Whiskey in the jar
wszystkiego po trochę. tak, żeby piekło.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stał przed lustrem patrząc w oczy człowieka, którego nie znał. Człowieka, który się zmienił, któremu ktoś wydarł duszę i wcisnął nową, przez tą maleńką bliznę tuż przy lewym sutku. Był pewien, że nie patrzy na siebie, czuł to już od dawna, coraz wyraźniej, i to go przerażało. Chłopak przed nim był wariatem, który sprzedał swoje zdrowe zmysły za nową gitarę. Był człowiekiem, który słyszy głosy mówiące do niego z szafy. Tym, który pragnął kąpać się w kawie. Nienawidził go. Tak szczerze go nienawidził. Stał jeszcze chwilę przed lustrem, patrząc jak porasta je mlecznobiała para wodna, jednocześnie odgradza go od tego pomyleńca. Lubił patrzeć jak świat po drugiej stronie lustra znika. Jak mgła pożera to zło. Tak samo jak muzyka w rzeczywistości. Kiedy para pokryła prawie całą powierzchnię lustra, wyciągnął palec i napisał na niej swoje imię:
{b}NICOLAS{/b}
Uśmiechnął się widząc pojedyncze krople wody spływające z dolnych części liter; tak zabawny tworzyły obraz. - Jak krew – wyszeptał zafascynowany. Pieścił wzrokiem dzieło wody, odnajdując w tym absurdalną przyjemność. Nie zastanawiał się nad tym, po prostu patrzył. Nagle, w jednej chwili, wszystko się zmieniło, jak piękny rysunek, który po odwróceniu o 180 stopni staje się zwykłymi bazgrołami. Chłopak znów zobaczył oczy tego pomyleńca. Stalowe, wielkie i nieruchome. Nicolas wciągnął gwałtownie powietrze, niespodziewając się przykrej niespodzianki. Był przecież pewny, że zmazał parę na wysokości jego klatki piersiowej, na tyle nisko, by ten nie mógł znów zaglądać do jego świata.
{i}Przecież to wariat{/i}, pomyślał, {i}pewnie ma oczy wszędzie, wszędzie. Ale to nie znaczy, że musi się mną bawić.{/i}
Targany nagłą złością zacisnął mocno pięść, a następnie rozbił te cholerne lustro. Był to cios szybki i gwałtowny, jednocześnie sprawiający wrażenie od dawna planowanego, tak długo oczekiwanego, jak pierwszego promienia słońca po ciągnącej się w nieskończoność zimie. Nicolas znów się uśmiechnął, zadowolony, że wygrał. Nie przejmował się krwawieniem dłoni, uważał, że to niewielka cena za chwilę spokoju. Z wyrazem triumfu na twarzy, całkiem jakby pokonał wielką i potężną armię, a nie rozbił lustro, odwrócił się i rozebrał, byle jak rzucając ubranie na zimną podłogę. Powoli wszedł do wanny i zanurzył się w gorącej wodzie, a jego usta rozlały się w spokojnym uśmiechu. Chłopak przez chwilę zapomniał o historii z lustrem, poddając się błogiemu otępieniu. Czuł się cudownie. Jego umysł pokryła ciepła warstwa zadowolenia, odgradzając go od męczącej rzeczywistości, która raniła go ostrymi krawędziami. Kiedy się ocknął woda była o wiele chłodniejsza, a on wpatrywał się w swoje stopy znajdujące się na drugim końcu wanny. Wydawały się nie należeć do niego, chociaż przecież dobrze wiedział, że tak nie jest. Jednak nadal czuł jakby mógł tylko je obserwować, nie mając nad nimi kontroli. Błogość i uczucie wolności minęły bezpowrotnie. Zacisnął tylko mocno dłonie, mając nadzieję, że pozwoli mu to choć trochę się odstresować. Nagle z jednej ręki coś mu się wyślizgnęło i z cichym pluskiem wpadło do wody. Coś co najwyraźniej cały czas trzymał. Zajrzał w głąb wanny, marszcząc brwi w niemym zdziwieniu. Zobaczył mydło, jedne z tych, które tak uwielbiała jego matka. Zanurzył dłoń i chwycił je, delikatnie pocierając śliską powierzchnię kciukiem. Nagle rzuciły mu się w oczy dziwne wgłębienia. Nadal trzymając mydło w wodzie zaczął im się przyglądać. Przywodziły mu na myśl ślady zębów. Dopiero wtedy poczuł w ustach okropny smak; jakiś nieokreślony kształt, który błyskawicznie wypełnił całą jego uwagę. Krzywiąc się szybko to wypluł, jakby między jego zębami przechadzał się obrzydliwy robal. Jednak zamiast niego zobaczył topiące się w wodzie kawałki mydła. Nie miał pojęcia kiedy mógł je ugryźć, naprawdę nie wiedział. Długo się nad tym nie zastanawiał. Spod drzwi łazienki rozległo się drapanie, jakby ktoś chciał dać mu do zrozumienia, żeby zwolnił wreszcie łazienkę.
{i}Albo żebym tam wyszedł{/i}, pomyślał i natychmiast przeszedł do dreszcz, jak małe trzęsienie ziemi.
Spojrzał z niepokojem na odłamki szkła, sądząc, że lustro będzie znów na swoim miejscu, całe i nienaruszone, z którego będą spoglądać na niego stalowe oczy. Jednak zobaczył tylko jego kawałki rozrzucone na jasnych kafelkach podłogi. Drapanie zrobiło się znacznie głośniejsze, jakby niecierpliwe. Nicolas wbrew rozsądkowi wyszedł z wanny…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil koukounaries
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…