Wróć do katalogu

Widmowy miecz

Historia lubi się powtarzać,a każdy posiadacz widmowego miecza kończył tak samo.Czasem chęć potęgi i władzy, którą oferuje miecz przejmuje staje się jedynym priorytetem do którego się dąży. Przyjaźń i miłość to karta przetargowa, a czasem rzecz która

michallo, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Garoth patrzył jak grupa zakapturzonych łowców zbliża się do niego powolnymi krokami. Nie odczuwał już strachu. Był gotów. Jeden z nich poszedł bliżej i spojrzał elfowi w oczy z żalem. Bał się. Garoth szczerze mu tego współczuł. Łowca objął go po czym dźgnął mieczem prosto pod żebra. Umierający elf nie czuł bólu, dawno temu nauczył się z nim walczyć. Upadł, patrząc jak krew ucieka z jego przebitego brzucha. Przez chwile wydawało mu się, że jest czarna. Widział w niej swoje odbicie i swe smutne błękitne oczy. Złapał łowcę za rękaw i mimo utraty krwi silnie przyciągnął go do siebie. -Słuchaj...-wyszeptał ostatkami sił

* 10 lat póżniej

Sven siedział na pieńku, czekając aż Eem i Trias przygotują się do podróży. Słońce piekło niemiłosiernie rozrzucając obficie swe promienie. Jak zawsze, co miesiąc wyruszali na polowanie i połów ryb na skraj Pradawnego lasu i w okolice jeziora Tanglebook. Zaopatrywali się w ten sposób w żywność na całą zimę, a gdy łowy był obfite przy okazji pogrubiali swoje sakiewki . Sven kochał polować i dobrze posługiwał się łukiem, choć może nie reprezentował poziomu tak wysokiego jak niegdyś jego ojciec . W końcu jak opowiadała mu jego matka płynęła w nim krew elfów, chociaż nigdy nie poznał ojca. Odziedziczył po nim długowieczność, zdolności myśliwskie i spiczaste uszy, choć te lekko go irytowały. Był mężczyzną w średnim wieku z gęstą, krótką brodą i jasnymi, sięgającymi do ramion włosami. W Tanglebook mieszkał od urodzenia, a po śmierci matki odziedziczył gospodarstwo i ożenił się z Anną, z którą dochował się dwóch synów Triasa i Eema. Właśnie szli w jego stronę objuczeni różnymi bagażami. Sven wstał i pomógł im z przełożeniem sprzętu na wóz. Po chwili wszyscy znaleźli się na pojeździe. Elf uśmiechnął się do Anny i pomachał jej na pożegnanie. Nie wiedział, że widzą się ostani raz. Podniósł lejce i usadowił się wygodnie w sianie. Ruszyli, choć nie jechali zbyt długo. Koń szedł bardzo niechętnie i powolnie. Po bliższej obserwacji okazało się że ma zranioną nogę na tyle głęboko by uniemożliwić im dalszą jazdę. -Cholera- zaklął Sven Nie mając innego wyboru zabrali najważniejsze rzeczy i dalej ruszyli pieszo. Trias i Eem, choć się do tego nie przyznawali, nie lubili jeździć wozem. Chód, mimo iż męczący nie powodował odcisków od siedzenia na niewygodnych deskach i był dużo ciekawszy ze względu na otaczające ich widoki. Sven kochał swoich synów i wiedział choć z lekkim przerażeniem, że jest w stanie oddać za nich życie. Wędrowali pół dnia przez rozległe łąki poprzecinane zygzakami górskich rzeczek spływających z wysokich wzgórz Tanglebook. Gdy zapadał zmrok doszli do Błękitnego Smoka, drzewa, które według wiejskich opowieści zostało zasadzone tam wiele lat temu przez pradawne elfy. Tej pory roku (a była to wiosna) wydawało wyjątkowy piękny i delikatny zapach kojarzący się z bzem i wanilią. Zatrzymali się na odpoczynek choć spokojnie mogli by iść dalej jednak Sven szczególnie upodobał sobie to miejsce. Chłopcy rozbiegli się gdzieś, grając w swoje gry, których elf nie rozumiał mimo wielkiej elfickiej wiedzy a on sam przyrządzał posiłek złożony z zapieczonych owoców smoczego ziela. Dostrzegł wśród chłopców nagłe ożywienie. Podeszli do niego trzymając w ręku dziwny przedmiot wyglądający jak... -Kadzielnica- pomyślał Sven. -Tato spójrz tylko, co znaleźliśmy-odezwał się podniecony Eem.. Elf zlustrował dokładnie znaleziony obiekt. Wyglądał na bardzo stary a jego ścianki pokryte były runami. Nie potrafił ich odczytać, ale podejrzewał, że zostały zapisane przez pradawne elfy. - Kadzielnica. Nie jestem pewien, ale bardzo możliwe, iż pochodzi od naszych spiczastouchych przyjaciół- chłopcy spojrzeli na niego zafascynowani- Spójrzcie tylko na te runy, nie wszystkie jestem w stanie rozpoznać, ale z pewnością są to runy elfów. Synowie spojrzeli na ojca zafascynowani znaleziskiem. Sven spojrzał w niebo. Zaczyna się ściemniać. -Cóż myślę chłopcy, że zostaniemy tu na noc...

* Sven siedział wygodnie na fotelu szydełkując i podśpiewując raźną melodię.. Był spokojny i szczęśliwy. Ale nagle poczuł się dziwnie przytłoczy. Radość gdzieś odeszła. W domu zapanowała niespodziewana ciemność. Elf rozejrzał się dookoła badając co się mogło stać. Dom stanął w płomieniach jednak ogień nie dawał żadnego światła. Ból przeszył całe jego/jej ciało wykręcając jego/jej ciało w bolesnych konwulsjach. Zakapturzona istota zbliżyła się do niego/niej i uśmiechnęła się misternie. W rękach trzymała olbrzymi miecz. Wykonała zamach....i przeszyła jego ciało zalewając podłogę fontanną krwi. Oto i ból.

* Sven obudził się w środku nocy z krzykiem na ustach. Wstał i spojrzał w kierunku Tanglebook. To, co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach i sparaliżowało całe ciało. Wioska stała w płomieniach a światło, które z stamtąd dochodziło sprawiało, że wszędzie wokół było jasno. Nie!- krzyknął głośnym, zachrypniętym głosem. Jak to się mogło stać? Kto to zrobił? Czy Anna... Przypomniał mu się sen, z którego przed chwilą się wyrwał i wtedy wydało mu się ,że wszystko zrozumiał. W tym śnie on był Anną, przez chwilę mógł dojrzeć to, co się z nią działo, razem z nią przeżywał ból. Więc nie żyje. Upadł na kolana i zaczął cicho łkać. Chłopcy patrzyli na niego z wystraszonym wzrokiem. -Tato, co się stało?- spytał Trias i wtedy zauważył płomienie buchające z wioski. -Tanglebook... odparł cicho- musimy tam wracać musimy....- -Musimy iść do Księcia Elfów- za ich plecami odezwał się donośny, basowy głos. Sven odwrócił i się i przyjrzał się uważnie dziwnemu przybyszowi. Ubrany był w płaszcz a na jego głowie spoczywał kaptur dokładnie zasłaniający rysy jego twarzy. -Kim do cholery jesteś? -Nazywam się Torn – mężczyzna zdarł z głowy kaptur i pochylił się-i możesz sobie odpuścić sobie nieuprzejmość. Jestem tu z polecenia Wielkiego Księcia Elfów Mangana III. Mój pan chce koniecznie z wami porozmawiać a w szczególności z tobą-wskazał na Svena. -Twój pan znalazł sobie strasznie dobry czas na rozmowę- wyrzucił mu podenerwowany Sven.- Czy twój książę wie co się stało w Tanglebook? -Nie wiem czego może od ciebie chcieć. Choć nie zaprzeczam że możesz mieć racje. Sven starając się nie patrzyć na dopalające się zgliszcza wioski spojrzał na przybysza. I tak już nic nie zdziała, choć chciał się łudzić to i tak wiedział,że na nic to się nie zda. Ten sen.... Co to do diabła miało być? -Dobra... Niech i tak będzie. Ruszajmy- zwrócił się do Torna choć w głębi duszy czuł, że postępuje niewłaściwie- mam nadzieje że twój pan ma dobry powód do rozmowy .Zauważył jak wypogadzają mu się rysy. Nie wiedział czego chce od niego książę choć podejrzewał że będzie to związane z Tanglebook. Ale w jaki sposób elfy dowiedziały się o tym tak szybko? -Wiec chodźcie ale uważajcie bo ścieżki elfów potrafią być najgorszą pułapką- rzekł Torn po czym ruszył w las, uważnie stawiając kroki. Sven i chłopcy poszli za nim. Trias i Eem rozglądali się dookoła starając się zrozumieć zaistniała sytuacje. Dopytywali się o to ojca i próbowali namówić go do powrotu. Co by było gdyby tam zostali? Czy udałoby im się powstrzymać tragedię? Zapewne nie. Z pewnością sami spłonęliby podobnie jak matka. W miarę gdy wchodzili coraz głębiej w las drzewa zaczęły robić się coraz masywniejsze a porastające gdzieniegdzie krzewy skutecznie zagradzały im drogę. Wkrótce dotarli do wielkiej bramy utworzonej z porastających liści. Elf rozgarnął liście a ich oczom ukazał się wielki kompleks zbudowany z gałęzi i drzew. Żadne z nich nie było martwe. Wyglądało to tak jakby elfy zmusiły drzewa by rosły tak jak one sobie zażyczyły i tak zapewne było. Sven spojrzał uważnie na Torna. -Jesteśmy- odezwał się- pozwólcie że zaprowadzę was do księcia. Ruszyli dalej ścieżką. Mimo iż znajdowali się w wiosce elfów jak dotąd żadnego nie spotkali, ale Sven zdawał sobie sprawę z ich obecności. -Ukrywają się- pomyślał choć nie potrafił stwierdzić dlaczego. Wkroczyli do wielkiego szałasu stworzonego z dwóch masywnych, rosnących koło siebie dębów. Stała przed nimi grupka elfów a pośrodku nich najwyższy z diademem na głowie. Książę. Mangan wystąpił z szeregu i skłonił głowę. -Witam cię Quasulocie z Tanglebook. Quasulot. Matka go tak czasem nazywała, mówiła, że jego ojciec wybrał mu takie imię. Quasulot, walczący z widmami. -Witam cię również- Sven przyjrzał się uważnie elfowi. Miał delikatne rysy i wyglądał dość młodo. Ile mógł mieć lat? Dwieście? Trzysta? To go cieszyło najbardziej w byciu elfem. Długowieczność. - Sprawa, która spowodowała że musiałeś tu przybyć, jest bardzo poważna- odezwał się po chwili zastanowienia- Tanglebook spłonęło ale nie jest to dla nas najważniejsze. Ważniejsze jest to, że ktoś kto do tego doprowadził użył przeklętego artefaktu. -Co to za artefakt? Elf parzył przez chwilę na Svena zastanawiając się. Odetchnął i odezwał się. -Widmowe ostrze. Sven niewiele wiedział o tym tajemniczym przedmiocie. Jednak jak dotąd uważał je za mit i bajkę dla dzieci. Ostrze wykłute wiele lat przez najlepszego kowala w całej Tani, Harreya, niewolnika ,natchnionego przez demona. Miecz który można było zdobyć tylko zabijając jego poprzedniego właściciela. Urocze. - A więc to nie jest legenda ?Co to ma wspólnego ze mną... z nami? -Straciłeś wszystko co masz. Chcemy cię przyjąć do klanu elfów i przekazać ci to, co twój ojciec zostawił ci w testamencie. Chcemy byś razem z nami stanął do walki z tym który dzierży miecz. -Powinienem wrócić do Tanglebook odpowiedział Sven -Nie możesz wrócić życia zmarłym. Niestety nikt z nas nie może. -To trudne ale zgadzam się. Był zdezorientowany jednak sądziłł że to dobra decyzja. Dla niego i dla jego dzieci. Nie wiedział jak bardzo się mylił.

* Sven i Trias siedzieli pod namiotem niedaleko dwóch dębów. W gasnącym świetle księżyca wielkie drzewa rzucały na nich ogromny cień. Czuli się nieswojo otoczeni przez pączkujące gałęzie. Nie mogli spać. Ciągle myśleli o Tanglebook, i o Annie. -Tęsknie za matką-szepnął Trias. Eem spojrzał mu głęboko w oczy i dopiero teraz zrozumiał jak bardzo brat jest mu bliski i potrzebny. Położył mu rękę na ramieniu. -Ja też ale nic nie możemy zrobić. Musimy zostać z ojcem. -Myślę że powinniśmy iść do Tanglebook. Teraz. -A ojciec? -Lepiej żebyśmy poszli sami. Chcę zobaczyć co tam się stało. Trias zastanawiał się przez chwilę po czym uśmiechnął się smutno. -To niebezpieczne nie pamiętasz co mówił ten przybysz Torn? Las jest pełen pułapek. -Więc zamierzasz siedzieć tu jak głupiec?- Trias spojrzał na brata –Nie chcesz wiedzieć co się stało z matką? Z naszym domem? -Czy ta wiedza cokolwiek może zmienić? Czy poczujesz się lepiej gdy zobaczysz zgliszcza naszego domu i zwęglone ciało matki? Czy to nie jest głupie? -Jest. I wiem o tym Ale to nie był zwykły pożar przecież sam o tym wiesz. Te elfy też to wiedzą i ojciec to wie. Lecz ja chce wiedzieć więcej. Proszę cię Eem. To ważne. Trias zamknął oczy, ściskając twarz niczym w wielkiej rozpaczy. -Jeśli pójdziesz to ja też-szepnął. Ustąpił bratu. Znowu, nienawidził tego, że zawsze musi to robić by zakończyć kłótnię. Ubrali się pośpiesznie i zabrali kilka rzeczy. Pochodnie, sztylet i trochę prowiantu głównie smocze ziele i elfie pieczywo. Wymknęli się z namiotu i starając się nie robić zbytniego hałasu ruszyli w kierunku lasu. Nie podobało im się tutaj, nie potrafili czuć się tu swobodnie, ich myśli ciągle kierowały się w stronę Tanglebook i tam miały pozostać do końca ich dni. Podpalili pochodnię od pobliskiego świetlika i ruszyli w głąb lasu Bali się. Nigdy jeszcze nie wędrowali sami tak daleko a co dopiero przez las w środku nocy. Jednak bardziej przerażała ich myśl o tym co zobaczą po dotarciu do rodzinnej wioski.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych