Victoria
Prawdziwa historia, nieprawdopodobnej dziewczyny. Imiona oraz nazwy miejsc są pozmieniane(ze względów czysto osobistych)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Victoria wraz z matką i ciotką mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Wyniosły się tam, gdy dziewczyna miała dwa latka. Teraz był już prawie dorosłą osobą, jednak cały czas nie mogła uporać się z własną nieufnością wobec mężczyzn, dzięki swojemu ojcu, który zostawił ją oraz jej matkę Annę, gdy dziewczynka nie miała nawet dwóch latek. Całą swoją złość i przygnębienie wyładowała na basenie. Woda była jej żywiołem. Startowała już w niejednych zawodach pływackich i zazwyczaj odnosiła sukcesy. Jej półki uginały się pod ciężarem pucharów zdobytych na mistrzostwach. Na co dzień była również wolontariuszką w szpitalu położonym niedaleko miejsca jej zamieszkania. Pełnia jej szczęścia trwała aż do momentu, gdy w czasie treningu skoczyła na głowę do płytkiej wody. Natychmiast straciła przytomność, lecz gdy się już ocknęła dowiedziała się, że jest w szpitalu, w którym była wolontariuszką, na oddziale neurochirurgii. W krótce po tym, przyszedł do niej znajomy lekarz: - Cześć młoda – przywitał się z nią jak zawsze, po czym podszedł do jej łóżka, aby wpisać coś w karcie. - Co się stało? – zapytała przerażona. W jej oczach widać było łzy. - Karetka przywiozła cię do nas, bo skoczyłaś do płytkiej wody – wyjaśnił. – Na szczęście nie jest tak źle, jak jest zazwyczaj po takich wypadkach. - To dobrze, ale wiesz, głupi zawsze ma szczęście. Ale co się stało? I dlaczego w takim razie nie czuję własnych nóg?! - Nie jest tak źle, jak w prawie każdym takim przypadku, ale… - nie umiał dobrać odpowiednich słów. – Nie czujesz nóg, ponieważ… ponieważ twój kręgosłup złamał się w odcinku szyjnym oraz w odcinku piersiowym. Przykro mi – powiedział i chciał przytulić dziewczynę, jednak ona odepchnęła go. - Phil, wiem, że jesteś dobrym kumplem, ale teraz chcę zostać sama – powiedziała, bardzo asertywnie. - Zawołać tu Annę z Agnieszką? – zapytał. - Chcę zostać sama! – powiedziała bardziej donośnie, ze łzami w oczach. Całą noc przepłakała. Nie wiedziała, jak teraz ułożą się jej plany. Rano zabrano ją na salę operacyjną, gdzie miała przeprowadzony zabieg chirurgiczny. Operacja trwała dwie godziny, mimo, że dziewczyna nie była pod narkozą, Phil zadbał o to, aby jego przyjaciółka nie nudziła się. To on ją operował, więc zabawiał ją konwersacją. Gdy przewieziono ją na salę pacjentów, a znieczulenie odeszło, pojawił się przeraźliwy ból. W tym czasie była u niej matka, więc poszła ona po pielęgniarkę. - Cześć Bella – przywitała się Victoria, gdy jedna z pielęgniarek weszła do pokoju dziewczyny. - Cześć, jak się czujesz? – zapytała. - Strasznie mnie bolą plecy – oznajmiła dziewczyna. - Zaraz coś poradzimy – obiecała i wzięła do ręki kroplówkę z tramalem. - Dziękuję – powiedziała dziewczyna i bezwładnie opuściła ręce. – John jest jeszcze na zmianie? - Chyba jeszcze jest. Kończy dopiero za godzinę. - A mogłabyś go tutaj poprosić? - Jasne. Po chwili lekarz był w sali dziewczyny. - No, jak tam malutka? – zapytał, od progu. - Jakoś leci… Chociaż czas mi się strasznie dłuży… Kiedy będę mogła wstawać? - Raczej nie prędko, niestety. - A uda się coś przyspieszyć? - A co ci tak śpieszno do tego domu? – zapytał. - Za trzy miesiące mam lecieć do Polski, poznać faceta, który podobno kiedyś był moim ojcem. - Nie mówiłaś o tym wcześniej… - Bo dopiero niedawno się sama o tym dowiedziałam. Zresztą, sama zostałam do tego zmuszona, więc… Jeśli każesz mi we wrześniu przyjść tutaj, będę niemal wniebowzięta. Oczywiście, jeśli to będzie blef. - Na wrzesień na pewno cię już wypuścimy. Obiecuję, nie możesz przecież stracić takiej okazji! Nie pozwolę na to. - Ale, John… Proszę… - Viki… Musisz go poznać. Tyle razy o tym marzyłaś, pamiętasz? - Ale teraz mam inne życie i nie ma w nim miejsca na „tatusia” – ostatnie słowo powiedziała z przesadną słodyczą i udała, że ją od tego zemdliło. - Może dowiesz się, dlaczego cię zostawił? - To jasne, mój ojciec mnie nie kochał! – powiedziała, wzruszając ramionami. John przytulił Victorię. Jej łzy wsiąkały w jego fartuch. W końcu, z wyczerpania, zasnęła. W szpitalu Prinston spędziła dziesięć tygodni. Z każdym dniem coraz bardziej wzmacniała swe ręce oraz opanowywała sztukę jeżdżenia na wózku. Choć po ponad dwóch miesiącach nie jeździła jeszcze zbyt szybko i sprawnie, to jednak czuła, że da radę już się poruszać wszędzie. Wypis ze szpitala dostała 23 sierpnia. W przeddzień wylotu do Polski Victoria dopiero wieczorem zaczęła się pakować. To nie zdziwiło ani Anny, ani jej siostry – Agnieszki. - Mamo! – zaczęła krzyczeć Viki. - Co się stało? – zapytała kobieta, gdy przybiegła do pokoju córki. – Krzyczysz, jakby się paliło! - Bo nie ma mojej sukienki, a ja ją chciałam jutro założyć! - Której? - No tej… błękitnej! - Powinna być… - sięgnęła na samą górę szafy - …tutaj! - Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła – powiedziała i uścisnęła matkę.
Następnego dnia Victoria nie spała już o piątej rano. Jednak przez dłuższy czas jeszcze nie wstawała z łóżka, zastanawiała się, jak teraz będzie wyglądało jej życie po spotkaniu z ojcem. Zastanawiała się również jakie były powody tego, że odszedł od niej i Anny. Matka nigdy jej tego nie wyjaśniła. Choć ojca nie było, ona nie odczuwała jego braku, aż do dzisiaj. W końcu zgrzebała się z łóżka. Choć wcale nie było łatwo, ubrała się i usiadła na wózku, który stał przy jej posłaniu. Podjechała do łazienki, wzięła długi i gorący prysznic. Tego właśnie potrzebowała, choć czuła mrowienie i ból lewej łydki, zignorowała go, tłumacząc sobie, że to przecież nie możliwe. Przecież Phil mówił, że na razie coś takiego jest niemożliwe. Że na razie nóg w ogóle nie będzie czuła. Po chwili ból ustał. Znów mogła zająć się przygotowywaniem do wylotu. Zrobiła sobie staranny makijaż i podjechała do kuchni. Już od ponad trzech miesięcy była na diecie, tak więc jej śniadaniem były płatki owsiane z mlekiem sojowym. Później jeszcze piła kawę, oglądając jakiś bezsensowny program reality show, kiedy do salonu weszła Anna. - Cześć Vikuś – przywitała się z córką i dała jej przelotnego buziaka w policzek. – Ślicznie wyglądasz – skomplementowała ją. Kilka minut po dziesiątej samolot w Victorią, Anną i Agnieszką na pokładzie wzbił się ponad chmury Los Angeles. Po dwunastu godzinach spędzonych na błękitnym niebie, w końcu kobiety mogły wysiąść. Choć w Warszawie nie było jeszcze nawet południa, Victoria była przeraźliwie zmęczona tą podróżą. Kobiety pojechały taksówką do domu rodziców Anny i Agnieszki. Dawno już tu nie były, Victoria bardzo stęskniła się za swoimi dziadkami. Cały ten dzień spędziła z rodziną. Zasnęła bardzo wcześnie – źle zniosła zmianę czasu i klimatu.
Następnego dnia od rana była kłębkiem nerwów. Bała się spotkania z ojcem. Bała się prawdy o sobie. Bała się również tego, jak tata zareaguje na jej wózek. W końcu Anna zawiozła ją w miejsce spotkania. Była to nieduża kawiarenka w sercu warszawskiej starówki. Victoria kochała to miasto niemal tak samo jak Los Angeles, który przecież był jej domem. Matka pomogła Victorii wjechać do budynku oraz zaprowadziła ją do ojca. - Cześć Adam – przywitała się z nim uprzejmie, jednak bez czułości. - Bardzo się cieszę, że was widzę – powiedział, przy czym chciał przytulić córkę. Ona jednak nie była na to gotowa i odepchnęła ojca. Powiedziała tylko: - Dzień dobry, chociaż, szczerze mówiąc, nie wiem, czy to będzie dobry dzień… Anna już chciała skomentować zachowanie córki, na szczęście się powstrzymała. Po chwili wyszła z kawiarni, tym samym dając Adamowi i Victorii „zielone światło” do poważnej, pierwszej rozmowy. Zamówili gorące napoje. Victoria nie miała pojęcia, jak zacząć tę rozmowę. Choć miliony razy wyobrażała sobie tę rozmowę, teraz wszystkie pomysły wyparowały z jej umysłu. W końcu, po długiej chwili krępującej ciszy, Victoria zadała pytanie, które ciążyło jej, od kiedy pamięta: - Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś, tato? – zapytała przez łzy. - Kochanie, to nie jest takie proste, jednak jestem winien ci wyjaśnienie tego. Jesteś już niemal dorosłą kobietą i powinnaś o tym wiedzieć. Gdy poznałem twoją mamę byłem już żonaty, co więcej miałem nawet już synka – Artura. Jednak w moim małżeństwie coś się rozpadało. Pracowałem wtedy jako wykładowca na uniwersytecie, Anna była moją studentką. Zakochałem się w niej. I wtedy pojawiłaś się ty. - Więc dlaczego mnie zostawiłeś? Dziewczyna próbowała się trzymać, ale w jej oczach widać było łzy. - To nie był mój wybór. To Anna powiedziała: „dosyć już tego!” I wyjechała razem z tobą do stanów. To była moja wina, wcześniej okłamywałem ją, że jestem wolny. Teraz mój syn jest już dorosły. Utrzymuję z nim kontakt. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz chciała go poznać. - Wybacz tato, ale nie teraz. Nie wiem, czy mama ci mówiła, ale ostatnio miałam wypadek na basenie. Jeszcze się po nim nie pozbierałam i nie mam ochoty, aby ktokolwiek obcy mnie oglądał w takim stanie! – powiedziała ostro. - Artur jest twoim bratem – oświadczył łagodnie. - Jestem jedynaczką – zastrzegła szybko. Dziewczyna dopiła czerwoną herbatę. - Kochałem Annę – wyznał Adam, gdy dziewczyna chciała już wychodzić z kawiarni. Ona w pół ruchu zatrzymała się. - Więc dlaczego odszedłeś? To był tylko… Ona była twoją kochanką?! – zapytała głośniej, niż zamierzała. - Wiem, to może tak wyglądać. Ale naprawdę ją kochałem, to ona zdecydowała się odejść. Wiem jednak, że nie mogę na nią zwalać winy. To ja jestem winny. I dlatego proszę cię o przebaczenie. - Na razie nie jestem gotowa, aby ci wybaczyć. Jednak chciałabym mieć normalne stosunki z obojgiem rodziców. - Będę się o to starać, córeczko – obiecał. - Na razie i tak będę musiała jeszcze wrócić do L.A.. Mam nadzieję, że lekarze dadzą radę mnie poskładać, żebym już w przyszłym roku wystartowała w zawodach. Jeszcze chwilkę porozmawiali, później Adam odwiózł córkę do domu jej dziadków. Zamienił z Anną jeszcze kilka słów. Te dwa tygodnie spędzone w Polsce zleciały Victorii bardzo szybko. Znów musiała wrócić do stanów, choć dziadkowie przekonywali ją, do zostania z nimi w czasie wakacji, a potem, gdy zacznie się rok szkolny, w Warszawie skończy klasę maturalną. Obiecała, że gdy skonsultuje się z lekarzem i załatwi wszystkie swoje sprawy w Miami, zastanowi się nad przyjazdem tutaj. Być może właśnie w Polsce skończy szkołę.
Gdy wróciła do szpitala Prinston, od razu przyszedł do niej Phil oraz Bella – pielęgniarka, którą bardzo lubiła. Założyła jej wkłucie i zostawiła dziewczynę tylko z lekarzem. - Wiesz, że będziemy musieli przeprowadzić ci jeszcze jeden zabieg, prawda? Na kręgosłupie wszczepimy ci blaszki, które pomogą ci się, być może w przyszłości, poruszać. - Dlaczego „być może w przyszłości”? – zapytała zaniepokojona. - Szczerze mówiąc, nie dawałem ci szans nawet na to, że odzyskasz władzę w rękach. Na szczęście nie przerwał ci się rdzeń kręgowy, chociaż twój kręgosłup jest w trzech częściach. - Ale dacie radę go złożyć? –zapytała niepewnie. - Dlatego właśnie musimy wstawić ci te płytki. - A jak szybko, po tym zabiegu, będę mogła chodzić? - Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będziesz mogła chodzić, bardzo mi przykro – przytulił ją. - Ale jak to? Ja muszę chodzić! Rozumiesz? Muszę! - Wiem, co teraz czujesz… - Nie masz pojęcia! – przerwała mężczyźnie. – Wyjdź stąd! Proszę, chcę zostać sama! - Poprosić tutaj Annę? - Chcę zostać sama! – poprosiła donośniej. – Nie rozumiesz tego? - Przepraszam. Wyszedł. Victoria, w jednej chwili, przykryła twarz poduszką. Jej szloch był jednak bardzo donośny. Do jej sali weszła Bella, która dała jej leki uspokajające. Po chwili dziewczyna spała kamiennym snem. Drugi zabieg miała następnego dnia. Nie bardzo cokolwiek kojarzyła, dostała leki, które bardzo ją otumaniły. Choć bardzo się bała, nie chciała, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Jeszcze zanim dostała leki, zadzwonił do niej ojciec. Mówił, że jest z nią duchem.
Gdy obudziła się z narkozy była przy niej matka. - Co się stało? – zapytała dziewczyna słabym głosem. - Miałaś operację, córeczko. Teraz jest już w porządku. Zostaniesz jeszcze kilka dni w szpitalu. Zaraz przyjdzie do ciebie pewnie Phil albo inny lekarz i wszystko ci wyjaśni, jednak wcześniej mam dla ciebie niespodziankę. - Niespodziankę? Jaką? – zaciekawiła się dziewczyna. - Zamknij oczy – poprosiła Anna. Victoria wykonała polecenie. Ktoś wszedł do sali. - Już, kochanie! – powiedziała matka Victorii, dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała swojego tatę. - Tato, co ty tutaj robisz? – zapytała dziewczyna, przecierając oczy ze zdziwienia. - Przyjechałem do ciebie. Mówiłem, że już cię nie zostawię? - Nie mówiłeś, ale to nic – przyznała ze śmiechem. - Zbyt długo nie było mnie przy tobie, córciu! – przytulił ją, a ona się nie opierała. Nie odpychała go, ale sama również wtuliła się w ramiona ojca. W takiej pozycji zastał ją Phil. - Cześć maleńka! – przywitał się z nią, jak zwykle. – Jak się czujesz? - Pytasz z przejęcia, czy jako lekarz? – zaśmiała się. – Osiem. – odpowiedziała, gdy lekarz wziął w dłonie jej kartę. - Uuu… trzeba coś z tym zrobić! – podłączył jej kroplówkę, a po chwili poczuła ulgę. Zasnęła. Gdy się obudziła, zauważyła, że Phil „majstruje” coś przy jej kroplówce. - Co się stało? – zapytała zaspana. - Nic, nic… Zmieniam ci tylko leki. Boli cię? - Tylko na dwa, no, może na trzy… - Chcesz coś jeszcze? - Nie, prześpię się i przejdzie – wysłała mu piękny uśmiech. - Gdyby cokolwiek się działo, wołaj lekarza, okej? - A ty nie powinieneś iść już do domu? - Dwadzieścia cztery mam dzisiaj, ale już zaraz przychodzi Bill, ja idę spać. - Który Bill? Kill Bill? - Niestety, ale nie martw się, powiedziałem mu już, że jesteś moją pacjentką i ma się z tobą obchodzić jak z jajkiem. - Uwielbiam cię – zaśmiała się. - Wiem – odpowiedział nieskromnie.
Kilka dni w szpitalu ciągnęło się Victorii niemiłosiernie. Po dziesięciu dniach od operacji, mogła w końcu wrócić do domu. Nie wiedziała jednak, że Anna wraz z Adamem przygotowali na jej powitanie przyjęcie – niespodziankę. Byli tam wszyscy jej przyjaciele. Poznała tam również swojego brata – Artura, chociaż do rodziców miała o to pretensje. Artur okazał się wysokim, przystojnym brunetem z dużymi orzechowymi oczami. Niemal identycznymi, jak u ich ojca. - Cześć – powitał się z nią. - Cześć – odpowiedziała; nie wiedziała, jak się zachować. - Słyszałem, że pływasz – chciał jakoś zacząć rozmowę. - Aktualnie musiałam zrobić sobie przerwę, ale owszem. A ty, czym się zajmujesz? - Studiuję fizjoterapię. Teraz jestem na czwartym roku. Staram się o stypendium i wymianę studencką. - Bardzo ambitnie. - Tylko nie wiem, czy się uda… - Moja babcia zawsze powtarza, że nigdy nie można się poddawać. - To być może nie długo przyjadę do stanów. - A ja myślałam, żeby teraz się przenieść do Polski. Moja babcia złożyła mi taką propozycję. - A kiedy kończysz szkołę? - W przyszłym roku. Teraz zdałam do klasy maturalnej. A teraz, kiedy poznałam tatę, chciałabym być w miarę blisko niego i swoich dziadków. - Ty znałaś rodziców taty? - Nie. Mówię o rodzicach mojej mamy. - Musisz ich poznać. Kiedy teraz przyjedziesz do Warszawy? - Nie wiem. Czy teraz, jak będziesz w Polsce, zaniósłbyś moje papiery do jakiegoś w miarę dobrego liceum? Ja postaram się przyjechać do Warszawy najszybciej, jak to możliwe. Na razie muszę załatwić tutaj jeszcze kilka spraw, pożegnać się ze swoimi dzieciaczkami… - Dzieciaczkami? – zdziwił się. - Jestem wolontariuszką w szpitalu dziecięcym. Victoria na imprezie bawiła się znakomicie do białego rana. Artur namówił ją nawet na wspólny taniec. Ta noc była bardzo krótka. Dziewczyna namówiła swojego brata, aby obejrzeli wschód słońca na plaży. Przez następne trzy tygodnie Victoria codziennie chodziła do szpitala Prinston. Artur w tym czasie wrócił do Polski. Gdy był na uniwersytecie, zaczepił jednego ze swoich wykładowców. - Dzień dobry. Panie profesorze, mogę panu zająć chwilę? - Jasne, chodź do mojego gabinetu. Skręcili w prawo, w drzwi gabinetu. - No, to co to za sprawa? Z twoją pracą? - Nie – uspokoił go – chodzi o moją siostrę. Pan zajmuje się „beznadziejnymi” przypadkami, prawda? - Beznadziejnymi? Tego jeszcze nie słyszałem. Ogólnie zajmuję się kręgosłupami i ludźmi po wypadkach – wyjaśnił. - No, właśnie o to mi chodzi. Moja siostra miała wypadek na basenie i tak niefortunnie się stało, że kręgosłup pękł jej w dwóch miejscach. Teraz jest kompletnie załamana. - Bardzo mi przykro. - I chodzi o to, że chciałbym znaleźć kogoś, kto się nią należycie zajmie i od razu pomyślałem o panu. - Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Musisz mi tylko przynieść jej aktualne zdjęcia kręgosłupa i zobaczymy co da się zrobić – uśmiechną się przyjaźnie do chłopaka. - Viki niedługo przyjeżdża do Polski, więc powiem jej, aby jak najszybciej zrobiła rezonans kręgosłupa i przywiozła go ze sobą. - A jak dawno był ten wypadek? - Na początku czerwca. Viki jest teraz pod stałą opieką neurochirurgów w Los Angeles. - W stanach? - Tak, ona tam mieszka. Artur porozmawiał jeszcze chwilę z profesorem Dobrowolskim, po czym pożegnał się z nim, wyjął swój telefon i wybrał numer swojej dziewczyny – Sylwii. Odebrała po kilku sygnałach. - Cześć misiek – przywitała się. - Cześć. Skończyłaś już zajęcia? - Czekam jeszcze na jeden wpis i będę wolna. - To co, przyjeżdżam po ciebie? Godzinę później był na Ursynowie, gdzie uczyła się Sylwia. - Cześć kochanie – przywitał się z nią namiętnym pocałunkiem, po czym otworzył jej drzwi w swoim samochodzie. Cały dzień spędzili w jego mieszkaniu. Sylwia została u niego na noc. Po południu zadzwonił do Victorii. - Cześć siostra – przywitał się z nią, gdy odebrała. - Cześć. Co tam Art? - Będziesz musiała tutaj przyjechać! – oświadczył. - Co się stało? – przestraszyła się. - Rozmawiałem ze swoim profesorem, ale nawet on raczej nie jest w stanie zrobić nic na odległość – zaśmiał się. - Spoko. Już nawet mam bilet. Zaniosłeś moje papiery? - Jasne. Powiedzieli, że cię przyjmą, tylko musisz powiedzieć dyrektorowi, do jakiej klasy chcesz uczęszczać. - Co to znaczy? - Bo są różne profile. W zależności od tego, co byś chciała potem studiować. - Psychologię – odpowiedziała bez wahania. - Spoko. Jest tam profil psychologiczny. Przejdziesz się ze mną do liceum, przy okazji pokażę ci, gdzie to jest. - Dzięki brat. - To, co kiedy mam po ciebie wyjechać na lotnisko? - Dwudziestego trzeciego lipca. Około dwudziestej drugiej będę lądować na Okęciu – oznajmiła. – Na razie nie mogę już gadać, bo jestem w szpitalu i chyba właśnie mnie wołają. Rzeczywiście, z oddali słychać było głośne nawoływanie jej imienia. - Dobra, to leć. Trzymaj się siostra! - Cześć – rozłączyła się. Podjechała do małego Thomasa, który ją wołał. - Z kim rozmawiałaś, ciociu? – zapytał. - Ze swoim bratem. - A dlaczego w jakimś takim, dziwnym języku? - Już kiedyś ci opowiadałam, że nie jestem amerykanką, prawda? No właśnie, Artur jest w Polsce i dlatego rozmawialiśmy po polsku – wyjaśniła chłopcu – ale ciebie i tak najbardziej lubię – zmierzwiła mu włosy.
Niedługo potem nastał 23 lipca. Viktoria od rana była pełna energii. Choć wylatywała dopiero wieczorem, ten dzień miała cały zapełniony. Z samego rana dokończyła pakować walizkę. Później pojechała do Prinston, aby pożegnać się z personelem medycznym, a przede wszystkim z pacjentami, do których wiedziała, że już nie wróci. - No, to trzymaj się w tej Europie – powiedział Phil. – Mam nadzieję, że napiszesz od czasu do czasu. - Jasne, jak będę tutaj, nie zapomnę zajrzeć i do Prinston. Obiecuję. - No, mam nadzieję – stwierdził szczerze. - Dobra, ja jeszcze polecę na chwilkę do dzieciaków – powiedziała i już chciała się zbierać. - Nie tak szybko – powiedział Bill, a w tej chwili „wjechała” Bella z szampanem. Wszyscy wypili po lampce. Później Victoria uściskała każdego z osobna i wyszła z pokoju lekarskiego, choć wcale nie było łatwo rozstać się z przyjaciółmi. Poszła do dzieci. Gdy się z nimi żegnała, całą energię wkładała w to, aby się nie rozpłakać. Nie udało jej się jednak opanować swoich emocji. W końcu wyszła ze szpitala Prinston. Zakończyła kolejny etap swojego życia. Później musiała jechać już na lotnisko. Przyjechała jeszcze do domu, matka pomogła jej z bagażami oraz odwiozła dziewczynę na samolot. Ta podróż była bardzo długa. Victoria przeczytała prawie całą książkę, którą wzięła do Polski. W Warszawie odebrał ją Artur wraz ze swoją dziewczyną, Sylwią. - Cześć – zawołał mężczyzna, kiedy zobaczył siostrę jadącą w stronę wyjścia – witamy w Polsce! – zaśmiał się. Wziął od niej bagaż. Dziewczyny zapoznały się. – To co, siostra? Jesteś mocno zmęczona? - W sumie nie. Potrzebuję tylko prysznica. - Okej. A potem idziemy na imprezę! Pokażemy ci, jak się bawią Polacy! - To brzmi obiecująco – stwierdziła. Artur usadził ją na tylnym siedzeniu samochodu, a jej wózek złożył i schował do bagażnika. Z drugiej strony przysiadła się do niej Sylwia. Całą drogę rozmawiały. Victoria dowiedziała się o bardzo wielu ciekawych wydarzeniach z życia swojego brata. W jego mieszkaniu pojawił się jednak kolejny problem. Mianowicie nie wiedziała, w jakie sposób na usiąść pod prysznicem. W stanach, zanim wyszła ze szpitala, jej matka zrobiła remont łazienki i przystosowała ją do nowych potrzeb córki. W Warszawie Artur przyniósł jej krzesło balkonowe. W łazience siedziała dość długo. Gdy wyszła, Artur nie mógł powiedzieć ani słowa – zaniemówił z wrażenia. Wyglądała bowiem bardzo seksownie – miała na sobie bardzo wyzywający, różowy top, a ponad to bardzo skąpą, dżinsową spódniczkę. Zrobiła sobie koka, twarz lekko przypudrowała, powieki pomalowała pod kolor bluzki. Jej makijaż nie był mocny, ale mimo to wyglądała pięknie. Sylwia i Artur też już byli gotowi do wyjścia. Tą imprezą była niewielka „domówka” u dobrego kumpla Artura – Kacpra. - Hi – przywitała się nieśmiało Victoria. - Cześć – powiedział gospodarz – Artur nie kłamał, kiedy mówił o twojej urodzie – stwierdził. - A co mówił? – zapytała, niby przestraszona. - Że ma piękną siostrę – kokietował. - Dziękuję. Dziewczynie zarumieniły się policzki. Victoria na imprezie bawiła się znakomicie. Bliżej poznała przyjaciół Artura. M.in. Kacpra, Igora, Emila i Przemka. Następnego dnia Victoria musiała jechać do liceum, gdyż była umówiona z dyrektorem, że w tym dniu wybierze profil klasy do której…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mecenasstokroteczka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…