Wróć do katalogu

Uzdrowiciel diabła

Młody uzdrowiciel odnajduje dziennik oszalałego księcia. Czy jednak opętanie przez diabły istnieje? I czy faktycznie to wcielone zło?

Crom, opublikowano , 18 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Szpital dla umysłowo chorych imienia I. M. Becyla, słynnego gnoma który jako pierwszy odkrył że choroby psychiczne jednak nie pochodzą od sił nieczystych. Nikt jednak nie wie, że każdy może się pomylić. Wnętrze budynku jest dosyć skromne, wszak obłąkańcom nie jest potrzebny żaden przepych czy luksus. Jednakże kremowo-białe ściany nie noszą śladów żadnego zabrudzenia. Obecnie pacjenci nie przebywali w swoich celach, mieli teraz czas wolny na różne, normalne i mniej normalne zajęcia. Oczywiści nie każdy mógł z tego skorzystać, zwłaszcza ci co muszą być pilnowani dzień i noc. Młody uzdrowiciel Deriusz westchnął cicho, otwierając drzwi do celi jednego z najtrudniejszych pacjentów. Był tu pierwszy raz, ale słyszał pogłoski o tym wybitnie niebezpiecznym pacjencie. Nagle poczuł czyjąś rękę na swoim ramieniu. - Co ty tu robisz młodzieńcze? – był to starszy uzdrowiciel, weteran tego przybytku. Harantus Meer, jedyny półelf pracujący tutaj. Spojrzał na młodzieńca surowo, gdy tylko ten się odwrócił. - Kazali mi się nim zająć. W dodatku piszę pracę naukową proszę pana. Na temat chorób psychicznych wywołanych siłami nieczystymi – jego ton był rzeczowy - Ach...to ty nie wiesz że on jest bardzo groźny? To wydziedziczony syn waszego...hm...naszego króla. Był niegdyś paladynem zakonu Srebrnej Włóczni, ale zwyczajnie oszalał. Mówią że sam diabeł go opętał, lecz jak to mówił gnom Becyl, to zwykła bujda. - Kłamstwo... – zdołał wyszeptać - Co powiedziałeś? Nie kwestionuj jego mądrości, gdyż można w taki sposób łatwo podpaść. Zajmij się nim, byle szybko... - Co on tam ściska? – zapytał Deriusz, zerknąwszy na księcia leżącego w kącie pomieszczenia na jednoosobowej pryczy – to księga aby? - Owszem. Pełna jego obłąkańczych i bełkotliwych zapisków. Nie radzę tam zaglądać, bo i tak tego nie zrozumiesz... Starszy uzdrowiciel obrócił się na pięcie i ruszył korytarzem do swojego gabinetu. Deriusz nie wiedział co ma o tym myśleć. Wzruszył po chwili ramionami. Pewnie kolejny umysłowo chory któremu zdarza się udławić własnymi fekaliami, albo który lubi ozdabiać ściany kocimi wnętrznościami. Przystanął obok pacjenta, ot kolejny umysłowo chory. Spojrzawszy na niego byłby skłonny stwierdzić, że patrzy na zwykłego podstarzałego człowieka, gdyby nie informacje zawarte w historii choroby.. Włosy niegdyś jasne, gdzieniegdzie przerzedzone teraz straciły kolor. - Uciekaj stąd. Ty...nie...zasłużyłeś jeszcze na to... – wydusił z siebie książę. - Słucham? – spytał się uprzejmie. Nie traktował tych słów poważnie. - Odejdź...to twoja...ostatnia...szansa. Tu...-wskazał na książkę – dowiesz się wszystkiego... Uzdrowiciel ponownie wzruszył ramionami. Sięgnął po książkę i otworzył. Starszy uzdrowiciel miał rację. Zwykły bełkot, bazgroły, dziwne rysunki. Ze znudzeniem przeglądał karki. Nagle zauważył równe, normalne pismo, jednakże do góry nogami. Obróciwszy książkę zdał sobie sprawę to musiał być kiedyś pamiętnik tego księcia. Przewrócił na pierwszą stronę, tutaj raczej nie wyglądało to na bełkot szaleńca. Zamknął, jak się okazało, dziennik i schował go w swych szatach. W swym domu go przeanalizuje. Musiał teraz wrócić do swych zajęć.

Młody Deriusz siedział właśnie na swoim łóżku. Cóż, mieszkanie na strychu starego domu nie jest najwygodniejsze, ale za to tanie. Nie ma to jak gówniarskie zachowanie młodych uzdrowicieli co uciekają na północ za lepszym zarobkiem. Ale nie dbał o to. Mógłby nawet całymi dniami leczyć ludzi, liczy się powołanie. Otworzył pożyczony dziennik na pierwszej stronie i zaczął czytać.

„Nazywam się Roben Khalath, z rodu Khalath. Jeśli to czytasz, znaczy pewnie że nie żyję albo stało mi się coś gorszego. Wiem, że jest za późno na jakiekolwiek rozgrzeszenie, ale żałuję tego co zrobiłem w życiu, plamiąc tym honor rodu, zakonu, oraz państwa. Przeczytaj moje ostatnie słowa dokładnie, przyjacielu, gdyż nie tylko twoje życie jest zagrożone. Zaczęło się to wszystko pewnego słonecznego dnia w zakonie Srebrnej Włóczni...”

