Wróć do katalogu

"Ulubieniec Bogów" - c.d. "Terranum" (1 i 2 r.)

Ciąg dalszy opowiadania p.t. "TERRANUM" - mam nadzieję, że się spodoba... :-))Pzdr.

Karol Wredny, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Ulubieniec Bogów" - ciąg dalszy "TERRANUM" (1 i 2 rozdział oraz część 3)

I

Wiosna wkroczyła na dobre oblewając coraz cieplejszymi podmuchami ulice miasta. Na drzewach, krzewach i trawnikach zieleń wyglądała coraz piękniej. W sercach przechodniów zmęczonych mrozami i śniegiem kiełkowała radość tak wyczekiwana i powitana z uczuciem ulgi. Wraz z nadejściem cieplejszych dni ludzie stali się dla siebie bardziej mili i uśmiechali się częściej. Wiejący z południa wiatr przyniósł wreszcie długo oczekiwaną odwilż. Śniegi stopniały powodując gdzie niegdzie na nizinach niegroźne powodzie. Jednak nawet pokrzywdzeni wieśniacy, których domostwa ucierpiały, uśmiechali się pod nosem, gdyż urzędujący jeszcze Prezydent kraju wykorzystał sytuację i odwrócił uwagę społeczeństwa od afery, w którą był zamieszany ogłaszając, że szkody wyrządzone przez żywioł pokryje Państwo. Swoją drogą, co za różnica ile pójdzie kasy na pokrycie szkód skoro i tak dziura budżetowa będzie kolosalna. W redakcji nowej gazety „Życie w Mieście” położonej przy ulicy 1 - go Maja panował wzmożony ruch i zgiełk. „Twórczy bałagan” jak zwykł określać go Redaktor Naczelny był wizytówką redakcji ulokowanej na dwóch piętrach zabytkowej kamienicy. O 8:45, po co tygodniowej odprawie z gabinetu Redaktora Naczelnego wylała się fala pracowników podążających do swoich obowiązków. Dwie osoby podążały jednak niespiesznym krokiem. Zastępca naczelnego, Robert Miś, niewysoki z nadwagą rubaszny, łysiejący facet po czterdziestce i Michał Sienkiewicz, krótko ostrzyżony średniej budowy „młodzian” jak go określał Naczelny, szli korytarzem rozmawiając o dziwnym nagraniu i zdarzeniu jakie miało miejsce dwa tygodnie wcześniej. - Nie wierzę w to stary - upierał się zastępca Naczelnego - To jest historia z „Baśni tysiąca i jednej nocy”! Ale masz nagranie! To, co opowiadał ten facet, to wymysł chorego umysłu. - Widać za dużo na oglądali się filmów! - Kuźwa! - zdenerwował się Sienkiewicz - ile razy mam ci tłumaczyć, że jakby to były psychole to by mnie załatwili! Przecież słyszałeś taśmę! Myślisz, że nagrałem ją sobie sam?! - I co z tego, że masz nagranie! To o niczym nie świadczy! Wybacz, ale twoja historia brzmi dość... dziwnie. Mogli przecież to wszystko wymyślić i sprefabrykować, żebyśmy łyknęli to co nam podadzą. Może to konkurencja chce nas skompromitować! - Taa! A to, co widziałem? - nie dawał za wygraną młodzian - A to, że nic nie pamiętałem? - Ach, chwilowa amnezja. Przecież dostałeś w łeb. Miałeś wstrząs mózgu, mogło ci się wszystko pokiełbasić. Zeszli po schodach na parter obok recepcji, gdzie Miś jak zwykle puścił oczko do blondynki z recepcji o ponętnych kształtach. Wyszli na ulicę, gdzie stał zaparkowany samochód, biały Punto Roberta. Redaktor Naczelny długo zbierał się do omówienia tej sprawy. Dopiero w ubiegły piątek wezwał Michała do siebie i w konspiracyjnej ciszy kazał zbadać tą sprawę razem z Robertem Misiem. - Ciekawa sprawa - powiedział. - Robert, pojedziecie razem do tego magazynu i sprawdzicie go. Uwielbiam takie zagadki, ale sami rozumiecie, że dopóki nie mamy nic konkretnego musi to pozostać tylko między nami. Powiedział to z wyraźnym naciskiem na „tylko”. Redaktor Naczelny był pasjonatem historii z spod znaku „niestworzonych”. Należał do kilku klubów poszukiwaczy UFO, jednego nawet był prezesem. Tylko dlatego zainteresował się tą sprawą. W przeciwnym wypadku Michał zostałby pewnie wyśmiany i zrugany za zajmowanie się głupotami. Zaparkowali samochód na chodniku po drugiej stronie ulicy niedaleko magazynu, w którym według Sienkiewicza był przetrzymywany i w którym doszło do nagrania dziwnej historii opowiedzianej przez niejakiego Fabiana. Michał przegrał kasetę, na którą nagrał ową wypowiedź kilka razy z obawy przed jej uszkodzeniem. Jedną kopię zostawił sobie, dwie powędrowały do redakcji, czwartą zaniósł swojemu przyjacielowi Grzegorzowi prosząc o przechowanie. Przeszli przez ulicę i podeszli do zaułka prowadzącego do magazynu. Miś zatrzymał się. - Poczekaj tu - powiedział teatralnym szeptem zapalając papierosa. - Pójdę sam. Ten magazyn może być obserwowany i nie byłoby dobrze, gdyby ktoś cię rozpoznał. Michał zgodził się i sam też zapalił. - Dam ci znać na komórkę za jakieś dziesięć minut. - Powiedziawszy to zagłębił się w boczną pełną pustych kartonów i obdrapanych kontenerów na śmieci uliczkę. Słychać było jego kroki odbijające się echem od starych obdrapanych murów.

***

II

Musiał przyznać, że tutejsze jedzenie bardzo mu odpowiadało. Niektóre potrawy sprawiały, że przypominały mu się jego rodzinne strony. Właśnie pochłaniał z wielką przyjemnością firmowe danie, kurczaka w sosie czosnkowym z frytkami i czerwoną kapustą. Siedział jak zwykle w kącie niewielkiej, przesiąkniętej zapachem spalonego tłuszczu sali. Jak zwykle sam. Kapelusz leżał obok na stole. Niewielki zielony plecak położył na drugim siedzeniu. Do popicia zamówił podwójną miętową herbatę - to kolejna rzecz, która przypominała mu dom. Takich jak on, anonimowych klientów w dworcowym barze, było wielu. Bardzo mu to odpowiadało, że nikt nikogo o nic nie pytał. Włóczędzy i życiowi wykolejeńcy przychodzili tu na posiłki, czy też zwyczajnie ogrzać się i posiedzieć, złapać kilka minut snu. Nikt na niego nie zwracał uwagi, nikt go nie zaczepiał. Przychodził raz dziennie najeść się do syta i poobserwować ze swojego miejsca ludzi za oknem, śpieszących się do codziennych zajęć lub na pociąg. Z nikim nie rozmawiał. Składał zamówienie i jadł powoli zadowolony z tego, że jak na razie plan, którego był głównym realizatorem, został wykonany w 100 procentach. Rozmyślał tak zapatrzony na ulicę, kiedy ni stąd ni zowąd przypomniał sobie łysiejącego grubszego faceta, który kręcił się niedaleko magazynu. Zauważył go wychodząc do baru. Ów człowiek wydał mu się dziwny, dlatego że wyglądał

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych