Wróć do katalogu

Vale la pena

Opowieść dedykowana wszystkim tym, którzy stracili sens życia i tym, którzy go po prostu jeszcze nie znaleźli.

EWS, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

To oczywiste, że nie byłam taka zawsze. Ludzie zmieniają się bardzo rzadko, ale zwykle diametralnie. Kiedyś nawet przez myśl by mi nie przeszło, że mogłabym zrobić coś takiego. Być, tutaj gdzie jestem i z tym, z kim jestem. Dzisiaj jednak już wiem, że tamta dziewczyna nie zrozumiałaby tego, gdyby nie to co się wydarzyło. Nawet najgorsze może przecież czasem wyjść na dobre. Tak mówi stare przysłowie i moja historia. * * *

Wszystko zaczęło się pewnego gorącego ranka jakiś czas temu. Ja i moja starsza siostra, która od urodzenia wyróżniała się wyjątkową inteligencją, przez co była uwielbiana przez rodziców przyjechałyśmy do małego miasteczka na północy kraju. My, miastowe panny na wydaniu jakimś cudem trafiłyśmy na obskurną, cuchnącą rybami prowincję. Rzecz ta była dla nas prawdziwie nie do zniesienia i gdybyśmy tylko miały okazję uciekłybyśmy stamtąd, gdzie by nas nogi poniosły. Niestety, nie miałybyśmy gdzie, bo nasi rodzice wyjechali badać starożytne ruiny na wschodzie i ślad po nich zaginął. Paula dopiero skończyła 18 lat, a należałoby wspomnieć, że nie należała nigdy do osób, które potrafią same o siebie zadbać. Delikatna i subtelna jak mimoza przez większość życia była obiektem westchnień męskiej części naszego świata, co sprawiało, że tata obchodził się z nią jak z jajkiem, a dla mamy była ósmym cudem świata. Odkąd zaczęłam cokolwiek rozumieć powtarzano mi, że moja siostra jest najcudowniejszą istotą na ziemi i nigdy nie mogłabym się z nią równać, ale mimo tego jej nie znienawidziłam. Kochałam ją, jednak nie można się dziwić, że wkrótce się zbuntowałam. Za żadne skarby nie chciałam być sobowtórem Pauliny, więc wkrótce ścięłam długie włosy i przebiłam sobie pępek. Zaczęłam się mocno malować i ubierać na czarno. Nie obchodziły mnie błagania matki ani krzyki ojca. Wreszcie robiłam, co chciałam i nikt mnie nie mógł od tego powstrzymać. Co prawda, wciąż byłam o rok młodsza od siostry, a więc niepełnoletnia, ale ciotka, do której nas wysłano nie była zbyt ostra. Już na początku naszej wizyty powiedziała, że nie wymaga od nas zbytniego posłuszeństwa. Wystarczy, że będziemy wracać na czas do domu. Starą willę, w której mieszkała, zbudowano tuż nad samym morzem. Wokoło otoczona była wysokimi klifami i piaszczystymi wydmami, więc nie było tam raczej co robić. To sprawiło, że już pierwszego wieczora Paula wyszła do najmodniejszego klubu w pobliskim mieście, aby poznać nowych przyjaciół, ja zaś wybrałam się na długi spacer, by swoim zwyczajem chadzać własnymi drogami. Słońce zachodziło za horyzontem, a jak każdy zapewne wie, ten widok nad morzem jest niezwykły, wręcz magiczny. Przeczuwałam, że stanie się coś ważnego. Tak też było - spotkałam TEGO chłopaka. Stał na brzegu, jego stopy były nagie, a wyblakła koszula lekko podarta. Zwijał sieć rybacką z tak niezmąconym spokojem, jakby nie należał do tego świata. Do dziś pamiętam jego uduchowioną twarz, błękitne oczy i słodki uśmiech, gdy zerknął na mnie po raz pierwszy. Nie znaliśmy się, nie widzieliśmy się nigdy wcześniej, ale w tamtej chwili istnieliśmy tylko my. Ja i on, on i ja, razem, nikt więcej. Jako że zawsze byłam bardzo odważna podeszłam do niego i mimo wszystko nieco zmieszana zrobiłam pierwszy krok. - Hej! - powiedziałam cicho. - Cześć! - odpowiedział nadzwyczaj miłym głosem. - Jesteś tu nowa? Cóż miałam rzec. - Tak. - Jestem Paweł - wyciągnął rękę. Jeszcze nigdy nikt mnie w ten sposób nie potraktował, gdyż moi rodzice uznawali to za obrazę. Ale ich tutaj nie było. - Ada - uścisnęłam dłoń. Miał bardzo delikatną skórę, jak na rybaka. - Co tutaj robisz? Przyjechałaś do rodziny? - zapytał, wracając do pracy. Przyglądałam się, jak zwija sieci, jednak bardziej obchodził mnie on. Jeszcze nigdy nie widziałam nikogo, kto ruszałby się w ten sposób. W każdym jego spojrzeniu, w każdym geście była niezwykła szlachetność, subtelność, jak gdyby nie był chłopakiem, ale panienką z dobrego domu. Jakby był bratem bliźniakiem Pauli. - Do cioci - mruknęłam, nie spuszczając go z oczu - Mieszka w willi Muszelka. - To piękny dom. Jesteś tu sama czy z rodzicami? - Z siostrą. Mama i tata zaginęli. Posmutniał. Było mu z tym wyjątkowo do twarzy. - Przykro mi. - Są archeologami, pracowali w jakimś wschodnim kraju. Zdarzało im się już znikać. To nic nowego. Za kilka tygodni się odezwą. - Skoro tak mówisz - zerknął na niebo - Robi się już ciemno. Odprowadzić cię? - Zwykle chodzę sama, ale… - uśmiechnęłam się do niego - Tym razem odpuszczę. Szliśmy brzegiem morza, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Woda była chłodna i szczypała w skórę, ale mnie to nie wzruszało. Liczył się dla mnie tylko on. Zaczęłam żałować, że dom znajdował się tak blisko. Zakochałam się, naprawdę się zakochałam. Po raz pierwszy w życiu poczułam uczucie tak silne i tak wyraźne, zawsze się wahałam, a teraz? Było inaczej. Od tamtej pory spotykaliśmy się prawie codziennie. Każdy wieczór spędzaliśmy razem na plaży. Plotkując, czasem dowcipkując, zwierzając się sobie. Mówiłam mu i moich problemach z rodzicami, którzy nie rozumieją mojej literackiej pasji, którzy woleliby, bym tak jak poprzednie pokolenia zajęła się archeologią lub ewentualnie historią i nie rozumieją, gdy im tłumaczę, że pisarstwo jest temu bardzo bliskie. Mimo zaangażowania zauważyłam, że Paweł prawie wcale nie mówi o sobie. Przeszło mi nawet przez myśl, że po prostu wstydzi się tego, kim są jego rodzice, więc powiedziałam mu, że ludzie ubodzy nie mają się czego wstydzić i są o niebo lepsi od tych aroganckich bogaczy, których do tej pory spotykałam. Po tym stał się jednak jeszcze bardziej milczący, przez co ja nauczyłam się nie poruszać więcej tego drażliwego tematu. Nie ważne, kim jest ani skąd pochodzi, liczyło się tylko to, że jest przy mnie. Tymczasem mijały tygodnie, a my nadal. nie miałyśmy wieści od rodziców. Paula znalazła sobie przez ten czas chłopaka i grupkę przyjaciółek, a ja nie widziałam świata poza swoim Pawełkiem. Myślałam, że tak będzie zawsze. Nie zastanawiałam się, co będzie, gdy wakacje się skończą, a ja pójdę do szkoły albo rodzice wrócą i wyjadę. Okazało się jednak, że nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych