Wróć do katalogu

Wiedźminka?

Coś zainspirowane twórczością A. Sapkowskiego. Piosenka użyta w opowiadaniu, nie jest mojego autorstwa. Jeśli ktoś wie, czyja to piosenka, to niech mi powie. Byłabym wdzięczna.

bezsenność, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czarna uparcie sunęła na przód ciągnąc jedną umięśnioną i dobrze podkutą nogę za drugą. Co jakiś czas potrząsała łbem i rżała cicho. W wąwozie głuchym echem odbijał się stukot jej kopyt. Nagle mały kamyk, poruszony przez nią, z chrzęstem stoczył się w dół jaru, między zarośla. Zastrzygła uszami i wytężyła słuch. Wszędzie wokół panowała cisza, przerywana jedynie cykaniem świerszczy i odgłosem jej kroków. Jeździec, którego niosła na grzbiecie również wytężył słuch. Po chwili jednak ścisnął piętami boki Czarnej i przyśpieszyli. A raczej przyśpieszyły, bo w siodle siedziała drobna kobieta odziana w czarną, skórzaną kurtę i takież spodnie. Długie, połyskujące w świetle zachodzącego słońca włosy, swobodnie rozsypały się na jej ramionach. Wsród granatowoczarnych pukli błyszczały, niczym srebrno siwe pasma. Kobieta puściła wodze i rozpięła kurtę odsłaniając długą bliznę na szyi, ciągnącą się od ucha, aż do obojczyka. Siepacz łapserdak, zwykła myśleć, gdy patrzyła na własne odbicie w zwierciadle. Przeklęty siepacz łapserdak, powtarzała w myślach delikatnie dotykając blizny opuszkami palców. Tym razem jednak nie dotknęła blizny, lecz zza kołnierza wyjęła małą szpilę wsuniętą w szew kurty. Po chwili zamotała długie włosy w kok i wsunęła weń szpilę, dla przytrzymania. Znów schwyciła wodzę i ponagliła Czarną. Klacz jedynie obróciła łeb i spojrzała na kobietę z wyrzutem. Dno jaru wciąż się obniżało i na domiar złego stawało się coraz bardziej grząskie i kamieniste. Kopyta klaczki obsuwały się i ta nie mogła złapać równowagi. Kobieta jednak nic sobie z tego nie robiła, a tylko poklepała zwierzę po umięśnionej szyi. - Dasz radę piękna... - Mruknęła i znów się rozejrzała. Cały czas nasłuchiwała i czujnie obserwowała okoliczne krzaki. -Przeklęta robota... - Tym razem prawie warknęła i splunęła na bok. Poruszyła barkami, by poprawić ułożenie miecza, który przytroczony miała do pleców. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a cienie robiły się coraz dłuższe i dłuższe. Niedługo zapadnie noc, pomyślała. I dobrze. To ją dorwę. W jednym miejscu jar rozwidlał się tworząc coś w rodzaju wnęki, która mogłaby służyć za kryjówkę. Jednak ona wiedziała, że tam jej nie ma. Zmrużyła tylko oczy i skierowała w tamtą stronę klacz. Czarna była coraz bardziej zaniepokojona, jednak nawet nie zarżała, by dać znać o tym. Kobieta zwinnie zeskoczyła z siodła przerzucając nad głową klaczy wodze i poprowadziła ją w stronę mniejszej rozpadliny. Przerzuciła rzemienie przez gałęź, tak, by zwierzę w razie czego mogło się uwolnić. Sama zaś poklepała się po piersi, tam, gdzie spoczywał amulet, potem sprawdziła czy miecz gładko wysuwa się z pochwy i kciukiem dotknęła klingi. Zupełnie bez potrzeby. Miecz był ostry. Wsunęła go na powrót do pochwy i wyjęła amulet spod kurty. Przedstawiał niewielkiego ptaka, nienaturalnie wygiętego i tworzącego koło. Jego misternie rzeźbione ciało oplatało się wokół czerwonego jaspisu. Kobieta westchnęła z rezygnacją i jakby ze znużeniem i odwróciła się na pięcie. - Pilnuj się Czarna... - Mruknęła na odchodne i ruszyła w głąb większej rozpadliny.

***

Pchnęła drzwi i zatrzymała się w progu. Nie zwróciła szczególnej uwagi na wiatr, który zatańczył z jej włosami, a potem wpadł do środka izby, smagając chłodem rozgrzane gorzałką ciała podpitych już gości. - Zamykaj te cholerne drzwi paniusiu! - Wrzasnął do niej jakiś tłusty obwieś o nieogolonej, kojarzącej się z ryjem świni, twarzy. - Zamykaj, bo jak Ci przyłożę...! Bez słowa zamknęła drzwi i zdjęła rękawice do jazdy. Nawet nie zaszczyciła tłustego spojrzeniem. Podeszła do szynkwasu i wzrokiem poszukała oberżysty. - Karczmarzu, podaj no jakiejś strawy i piwa do tego. A potem każ którejś z dziewczyn łaźnię mi wyszykować. I pokój. Zostaję na noc. Mężczyzna stojący za szynkwasem, nie przerywając wycierana kufli zmierzył ją ponurym wzrokiem i chrząknął. - No, co się tak patrzycie, mości gospodarzu? Czegoś nie zrozumieliście? Powtarzać nie mam zamiaru. - Rozpięła kurtę i sięgnęła za pazuchę. Wzrok mężczyzny powędrował wpierw do blizny, a potem do mieszka wypchanego złotymi monetami, który, jakby od niechcenia rzuciła na blat kontuaru. Lubisz złoto, co? Pomyślała tylko i oparła dłoń obok sakiewki. Zastukała palcami. - Długo mam czekać? - Ależ skądże, droga pani! Już już strawy szykuję! I łaźnia będzie w trimiga gotowa, zanim pani skończy jeść nawet... - Na jego ustach wykwitł obleśny uśmiech, po czym zręcznym ruchem schwycił sakiewkę i schował ją pod fartuchem. Westchnęła i odwróciła się na pięcie. Siadła przy wolnym stole w cieniu, w pobliżu kominka i jego ciepłych płomieni. Bystre, fiołkowe spojrzenie zatoczyło krąg po izbie i w końcu spoczęło na smukłych, spracowanyh dłoniach, które położyła przed sobą. Po chwili dziewka o płowych włosach i mokrym, łzawiącym spojrzeniu przyniosła jej miskę zupy. - A chleb? - Zapytała dziewczynę, biorąc w garść drewnianą łyżkę. - Już niesę! - Dziewczyna obróciła się na pięcie, długi warkocz z furkotem przeleciał nad głową kobiety. Ta odruchowo, z błyskawicznym refleksem, uchyliła się. Po chwili, jak gdyby nigdy nic, zaczęła jeść zupę cebulową. Nawet niezła, pomyślała, gdy dziewczyna przyniosła jej chleb. Po chwili doniosła jej kufel piwa. Gdy skończyła zupę, pajdą chleba wytarła miskę i zjadła go ze smakiem. Poczuła, jak od żołądka po całym jej ciele rozlewa się ciepło. Odchyliła się w krześle i rozsiadła wygodnie o tyle, o ile pozwalały jej na to miecz przytroczony do pleców i twarde siedzisko krzesła. Schwyciła kufel, zdmuchnęła pianę i upiła parę łyków. Po czasie jakimś karczmarz przyniósł parę udek kurczaka, po czym odsunął się, wciąż przyglądając się kobiecie. Kiwnęła głową i jęła obgryzać udko. - Co się stało, mości gospodarzu? Jedzącego łowcy żeście nie widzieli, czy jak? - A gdzieżby! Widziałem! Jeno... - Jeno co? - obgryziona kostka powędrowała do miski. Kobieta zaczęła obgryzać następne udko. - Jeno zapytać się chciałem... O tę potworę... O tę mandragorę, czy jak tam tę psią mać zowią... - Manitikora. To samo, co zawsze. Ubita. - Mruknęła i odgryzła chrząstkę, razem z kostką. - A to dobrze! To ja już nie przeszkadzam... - Jął się oddalać, zginając co jakiś czas w pokłonach. Zmrużyła oczy i odprowadziła go wzrokiem. Po czym znów zaczęła jeść.

***

Nie lubiła miast. W ogóle nie cierpiała osad większych, niż cztery domy na krzyż przy jednej drodze. Ale tego miasta nie znosiła wyjątkowo. Duże. Brudne. Zatłoczone. Stolica świata. Też mi coś. Stolica świata mieszcząca w sobie ponad trzydzieści tysięcy istot wszelakich, od wielmożów, przez kupców i mieszczan, po najgorsze odpady społeczeństwa, to jest zapchlonych żebraków. I drugie tyle przejezdnych. Aż ciarki jej po plecach przechodziły, gdy ciągnąc Czarną za sobą, parła na przód przez bezmyślną masę tłumu. I jeszcze ten cholerny deszcz! Myślała ze złością, czując, jak niewielka mżawka z pełną skutecznością zaczyna przedzierać się przez nie pierwszej już świetności płaszcz. Zgrzytając zębami i pomagając sobie łokciami przedzierała się ulicą do gospody o wdzięcznej nazwie: "Pod pijanym gargulcem". Skrzywiła się kolejny już raz tego dnia, patrząc na obdrapany szyld z namalowanym na nim gargulcem. Co ciekawe, malunek ten napawałby obrzydzeniem samego gargulca, nie mówiąc już o zwykłych przechodniach. Ona również nie poczuła się najlepiej patrząc na owe paskudztwo. Co za szkaradzctwo! Jakbym była gargulcem, to bym się obraziła, pomyślała, patrząc ze wstrętem na szyld i wiążąc wodze Czarnej do koniowiązu, ukrytego pod daszkiem. Ciekawe miejsce wybrałeś Caspar... - No, przynajmniej nie zmokniesz... - Poklepała klacz po szyi i ruszyła do wejścia.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych