Wróć do katalogu

Wampir, part 1

Przygoda wampira na starówce

Lenorelai, opublikowano , 5 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Picie krwi zwierząt jest przejebane. Wiem, taka krew to zawsze lepsze niż nic, ale wyciąganie sierściowych kuleczek spomiędzy zębów naprawdę nie jest zabawne. Mówię z doświadczenia. Życie jest trudne. Śmierć...śmierć no cóż, też nie należy do najłatwiejszych. Ale życie po śmierci, no ała! Skąd ja to wiem? No cóż, żyję drugim życiem już przeszło 200 lat i co powiem- nie jest łatwo. Wszyscy myślą: faajnie! Jesteś nieśmiertelny, możesz robić co chcesz. Tylko kto powiedział, że masz to wszystko łatwo? Jak to mawiają: biednemu wampirowi zawsze krew w kły wieje. Jak utrudniają? No na przykład: 50 lat temu. Noc. Wychodzę na łowy. Postanowiłem pochodzić sobie po starówce. Ładne zabytki. Aż głowa boli na cholerę to budowali. Nie wspominając na cholerę to remontowali. I tak jakiś kurdupel zdążył coś tam namazać- bez ładu i składu, pewnie dlatego miał takie krótkie nóżki. W każdym razie, idę tą starówką i szukam ofiary. Coś krwistego, niekoniecznie z wielgachnymi, starymi żyłami. Taka tzw. młoda krew jest najlepsza. No i widzę chodzi coś takiego odpowiadającego moim standardom. Tylko, że aż strach się bać! Chodzi to, to takie półnagie, dziwne, rozhukane. No żesz kurwa! Nie wiadomo co to ma tam w tej krwi. Ale no podążam swoją drogą swoimi myślami. I zobaczyłem! Bardzo ładny ofiar, tak na oko, ponad 20. Wydaje się w porządku, więc zaczynam się czaić. On szedł drogą w dół, szybkim krokiem. Ja wyżej, arkadami szedłem za nim jak cień. Cicho, bezszelestnie. Nie zauważył mnie, za to ja go widziałem doskonale. Moje pragnienie już dawało o sobie znać. Stawałem się coraz bardziej głodny. Należało już przystąpić do akcji. Pojawiły się schody, dzięki którym mogłem zejść na dół, do niego. Byłem pewien zwycięstwa. Nawet by nie zauważył jakbym stanął za nim i wbił mu się w szyję. Ale na pewno by poczuł. No i wtedy! Stawiałem już stopy na kamiennych schodkach i pooooooszło! Potknąłem się i runąłem na sam dół, szybciej niż mogłem to sobie wyobrazić. Padłem centralnie na twarz. Chłopak słysząc za sobą hałas przystanął i odwrócił się. Stał tak i patrzył się na mnie. Właśnie się podnosiłem. Jak mnie twarz bolała! Krew ściekała mi po palcach, bo nie tylko…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych