Wróć do katalogu

Wędrówka

Obudziłem się dzisiaj z myślą, że muszę to napisać i tak też zrobiłem. Jest to dopiero początek jednak chcę poznać zdanie innych, zwłaszcza, że ten serwis wydaje mi się profesjonalny.

haszmeister, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*****

- Wstawaj chłopie! Rusz się! - Mordreg szarpnął mnie za ramiona wyrywając z głębokiego snu. W ostatnim czasie nie udało mi się porządnie wyspać wiec byłem wkurzony. - Czego chcesz stary cepie?! Prosiłem tylko o jedną noc do cholery. - To idź i poproś jeźdźców. Zwiadowcy przegrupowują się na granicy lasu. Musimy się zbierać zanim nas znajdą. - Starszy mężczyzna spoglądał raz po raz nerwowo w stronę drzew. - Poradzimy sobie z kilkoma zwiadowcami, jest nas trzech - machnąłem ręka i wstałem. - Nie możemy zabić żadnego. Jeśli odkryją ze ruszyliśmy w tę stronę to na granicy mamy przesrane. - Mordreg zmarszczył czoło, przez co jego poryta bliznami twarz wyglądała przerażająco. Był starym najemnikiem, który posturą przypominał byka z tym, że on miał jeden róg w postaci wielkiego miecza. - Dobra już dobra. Daj mi tylko się ubrać i możemy ruszać. Gdzie jest Vincent? - rozejrzałem się po polanie w poszukiwaniu trzeciego z naszej kompanii. Vincent był niewiele starszy niż ja. Był przy tym niższy i niezwykle zwinny. Perfekcyjny zwiadowca, który do tego znał się na swojej robocie. - Poszedł przodem sprawdzić czy dalsza droga jest bezpieczna. Pospiesznie założyłem swoją kolczą zbroję, którą zdobyłem wcześniej w walce. Za pas wsunąłem swój krótki miecz i toporek, były to moje dwie partnerki z którymi ruszałem do śmiertelnego tańca. Czułem się dalej zmęczony, mimo że tej nocy udało mi się przespać znacznie dłużej niż zwykle. Zrezygnowany zwinąłem swoje prowizoryczne posłanie i załadowałem je na plecak. - Musimy zdobyć konie. Bez koni dotrzemy do granicy za tydzień o ile wcześniej nas nie złapią. Mogliby nam trochę odpuścić. Już czwarty dzień nas szukają. - Powiedziałem znużony zarzucając plecak przez ramię i dając znać ze jestem gotowy do dalszej wędrówki. - Mogłeś nie zabijać jednego z królewskich rycerzy. Królewscy będą nas ścigać aż do granicy, a rodzina tego chłopaka coś go pochlastał, aż do usranej śmierci, naszej lub ich. - Gówno mogłem zrobić i dobrze o tym wiesz! Rzucił się na mnie bękart, miałem dać się zabić? Mordreg tylko się zaśmiał, obaj wiedzieliśmy ze nie było w tej sytuacji wyjścia, jednak teraz musimy uciekać bo prawo jest prawem i nigdy równo nie traktowało ludzi. Zawsze Ci co je zatwierdzają mogą bez przeszkód i z usmiechem na pysku łamać każdy z przepisów pod którymi się wcześniej podpisali. Światem rządzą hipokryci, którzy zmienili ludzi w otepiałe marionetki skłucone ze sobą nawzajem do tego stopnia, że nie potrafią już zjednoczyć się przed prawdziwym wrogiem plującym na nich z goóry. - Czysto. Możemy ruszać. - Z lasu po przeciwnej stronie polany wybiegł Vincent z uśmiechem na twarzy. - Las zaraz się kończy a za nim mamy mała wioskę i gospodę. - Ha! Może znajdziemy tam konie i dotrzemy do granicy w dwa dni. - Ucieszyłem się. - Chyba jeśli będziemy je zmieniać codziennie. Ale fakt konie by skróciły naszą podróż. Każdy z nas chyba chce jak najszybciej się wydostać z tego kraju. - Stary wojownik uśmiechnął