Wróć do katalogu

upadła ziemia 1 rozdział 1

świat opanowany przez mutanty i żywe trupy. ludzie 3 lata walczą o przetrwanie. opowiadanie w przebudowie.

gonzo666, opublikowano , 28 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

planowane zmiany: dialogi - rozbudować, dodać parę "ze zwykłego życia". pozwolić wypłynąć charakterom bohaterów na wierzch. opisy postaci, więcej cech szczególnych. rozbudowa walk.

Rozdział pierwszy - potwór Mat, dowódca drużyny, całą akcję zaplanował praktycznie bez zarzutu. Atak o świcie na magazyn w celu zdobycia zapasów żywności. Zapomniał tylko o jednym – zombie potrafiły wytrzymać kilka godzin po wschodzie słońca. Cały oddział został zaskoczony atakiem w budynku, trzeba było walczyć. Rozdzielili się w trakcie ataku, walka toczyła się w całym budynku. Tu było widać jak oddział jest sprawny – wszyscy od razu posłuchali się komend dowódcy. Mat nerwowo przeładował broń. Poprawił nóż na pasku. Szybko wyskoczył zza biurka i trzema strzałami z shotguna położył trzy zombiaki -nienawidzę tego!- mruknął głośno przebijając głowę czwartego nożem i szybko ratując się ucieczką przed następnym. Po chwili strzałem z shotguna rozwalił go. W całym budynku było słychać strzały – drużyna Mata również sobie nieźle radziła. Po paru minutach strzelanina brzmiała już tylko chwilami, wszystko się "uspokajało". Jak zwykle w takich momentach Mat zaczął myśleć o tej całej parszywej sytuacji. A jeszcze trzy lata temu wszystko na świecie zdawało wyglądać tak pięknie. Ludzkość osiągnęła szczyty technologii – osobiste pojazdy ponaddźwiękowe, przetworniki materiałów (miały możliwość wyprodukowania np: stali z drewna, jednak miały parę wad w tym to że często się psuły i miały naprawdę małą wydajność. Jeśli ktoś już z nich korzystał to tylko do wyrobu paliwa czy amunicji. I tak lepiej było skądś zdobyć zapasy niż trudzić się z obsługą przetworników) czy superwydajność rolnictwa pozwalająca z metra kwadratowego ziemi osiągnąć tonę zboża. Ale wtedy wrócono do eksperymentów z genami wirusów. 19 października 2142 doszło do przypadkowej awarii w jednym z laboratoriów . Wirus będący półproduktem na drodze ludzkości do nieśmiertelności omal nie stał się zagładą całej ludzkości. Zanim go zlikwidowano, zabił dziewięć dziesiątych ludzkości a zmarłych przekształcił w żywe zwłoki. Krwiożercze zwłoki. Wiele milionów osób zginęło. Na powierzchni przeżyli nieliczni. W dodatku z wielu bezkręgowców zrobił mutanty, o czym Mat wielokrotnie sobie przypominał. Mat miał wyjątkowe szczęście –przeszedł część szkolenia służb specjalnych, a dzięki temu, że kilka lat wcześniej był chory na chorobę spowodowaną przez wirusa w 97,5% zgodnego z tym od zagłady, był uodporniony. Zgromadził oddział dziewięciu innych osób starających się przeżyć wraz z nim. Dzięki zdobytej broni zdołali przeżyć, a dzięki zdolnościom nowoczesnej technologii zdołali zdobyć pewne nadludzkie cechy - implanty poprawiające wzrok, pracę mięśni, czas leczenia ran. W końcu całkiem ucichły odgłosy strzałów. Mat kończąc zabijanie ostatniego zombie w pokoju, zawołał resztę. Był dumny ze swojej drużyny, ta w trakcie walki zawsze radziła sobie wyśmienicie. -chodźcie tu! - krzyknął. Pierwszy wszedł Adriej – sporej postury facet ostrzyżony na krótko. Część włosów była postawiona „na jeża” Był najsilniejszy, zaraz za Matem. W obyciu był łagodny, taki trochę filozof. W rękach miał kręcący się jeszcze minigun. -Budynek chyba posprzątany – powiedział. Następnie doszedł Sam – medyk zespołu. Niski, najniższy z chłopaków w zespole, miał czarne włosy, a był uzbrojony w staroświecki rewolwer Schmith&Wesson. Domontował do niego celownik i specjalne urządzenie podające szybciej naboje. Przed zagładą od wirusa ochroniła go eksperymentalna szczepionka, wprowadzona praktycznie w ostatniej chwili. Zaraz po nim wszedł Jim – wysoki, jasnowłosy (typ aryjski) chudzielec ( wynik eksperymentu – miał zero procent tkanki tłuszczowej, zastępionej „woreczkiem cukrowym”) z uniwersalnym AK-74. potrafił jedną serią skosić cztery zombiaki. Następnie była Agi – blondynka z berettą 0.9 mm. Kryła swoje pochodzenie, ale reszta domyślała się, że pochodzi z Skandynawii. Była jedną z najbardziej cichych osób w drużynie, w ciągu ostatniego miesiąca odezwała się może ze dwa razy. pozostali trochę mało o niej wiedzieli, ale liczyło się to, że nieźle strzela. Po niej weszły dwie kolejne dziewczyny z zespołu: Tamara – brunetka z rosyjskim akcentem i nieco podrasowanym rosyjskim AK-47 – i Mona – szatynka pochodzenia francuskiego, co zdradzał jej akcent, z karabinem snajperskim Dragunov. Mat nigdy nie pytał się, jaki ma sens korzystanie ze snajperki w starciach bezpośrednich. Po chwili weszła też Lara – drobna brunetka z dwoma SOCOM-ami, chyba jedyna osoba w zespole, która prawie nie brała udziału w takich akcjach. Ostatnio Mat jednak kazał wszystkim brać udział, przez co nie mogła już się wykręcić chęcią pilnowania bazy. Przed wirusem ocalił ją przypadek – tak samo jak Jim skorzystała z surowicy przy czym dostała ją tylko dlatego że osoba przed nią zmarła, zanim ją podali. To była ostatnia dawka. Parę sekund później weszła Dora – osóbka najsprytniejsza, ale i najbardziej kłótliwa z całego oddziału. Wiele razy kłóciła się ze wszystkimi i prawie zawsze postawiła na swoim. -Gdzie Erika? – zapytała się -Zaraz powinna przyjść. – powiedział Sam -Ok, to jeszcze czekamy. Ech, ten wasz pośpiech… - westchnął Mat. Drużyna sobie posiadała na najprzeróżniejszych krzesłach, stołach i pozostałych meblach. W końcu weszła Erika, niska brunetka z MP-5. była najlepszą koleżanką Lary, prawie zawsze trzymały się razem. Widząc, że to już cały oddział, Mat skinął ręką by podeszli i powiedział: - No, udało się. Zdobyliśmy ten magazyn, teraz trzeba powynosić zdobycze. Niezły łup. Amunicja, żywność i materiały do przeróbki w przetwornikach. Teraz z parę miesięcy nie będziemy musieli wychodzić z bazy. -Co za piękne przemówienie. Prawie się wzruszyłam – powiedziała sarkastycznie Dora. Przenoszenie zapasów żywności i amunicji zajęło im parenaście godzin. Na szczęście w dzień zombie się nie pojawiają, więc nie trzeba było wyznaczać straży. Jednak jak zwykle zaczęły się kłopoty. Oddział, zawsze sprawny i posłuszny w trakcie walki, teraz kłócił się jak nigdy, każdy chciał postawić na swoim. Dziewczyny nie chciały nieść najcięższych pudeł, a Matowi, Adriejowi, Samowi i Jimmiemu po czterech kursach zaczęły już puszczać nerwy. Takiej kłótni od dawna nie było. -Ty nieś to pieprzone pudło! Wcześniej ja niosłem większą ilość. – Andriej krzycząc rzucił pudło na ziemie po czym skrzyżował ramiona. -Nie zwalaj teraz roboty na mnie! Sam je nieś, bo do niczego innego się nie nadajesz! – odpowiedział Adriejowi Mat, zmrużywszy ze złości oczy. -Cały czas tylko Andriej, zrób to, Andriej rób tamto! A kij wam w dupę! -Sam, ty je nieś. -Nie, mam obie ręce zajęte walizkami z amunicją, nie widzisz tego czy co!? -Tak, nie widzę! Bierzesz sobie małe walizki, a my mamy nieść ciężkie pudła! – wtrącił się Jim. -My? Raczej ja! A kto cię o zdanie pytał? To zawsze ja robię za mięśniaka – denerwował się tą niesprawiedliwością Andriej. Chłopaki, spokojnie – powiedziały jednocześnie Agi i Tamara. Prawie zawsze w takich sytuacjach to one dwie łagodziły spory. -Sam, daj nam te walizki, my je poniesiemy, a weź to pudło. Może i kłótnia wydawała się naprawdę głupia, kiedy zagrażały im różne niebezpieczeństwa, ale ci ludzie przywykli do niebezpieczeństwa, a teraz wychodziły różne znerwicowania. Trzy lata życia w takim świecie... niesamowite rzeczy działy się z psychiką. Takich kłótni było naprawdę wiele. W końcu przenieśli z magazynu wystarczającą ilość zaopatrzenia do kwatery. Tam Jim zaryglował podwójne drzwi i usiadł na wygodnym fotelu, jednym z niewielu, jakie znajdowały się w tym budynku. Mimo, że w piwnicy nie mieli okien, zdobyczny generator dawał zasilanie do światła i podstawowej części pokoju, a dwa inne- ambulatorium z zamrożonymi – trójką osób, które nie były odporne na wirusa, ale Mat i Andriej postanowili eksperymentalnie zamrozić je i próbować terapii krwią - i przetwornik materiałów. Jeden też generował prąd do komputerów – sytuacja sytuacją, ale rozrywka musiała być. -No uczcijmy to - powiedział wesoło Adriej – mam jedną, zdobytą dwa miesiące temu butelkę Chaetau Laffite ’63. Kojarzycie dom kolekcjonera, ten z krwią na ścianie? To jedno z najlepszych win na świecie. To chyba dobra okazja by ją odkorkować? Po wypiciu lampki tak szlachetnego wina od razu zrobiło się wszystkim znacznie weselej. Zresztą było co świętować – poza żywnością zostały zdobyte dwa magnum ‘44mm plus ponad sto sztuk amunicji do każdego z nich, cztery MP-5 z dziesięcioma magazynkami oraz dziesięć karabinów. Nie trzeba było używać przetwornika. Mat szczególnie ucieszył się jednak z piły mechanicznej – nie lubił korzystać z noża, a piła, po podładowaniu jądrowego akumulatora miała niesamowitą siłę cięcia. Poza tym zdobyli żywność, która mogła starczyć na dwa miesiące, oraz sporą ilość leków, którymi już zajął się Sam. Wszyscy cieszyli się z łupów, gdy nagle usłyszeli głuche dudnienie – jakby ktoś próbował rozwalić drzwi... -Jim, zaryglowałeś drzwi? – Spytała się Lara -tak, jestem tego całkowicie pewien – powiedział Jim wyciągając na wszelki wypadek swojego AK-74 i sprawdzając, czy jest naładowany. Dora podeszła do drzwi, kiedy te nagle się rozleciały, a przez próg wpełzł gigantyczny robak - potwór. Ten sam wirus, który tworzył zombie z trupów, działał też mutagennie na zwierzęta. Potwór przypominał gigantyczną dżdżownicę z kolczastymi początkami kończyn oraz wypustkami zakończonymi zębami. Dora, będąca najbliżej, strzeliła dwa razy, a potem odskoczyła na bok, by uniknąć stratowania. Mona, widząc, że jej Dragunov jest w tej walce bezużyteczny, chwyciła ze stołu właśnie zdobytego MP-5 i wystrzeliła serię w potwora, ale oberwała zębatą wypustką, a uderzenie było tak silne, że aż rzuciło ją o ścianę. Erika przewróciła jeden ze stołów i zza niego wystrzeliła trzy serie w stwora. Ten z rozpędu walnął w stół, a ten trafił wprost w nią, tak, że aż straciła przytomność. Mat przyskoczył z piłą mechaniczną i ciął z rozmachu, lecz trafił go kolec stwora, przebijając mu lewą dłoń i tnąc ją po łokieć. Mat mimo bólu przeturlał się na bok, a Adriej nacisnął spust miniguna. Potężne działo Vulcan miało ogromną szybkostrzelność, więc masa pocisków trafiała w stwora, ale ten nie zwracał na nie najmniejszej uwagi, mimo że była to taka siła, że mogła kosić lasy. Mat próbował znowu ciąć, a Sam wystrzelał już trzeci magazynek ze S&W. Jim też ładował kolejny magazynek do AK-74, gdy Matowi udało się w końcu rozciąć potwora, a Adriej dobił go. Walka była skończona. Sam zaczął opatrywać tych, co zostali ranni. Rana na ręce Mata była dość lekka, choć paskudnie wyglądała, ale Monę i Erikę trzeba było operować. Sam powiedział po fakcie, że obie operacje były dla niego oczywiście bardzo proste – Mona miała uszkodzenie kości nogi, w tym i rzepki, zaś Erika złamaną rękę z przemieszczeniem. Samowi operowanie ich i implantowanie zajęło niecałe dwie godziny, po tym i nakładanie gipsu. Wyszły z tego zagipsowane, ale mogące mimo wszystko chodzić i strzelać. Tymczasem Agi, Tamara i Lara poszły zbadać teren. Gdy wróciły, zameldowały, że kilkaset metrów od ich schronu ziemia ma pełno dziur, wygląda prawie jak ser szwajcarski -To, co zaatakowało naszą bazę wypadową, nie było samo – Agi była mocno wystraszona - jeszcze z czymś takim będziemy mieć problemy -Ale to nie jest powód do wpadania w panikę – Mat był zdegustowany jej strachem. -Jak jedno to gówno pokonaliśmy, to załatwimy i inne. -Mat, zauważ – wtrąciła się Dora – jakie szkody wyrządził ten potwór – Dora wyraźnie podzielała obawy Agi -Tak, a był tylko jeden – dodała Lara – a jakby jednocześnie było by ich znacznie więcej? -Zauważcie, że nie byliśmy przygotowani na atak – po stronie Mata stanął Adriej – a poza tym… Nie dokończył, gdyż po jego słowach wybuchła kłótnia. Mat zaczął się wkurzać – zwykły, apatyczny wyraz jego twarzy wykrzywił grymas złości. Adriej nagle powiedział: -Byłoby mniej szkód, gdyby Mat pociął stwora za pierwszym cieciem. -Albo gdybyś go porządnie rozstrzelał. Widziałeś, że inni strzelali bez skutku.- odpowiedział złośliwie Mat. Nie lubił, kiedy ktoś podważał jego autorytet. -Nie ucz mnie, jak się strzela – Adriej się zdenerwował, przestał czyścić miniguna. Teraz ci dwaj zaczęli się zażarcie kłócić. Poszły w ruch pięści. -Ej, uspokójcie się proszę – powiedziała Agi, mając dosyć ich kłótni, ale to Mona z Larą rozdzieliły ich. Adriej pierwszy się uspokoił. -Po co w ogóle się kłócimy? Przecież wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji. -Sorry, ale wyładowałem wielomiesięczny stres, cholera, a jeszcze jakiś czas temu życie wyglądało tak pięknie…nie no, mam dość, pozabijam tych sukinsynów z hs-schronów, jak wyjdą. Po paru godzinach wszyscy próbowali odpocząć, poszli spać, wcześniej robiąc prowizoryczną zaporę w miejsce drzwi. Mona objęła pierwszą połowę warty, drugą Jim. Następnego dnia od rana trwało liczenie i naprawianie szkód, które wyrządził ten stwór. -Drzwi do niczego się nie nadają, trzeba załatwić nowe, większe, cięższe… -Dziura w ziemi, trzeba zrobić beton i zalać… Najgorzej było ze zdobytą żywnością. Większość została skażona wnętrznościami stwora, zaś ta, która była hermetycznie pakowana… no cóż kule nie wybierały celu. Zapas nienaruszonej żywności skurczył się do zaledwie parodniowego zapasu. Erika powiedziała Adriejowi, że wystarczy tak na cztery dni, a kiedy Andriej zgłosił o tym dowódcy, ten nie był zadowolony. Mat ze złością pomyślał o HS-schronach. Budowano je kilka lat przed katastrofą. Mogły pomieścić nawet miliony ludzi, a zapasy w nich zgromadzone starczyły na setki lat. Ale gdy wybuchła zaraza to co się stało? Okazało się, że

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych