W poszukiwaniu Złotego Feniksa cz. IV
Teoretycznie koniec prologu i zapowiedź właściwej akcji. Kilka spraw się wyjaśnia, ale i tak nic do końca nie wiadomo. Innymi słowy: oto przed wami rozdział czwarty.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział IV „Wieszczka”
Tym razem nie otaczały ją ciemności. Wręcz przeciwnie, nadal miała przytomny umysł. Widziała i słyszała wszystko co się wokół niej działo. Ale mogła być tylko biernym obserwatorem. Nie mogła wykonać żadnego ruchu. Chciała, ale coś przejęło kontrolę nad jej ciałem. Jej ręce i nogi poruszały się wbrew jej woli. Czuła się jakby ktoś ją zmniejszył i wsadził do jej własnej czaszki i kazał przyglądać się co czyni jej nieposłuszne ciało. Pamiętała, że wcześniej straciła przytomność. Zupełnie jak wtedy w Sferze. A kiedy już się ocknęła nie mogła nic zrobić, tylko patrzeć. Wiedziała co nią kieruje. To był Złoty Feniks. Nie miała pojęcia w jaki sposób, ale był u niej w środku. Przez cały czas. A kiedy Długowłosy go wypłoszył Feniks po prostu ukradł jej ciało i potraktował jak własne. Lecz mimo, że ptak poruszał się i mówił za nią, dzielili wspólnie jedną głowę. Sara potrafiła usłyszeć jego myśli. Nie były to sprecyzowane i sensowne zdania. To były ptasie piski i skrzeki. Raz głośniejsze, raz cichsze. Jednak wszystkie tak samo dzikie. -Dlaczego to zrobiłeś?! Dlaczego kazałeś mi wyjść?!- usłyszała swój głos. Był wprawdzie mroczniejszy i bardziej drapieżny, ale bez wątpienia jej własny. Zobaczyła, że na dachu pojawił się Pan X, a razem z nim mężczyzna bardzo do niego podobny, tylko starszy. To musiał być jego brat. Obydwaj trzymali w rękach miecze. Był tam także Długowłosy i Marta. Dziewczyna krzyczała coś do tego mężczyzny w garniturze. Chodziło o nią – o Sarę. Z ich rozmowy wynikało, że jej powierzchowny wygląd się zmienił. Udało się jej przypatrzeć swoim dłoniom kiedy Feniks rzucił się na Długowłosego. Jej paznokcie musiały mieć z pięć centymetrów długości. I na dodatek były czerwone. Gdyby mama się o tym dowiedziała... Nie ma czasu na myślenie o takich rzeczach. Musi coś wymyślić. Ten cały Feniks to dzikie zwierze. W obronie własnej skóry gotowe jest zrobić komuś krzywdę. A tam była Marta. Sara nie mogła pozwolić aby coś się jej stało. W książkach, które czytała czasami zdarzały się takie przypadki. Zły duch, tudzież demon przejmował kontrolę nad jednym z głównych bohaterów i wyczyniał w jego ciele różne podłe rzeczy. Jednak zawsze w takiej sytuacji bohaterowi udawało się, dzięki silnej woli i mocnej psychice, wyrzucić z siebie zło. Ale i tym razem życie potwierdziło, że fikcja literacka jest tak powszechna w rzeczywistości jak fiołki na pustyni. Sara z całych sił starała się z powrotem odzyskać swoje ciało, ale nic z tego nie wychodziło. Zupełnie nie miała pojęcia w jaki sposób to zrobić. Była bezbronna. -Puść mnie do niej!- krzyknęła Marta, starając się wyrwać z silnego uścisku Pana X, który nie pozwalał jej zbliżyć się do Sary. -Na litość boską, dziewczyno, ty masz naprawdę zapędy samobójcze.- powiedział chłopak, trzymając jej nadgarstek. –Nie widzisz, że to nie ona? Jeśli się teraz do niej zbliżysz rozszarpie cię na kawałki. Nie widzisz jaka jest wściekła?- Istotnie- Feniks był wściekły. Wydawał z siebie długie warknięcia, jakby chciał nimi odstraszyć napastników. Stał naprzeciw Długowłosego, który wpatrywał się w niego gotowy w każdej chwili zadać cios mieczem. -W środku było mi dobrze.- syknął Złoty Feniks, zaciskając pięści. – A ty kazałeś mi wyjść. Dlaczego?- -Magiczne zwierzęta i ich potrzeba komfortu, oto czego nie lubię.- odparł Długowłosy unosząc miecz. –Zdaję sobie sprawę z tego, że nie masz rozumu, tylko instynkt, ale nie mogę uwierzyć, że ty, który posiadasz tak wielką moc, jesteś aż tak głupi.- Feniks wydał z siebie przeraźliwy ryk i rzucił się na chłopaka. Tamten uchylił się i zamachnął mieczem, ale nie trafił. -Idź stąd.- powiedział mężczyzna do Marty. -Nie. -Nie udawaj bohaterki, widzę sikasz po nogach ze strachu.- popatrzył na nią tak, jakby w oczach miał rentgen. Marcie zrzedła mina. Miał rację. Bała się jak diabli, ale chciała bronić Sary. Co z niej za parszywe stworzenie...Ale z drugiej strony nie chciała uciekać. Czuła się odpowiedzialna za bezpieczeństwo kuzynki. Gdyby teraz zwiała, do końca życia nie mogłaby sobie tego wybaczyć. -Na ziemię!- krzyknął nagle Pan X i skoczył w ich stronę. Udało mu się ich przewrócić akurat wtedy gdy ponad ich głowami przeleciała ogromna ognista kula. Pocisk trafił w jeden z kominów, robiąc w nim dziurę o średnicy jednego metra. -Och...och...o Boże...- jęknęła Marta. Pan X leżał na niej, zasłaniając ją własnym ciałem. Dookoła leżały porozrzucane kawałki cegieł z komina, z nad których unosił się dym. Co ona tu właściwie jeszcze robi?! Zrzuciła z siebie chłopaka i schowała się za najbliższym kominem. -Zostań tam!- zawołał do niej mężczyzna w garniturze. Chwycił swój miecz obiema rękami i pobiegł w stronę Feniksa, który walczył z Długowłosym. Pan X uczynił to samo. -Nie.- krzyknął do niego mężczyzna.- Daniel, ty zajmij się Krystianem! Ja postaram się zmusić naszego ptaszka, żeby ostatecznie wyszedł z tej małej! Sara dokładnie usłyszała jego słowa. Daniel. Czyli Pan X w rzeczywistości miał na imię Daniel. A Długowłosy – Krystian. -No no.- powiedział Krystian, kiedy Daniel stanął naprzeciw niego. –Masz zamiar mnie zatrzymać, a sam wziąć Feniksa. Sprytne. Daniel nie odpowiedział mu. Zamachnął się mieczem. Zaczęli walczyć. Powietrze przecinały co chwilę odgłosy uderzanych o siebie kawałków żelaza. Spomiędzy kling ich mieczy wystrzeliwały co chwilę iskry. Marta przypatrywała się tej scenie zza komina. Czy to działo się naprawdę? A może to sen? Ludzie z mieczami wyrastającymi im z rąk, magiczne ptaki, które przejmują kontrolę nad ludźmi- takie rzeczy nie zdarzają się w rzeczywistości. Tymczasem mężczyzna w garniturze zaczął atakować Feniksa. Nacierał na niego z wyciągniętym mieczem, ale nie ranił. -To nie twoja walka. Chce tylko tego, który zmusił mnie to wyjścia.- powiedział Feniks. -Przykro mi.- odparł mężczyzna. Rzucił się na Feniksa i wymierzył mu mocny cios w splot słoneczny. Sara nie czuła bólu, tak samo jak nie czuła ruchów, które wykonywał Feniks. Gdyby ona tak oberwała, już dawno leżałaby nieprzytomna na ziemi. Ale widziała, że jej ciało nie zatoczyło się, ani nie upadło. -Nędzny śmiertelniku, zapłacisz mi za to!- wrzasnął Feniks piorunując mężczyznę wściekłym spojrzeniem. Wyciągnął przed siebie rękę, a na jego dłoni pojawiła się mała ognista kulka, która po kilku sekundach urosła do rozmiarów piłki lekarskiej. Kula wystrzeliła z jego dłoni i poszybowała w stronę mężczyzny. Ten starając się obronić, zasłonił się mieczem. Pocisk trafił w klingę, co spowodowało, że rozciął się na dwa płomienie, które buchnęły szermierzowi w ramię. Mężczyzna krzyknął z bólu. Sara ujrzała jak spalony rękaw garnitury przykleja się do poparzonej skóry. Czy to wszystko wyczynia właśnie JEJ ciało? Nie, przecież ona nie jest zdolna do takich okrucieństw. Feniksa nie obchodzi czy kogoś zrani czy zabije. Dla niego nic się nie liczy. Nie mogła pozwolić aby kogoś zabił. Musiała go powstrzymać. Ale jak? Daniel ujrzał jak jego towarzysz pada na kolana, trzymając się za poparzone ramię. Szybko odepchnął od siebie Krystiana i pobiegł w jego stronę. Uchylił się przed ognistą kulą, którą Feniks wystrzelił w jego stronę. Chwycił mężczyznę w pół i odciągnął od Feniksa. Marta wybiegła zza komina. Z tego co dotychczas zauważyła wynikało, że Feniks atakuje tylko tych, którzy wcześniej zaatakowali jego. Czyli ona nie ma się czego bać. Podbiegła do poparzonego mężczyzny i pomogła mu wstać. -Zabierz go stąd!- zawołał do niej Daniel. Natychmiast też zasłonił się mieczem przed szponami Feniksa. -Nic panu nie jest?- zapytała Marta odprowadzając mężczyznę za jeden z kominów. Zaraz po tym pomyślała, że to pytanie było raczej nie na miejscu. Ranny przeraźliwie syczał z bólu. Dziewczyna zobaczyła jego ramię z bliska i natychmiast naciągnęło ją na wymioty. Na skórze pojawiły się czerwone bąble. W niektórych miejscach szczątki garnituru stopiły się z naskórkiem. Ten facet natychmiast potrzebował pomocy lekarza. Sara bała się o tego mężczyznę. Jeśli zginie, nigdy sobie tego nie będzie mogła wybaczyć. Tak bardzo pragnęła pokonać Feniksa i znów mieć kontrolę nad własnym ciałem. Teraz walczył z nią Daniel. Jeśli i jemu coś się stanie, to... Feniks wydał z siebie złowieszczy skrzek. Rzucił się na Daniela, mierząc szponami w jego serce. Chłopak zasłonił się mieczem i odrzucił od siebie przeciwnika. Widać było, że ciągła walka zaczyna go męczyć. Na jego czoło wystąpiły krople potu. Był zbyt zaabsorbowany nieprzyjacielem, żeby zobaczyć jak Krystian szybko przemieszcza się w kierunku komina, za którym skryła się Marta wraz z rannym mężczyzną. -Myślę, że za twoją głowę dostanę niezłą nagrodę.- powiedział, mierząc ostrzem miecza w gardło mężczyzny. Tamten, siedział oparty o komin, dysząc ciężko. -Co ty robisz?!- zawołała Marta patrząc na niego z szeroko otwartymi oczami. -O jednego Skrzydlacza mniej...Szef się ucieszy...- Mężczyzna wpatrywał się w Krystiana z wściekłością w oczach. Rana zadana przez Feniksa bardzo go osłabiła. Nie był w stanie się bronić. -Kretynie, zdurniałeś?!- Marta odepchnęła klingę miecza od szyi rannego. –Przestań machać tym mieczem, bo zrobisz komuś krzywdę! -Taki właśnie mam zamiar!- wrzasnął chłopak i uniósł miecz aby zadać cios. I właśnie miał go opuścić, kiedy w powietrzu przeleciała cegła i trafiła go w tył głowy. Otworzył szeroko oczy, jęknął cicho, po czym osunął się na ziemię. Po jego karku spłynęła stróżka krwi. Marta przycisnęła dłonie do ust. -Nigdy, ale to nigdy, nie podnoś ręki, ani niczego innego, na żadnego członka mojej rodziny.- odezwał się głos. Dochodził z okolicy jednego z kominów. Opierała się o niego dziewczyna z długimi, czarnymi włosami. -Inez!- jęknął mężczyzna. – Na litość boską! Mówiłem ci, że masz tu nie przychodzić! Dziewczyna ruszyła w ich stronę. Marta uklękła przy Krystianie i drżącą ręką dotknęła jego szyi. Wyczuła słaby puls. -Żyje!- wykrzyknęła z ulgą. -Oczywiście, że żyje.- odparła Inez, patrząc na nieruchome ciało Krystiana z odrazą. –Nie jestem taką gnidą jak on. Nie zabijam ludzi. -Miałaś zostać. Jesteś niedoświadczona. Tu jest zbyt niebezpiecznie.- wykrztusił mężczyzna. Po tych słowach zawył z bólu. -Kto ci to zrobił?- zapytała Inez, przyglądając się jego spalonemu ramieniu. -Feniks. Inez, on jest tutaj. Dlatego nie możesz walczyć. Zabije cię zanim się obejrzysz. Wynoś się stąd.- -Zapomnij.- warknęła dziewczyna. Wysunęła głowę zza komina. Ujrzała jak Daniel zmaga się z Feniksem. –Daniel z nim walczy? Sam?! -Odejdź stąd!- zawołał mężczyzna. -Ja mam odejść?! JA? A co z nią?- wskazała głową na Martę. -Ona nie ma z tym nic wspólnego. -Tak. Oczywiście.- powiedziała Inez, wpatrując się w Martę z wściekłością.-Ona tym bardziej na nic się nie przyda. A ty jesteś ranny. Daniel sobie nie poradzi. Idę tam. -INEZ!- wrzasnął mężczyzna. –Zabraniam ci, słyszysz? To jest rozkaz! -Mam gdzieś twoje rozkazy.- odparła dziewczyna i odeszła, zostawiając Martę i rannego samych. -No dobra.- zaczęła Marta. –O co w tym wszystkim chodzi? Co mają znaczyć te miecze? Co to za Feniks? Kim ty w ogóle jesteś?! Gadaj!- oskarżycielsko wymierzyła w niego palcem. Mężczyzna milczał wyzywająco. -MÓW! -Nie mogę. -A to czemu? -Bo jeśli ci powiem...- zaczął. Przez chwilę nic nie mówił, jakby chcąc się zastanowić. W końcu powiedział: -Bo jeśli ci powiem, zginiesz przez zachodem słońca.
Sara wszystko widziała. Po kolei musiała oglądać, jak Feniks rani mężczyznę w garniturze, atakuje Daniela, a następnie pozostawia na jego twarzy dwie, długie rany po pazurach. -Jasna cholera!- zawył chłopak, ścierając wierzchem dłoni krew z policzka. Podparł się mieczem, aby utrzymać równowagę. Feniks zaczął miotać w niego ognistymi pociskami. Daniel z kocią zwinnością uniknął prawie wszystkich. Ostatni spalił kawałek jego płaszcza. Chłopak wbiegł za komin, osłaniający Martę i jego towarzysza. -Jak się czujesz?- zapytał mężczyznę. -Dobrze...posłuchaj mnie... -A co temu się stało?- Daniel wskazał na nieprzytomnego Krystiana. -Właśnie o to mi chodzi. To robota Inez. Ona tu jest. Nie pozwól jej zbliżyć się do Feniksa! -Inez? Ale co... Nagle komin rozsadził wybuch. Wszyscy padli na ziemię, odrzuceni podmuchem eksplozji. Obsypały ich szczątki cegieł i kawałki blachy. Nad rumowiskiem uniosły się kłęby dymu. Marta spadła na mężczyznę w garniturze, przygniatając go do ziemi. Wszyscy zaczęli krztusić się pyłem i dymem. -Inez!- zawołał Daniel, podnosząc się z ziemi i ścierając sobie bród z twarzy.-Inez!!!- Marta szybko ześlizgnęła się z mężczyzny. Stracił przytomność. Zauważyła, że jego rana była cała brudna. Jak tak dalej pójdzie, pomyślała, to do rany wda się zakażenie, a całe ramię trzeba będzie amputować. Sama też nie czuła się teraz całkiem dobrze. Upadając obtarła ramię i cała się potłukła. -Ten tutaj...-zawołała do Daniela, który nadal nawoływał Inez.- On zemdlał!- chłopak spojrzał w jej stronę.-Jeśli nie przeczyścimy jego rany będzie miał zakażenie. Trzeba będzie mu odciąć rękę! -Poradzi sobie. Zabierz go stąd. -Czyś ty kompletnie zgłupiał?! Takiej rany nie wystarczy tylko przemyć wodą utlenioną! Tu potrzebne są przeszczepy skóry i...- Nagle spomiędzy kłębów dymu wystrzeliła ognista kula i trafiła w ścianę za nią, wypalając w niej wielką dziurę. Marta krzyknęła i zasłoniła ciało nieprzytomnego mężczyzny przed odłamkami cegieł. W kłębach oparów ujrzała coraz wyraźniejszy cień nadchodzącego Feniksa. Po chwili stanął on przed nią w pełnej krasie, ukazując oczom zebranych dwa ogromne skrzydła pokryte piórami w różnych odcieniach czerwieni i złota. -Zapłacicie mi za wszystko.- zawołał Feniks z wściekłością. Wyciągnął przed siebie obie ręce chcąc wystrzelić z nich śmiertelne pociski. -Nie!- chciała krzyknąć Sara, ale nie usłyszała swojego głosu. Nie była w stanie wydobyć go z gardła. Które, nawiasem mówiąc, zostało jej brutalnie skradzione. -To się jeszcze okaże.- usłyszała słowa, dochodzące zza jej pleców. Nagle przed jej oczami mignęła para metalowych szponów. Nie czuła tego, ale miała wrażenie, że teraz są one przyłożone do jej gardła, gotowe w każdej chwili rozpłatać je na pół. -Rusz się, a poderżnę ci gardło.- -Inez!- zawołał Daniel. Inez? Czyżby to była ta dziewczyna, którą wcześniej spotkała w szkole? Co ona tu robi? I czemu Daniel ją zna? Feniks nie był w stanie ruszyć głową. Wpatrywał się w Daniela i Martę, którzy siedzieli nieruchomo na ziemi, przyglądając się mu, oczekując na dalszy rozwój wydarzeń. Sara widziała, że oboje byli brudni. Marta siedziała zaraz przy nieprzytomnym mężczyźnie w garniturze. -Złożę ci propozycję nie do odrzucenia: ty zaczniesz współpracować, a ja nie odetnę ci głowy, co ty na to?- zapytała Inez. Jej głos był nadzwyczaj spokojny. Feniks wydawał z siebie pojedyncze, wściekłe warknięcia. Chciał się wyrwać, ale z każdym ruchem czuł, jak ostrze pazurów wbija mu się w gardło. Uspokoił się na chwilę, jakby starając się przemyśleć słowa Inez. Lecz zaraz wybuchnął śmiechem tak złowieszczym, że Marcie wszystkie włosy stanęły dęba ze strachu. -Głupi ludzie.- zaśmiał się Feniks, a że mógł się odwrócić i popatrzeć na swojego oprawcę, wlepił szydercze spojrzenie w Daniela, który odwzajemnił je w równie przerażający sposób. -Myślicie, że uda wam się ujarzmić MNIE? Złotego Feniksa? Pana Niebios, którego żywiołem jest ogień?! Głupcy!- zagrzmiał. –Nigdy mnie nie oswoicie.- dodał na koniec. Nagle z całego ciała Sary wydobyła się kula czerwonego światła, która po chwili przybrała postać ptaka. Feniks ukazał się im w swojej prawdziwej postaci. Rozpostarł barwne skrzydła i wydał z siebie ptasi skrzek. Zaczął zataczać koła na niebie. Sara upadła na kolana. Jak za dotknięciem magicznej różdżki odzyskała kontrolę nad własnym ciałem. Jej twarz i dłonie powróciły do swojej pierwotnej postaci. Włosy z powrotem zmieniły kolor na brązowy. Z chwilą, kiedy Feniks wyszedł z jej ciała, znów stała się sobą. Ale tym razem jej przemiana nie zaowocowała niczym poważniejszym od kilku zawrotów głowy. Z niedowierzaniem przypatrzyła się swoim dłoniom. Już nie miała długich paznokci. Czerwone pasy na jej policzkach także znikły. Tęczówki jej oczu znów były piwne. Poruszyła parę razy palcami żeby przyzwyczaić się do tego uczucia, że ma się kontrolę nad własnymi ruchami. Spojrzała na Martę, a potem przeniosła wzrok na Daniela. Oboje nie patrzyli się na nią, tylko na Feniksa, który wciąż kluczył nad ich głowami. -Ucieknie!- zawołała Marta. -Nie ucieknie...- powiedział stanowczo Daniel. Chwycił swój miecz obiema rękami i wstał. Przez chwilę wpatrywał się w Feniksa, a potem skoczył do góry. Sara była pewna, że uniósł się na wysokość co najmniej trzech metrów. Zupełnie jakby...leciał w powietrzu. Nigdy nie dowiedziała się, czy poleciałby jeszcze wyżej, bo nagle Feniks wrzasnął i zaczął pikować w dół. Daniel wylądował na ziemi i wyciągnął miecz przez siebie. Ptak zbliżał się w ich stronę z zastraszającą szybkością. I już wydawało się, że ma zamiar zaatakować Daniela, kiedy nagle minął go i skręcił w stronę Marty. Dziewczyna krzyknęła i podniosła się z ziemi. Widziała jak ptak leci w jej stronę z prędkości pocisku odrzutowego. -Uwaga!- zawołała Sara. Marta zaczęła biec wzdłuż dachu. Ale była zbyt wolna. Było pewne, że ptak ją dogoni. Sarze wydawało się, że Feniks przebije Martę na wylot. I bez wątpienia tak by się stało, gdyby dwa metry przed ściganą zdobyczą ptak nie zmienił się w kulę czerwonego światła, która po prostu wpadła w ciało dziewczyny. Pęd kuli wyrzucił Martę do przodu. Już się nie poruszała, kiedy z hukiem upadła na ziemię. -Wszedł w nią!- krzyknął Daniel, zrywając się z ziemi. -Marta!- zawołała Sara, biegnąc za nim. Lecz zanim zdążyli dosięgnąć Marty, ta podniosła się na kolana i spojrzała w nich złotymi oczami Feniksa. Sara z przerażeniem obserwowała, jak włosy i paznokcie jej kuzynki rosną i zmieniają kolor na czerwony. Na twarzy dziewczyny pojawiły się krwiste pasy. Feniks przejął kontrolę nad jej ciałem. Nagle bluzkę na jej plecach rozerwała para ogromnych skrzydeł. Ptak machnął nimi, tworząc silne podmuchy wiatru. -Głupcy!- krzyknął z odrazą. -On ucieka! Ucieka!- zawołała Sara, rzucając się w jego kierunku. Feniks rozpostarł swoje barwne skrzydła i zaczął wzbijać się w powietrze. Dziewczyna dobiegła do niego i bez zastanowienia zawisła na jego ramieniu. Nie mogła pozwolić, aby ten odleciał. Przecież w środku była Marta! -Puszczaj!- wrzasnął Feniks. Machnął swoimi szponami, zostawiając na plecach Sary kilka głębokich ran. Dziewczyna krzyknęła z bólu i puściła ramię Feniksa. Ten bez chwili zwłoki wzbił się w powietrze. Zanim jednak odleciał, wystrzelił ognistą kulę w stronę Daniela, który skoczył w jego kierunku. Chłopak uchylił się przed pociskiem i wylądował na ziemi. Spojrzał w kierunku Feniksa. Ale ten był już wysoko w górze. Z daleka dało się tylko zobaczyć parę czerwono-złotych skrzydeł, które rytmicznie tnąc powietrze, uniosły ptaka daleko w chmury. -Psia krew!- wrzasnął wściekle Daniel. Z impetem wbił miecz w ziemię. –Uciekł! No jasna cholera! Prawie go mieliśmy!- -Uspokój się.- syknęła Inez, kładąc mu rękę na ramieniu. Sara klęczała na ziemi, płacząc z bólu. Rany zadane jej przez Feniksa paliły ją i doprowadzały na skraj szaleństwa. Z trudem uniosła dłoń i drżąc na całym ciele dotknęła swoich pleców. Kiedy spojrzała na swoje palce ujrzała na nich krew i zgniłozieloną pianę, która parzyła jej skórę. -Trucizna.- wykrztusiła. Spojrzała w kierunku Daniela i Inez. –Pomóżcie mi.- jęknęła. Chciała wstać, ale każdy ruch zalewał ją falą bólu. Wydawało się jej, że umrze. Tak bardzo wszystko ją bolało... Daniel i Inez wpatrywali się w nią bezbarwnym wzrokiem. Nie rzucili się aby jej pomóc, ale także nie odeszli. W spokoju obserwowali jak płacze z bólu, prosi ich o pomoc, stara się wstać. A potem pada nieprzytomna na ziemię.
Dotychczas Sara była okazem zdrowia. Chorowała rzadko, nie kaszlała, ani nie cierpiała na jakąkolwiek alergię. Z lekcji wychowania fizycznego zwalniała się tylko w wyjątkowych przypadkach. Dużo się ruszała, a żadne zakwasy się jej nie imały. Prowadziła zdrowy tryb życia. Taka już po prostu była. Dlatego też bardzo zdziwiły ją jej liczne utraty przytomności. Jednak wszystko wyjaśniło się z chwilą gdy pojawił się Feniks. Myślała, że od tej chwili już zawsze będzie zachowywać przytomność umysłu. Widocznie nie było jej to pisane, bo znowu zemdlała. Ale tym razem z zupełnie innego powodu. Nigdy nie wiedziała jak to jest zemdleć z bólu. Teraz przekonała się o tym na własnej skórze. Było to jedno z najokropniejszych uczuć jakie kiedykolwiek czuła. Ból rozprzestrzeniał się po całym twoim ciele i trwał nasilając się, aż do momentu, kiedy twoja ludzka powłoka nie mogła go znieść. Wtedy zachowywałeś się jak zawieszony komputer. Mdlałeś. Sara nie była pewna co się z nią dzieje. Na początku nie była w stanie odczuwać żadnych bodźców z otoczenia. Czasami wydawało się jej, że coś się wokół niej dzieje, ale nie potrafiła sprecyzować co. Była zbyt słaba żeby się obudzić. Po pewnym czasie zaczęła zauważać nikłe ruchy wokół niej. Powoli słyszała różne głosy, ale nie umiała zrozumieć słów. Z biegiem czasu dotarło do niej, że jest jej ciepło i wygodnie. Nie pytała co się z nią stało, bo jej umysł był dość długo przytomny i zdążyła sobie to przypomnieć. Ale gdzie była? Na to pytanie chciałaby otrzymać odpowiedź. Straciła poczucie czasu. Nie miała pojęcia jak długo przebywała w tym miejscu. Wciąż była słaba i wszystko ją bolało, tyle, że mniej. W pewnym momencie poczuła, że może ruszyć palcem. A więc poruszyła. Zaczęła od najmniejszego, a skończyła na kciuku. Przeszła do nóg. Kiedy także i te kończyny wprawiła w ruch pomyślała, że rozważnie byłoby w końcu otworzyć oczy. Miała świadomość, że teraz już może to zrobić. A więc uniosła powieki. Widok, który ujrzała ukazał się jej tak nagle i był tak niezwykły, że krzyknęła ze strachu. Bo oto jej oczom ukazała się twarz kobiety. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie była ona pokryta siatką zmarszczek i toną różu. A małe oczka podkreślone mocno czarną kredką i wytatuowane grube brwi dopełniły dzieła. -AAAAA!- wrzasnęła Sara. Usiadła gwałtownie. Kobieta odsunęła się od niej ze stoickim spokojem. -No proszę.- powiedziała. –Zdrowa jak ryba. Dziewczyna przycisnęła ręce do bijącego serca. Była pewna, że zaraz jej wyskoczy z piersi. Potrząsnęła parę razy głową, aby pozbyć się ostatnich oznak senności. Zamrugała szybko oczami. Odetchnęła głęboko. Kobieta wyszła z pokoju, zostawiając ją samą. Sara musiała odczekać parę chwil aby się uspokoić. Dopiero wtedy zaczęła się rozglądać…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Imperfspirit
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…