraszam, że cię nie uprzedziłem o mojej wizycie, ale pomyślałem, że odwiedzę nową sąsiadkę. -Nic nie szkodzi, napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? -Napiłbym się mocnej, czarnej kawy. -Dobra, to ja nastawię wodę, a ty idź do pokoju i rozgość się. -Mężczyzna wszedł do salonu i usiadł w fotelu. Ujrzał on siedzącego przed telewizorem Joeya. Malec był tak zafascynowany "Ulicą Sezamkową", że nawet nie spostrzegł gościa. Chwilę później przyszła również Scarlet. -Joey przywitałeś się z panem?- Nie odrywając głowy sprzed telewizora, Joey wyksztusił:- Dzień dobry. Scarlet postawiła na stoliku tacę z kawą, po czym przysiadła wygodnie na sofie. -Czym się zajmujesz Matt? -Niczym szczególnym. Jestem prezesem takiej tam firmy reklamowej, lubię swoją pracę i jestem dobry w tym co robię. A ty? -Nauczam. -Łał, co tak oficjalnie.- Na twarzy kobiety pojawił się nieskrywany uśmiech. Od dawna nie była taka rozpromieniona. -Jestem nauczycielką, uczę w podstawówce, ale dzisiaj wzięłam urlop. I co lepiej mi wyszło? -Znacznie lepiej, ale po co ten urlop to nie wiem.- Śmiech. Ten wieczór upłynął mile i szybko. Scarlet dużo dowiedziała się o sąsiedzie, a on o niej. Mimo, że znała go zaledwie kilka godzin, to bardzo go polubiła, żeby nie powiedzieć pokochała. Dziewczyna posprzątała po gościu i kładła właśnie synka spać. Biedak usnął przed telewizorem i Scarlet musiała zanieść go do łóżka. Przykryła Joeya puchową kołdrą, po czym ucałowała delikatnie( tak żeby się nie obudził) w policzek. Przed wyjściem spojrzała jeszcze raz na synka jak pięknie wygląda kiedy śpi. Dziewczynę z korytarza dobiegł hałas, podeszła do drzwi i nie ściągając łańcucha lekko je uchyliła. Zobaczyła, że do windy wchodzi Eryk. Zostawiał on na podłodze ślady butów, w coś musiał wdepnąć. Kiedy korytarz był zupełnie pusty, a winda zjechała na dół, Scarlet wyszła z domu i lepiej przyjrzała się plamom na wykładzinie. Była to krew.
5. Następnego dnia z samego rana zadzwonił telefon. Scarlet właśnie piła kawę i szybko odebrała, żeby hałas nie obudził Joeya. -Tak słucham? -Cześć Scarlet, przepraszam, że dzwonię tak wcześnie i cię niepokoję, ale muszę z kimś pogadać.- Głos w słuchawce należał do mężczyzny, był smutny. Kobieta od razu wiedziała, że to jej brat. -Co się stało Henk? Coś nie tak w domu czy w pracy? -W domu wszystko dobrze... -A więc w pracy?! Znowu znaleźliście jakieś dziecko? -To morderstwo jest inne...jest wręcz makabryczne i odrażające. Jakbym dorwał tego sukinsyna to bym go zatłukł na śmierć. -Opowiedz mi o tym, to ci troszeczkę ulży. -Wczoraj, wczesnym wieczorem matka zgłosiła na komisariacie zaginięcie ośmioletniej córeczki. Dzisiaj około szóstej rano, dwóch myśliwych znalazło w lesie ciało. Kiedy wezwano mnie na miejsce, myślałem, że zemdleję albo zwymiotuję. Te dziecko było torturowane zanim umarło. Ci z kostnicy po sekcji zwłok ustalili, że dziewczynka została najpierw zgwałcona, a potem napastnik pociął ją jak mięso, wyrywając żyły. Kiedy już umarła, zdarł z jej brzucha całą skórę, a kończyny poodcinał. Ręce przy nadgarstkach, a nogi na wysokości kolan. Zrobił to prawdopodobnie siekierą lub innym narzędziem. Wiesz co jest jeszcze gorsze, że po tym wszystkim ponownie ją zgwałcił...- Głos mu się załamał.- ...wiesz czyje to dziecko, Mirandy Perkins, mojej szwagierki. -Jezu...- Scarlet zaczęła płakać.- Czy to była Lucy?! -Tak...- Teraz w słuchawce było słychać również płacz mężczyzny.- ...tak, to była Lucy. -Henk, jak się czuje Mery? Może przyjechać do was i jakoś ją pocieszyć? -Nie, nie trzeba. Mery jest teraz u Mirandy. -A jak Miranda? -Załamała się, cały czas płacze. Nie jest z nią dobrze. -Boże! Henk to jest straszne...jak tak można? -Nie wiem, muszę kończyć. -Dobrze, rozumiem, ale posłuchaj...wczoraj widziałam tutaj tego Eryka. Miał na butach pełno krwi. -Sprawdzamy go. Scarlet... -Tak? -Pilnuj Joeya! -Dobrze, jak coś to dzwoń. Scarlet przykucnęła pod ścianą i skuliła głowę w ramionach. Nie mogła przestać płakać. Zrobiło się jej słabo i niedobrze. Pomyślała wtedy: "A gdyby to był Joey, mój malutki synek. Co ja bym zrobiła? Zabiłabym tego sukinsyna albo siebie samą!" Z pokoju dziecinnego wyszedł Joey. Był zaspany, jedna rączką pocierał oczy, a w drugiej ściskał swojego misia. -Co się stało mamo? Dlaczego płaczesz? Boli cię coś? -Chodź do mnie kochanie, muszę cię mocno przytulić, może wtedy mi przejdzie. -Joey bez zastanowienia poszedł do mamy i mocno ją przytulił. Przed popołudniem kiedy Scarlet pozbierała się do kupy, poszła z synkiem po zakupy. Całą drogę trzymała go za rękę, a kiedy chciał zobaczyć jakąś wystawę(zabawek) szła razem z nim. Dziewczyna przez całą drogę miała dziwne uczucie, że ktoś ją śledzi. Co chwilę odwracała się, ale nie spostrzegła nikogo podejrzanego. "To chore" pomyślała Scarlet, tyle mówi się w wiadomościach o porwaniach i zabójstwach dzieci, a i tak wiele chodzi bez opieki. W takim wypadku nie trudno o coś takiego. -Mamusiu, czy mogłabyś kupić mi jakąś małą zabawkę? Tylko taką malutką.- Joey podniósł rączkę i złożył palec wskazujący do kciuka tak, że się stykały. Scarlet zaczęła się śmiać. -Tak kochanie, ale kupimy trochę większą zabawkę, żeby ci nie wyparowała. Zgadzasz się, co? -No dobrze, może być!- Dziewczyna kupiła synowi robota.
6. Kilka dni później w piękny, słoneczny dzień Scarlet i Joey wybierali się do miejskiego ZOO. Właśnie drzwi windy powoli się zamykały, kiedy czyjaś ręka je przytrzymała. Po chwili do środka wszedł Matt. -O cześć. Gdzie się wybieracie? -Cześć, właśnie idziemy do ZOO...- Do rozmowy wciął się Joey. -Do słoni, małp, żyraf i innych zwierzaczków. -O to super, wiecie co, ja właśnie umieram z nudy. Jeżeli nie macie nic przeciwko temu, czy mógłbym zobaczyć z wami te superowe zwierzaki? -Oczywiście, będzie nam miło, prawda Joey? -Aha, mamo, a czy słonie robią dużą kupę? -Matt zaczął dyskretnie się śmiać. -Joey, co to za pytanie?! -No bo jeden kolega w przedszkolu mówił, że słonie robią taką dużą kupę.- Joey kucnął i zaczął machać rękoma. Matt i Scarlet zaczęli się śmiać. Wyszli na zalaną słońcem ulicę i skierowali się na zachód, na obrzeża miasta, do ZOO. Po dotarciu na miejsce, oglądali przeróżne zwierzęta. Od najmniejszych małp po duże lwy i żyrafy. Joey był bardzo szczęśliwy, że mógł spędzić z mamą miłe popołudnie, Chłopiec został troszkę dłużej przy klatce z małpami, a Scarlet wraz z Mattem poszli do budki z napojami, oddalonej kilka kroków od małp. Kobieta cały czas nie spuszczała syna z oka. -Scarlet jaki chcesz napój? -Colę. -Kobieta odwróciła się do kasjerki żeby zapłacić, kiedy spojrzała z powrotem w kierunku klatek, spostrzegła, że Joeya tam nie ma. -Matt, Joey zniknął! -Kobieta pędem pobiegła w kierunku klatek i zaczęła niespokojnie szukać wśród ludzi syna. Wołała go po imieniu, niestety niegdzie go nie było. Matt również pomógł Scarlet szukać, obszedł wokół klatkę. Scarlet trzęsła się ze strachu, a serce o mało jej nie stanęło. Cały czas powtarzała sobie: "Ty głupia babo! Tyle się mówi o porwaniach, a ty zostawiasz dziecko!" -Boże drogi, Joey gdzie jesteś?!- Scarlet była bliska rozpaczy. Ludzie spoglądali na nią jak na wariatkę. -Scarlet, znalazłem go! -Przyszedł Matt, trzymał za rękę Joeya. Chłopiec o dziwo nie był przestraszony, ale smutny. -Joey, gdzieś ty był?! Mówiłam, że masz się nie ruszać! Wiesz jak się przestraszyłam! -Przepraszam mamo, zgubiłem mojego nowego robota. -Dziękuję ci Matt.- Kobieta kucnęła i mocno uściskała dziecko, po czym przytuliła Matta. -Nie ma za co. A ty Joey następnym razem słuchaj mamy!
7. Kiedy wieczorem byli już w domu, Joey poszedł spać, a Scarlet siedziała w kuchni i robiła coś czego nigdy nie robi.- Piła drinka. Była strasznie podenerwowana i zła na siebie za to, że straciła syna z oczu i potem wpadła w histerię. Henk tyle razy jej powtarzał : "Nie spuszczaj go z oka" , a ona...Morderstwa dzieci, a ona nie pilnuje dziecka. -Scarlet co z ciebie za matka! Chcesz stracić syna tak jak faceta? NIE, to go pilnuj!- Mówiła do siebie i nalała sobie kolejną szklaneczkę.- Co by było, gdyby nie Matt?! Już dwa razy go uratował! -Scarlet usnęła na stole. Ze snu wyrwał kobietę telefon. Otumaniona szynko podniosła słuchawkę. -Tak. -Cześć tu Matt, spałaś? -No, troszeczkę. Stało się coś? -Tak, dlatego dzwonię. Nie oglądałaś wiadomości? -Nie... -Jak możesz to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil klaudeczek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…