Wehikuł Czasu
Pisałam to opowiadanie kilka lat temu. Ma ono kilka części. I wszystkie są w postaci listu. Tych, którym będzie się chciało czytać i wytrwają do końca prosiłabym o wymienienie błędów popełnionych przeze mnie w "Wehikule..."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kochany Kajtku! Bardzo dziękuję ci za Twój ostatni list. Jak wiesz, od dawna pracuję nad konstruowaniem skomplikowanego mechanizmu, jakim jest Wehikuł Czasu. Teraz koniec z moją pracą nad tą maszyną! Nie bój się, możesz być pewien, że nie zrezygnowałam z budowy wehikułu. Udało się! W końcu mój Wehikuł Czasu działa! W piątek skończyłam pracę nad wynalazkiem i postanowiłam wypróbować go od razu. Poczułam lekki dreszczyk emocji. Włączyłam wehikuł i skierowałam swe kroki do ramy drzwi wykonanej z drewna drzewa kołysankowego, które można spotkać tylko w Kresoborze u wybrzeży Kresu (gdzie dostałam się za pomocą Odrzwi Fantazji). Pomyślałam o średniowieczu i zamknęłam oczy. Kiedy przeszłam przez kołysankową ramę, poczułam, jak zapadam w lekki trans. Nie mogłam się poruszyć. Coś pociągnęło mnie do przodu. Po chwili uczucie odrętwienia minęło. Otworzyłam oczy i ujrzałam wielki rynek jakiegoś miasta skąpany w świetle wschodzącego słońca. Spojrzałam na siebie. Byłam wyraźnie wyższa i starsza (miałam około 17 lat). Ubrana byłam w dziwny strój, bardzo różniący się od ubrań ludzi, którzy obok mnie przechodzili. Miałam czarno-czerwony strój z wąskimi spodniami i koszulą, na wierzchu płaszcz z jakimś herbem na plecach, do tego skórzane czarne buty z wysoką cholewką. Po chwili ruszyłam w stronę zamku, który zobaczyłam zaraz po znalezieniu się tutaj. W połowie rynku zaczepiła mnie jakaś starsza kobieta i zapytała: -To pani jeszcze nie jest na dziedzińcu zamku?! -Ale dlaczego powinnam tam być? - Odpowiedziałam starając się ukryć zdziwienie. -Przecież zaraz rozpoczyna się wyprawa! Lepiej niech pani czym prędzej tam biegnie! - Rzekła z powagą kobieta. -Ach tak! Całkiem zapomniałam! Dziękuję pani bardzo! - rzuciłam przez ramię i popędziłam rynkiem w stronę zamku, w którego oknach odbijały się złotopomarańczowe blaski wschodzącego słońca. Kiedy biegłam, przeszło mi przez myśl, że przeniosłam się nie tylko w czasie, ale też i w miejscu. Kiedy tam dotarłam, przed bramą stała grupa ludzi ubrana w takie same stroje jak mój. Jedyną różnicą było to, że ja miałam srebrną opaskę na ramieniu. Każdy miał przy sobie konia. Przerażona pomyślałam, że niestety będę musiała zrezygnować z przeżycia wspaniałych przygód, gdyż nie mogę wyruszyć na wyprawę pieszo! Wtedy podszedł do mnie jasnowłosy chłopak i rzekł: -Jenna! Dobrze, że pani już jest. Myślałem już, że trzeba będzie przenieść wyprawę na inny termin, gdyż zastępczyni naszego wodza nie przybyła! Pani koń jest tam, pilnuje go Nicko - tu wskazał na wysokiego czarnowłosego mężczyznę, którego otaczało kilka koni. -Dziękuję ci... Chwila, jak ci na imię? - zapytałam, gdyż stwierdziłam, że dobrze by było znać imiona członków swojej grupy. -Timothy, proszę pani. Ruszyłam w stronę koni. Po chwili zawołałam: -Timothy, zaczekaj! - podbiegłam w jego stronę. On zatrzymał się i odwrócił. -Słucham? -Proszę, mów mi po imieniu, dobrze? Czuję się niezręcznie, kiedy wszyscy mówią do mnie "pani"... -Oczywiście, Jenno - odpowiedział i uśmiechnął się do mnie. -Dziękuję - rzekłam i odwzajemniłam uśmiech. Podeszłam do Nicka pilnującego koni. -Dziękuję, Nicko. Wezmę już konia, dobrze? Mężczyzna podał mi lejce potężnego, czarnego rumaka o jaskrawozielonych oczach. -Jeśli chciałaby pani wziąć swoje rzeczy i broń teraz, to ma je Mag. Czeka przy wejściu na wieżę biblioteki. - wskazał na rudowłosą dziewczynę, starszą ode mnie i wyższą. Machała mi ręką. -Jeszcze raz dziękuję nad opiekę nad koniem. -Och, drobiazg. Grom to wspaniały wierzchowiec. Opieka nad nim to sama przyjemność. Nicka również poprosiłam o to, żeby zwracał się do mnie po imieniu, po czym ruszyłam do Mag. -Witaj, Jenno! - zawołała, gdy do niej podeszłam. "Nareszcie osoba, która zwraca się do mnie po imieniu." - pomyślałam. Zauważyłam, że Mag ma taką samą opaskę na ramieniu jak ja, tyle że brązową. -Witaj, Mag! - odpowiedziałam i chciałam jeszcze o coś zapytać, ale przerwał mi donośny głos rogu. Mag dała mi kufer i broń i pociągnęła za rękę w stronę złotej bramy, na której widniał złoty herb z błękitnym smokiem. Po drugiej stronie bramy zebrali się już wszyscy. Z zamku wyszedł siwy mężczyzna z długą brodą. Miał na ramieniu złotą opaskę. -Witajcie! Każdy z was wie, że wyruszamy na wyprawę. Tym razem naszym zadaniem jest odnalezienie gniazda potężnych rogogonów, które terroryzują mieszkańców Doliny Maeveen. Mamy na to równo miesiąc. A więc zbierzmy swoje rzeczy i ruszajmy! Wzięłam swoje rzeczy i wsiadłam na konia. Wiedziałam, że tak naprawdę nie potrafię zbyt dobrze jeździć konno, więc trochę się bałam. Jednak tę umiejętność posiadłam zaraz po tym, kiedy stałam się Jenną w średniowieczu. A dlaczego? Po prostu - Jenna umiała to doskonale. Dowiedziałam się od Mag, która nie przestawała paplać, że mężczyzna ze złotą opaską na ramieniu, to nasz przywódca, wielki mag i rycerz Septimus. Ja ze srebrną opaską jestem jego zastępczynią. Mag (z brązową opaską) - moją. Najgorszą ze wszystkich wiadomości była ta, że na dojechanie do Doliny Maeveen potrzeba około 2 tygodni. W tym czasie nie będę mogła być w domu w moim świecie. Poza tym trochę bałam się olbrzymich rogogonów. Nie umiałam walczyć ze smokami... Nie wiedziałam, czy podołam temu zadaniu. Mijały dni, których Ci, kochany nie opiszę, gdyż większość była bardzo monotonna - ciągle drodze. W czasie podróży zdążyłam poznać wszystkich członków grupy wojowników Zamku Błękitnego Smoka. W drodze towarzystwa dotrzymywali mi Mag i Tim. Któregoś dnia, gdy obudziliśmy się po noclegu w jaskini, przyszła Kiona, śliczna zielonooka dziewczyna i poinformowała mnie, że Septimus wzywa mnie i Mag do siebie. Zawołałam Mag i ruszyliśmy z Timothy'm, który nam towarzyszył w stronę namiotu Septimusa. Ja z moją towarzyszką weszłam do namiotu, a Tim czekał na nas na zewnątrz. Przywódca nas przywitał: -Witajcie, Jenno i Mag. Wezwałem was, gdyż podczas wczorajszej nocnej przechadzki ujrzałem gniazdo rogogonów. Okazało się, są aż trzy! Jesteśmy już bardzo blisko. Musimy ustalić plan ataku. Dopiero wtedy zobaczyłam naszego wodza z bliska. Mimo swojego wieku był bardzo przystojny. Jego długie, siwe włosy opadały na szerokie ramiona. Brodę również miał bardzo długą, lecz była ona wręcz biała. Twarz miał pokrytą licznymi bliznami, jednak nie szpeciło go to. Wręcz przeciwnie - dodawało mu to uroku. Jego oblicze rozjaśniały duże niebieskie oczy, w których wcale nie było widać starości. W jego spojrzeniu można było dostrzec również figlarny błysk. Wyglądało to, jakby na twarzy starego człowieka tylko oczy pozostały wiecznie młode. Septimus był bardzo wysoki i wysportowany. Zawsze chodził wyprostowany. Ubrany był takie same ubrania, jak nasze, tyle że jego strój był czerwono-czarny (my mieliśmy czarno-czerwone). W ciągu około godziny
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LadyVoldemort
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…