się przerażająco i ruszył przed siebie. Wszyscy założyliśmy płaszcze by ale tylko Mordred zarzucił kaptur. Jego twarz była bardzo charakterystyczna, a wieści o tym ze jesteśmy zbiegami mogły już dawno obiec kraj. Ruszyliśmy powoli w stronę zajazdu na skraju wioski. Vincent twierdził że widział tam konie wiec warto było sprawdzić czy można je kupić. Nie byliśmy majętni jednak na trzy osiodłane konie powinno wystarczyć. - Jeśli konie nie będą na sprzedaż zawsze można je ukraść - zaśmiał się Vincent. - Złodziejami nie jesteśmy. - Warknął starzec łypiąc spod kaptura na młodszego towarzysza. - Racja, poza tym zwrócilibyśmy na siebie zbyt dużą uwagę. Trzech zbiegów i nagle niedaleko granicy giną trzy konie. Musimy to załatwić delikatnie. - powiedziałem spoglądając przed siebie na wąska ścieżkę miedzy drzewami. - Odezwał się ten co to załatwia sprawy delikatnie. - prychnął Vincent. - Nie chciałem go zabijać! - warknąłem. - Gdyby ten idiota się na mnie nie rzucił do niczego by nie doszło. - Cisza! Co było to było. Nie ma sensu gdybać jak by się to skończyło inaczej. Z przeszłości trzeba się uczyć, a nie ja zmieniać. Teraz mamy inne zmartwienia. Musimy wydostać się z kraju. - Mordreg spojrzał na nas marszcząc brwi. Szliśmy dalej w ciszy bacząc na drogę w ciemności. Zostało jeszcze kilka godzin do świtu. Wszyscy doskonale wiedzieliśmy ze zwiadowcy rusza w las na piechotę i dopiero jak zacznie świtać. Zanim go przeczeszą minie pół dnia, a Mordreg postaral się by zatrzeć za nami ślady. Do gospody musieliśmy udać się oddzielnie. Wpierw miałem wejsc ja i Vincent by zająć jeden ze stolików, a dopiero po godzinie miał do nas dołączyć stary wojownik. Nie chcieliśmy ryzykować plotki o trzech nieznajomych, którzy naraz wpadli do gospody. Trzech to już grupa. Zajazd był niewielki, posiadał tylko jedno piętro i dobudowaną drewnianą stajnie. Gdy weszliśmy do środka mimo wczesnej pory główna izba była pełna pijanych chłopów i podróżnych. Śmierdziało w niej wymiocinami, rozlanym alkoholem i dymem fajkowym. Ruszyliśmy powoli w stronę wolnego stolika blisko okna na las, widząc to służka ruszyła w naszą stronę ślamazarnym krokiem. Jej zmęczone, podkrążone oczy bacznie obserwowały całą salę. Niemal równocześnie gdy usiedliśmy usłyszeliśmy pytanie: - Podać co? - po ochrypniętym glosie dziewki było wyraźnie słychać znużenie. - Gorzałkę i chleba ze smalcem. - odpowiedziałem nie musząc silić się na udawanie zmęczonego, gdyż po nagłej pobudce właśnie tak było. Kobiecina o bujnym biuście, który musiał być jej znakiem firmowym, ruszyła powolnie w stronę kontuaru. Vincent spoglądał co jakiś czas ukradkiem w stronę okna, ja natomiast zacząłem się rozglądać po gościach przybytku. Moją uwagę przykuła gorączkowa pijacka dysputa między kolorowo ubranym człowiekiem a kilkoma chłopami. - Gówno wam się należy, zobacz…czcie ile macie! Ziemie swoje dostaliście! Hic! Konie, domy… To mnie się należy! Ja krawiec niedostaje ziem…mmi! Nic nie dostaem! Wszystko sam musiaem… - My jeść ino za co nie mamy! Nam dziki pola ryją a wilcy kury zagryzają! I zabić królewscy tego ścierwa nie dajo bo to lasy krajowe to i zwierz.. Tfu.. Króla. - Dokładnie krwa twa! Wy tam w mieście to ciepło i

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych