Wróć do katalogu

Urodziny

Nastrojowe opowiadanie na podstawie mojego snu.

Arwena121, opublikowano , 20 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Osiemnasty maja miał być dniem wyjątkowym. Od razu po powrocie ze szkoły Ania odrobiła lekcje, posprzątała pokój i ubrała się w swoją najładniejszą sukienkę w czerwono- białe kwiatki, a włosy związała jasną wstążką. W kuchni krzątała się jej mama przygotowując tort. Dziewczynka chodziła nerwowo po pokoju, co chwila poprawiając jakąś rzecz na półce, ponieważ za kilka godzin miało się odbyć, tak długo oczekiwane przez nią, przyjęcie urodzinowe. Wszystko musiało być idealnie, w końcu nie co dzień kończy się jedenaście lat. Zaproszone zostały wszystkie koleżanki z klasy. Ania już widziała w myślach zachwycone twarze dziewczynek, gdy widzą jej wielki, cudowny tort i grymasy zazdrości, kiedy oglądają jej najlepsze zabawki. Miała cichą nadzieję, że gdy pokaże się im z jak najlepszej strony, będzie bardziej lubiana. Nie mogła doczekać się tej wielkiej chwili, wpatrywała się w zegarek, ale wskazówka pokazująca minuty jak na złość poruszała się w ślimaczym tempie. - Oh, jak cudownie byłoby mieć teraz czarodziejską różdżkę, taką jak miała Dobra Wróżka w jednej z bajek, w książce, którą dostałam od rodziców, wtedy bez problemów mogłabym przyspieszyć czas... – powiedziała po cichu do samej siebie i wyobraziła sobie, jak biega po całym domu wymachując czarodziejską różdżką w kierunku zegarów i dzięki niej przyspieszając czas. Wykorzystując te niezwykłe moce wyręczyłaby także mamę z domowych obowiązków, sprawiłaby sobie skrzydła i odfrunęła zwiedzać nieznane krainy.... Na takich rozmyślaniach mijał jej czas, aż usłyszała stukanie do drzwi. - Aniu, jest za piętnaście siedemnasta. Twoje koleżanki powinny tu za chwilę być. Pomożesz mi przygotować stół? – zapytała mama. - Takk.... Ania ocknęła się z głębokiej zadumy i skoczyła pomóc mamie. Tort był dokładnie taki, jaki sobie wyobrażała. Na samym środku była lukrowana jedenastka, a wokół niej paliło się tyle samo kolorowych świeczek. Dziewczynka wpatrywała się w te migoczące światełka i poczuła niemal, że płomyki ogrzewają jej serce. Dwie godziny później Ania nadal przyglądała się świeczkom, jednak mama musiała je zgasić już dawno temu, aby nie wypaliły się do samego końca. - Może pomyliłaś datę albo godzinę? – spytała mama zatroskanym głosem. Dziewczynka jedynie pokręciła przecząco głową. - Nie przejmuj się kochanie, na pewno miały ważny powód, dla którego nie przyszły. Może zrobimy sobie małe przyjęcie – tylko ja, ty i tata? - Nie chcę... Nic się nie stało. Idę pojeździć sobie rowerem, dobrze? - Dobrze, tylko nie za długo. Ania wybiegła z domu, wskoczyła na swój niebieski rower i zaczęła pedałować jak najszybciej mogła. Nie myślała nawet o tym, gdzie chce się udać, jechała jedynie przed siebie, a rower poprowadził ją znaną, najczęściej przez nią odwiedzaną ścieżką. Łzy ciekły jej po policzkach, chciała uciec od tego wszystkiego za jej plecami. Droga znajdowała się zaraz za domem i nie prowadziła do żadnego konkretnego celu, ponieważ po pewnym czasie urywała się, ale pozwalała dostać się do rolniczych pól. Mając oczy pełne łez nie zauważyła sporego kamienia znajdującego się na ścieżce, najechała na niego, straciła panowanie nad rowerem i wpadła na drzewo znajdujące się na obrzeżach dróżki. W głowie jej zaszumiało, pod zaciśniętymi powiekami migotały jej jasne punkciki. Po kilku długich minutach straszliwie palący ból głowy przeszedł i dziewczynka odczuła niezwykłą lekkość, poczuła mocny zapach konwalii, jakby leżała na okwieconej łące i w tym samym czasie, gdy to sobie wyobraziła, wyczuła pod swoim ciałem miękkie kosmyki trawy, a w uszach pobrzmiewał jej dźwięk wody. - Woda? Tutaj? – pomyślała i zdobyła się na wysiłek podniesienia powiek. To co zobaczyła było zaskakujące, ponieważ rzeczywiście znajdowała się na okwieconej polance, otoczonej drzewami, a gdy się obróciła zauważyła, że niedaleko jest także mały wodospad. Gdy podeszła bliżej spostrzegła, że woda ma niezwykły kolor, jakiego nigdy przedtem w życiu nie widziała. Nie była to nawet jedna barwa, a raczej paleta kolorów, które zmieniały się co chwilę. Wyglądało to jak tęcza na wodzie, która zagościła w niemal każdej pojedynczej kropelce. A co najdziwniejsze, z tego małego jeziorka unosiły się różnobarwne bańki, które po pewnym czasie pękały tworząc miłe dla ucha dźwięki. Ania otworzyła buzię ze zdziwienia. Co to wszystko ma znaczyć? Jednak ten bajkowy widok nie pozwalał jej długo się zastanawiać, podeszła jeszcze bliżej i zaczęła rączkami wymachiwać w powietrzu, starając się chwycić jakąś bańkę. Zamoczyła nóżki w wodzie i poczuła przyjemne, orzeźwiające łaskotanie. Radośnie zaczęła pluskać się w wodzie, aż nagle zorientowała się, że ktoś ją obserwuje. Podniosła wzrok i na drugim brzegu zobaczyła małego chłopca, który pomimo wyraźnego nią zainteresowania, również wszedł do wody. I wtedy stała się rzecz, która bardzo zaciekawiła Anię, chłopak położył się na tafli wody, bąbelki uniosły go na ok. 30 centymetrów, a potem pękając delikatnie przywróciły go do poprzedniej pozycji. - Jak to zrobiłeś? – zapytała zdziwiona Ania. - Tak po prostu. Wystarczy się spokojnie położyć to bąbelki robią swoje, nie wiedziałaś? – odpowiedział z uśmiechem chłopiec. Dziewczynka spróbowała uspokoić się, jak najbardziej mogła, ale nic z tego, nie uniosła się nawet odrobinę. - Nie potrafię tak... - Niemożliwe. To bardzo proste. – uśmiechnął się i podszedł trochę bliżej. Nagle jednak znieruchomiał i zmarszczył brwi. - Nie jesteś stąd – powiedział. - Nie. Nie wiem. Jechałam na rowerze i niespodziewanie znalazłam się tu. Nie mam pojęcia, jak to się stało – zaczęła tłumaczyć się Ania. - Nigdy nie widziałem nikogo z tego innego świata. - Innego? Więc co to za miejsce? – zapytała dziewczynka. - Sam nie wiem. Po prostu tu jestem. Przybyłem również z tego innego świata, ale tego nie pamiętam. - Jak to, nie pamiętasz? - No tak. Pamiętałem pewnie kiedyś, jak tu przybyłem, ale tutaj, gdy zmienia się swoją postać, to zapomina się to, co było przedtem. - Jak można zmienić postać? – dopytywała. - Gdy jest się nieszczęśliwym i uroni się łzę, która spadnie na ziemię, to wtedy można zmienić postać. Można być na przykład drzewem, kwiatem lub inną rośliną, zwierzęciem a nawet kamieniem. Po pewnym czasie można znów powrócić do swojej pierwotnej postaci. To dlatego jest tu mało istot wyglądających tak, jak ty i ja. Wiele dusz lepiej czuje się w postaciach roślin. - A ty byłeś już kamieniem? – zażartowała Ania. - Hmm.... możliwe – odpowiedział. Dziewczynka uśmiechnęła się i pomyślała, że chłopiec ten jest bardziej szalony od niej, skoro wymyśla takie niestworzone rzeczy. Jej koleżanki na pewno tarzałyby się ze śmiechu i pukałyby się w głowy słysząc takie bzdury. Ale Ania, dobrze znając uczucie niezrozumienia i odrzucenia z powodu niecodziennych pomysłów, jakie jej przychodzą do głowy, postanowiła, że wysłucha nieznajomego chłopca do końca. Miała prawie pewność, że chłopak w końcu przyzna się, że to wszystko miało być żartem i przedstawi jej racjonalne wyjaśnienie rzeczy, jakie się tu działy. Nieoczekiwanie jednak chłopiec położył rękę na jej ramieniu i dziewczynka poczuła, zamiast ciepła zwyczajnej ludzkiej dłoni, dotyk porównywalny do puchu, tak jakby skóra nieznajomego straciła swoją stałą konsystencję i przemieniła się w coś bardziej podobnego do puszystej mgiełki. - Nie bój się. Jak masz na imię? – zapytał łagodnie. - Jestem Ania. - Ja ma na imię Oden – powiedział chłopiec. - Oden? Śmieszne imię – uśmiechnęła się Ania. - Mnie się podoba. Sam je wymyśliłem. To twoje wydaje mi się śmieszne. Hmm chcesz poznać mój sekret? Ania pokiwała twierdzącą głową i Oden chwycił ją za rękę. - Chodźmy. Coś ci pokażę – powiedział. Opuścili niezwykłą polanę i udali się w głąb lasu. Mijali po drodze drzewa, które w dużej mierze różniły się od tych, do których przywykła dziewczynka. Były one znacznie bardziej gibkie, co sprawiało, że z każdym silniejszym podmuchem wiatru, falując zmieniały swoją pozycję. Ani wydawało się, że tańczą do rytmu świszczącego wiatru. Rzeczywiście wyglądały wtedy jak żywe istoty. Jeszcze większego uroku nadawały im promienie słoneczne, które sprawiały, że mieniły się one różnymi pastelowymi kolorami. Także każdy listek miał inną barwę, co sprawiało, że w powietrzu fruwała różnokolorowa mieszanka. Również zwierzęta mieszkające w tym lesie nie zachowywały się w zwyczajny sposób. Zdawały się nie przejmować obecnością ludzi i bez obaw zajmować się swoimi sprawami. Ania mogłaby przysiąc, że przemykający zając lekko się do niej uśmiechnął. - Nie boją się ludzi? – spytała wskazując na zwierzątka. - A dlaczego miałyby? – ze zdziwieniem odpowiedział chłopiec. Gdy wreszcie Oden zatrzymał się, znajdowali się przed wielkim głazem. - Widzisz ten rysunek stopy z tą niekształtną gwiazdką? Dzięki temu wiem, że to ja to napisałem, gdy tu przybyłem. Takie znamię mam właśnie na kostce – powiedział podciągając nogawkę spodni i wskazując na znamię na nodze, które rzeczywiście trochę przypominało gwiazdę bez jednego ramienia – Czy potrafisz to przeczytać? – zapytał. - Nie umiesz czytać? – zdziwiła się Ania. - Jak ci już mówiłem, przybierając nową postać prawie wszystko zapomniałem. Dziewczyna przybliżyła się do skały i próbowała odczytać wyryty tam tekst. Słowa trudno było odszyfrować, niewątpliwie były one wyryte jakimś ostrym, ale też ciężkim narzędziem, co sprawiło, że litery były bardzo zniekształcone. Także porastający skałę mech przysparzał dodatkowych trudności, widać było, że napis ten powstał dość długi czas temu. Gdy w końcu Ani udało się odczytać znajdujące się tam słowa, sens ich wstrząsnął nią. - PAWEŁ 10 LAT 1990r. JEZIORO – odczytała na głos. - Co to znaczy? – Oden zmarszczył brwi. Ania spojrzała na niego i po raz pierwszy poczuła, że chłopiec nie byłby zdolny do kłamstwa. A więc to prawda? Naprawdę znajdują się w jakimś innym świecie? Setki myśli przepływało przez…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych