Wróć do katalogu

Upadek Calleh

Jest to pierwsze z planowanej serii opowiadań o mieście Calleh. Jest też zarówno wstępem do akcji. Bardzo krótkie.

sielakos, opublikowano , 7 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ten dzień pamiętam jakby to było wczoraj. Padał zimny siarczysty deszcz, taki jakiego nigdy wcześniej, ani później nigdy w życiu nie widziałem. Stoją w tym deszczu można było poczuć jak zamarza nam powoli szpik w kościach powodując przy tym niewyobrażalny ból. -Kami! Kami! - krzyczała zrozpaczona kobieta w średnim wieku pochylając się nad leżącym w błocie mężczyzną - Kami... Proszę cię. Kobieta jeszcze przez jakiś czas płakała, a ja zastanawiałem się dlaczego się kiedy przyjedzie ta cholerna ciężarówka i wreszcie będziemy mogli wyrwać się z tego piekła. Jak ja nienawidziłem tego cholernego błota, tego dnia odmroziłem sobie stopy. -Ken ruszaj się! Transport przyjechała! -Już idę! Czemu te śmiecie zawsze muszą to robić kiedy tak pada? Naprawdę do tej pory nie rozumiem, czemu nie mogli uciekać kiedy świeci słońce. Oszczędziliby nam i sobie sporo kłopotów i przede wszystkim zdrowia. Jednak kiedy tylko wsiadłem do przyczepy i okryłem się ciepłym kocem, pomyślałem o czymś zupełnie innym. W głowie miałem już tylko zapach grzanego wina i równie gorącej kobiety, która czeka na to,żeby mnie tylko rozgrzać.

***

-Ken wczoraj byłeś boski! Powiedziała to jakbym sam tego nie wiedział, za kogo ona mnie miała? Nieważne, zresztą Lola, bo tak miała na imię, nie spała koło mnie ze względu na swoją inteligencje, tylko z powodu innych zalet, takich jak jędrne piersi i zgrabny tyłek. No i poza tym miała bogatego ojca, a to było dla mnie bardzo pomocne. Mimo wszystko nas związek nie trwał długo, zresztą jak żaden z poprzednich. Nie wiem czy z jakąkolwiek dziewczyną wytrzymałem dłużej niż pół roku,a nasze związki nie sprowadzały się do niczego głębszego niż dziki seks, wszystkie one mnie bardzo irytowały. Nie byłem człowiekiem zdolnym do życia w długotrwałym związku, zresztą nie widziałem żadnych większych korzyści z tego płynących. -Już wychodzisz? -Tak, praca czeka. Kolejna wymówka, tego dnia miałem wolne, ale ona nie musiała o tym wiedzieć. Męczyłem się jej obecnością, tym co do mnie mówiła, musiałem zaczerpnąć trochę wolności. Założyłem szybko spodnie i już po krótkiej chwili znalazłem się na zewnątrz. Zanieczyszczenie tego dnia było niższe niż zwykle, nie trzeba było nawet nosić tych irytujących masek tlenowych. Jak ja kochałem takie dni i ten widok miasta "Calleh", który rozpościerał się przede mną. Te stare fabryki z ich zardzewiałymi kominami, które spowijał delikatnie zielony smog. Kochałem ten widok, kochałem tą zieloną chmurę, która owijała wszystko tak delikatnie nadając mojemu światu nowych barw, tak innych niż wszędzie. Nie pamiętam już kiedy pierwszy raz pojawił się on nad miastem, ale zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Było w nim coś takiego bardzo mistycznego, coś czego nie byłem w stanie pojąć. Bardzo mnie to przyciągało. Byłem chyba jedyną osobą, która patrząc w te opary widziała w nich coś pięknego, inni widzieli w nich raczej zagrożenie i obiekt swoich nienawiści. -Cholera tylko nie teraz- powiedziałem do siebie odbierając alarmowe wezwanie na służbę. Kochałem tą robotę, kochałem być gwardzistą, ale naprawdę nie lubiłem jak ktoś mi przerywa odpoczynek, szczególnie tak zasłużony jak ten. Droga na posterunek zajęła mi parę ładnych minut, ale kiedy już byłem na miejscu moim oczom ukazali się wszyscy funkcjonariusze jakich

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych