W drewnianej pułapce
Pierwsze opowiadanie mojego autorstwa
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Słońce padające na moje poczerniałe oko zbudziło mnie z krótkiego niespokojnego snu. Moi towarzysze jeszcze spali chrapiąc przy tym głośno. Leżąc albo na drewnianych ławkach albo na spróchniałej drewnianej podłodze. Minęły trzy dni od kiedy tu jesteśmy... Wszystko zaczęło się od naszej przegranej ostatnio potyczki z Ruskami. Walka ta zakończyła by się dla nas przegraną z kretesem jednak dzięki wspaniałej strategii naszego dowódcy odparliśmy wroga. Ranni i zmęczeni postanowiliśmy się ukryć w tym właśnie drewnianym kościele. Mogło by się wydawać że wybranie tego miejsca za kryjówkę jest błędem. Jednak aura ciepła i bezpieczeństwa jaką dawał ten budynek stał się główną przyczyną takiego wyboru. Głębokie zamyślenie charakterystyczne dla mnie skończyło się w momencie kiedy ramię przypomniało o swojej obecności,i o swojej ranie postrzałowej. Moment,w którym doświadczyłem tego bólu nie mogę opisać w żadnych słowach..potworny ból który był na tyle silny że straciłem przez niego resztki mojego zdrowego rozsądku. Nie wiem czy ten ból był spowodowany samym obrażeniem czy faktem że dałem się tak łatwo podejść? Moje myśli znów zostały jednak brutalnie przerwane jednak nie ramieniem, a przyjacielskim powitaniem mojego kompana Marcela Cywińskiego. Wysoki,dobrze zbudowany brunet z ostrymi rysami twarzy oraz pewne siebie ciemno brązowe oczy dawały mu wygląd typowego osiłka. Jednak nic bardziej mylnego! Marcel z wykształcenia był historykiem,skończył studia historii w Warszawie jednak z powodu wybuchu powstania postanowił odłożyć swoją karierę na później.Aby walczyć w imię ojczyzny. Specyficzny,ironiczny charakter mojego rozmówcy nie był w stanie zatrzymać przerwać przyjaźni,którą już go darze od bardzo dawna z jego wzajemnością. Żarty o Rosjanach oraz szczery uśmiech informowały mnie o tym,że mój przyjaciel ma dziś dobry humor. Nasze rozmowy oraz śmiech wybudziły resztę naszej kompanii ze snu. W kościele zagościł teraz śmiech oraz rozmowy towarzyszy. Wilgoć oraz spadające kropelki i ich uderzenia w dziurawy dach. Informowały nas o tym że warto się cieplej ubrać ponieważ pada. Pozytywna atmosfera była mimo tego dla mnie miłym zaskoczeniem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Quik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…