Pewnego słonecznego dnia w zakonie Srebrnej Włóczni jak zwykle niewiele się działo. Ot, kilku kupców przyjechało po pomoc paladynów, gdyż jakimś cudem stracili cały majątek. Jakby błogosławieństwo miało im pomóc przed własną chciwością i oszustwami. Dziedziniec jak zwykle zadbany, pełen krzaków białych róż oraz jabłoni, był pełen giermków, żebraków oraz pomniejszego, tak zwanego tałatajstwa. Palatyn zakonu spoglądał na dziedziniec ze znudzeniem malującym się na twarzy. Jak zwykle ubrany był w posrebrzaną pełną zbroję płytową na której widniał symbol zakonu. Srebrna Włócznia, broń powstrzymująca niewiernych, diabły, demony oraz poborców podatków od zagarnięcia niebagatelnego bogactwa palatynatu. Melkhor zdjął swój hełm, poprawił swoje niemalże białe włosy. Cóż, nie zawsze człowiek jest jak wino, im starszy tym znaczniejszy. Palatyn zawsze lubił zachowywać pozory. Ot potężny wojownik, zawsze gotowy do walki. Każdy się na to nabierał, nawet on sam. Gdyby mógł, rzuciłby rynsztunek w cholerę, przyniósł gorzałkę i począł zalewać się w trupa. Palatyn westchnął ponownie. Taki piękny dzień, a tak się musi spieprzyć. - Wzywałeś mnie, o Najczcigodniejszy? – z zamyślenia wyrwał go głos. Odwrócił się do rozmówcy. Ujrzał równie starego jak on jegomościa, także w pełnej zbroi. Zaiste, każdy uwielbia zachowywać pozory. A może jednak nie? - Ach, witaj przyjacielu. Mam do ciebie sprawę nie cierpiącą zwłoki... – gestem wskazał na bogato zdobione wysokie krzesło. Rycerz zakonu usiadł na nim... - Co tylko rozkażesz, o Najczcigo... Palatyn uciszył go gestem ręki. - Niedawno dostałem informację od pewnego kapłana. Nie przedstawił się nawet, nic o nim nie wiem. Wiem natomiast że znaleźli w archiwach pewną księgę, jakoby przeklętą. Mamy się nią zająć, bo oni obawiają się klątwy diabła. To twoja robota teraz. - Zrobię co każesz ,panie. Wyruszę bez zwłoki! – rzekł, wstając z krzesła. - Nie, nie, nie...mylisz się. Dla ciebie mam inną robotę. Przydziel to zadanie jednemu z naszych najlepszych rycerzy. Nie, chcę by tym się zajął ktoś...hm...ktoś...o! Ktoś taki jak on.- Gestem przywołał do siebie rycerza, drugą ręką wskazując na pewnego człowieka odzianego w zbroję zakonu.- Roben Khalath, książę i najmłodszy rycerz zakonu Srebrnej Włóczni. Wymachiwał właśnie swym długim mieczem, ścinając nim kilka białych róż, podśpiewując pewną obelżywą piosenkę. Książę był niezwykle przystojnym, dobrze zbudowanym młodym człowiekiem.O umyśle piętnastoletniego gówniarza... Niektórzy piętnastoletni gówniarze uznają to za obelgę, ale kto by ich tam słuchał. Książe o długich, niemalże złotych włosach i lekko wydatnym podbródku splunął pod nogi miejscowego żebraka. - A idźże stąd dziadzie spróchniały! Nie zaśmiecaj dziedzińca swoją obecnością! - Ależ...panie...głodny jestem. Nie pozwólcie umrzeć z głodu panie. - Odejdź dziadu! – krzyknął na starca. Wolał nie używać powiedzenia swego ojca, podobnego lecz bardziej obelżywego. Jeszcze by znów go w politykę wpakowali. Palatyn odwrócił się od okna i spojrzał na rycerza. - Nie, jego nie bierz. To zakała tego miejsca. Ale gdybyśmy go wyrzucili, król dobrałby się do naszej skóry. Owszem, liczy się z naszym zdaniem. Ale to jego najstarszy syn, jego następca. No, idź już przyjacielu. Zajmij się tą sprawą i przynieś księgę. - Niezwłocznie, panie... – rzekł rycerz, ukłoniwszy się. Wyszedł z pomieszczenia i ruszył na dziedziniec. - Znaleźć najlepszego rycerza – mamrotał pod nosem rycerz – już ja mu dam najlepszego. To ja jestem najlepszy! To mój ród jest złożony z największej ilości paladynów w tym państwie. To ja powinienem rządzić. O nie, nie pozwolę sobie w kaszę dmuchać. Pewnego dnia zajmę jego miejsce... Podszedł do księcia który właśnie zajmował się podkradaniem dorodnych jabłek. Tak, jakby wciąż miał mniej niż piętnaście lat. A może tak jest? Choroby psychiczne mogą dotknąć każdego. - Witajcie, książę... – powitał go skinięciem głowy – szukałem was - Ależ witajcie. Znów Palatyn mnie wzywa? To nie ja uciąłem ogon kotu. - Nie, to nie w twej sprawie. W uznaniu twych zasług zostało przydzielone tobie ważne zadanie. Jeśli je wykonasz, staniesz u boku Palatyna. A może..kto wie...zajmiesz kiedy jego miejsce? Książe uśmiechnął się mimowolnie. Własny zakon? Ha, mógłby zdobyć wielką władzę. Sporo czasu potrwa zanim przejmie tron po ojcu. - Zgadzam się. Co mam zrobić?

- Uuuch, ależ plucha. Zaraz zardzewieję, cholera! Książe szczelniej owinął się płaszczem. Podróż w pełnej zbroi to chyba największy masochizm zakonu. Ważne że chociaż koń był hardy. Od godziny deszcz lał się niczym z cebra. Roben uradował się, widząc wreszcie świątynię. - Palatynie, przybywa twój następca... – rzekł sam do siebie. Świątynia wyglądała na opuszczoną. Mury były niemal całkowicie zniszczone obrośnięte zielskiem. Gdy książę zakołatał do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych