W przestrzeni... Daniel.
nic dodać nic ująć
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W przestrzeni... Daniel. W barze „U Adama” jesienne wieczory nie różnią się w zasadzie niczym od siebie. Ci sami bywalcy, ta sama senna, spokojna atmosfera. Piwo, słone paluszki i papierosowy dym... Wiele takich barów, wielu takich jak tu gości. Siedząc przy stoliku schowanym dyskretnie w najciemniejszy kąt sali obserwowałem gromadkę mężczyzn okupujących największy w barze stół. Byli to pracownicy tutejszej fabryki meblarskiej – największego zakładu w naszym miasteczku. Zaglądali do baru dość regularnie, odpoczywając po trudach dnia pracy i uciekając od codzienności domowego zacisza. Rozmowa toczyła się niemrawo. Wybuchy śmiechu były rzadkie i brzmiały trochę nienaturalnie. Ot, kilku facetów z małego miasteczka, którzy już wyleczyli się z młodzieńczych marzeń, zarabiających w pocie czoła na szarą egzystencję. Najciekawszymi wydarzeniami w ich obecnym życiu były mecze miejscowej drużyny piłkarskiej, biorącej udział w rozgrywkach okręgowych. Był wśród nich również Daniel Wilczyński. Daniel na pierwszy rzut oka niczym szczególnym nie wyróżniał się pośród swoich kompanów. Jednak po kilku wieczorach spędzonych w barze stwierdziłem, że jest w nim coś, co w subtelny sposób odróżnia go od pozostałych. Mówił za zwyczaj niewiele, lecz gdy już przemawiał, był słuchany z niezwykłą uwagą. Nie upijał się. Zachowywał się spokojnie, emanował pewnością siebie i jakimś ledwie uchwytnym rodzajem dumy. Zdarzały się i wieczory, gdy dochodziło między bardziej podpitymi uczestnikami „barowych wieczorków” do przepychanek. Daniel nigdy nie brał w nich udziału... Raz tylko zaangażował się w rozdzielanie mocno już zaawansowanej awantur. Wystarczyło kilka ostro wyrzuconych słów, by uspokoić gorące głowy szykujących się do bójki mężczyzn. Trudno dokładnie określić jego wiek. Mógł mieć lat 30, ale równie dobrze 45. Ciemne włosy, szczupła, pociągła twarz, średni wzrost, szczupły. Nie wyglądał na człowieka, który samym wyglądam wzbudzałby respekt. Musiało być coś więcej. Innego wieczoru dostrzegłem coś, co dotychczas umykało moje uwadze. Chodziło o lewą dłoń Daniela. Brakowało przy niej małego i serdecznego palca, zaś palec środkowy ucięty był mniej więcej w połowie. Zacząłem dyskretnie rozpytywać o Daniela i jego palce. Okazało się, że pytane przeze mnie osoby bardzo chętnie opowiadały mi o nim i o tym, co wydarzyło się pewnej jesieni kilka lat temu. Opowiadano mi tą historię wielokrotnie i w zależności od opowiadającego różniły się one czasami od siebie dość znacznie. Jednak po jakimś czasie udało mi się zebrać dość informacji, by poskładać wszystko w najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Rzecz działa się kilka lat wcześniej. Była jesień, tak jak teraz. Drzewa bezwstydnie zrzucały z siebie liście, obnażając swe nagie kształty. Miasteczko pogrążyło się w mglistym oczekiwaniu na zimę. Zima zwykle oczekiwana była tutaj z utęsknieniem, gdyż jedynie w śnieżnym przybraniu miasteczko można było uznać za w miarę ładne... Pewnego ranka małomiasteczkową społeczność wstrząsnęła wiadomość o śmierci pewnego staruszka, mieszkającego już od wielu lat samotnie w rozpadającej się chatce za miastem. Staruszek od dawna nie utrzymywał żadnych kontaktów towarzyskich. Nikogo nie odwiedzał, a do jego chatki nikt nie miał odwagi się zbliżyć, ze względu na parę ogromnych owczarków niemieckich wychowanych przez staruszka w nienawiści do wszystkiego co żywe. Nauka nie poszła w las... Psy zagryzły swego właściciela. W zasadzie nie wyjaśniono jak doszło do tego, że staruszek znalazł się w klatce, w której trzymał psy. Byli tacy, którzy twierdzili, że w ten osobliwy sposób staruszek postanowił zakończyć swój samotny żywot. Tak czy inaczej staruszek nie żył, a psy uciekły. Rozwieszono komunikaty o konieczności zachowania ostrożności, w związku z obecności w okolicy dwójki dzikich psów i... I nic przez kilka dni się nie działo.
Pierwszoklasistka Marta Brnowicka nie wróciła po szkole do domu. Po dwóch godzinach rodzice udali się na policję. Rozpoczęto…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Antycz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…