Wróć do katalogu

Uśmiech ciemności

moje pierwsze opowiadnie, które opublikowałem dopiero teraz. Historia niby o duchach...

Massther, opublikowano , 18 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I Szpitalna opowieść

Szpital psychiatryczny Side West NowaGambria

- Dzień dobry, panie doktorze -do pokoju doktora wszedł wysoki, szczupły mężczyzna. Miał zabandażowaną prawą rękę. - Dzień dobry –odparł doktor- proszę siadać - Dziękuję - gdy mężczyzna usiadł lekarz dokładnie mu się przyjrzał. Jego uwagę przykuły oczy mężczyzny. Były szeroko otwarte, podkrążone i ciągle się rozglądały. - Dobrze- powiedział doktor- jest pan tu nowy. Nie mamy zbyt wiele informacji na pana temat. Czy mógłby pan coś o sobie powiedzieć? - Oczywiście. Nazywam się Brian Scott. Pracowałem jako policjant. - Ma pan jakieś hobby?- Wtrącił doktor. - Och, miałem. Interesowałem się duchami- na twarzy pacjenta pojawił się grymas obrzydzenia.- Lecz teraz o nich nawet nie myślę.- Mężczyzna popatrzył przez okno i zobaczył, że zbliża się noc. Zaczął jeszcze bardziej się rozglądać. Wydawał się mocno przerażony. - Cóż, co panu dolega?- Spytał z dziwnym zaciekawieniem doktor. - Ja jestem zdrowy, nic mi nie jest. - Naprawdę? - Tak. - Widziałem jak pan spojrzał przez okno. Boi się pan? - Nie, nie Lekarz delikatnym gestem kazał zgasić światło. W pokoju zapanowała ciemność. Mężczyzna zaczął nagle krzyczeć i biegać po całym pomieszczeniu. Wydawał z siebie przerażające dźwięki. Gdy zapalono światło, mężczyzna przestał. Serce biło mu jak wielki dzwon. Jego oczy- straszne. Wielkie, jeszcze bardziej podkrążone. Soczewki były wielkości dużego grochu. Cała skóra biała. Dla wszystkich wokół widok tego człowieka był po prostu straszny. Nigdy nie widzieli takiego stanu. Po chwili ciszy odezwał się doktor. - Cóż, cierpi pan na bardzo zawansowaną nyktofobię. - Nie-odpowiedział już trochę spokojniejszy mężczyzna.- Ja nie boję się ciemności. Po prostu tamto wydarzenie zostawiło swój ślad. - Wydarzenie? Jakie panie Scott?- Spytał zaciekawiony doktor. - Nie chciałbym teraz o tym mówić. Nie dziś. Może jutro. - Dobrze, jak pan sobie życzy. Widział pan już swój pokój? - Tak. Ale proszę, nie gaście państwo światła. - Oczywiście. Lekarze odprowadzili Brian’a do pokoju. Zgodnie z prośbą nie zgasili mu światła. Cały personel medyczny dowiedział się o tym, co zdarzyło się w pokoju. Wszystkich intrygował ten mężczyzna. Co musiał przeżyć człowiek, który nie cierpi na nyktofobię, a w ciemności traci panowanie nad sobą? Lekarze mieli nadzieje, że ta zagadka rozwiąże się nazajutrz. Niektórzy byli ciekawi, jaką bajeczkę wymyśli ich nowy pacjent. Wstał nowy dzień. Lekarz, który przyjmował Brian’a obudził się najwcześniej. Zjadł śniadanie, umył zęby i czekał aż pacjent wstanie. Nagle z pokoju Brian’a rozległ się krzyk. Krzyk tak straszliwy, że usłyszał go cały szpital. Kilku lekarzy pobiegło do miejsca zdarzenia. Pokój pacjenta byłby normalny gdyby tylko pominąć fakt, że jego właściciel leżał w kałuży krwi, a w ręce trzymał żyletkę. - Co się stało!?- Spytał jeden z lekarzy – kto dał panu żyletkę? - Oni!- Odpowiedział z przerażeniem Brian – Oni dali mi żyletkę i kazali się pociąć. Lekarze szybko opatrzyli Brian’a, dali mu morfinę i inne leki uspokajające. Zaprowadzili go do pokoju, w którym był przyjmowany. - Panie Brian’ie – powiedział lekarz- to, co pan zrobił było bardzo niebezpieczne. Mógł pan stracić życie. - Ale to oni – odparł mężczyzna- to oni przyszli dokończyć to, co zaczęli - Kto przyszedł i co zaczął? - spytał zaciekawiony doktor - Obserwatorzy! - Czy mógłby pan zacząć od początku? - Dobrze – jęknął Brian – wszystko zaczęło się od tego, gdy Filip Lombrey, mój przyjaciel, pojechał do Meksyku szukać skarbu Azteków. - Był podróżnikiem?- zapytał doktor - Nie – ciągnął Brian – był archeologiem. Interesował się skarbami i tajemnicami starożytności. Gdy dostał szansę pojechania do Meksyku po skarb, ani chwili nie zwlekał. Kiedy już pojechał nie było go dwa miesiące. Wszyscy myśleli o najgorszym. Wrócił jednak. Co prawda bez wielkiego skarbu, ale ze statuetką zrobioną ze złota i platyny. Przedstawiała ona coś w rodzaju człowieka, który miał wężowy łeb i ogon. Posiadała także wtopione kamienie szlachetne, a na torsie widniał napis zapisany runami. To było dziwne. Filip powiedział mi, że te runy to runy celtyckie. Skąd celtyckie runy na azteckiej figurce? - Może nie była aztecka. Może jakaś inna nacja zostawiła ją na terenie Azteków? - Może- odpowiedział z lekką irytacją Brian. Nastała chwila ciszy. - Co było dalej, panie Scott?- spytał doktor - Filip pokazał ją mi, Richardowi Ahalowi, Tomiemu Vensie i Patrickowi O’Harze. Wszyscy ci mężczyźni byli znajomymi Filipa i tak jak ja pracowali w policji. Jeden z nich był jago ochroniarzem. - Czy ten Filip powiedział panu, co może oznaczać napis na figurce? - Powiedział mi, że być może jest to imię tej figurki. Prawdopodobnie było to bóstwo. - Więc co było dalej- spytał z jeszcze większym zaciekawieniem doktor. - Filip nie oddał figurki do muzeum. Uznał, że była za cenna. Zabrał ją do domu i tam ,,znęcał’’ się nad nią tzn. dokładnie ją badał. Doszukał się innych napisów, których niestety nie jestem w stanie powtórzyć. Mówił mi też o jakiś znakach. - Znakach? - Tak, znakach wyrytych na figurce. Przypominały one gwiazdę czy pentagram. - Czy to przez te znaki znalazł się pan u nas?- sarkastycznie spytał doktor. - Nie – odpowiedział oburzony Scott- Po kilku dniach zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Tak się składa, że mam przy sobie pamiętnik Filipa. Dał mi go…kiedyś. Brian wyciągnął z kieszeni mały zeszyt. Był bardzo stary. Okładkę miał ze skóry. Widniał na niej napis,, Zapiski osobiste”. Strony były pomarszczone i poplamione jakąś cieczą. Pierwsza część pamiętnika to znaczy ta, w której Filip wspomina pobyt w Meksyku, została doszczętnie wyrwana. – Jeżeli pan chce może pan go poczytać. – powiedział drżącym głosem tajemniczy pacjent- ja teraz pójdę do pokoju. Trochę mi słabo. Doktor wziął pamiętnik i odprowadził pacjenta do jego pokoju. Potem wszedł do dyżurki i zaczął czytać.

II Zapiski Filipa Lombrey’a

12.10.2002r.-20,00

Figurka, którą znalazłem jest bardzo ładna. Zrobiona jest ze złota i platyny. Mogę dostać za nią niezłą sumkę. Z drugiej strony myślę jednak, że lepiej ją zostawić. Jest bardzo intrygująca. Dam głowę, że wyrzeźbili ją Aztekowie. Ale skąd się wzięły na niej celtyckie runy? Napis wyryty tymi literami znaczy Maranga. Podejrzewam, że to imię bóstwa. Na figurce widnieją także inne napisy. Jakiś tekst. Cóż, spróbuje go rozszyfrować.

18.10.2002r.- 18,00

Całe dnie spędzałem nad przeklętym tekstem jednak żadna ze znanych mi nacji nie posługiwała się takim pismem. Teraz po jeszcze głębszym zbadaniu figurki stwierdzam, że nie jest to robota Azteków. Posążek ma idealne krawędzie. Powoli zaczynam się zastanawiać czy w ogóle zrobili go ludzie! Może rozwiązanie tej zagadki pozwoli także wyjaśnić tajemnicę diamentowych czaszek, które teoretycznie nie zostały wyrzeźbione przez ludzi.

24.10.2002r.- 15.00

Dzisiaj przeprowadzałem rutynowe badania. Nie wiem, czemu ale przypomniały mi się słowa przeklętej i przerażającej księgi pt.,, Hekatomba rzeczywistości” Adama O’Wild’a. Pisał on, że Obserwatorzy, niemogące się dostać do naszej rzeczywistości, amorficzne kule składające się jakby z oparów i rozgrzanego powietrza, czasami kontaktują się z nami poprzez łączniki. Tymi łącznikami mogą być zegarki, zabawki czy różnego rodzaju figurki. Nie sądzę jednak, że statuetka znaleziona przeze mnie może być łącznikiem. Chociaż może, kto wie.

30.10.2002r.- 20.00

Znowu cały dzień spędziłem nad figurką. Ale rano wydarzyło się coś dziwnego. Gdy wstałem usłyszałem płacz dziecka. Wyszedłem z sypialni w poszukiwaniu źródła dźwięku. Głos dochodził z sypialni. Gdy otworzyłem drzwi nikogo tam nie było! Dziwne! Dałbym głowę, że ktoś tam bym. A tak w ogóle nie mam dziecka! Mieszkam przecież sam! Cóż chyba się przepracowałem. W końcu siedziałem w pracy dwanaście godzin.

01.11.2002r.-20.46

Dzisiaj rano wydarzyło się coś strasznego. Ledwo pozbierałem się do napisania tej notatki. Obudziłem się wcześnie gdyż miałem przerażający koszmar. Poszedłem napić się wody. Gdy otworzyłem lodówkę(zawsze piję zimne napoje) spostrzegłem coś okropnego. Nie wiem czy była to halucynacja w wyniku przepracowania czy zwida spowodowana oglądaniem horroru przed snem. W każdym bądź razie było to przerażające. Przed oczyma mignął mi obraz czegoś, co przypominało człowieka. Miało humanoidalne kształty. Ale jego twarz przypominała coś innego. Bez oczu, zębów i uszu. Spalona. Cała skóra była spalona. Ale twarz wyglądała najbardziej przerażająco. Po dwóch sekundach owe stworzenie siedzące w mojej lodówce zniknęło. Byłem przerażony. Pisząc ten zapis siedzę u mojego przyjaciela Richarda Ahala. Pozwolił mi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych