Wróć do katalogu

W odległej krainie ślepców

Młody reporter zostaje wysłany, by przeprowadzić wywiad z jasnowidziami.

karostek, opublikowano , 28 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cholera, mogłem wziąć jeepa. Droga, którą teraz jadę, jest okropna. Asfalt skończył się jakieś 10 kilometrów temu, teraz jadę ubitą ziemią. Ale czuję, że zaraz będzie gorzej. A ja wybrałem się moją cytryną (dla niezbyt zorientowanych – cytryną nazywam mojego Citroena C3)... Spoglądam na ekranik komputera nawigacyjnego. Według mapy zostało mi jeszcze jakieś 50 kilometrów. O ile jadę w dobrym kierunku. Jakoś nie ufam temu systemowi nawigacji. Parę razy okazało się, że komputer pomylił satelity i jechałem w zupełnie innym kierunku. Kiedyś chciałem pojechać do małej mieściny w północnych Włoszech. Miałem napisać krótki artykuł o tamtejszym życiu dla mojej gazety. Ale zamiast w północnych Włoszech, wylądowałem w południowej Francji. Od tamtej pory zawsze wożę ze sobą tradycyjną mapę i kompas. Tak też zrobiłem i teraz. Mapę tego miejsca znalazłem w internecie. Mój naczelny zlecił mi napisanie artykułu o jasnowidzach. Według legend, gdzieś daleko, w środkowej części Rumunii, otoczone Karpatami, jest miasteczko, w którym żyją ludzie potrafiący przewidzieć przyszłość. W internecie jest dokładna mapka, jak tam dotrzeć. Jak dotąd już kilkaset osób odwiedziło to miejsce. Jednak nikt nie opisuje swoich wrażeń ze spotkania z tymi rzekomymi jasnowidzami. To mnie zdziwiło. Dlatego też postanowiłem to zbadać. Akurat w tym samym czasie, znajomi mojego naczelnego wrócili z wakacji z Rumunii i opowiadali mu o miasteczku, w którym żyją ludzie potrafiący przewidzieć przyszłość. A ponieważ ja zajmuję się takimi „wyjątkowymi” sprawami, naczelny zlecił mi napisanie artykułu na ten temat. Zrządzenie losu, czy może przypadek? Nie wiem, ale na pewno coś w tym jest. Spoglądam na zegarek – już prawie ósma wieczorem. Mam nadzieję, że zdążę przed zmrokiem. Nie chcę błądzić po tej okolicy w ciemności. W końcu to środkowa Rumunia, Siedmiogród - dla niezbyt zorientowanych – Siedmiogród to inaczej Transylwania, a to z kolei mityczna kraina Draculi, najsłynniejszego wampira w historii świata. Co prawda nikt na sto procent nie udowodnił, że wampiry istnieją, ale... Tak jak myślałem, ubita ziemia się skończyła. Teraz jadę po czystym piasku. To dziwne, skoro tyle osób tu przyjeżdża, dlaczego nikt nie zrobi normalnej drogi? Albo dlaczego ten piasek sam się nie ubił..? Niestety, nie mam czasu, by znaleźć odpowiedź na te pytania, bo nagle wyłącza się komputer nawigacyjny. Nie wiem co się dzieje. Reszta sprzętów w samochodzie działa. Może żaden satelita nie ma tutaj zasięgu? Ale nie ma się co przejmować. Ze schowka wyjmuję mapę i kompas. Zatrzymuję samochód. Rozglądam się, otaczają mnie góry, musze być blisko tej mieściny. Tylko od zachodniej strony nie ma gór, widzę słońce wiszące nisko nad horyzontem. Zerkam na mapę, według której za jakieś trzy kilometry powinienem być na miejscu. Kładę mapę na siedzenie obok i ruszam. Robi się coraz ciemniej. Mimo wszystko jestem raczej spokojny, mam nadzieję, że będzie jakiś wolny pokój w hotelu. Dziesięć minut później mijam tabliczkę z nazwą miasta Bucari – to tu mieszkają jasnowidze. Miasteczko jest małe, ale na pierwszy rzut oka wydaje się być sympatycznym miejscem. Mam nadzieję, że ludzie tu są życzliwi dla przybyszów. Zatrzymuję samochód. Muszę wysiąść i rozprostować kości. Jestem w podróży od 10 godzin. Jakaś kobieta podchodzi do mnie. Spogląda uśmiechając się. - Hotel jest po prawej – mówi. - Hotel? – pytam zdziwiony. – A skąd pani wie, że potrzebuję hotelu? Kobieta wskazuje na tablicę rejestracyjną samochodu. - Aa, tak. To znaczy dziękuję. Kobieta uśmiecha się i odchodzi. Przeciągam się i robię kilka przysiadów, gdy zauważam grupę. starszych osób, które obserwują mnie. Siedzą uśmiechając się przed budynkiem, który wygląda na bar, albo restaurację. Macham do nich przyjaźnie i wsiadam do samochodu. Mam ochotę na ciepłą kąpiel i przydałoby się coś zjeść. Hotel jest trzypiętrowym budynkiem z czerwonej cegły. Przed wejściem jest parking. Niewielka ilość samochodów może świadczyć, że znajdę wolny pokój. Po raz kolejny zastanawiam się dlaczego wcześniej nie zadzwoniłem i nie zrobiłem rezerwacji. Jeśli nie będzie wolnych miejsc, spędzę najbliższą noc w samochodzie. Ciarki przebiegają mi po plecach na myśl o tym... Parkuję samochód. Wyłączam silnik. Zbieram swoje rzeczy, mapę, kompas telefon komórkowy. Z tylnego siedzenia biorę torbę z ubraniami na zapas i wysiadam. Wchodzę do hotelu, rozglądam się. Budynek wewnątrz jest pomalowany w pastelowych kolorach. Podchodzę do recepcji, nikogo nie ma za biurkiem. Już chcę wcisnąć dzwonek, gdy zjawia się ta sama kobieta, którą spotkałem wcześniej. - Chce pan pokój z łazienką, czy bez? – pyta uśmiechając się. - Z łazienką proszę – odpowiadam. – Pani jest recepcjonistką? Ona bez słowa podaje mi księgę gości, bym się wpisał. - Dwa domy dalej jest najlepsza restauracja w mieście – mówi kobieta. – Panie – czyta moje dane – Jakubie. Jak długo chce pan u nas zabawić? - Jakieś dwa, trzy dni. - Pan do jasnowidzów, czy odpocząć od świata? - Do jasnowidzów. - To dwa dni wystarczą. Kobieta podaje mi klucz do pokoju. - Duży ma pan bagaż? Mam wezwać kogoś z obsługi? - Mam tylko jedną torbę. Poradzę sobie. - Okej, drugie piętro, pokój numer 205. Życzę miłego pobytu. – Kobieta znowu uśmiecha się do mnie. - Dziękuję bardzo. Biorę klucz i idę. Windy nie ma, w końcu to tylko trzy piętra, każdy może wejść po schodach. Wdrapuję się na drugie piętro i znajduję swój pokój. Otwieram drzwi, pomieszczenie jest przytulne. Zapalam światło, ściany są zielone – mój ulubiony kolor. Rzucam torbę na łóżko i zaglądam do łazienki – mała, ale ma to, co trzeba. Kładę się na łóżko, materac jest miękki. I nagle dopada mnie zmęczenie. Do tej pory nie miałem czasu na to, byłem skupiony na drodze i nie myślałem o niczym innym. A teraz, gdy dotarłem bezpiecznie na miejsce, zmęczenie daje o sobie znać. Oczy same mi się zamykają. Wstaję, zrzucam torbę na podłogę. Rozbieram się i idę do łazienki. Wchodzę pod prysznic. Odkręcam kran – nawet jest ciepła woda. Zmywam z siebie kurz, pot i odrobinę tego zmęczenia. Wycieram się. Jednak nie chce mi się jeść, tak więc od razu kładę się do łóżka. Gaszę światło i zamykam oczy. Spokój, jaki tu panuje jest cudowny. Nie słychać samochodów pędzących po ulicy, żadnych tramwajów – niemalże totalna cisza. Słychać jedynie cykanie świerszczy, które działa na mnie jak kołysanka. Hmm, jest wspaniale...

Otwieram oczy i niepewnie rozglądam się po pokoju. W pierwszej chwili nie wiem gdzie jestem. Unoszę się i wspieram na rękach. Po krótkim czasie przypominam sobie, że jestem w Rumunii. Opadam na poduszkę i uśmiecham się do siebie. Kilka minut leżę bez ruchu, gapiąc się na sufit. Potem zwlekam się z łóżka, podchodzę do okna – widok mam przepiękny, wspaniałe, monumentalne góry, ośnieżone szczyty. Otwieram okno, wdycham świeże, górskie powietrze. Może powinienem przenieść się w góry..? Gdzieś do małego miasteczka, do którego cywilizacja jeszcze nie dotarła? Ee, chyba bym nie wytrzymał. Zbyt uzależniłem się od życia w dużym mieście. Gdybym zamieszkał w takim górskim miasteczku, z dala od cywilizacji, to gdzie bym chodził do kina, do teatru..? Ewentualnie mogę przyjeżdżać na urlop do takiego miejsca. Kilka dni z dala od cywilizacji dobrze mi zrobi. Chwilę stoję w oknie. Dobrze, że na podwórku nikt mnie nie obserwuje, bo spałem nago i w takim też „stroju” stoję teraz w oknie. Ziewam, przeciągam się i idę do łazienki. Zerkam na komórkę. Okazuje się, że nie mam zasięgu. Nie wiem czy to spowodowane jest tym, że dookoła są góry, czy może nie ma tu w pobliżu żadnego przekaźnika. Bo roaming mam na cały świat, tak więc teoretycznie moja komórka powinna tu działać. Spytam później w recepcji. Teraz idę wziąć poranny prysznic.

Pół godziny później jestem w recepcji i czekam. Pani, która wczoraj tu była, gdzieś znikła. Podchodzi do mnie młody chłopak. - Pomóc? – pyta. - Chciałem spytać o coś. - Słucham. - Czy orientujesz się, dlaczego nie mam tu sygnału komórki? - Tego nikt nie wie. Dwa kilometry stąd jest przekaźnik, ale i tak żadne telefony komórkowe tu nie działają. Nikt tego nie może wytłumaczyć. - A może góry zakłócają odbiór sygnału? - Nie, na pewno nie jest wina gór. Po prostu nasze miasteczko jest w takim punkcie, gdzie nie działają komórki – chłopak się uśmiecha. - Dzięki za informację. - Restauracja jest tu niedaleko. I jak pan się pośpieszy, - zerka na zegarek – to zdąży pan na wyśmienite naleśniki, jakie rano tam serwują. - Dzięki, już idę. Daję chłopakowi 5 euro za informację. Chłopak uśmiecha się i odchodzi. A ja kieruję się na śniadanie.

Restauracja jest niezbyt duża, ale gustownie urządzona. Światło wpada przez rząd dużych okien i oświetla wnętrza, urządzone w niezwykle ascetycznym i surowym stylu. Pod tym względem widać, że to miasteczko jest na czasie z najnowszymi trendami dotyczącymi urządzania wnętrz. Zajmuję stolik przy oknie i czuję na sobie wzrok wszystkich w restauracji, czyli około 10 osób, nie licząc obsługi. Wszyscy się na mnie patrzą i uśmiechają. Odwzajemniam się, posyłając im swój najsympatyczniejszy uśmiech. Podchodzi kelnerka. - Witam w naszej restauracji. Proszę, oto karta. - Dziękuję. - Pan przyjechał do naszych jasnowidzów, tak? - Zgadza się. A co pani o nich wie? - Och, nie wiele, podobno przewidują przyszłość, czy coś takiego. - Nie była pani tam, to znaczy u tych jasnowidzów? - Nie. My tu w miasteczku nie chcemy znać tego, co ma być. Żyjemy dniem dzisiejszym i to nam wystarczy. Kiwam głową. Kelnerka odchodzi, a ja przeglądam menu. Przypominam sobie o naleśnikach. - Przepraszam... Kelnerka wraca. - Już pan wybrał? - Podobno serwujecie tu wyśmienite naleśniki. - A tak, są wyjątkowe. - To jeśli można to jedną porcję proszę i kawę z mlekiem. - Pięć minut. Kelnerka odchodzi. Zerkam przez okno. Ludzie poruszają się tu jak na zwolnionych obrotach, nikomu nigdzie się nie śpieszy. Życie toczy się tu wolno. Kelnerka przynosi mi naleśniki i kawę. - Smacznego. - Dziękuję. - A czy... – odzywa się nieśmiało kelnerka – mogę o coś pana zapytać? - Słucham. - Pan jest z Polski, tak? - Tak. Kelnerka spogląda na mnie z wyrazem tryumfu na twarzy, po czym odwraca się do ludzi przy barze i mówi: - Ha, wygrałam, on jest z Polski! Patrzę na nią zdziwiony. - Przepraszam, ale niektórzy myśleli, że jest pan z Rosji. - Aha, - kiwam głową. – O co się państwo założyli, jeśli można wiedzieć? - O nic, o uznanie. Kelnerka odwraca się i idzie w kierunku baru. Nagle spogląda na mnie, podchodzi i mówi szeptem: - A tak przy okazji, to ładnie pan wygląda z samego rana. Patrzę na nią zdziwiony i momentalnie robi się strasznie głupio – myślałem, że nikt mnie nie widział rano. - Proszę się nie wstydzić. – Musiałem chyba zrobić się cały czerwony na twarzy. – Nie ma się pan czego wstydzić. – Kelnerka wymownie spogląda w dół i odchodzi. Patrzę na ludzi przy barze i chyba wiem dlaczego tak się uśmiechali, gdy wszedłem do restauracji. Czuję się jeszcze bardziej głupio i najchętniej wyszedłbym stąd, ale te naleśniki są naprawdę wspaniałe. Dosłownie rozpływają się w ustach. Mimo wszystko zjadam je najszybciej jak mogę. Gdy odstawiam talerz zjawia się kelnerka. - Czy coś panu jeszcze podać? - Nie, dziękuję. Proszę o rachunek. - Chyba pan się nie obraził. Wie pan, w małym miasteczku wieści o przybyszach rozchodzą się bardzo szybko. A tym bardziej takie wieści. - Będę ostrożniejszy, obiecuję. - 20 euro. Kelnerka podaje mi rachunek. Płacę i podnoszę się. - Proszę powiedzieć kucharzowi, że naleśniki są wspaniałe. - Powiem i zapraszamy na obiad. - Dziękuję. Kłaniam się kelnerce i wszystkim ludziom. Wychodzę z restauracji. Idę do hotelu. Mam wrażenie, że wszyscy ludzie wiedzą o moim porannym wybryku i patrzą na mnie w taki specyficzny sposób. Boże, mam ochotę jak najszybciej stąd wyjechać!!! Wpadam do hotelu, przebiegam przez hall – mam nadzieję, że nikt mnie nie zauważył – pędzę na drugie piętro do swojego pokoju. Biorę dyktafon, aparat cyfrowy i mapę. Już chcę wyjść na korytarz, gdy nagle słyszę dzwonek telefonu, mojego telefonu komórkowego. Jak to możliwe?! Przecież nie mogłem złapać zasięgu, a teraz... Telefon działa bez problemu. Po kilku dzwonkach biorę go do ręki, patrzę na ekran – to moje kochanie. - Cześć, słońce – mówię. - Kuba, gdzie jesteś??!! Martwię się o ciebie – słyszę jego ciepły głos w słuchawce. - Przecież mówiłem ci, że jadę do Rumunii. - Cholera, zapomniałem. – Jeremi oddycha z ulgą. – Dzwonię, by przekazać ci ważną informację. - Co się stało? - Nie dzwonił do ciebie nikt z redakcji? - Nikt do mnie nie dzwonił, bo do tej pory nie było tu zasięgu. - Aha – Jeremi na chwilę milknie, a ja czekam, by dowiedzieć się co to za informacja. - Twój artykuł o uchodźcach z Holandii jest nominowany do nagrody dla najlepszego artykułu roku. - Serio? - Serio, serio... - O, cholera... - Cieszysz się? – pyta Jeremi. - Oczywiście!!! – Siadam z wrażenia na łóżku. – Skąd to wiesz? - Naczelny zadzwonił do mnie, bo nie mógł cię złapać. A może coś jest nie tak z twoim telefonem? - Nie, to wina tego miejsca. - Słuchaj Kubuś, muszę kończyć. Idę do pracy. - Okej. Pa, robaczku. - Kiedy wrócisz? - Za dwa dni. Właśnie wybieram się do tych jasnowidzów. - To uważaj na siebie. Pamiętaj, jesteś w Transylwanii – Jeremi śmieje się do słuchawki. - Będę uważał. Do zobaczenia, kochanie. - Całuski. Jeremi odkłada słuchawkę, a ja spoglądam na ekranik telefonu. A tam znowu nic, znowu nie mam sygnału. Tak jakby po skończeniu rozmowy wszystko szlag trafił. Dziwne. Naczelny się do mnie nie mógł dodzwonić, tylko mojemu ukochanemu się udało. W sumie to też może być całkiem niezły materiał na artykuł. Wystarczyłoby zbadać teren, wypytać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych