Wróć do katalogu

Wielka Forumonowela: „Znyewolona”

Niezakończone opowiadanie PoW o m.in. dzielnej pogromczyni smoków^^, gwiazdach rocka w nowych rolach, najtłiszowych poszukiwaczach przygód... a wszystko dzieje się w przepięknej Metallii ;P Umieszczam ten skarb tu, aby nie zaginął.

MacFly, opublikowano , 2 godz. 3 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wielka Forumonowela „Znyewolona”

Występują:

Zamek Metalii i dwór z przyległościami:

Leia - Leia Organ, cesarzowa Metalii, druga żona króla Lonely Soul - Lonely Soul I, król Metalii Szczepan - Szczepania vel Dziabąg, córka Lonely’go i jego pierwszej żony Tarjaa - TarjA (z akcentem nad „a”), siostra biologiczna Szczepanii, starsza o 5 minut, dziedziczka tronu Czarny Charakter - Charakteria, siostra przyrodnia dwóch poprzednich Sauron - Leoncjo, pastuszek - nieśmiały, niezły towar… słowem typowy wieśniak, syn Lonely’ego i jakiejś wieśniaczki Wuj Walt - Wuj Walt, wuj Tuomasa Holopainena, Lord Kanclerz ToLo - Tolan, właściciel zamkowej pizzerii, miejscowy cichociemny i skrytobójca F!eld - Komornik, drugi miejscowy cichociemny Thaya - wróżka chrzestna

Poszukiwacze przygód i inni uczestnicy przygody:

MacFly - donna MacFly, właścicielka hacjendy, zabójczyni smoków Ixion - zły, chudy, wredny smok Tarja Turunen - Tarja Turunen, słynna amazonka Małgorzata Walewska - Pani Walewska, druga słynna amazonka Monika - Mona, mniej słynna pomocnica amazonek Taim - wampir Taim, znajomy Mony Riddler - anioł-stróż Mony Cień Anioła - Cień Riddlera Dani Filth - mroczny kultysta, impresario Pani Walewskiej Lordi - mroczny kultysta Tuomas Holopainen - mroczny kultysta Rapsodia - Rapsodia „Miłosierna Istota”, miejscowa dewotka Tobias Sammet - bard, świr, szybkonogi MetalFlower - wróżka Metalowy Kwiatuszek strażniczka magicznego gaju, siostra Lei Matka Boska z Gwadelupy - Inspiratorka większości artystów w okolicy Liv Christine - kochanka Daniego Cień - Cień z krainy Cieni wysłany by zająć się dysydentką która sprzymierzyła się z Aniołem Riddlerem

Prologue. Dawno, dawno temu, gdzieś na północy, była kraina mlekiem i miodem płynąca, zwana Metallią. Rządził tam Król Lonely Soul I , który, jak wskazywało jego imię, nie miał żony (gdyż ta zmarła), a jedynie dwie córki: TarjĘ oraz młodszą od niej o całe 5 minut Szczepanię. Ze względu na rację stanu, a także na wymogi polityczne, pojął za żonę księżną Leię z rodu Organów w nadziei na spłodzenie potomka. Zamiast tego wyszła trzecia w kolejności do tronu Charakteria. Królowa wymusiła na królu zmianę prawa dziedziczenia, dzięki czemu przypaść ono (dziedzictwo) może również na córki. W związku z tym wynajęła ona Trzech Mhocznych Kultystów - Daniego, Lordiego i Tuomasa, by ci porwali i zabili Szczepanię. Charakteria jednak, znając siostrzaną miłość TarjI i Szczepanii, postanowiła umieścić Szczepanię w wieży strzeżonej przez okrutnego smoka Ixiona, by ten, gdy TarjA wyprawi się na ratunek Szczepanii, zabił je obie. W ten sposób dziedziczką tronu byłaby już tylko Charakteria. Charakteria jednak miała pewną słabość - chodziło o miłość do jednego z Kultystów, a syna Lorda Kanclerza - Wuja Walta - Tuomasa. Wuj, widząc to i rozpoznając zamiary niecne Charakterii (bo, co tu dużo mówić, Tuomas to była niezła papla, wiedział, kto, gdzie, kiedy, z kim i dlaczego), nie lubiąc za specjalnie ani królowej, ani króla, a będąc samemu zakochanym w Szczepanii i jej dziabągach postanowił trochę utrudnić życie Lei i Charakterii. W związku z tym obiecał milczenie, jeżeli Charakteria dałaby szanse córkom. Ta, myśląc, że raczej jest to takie średnio możliwe, by ktoś przeżył atak Ixiona, zgodziła się. Wuj Walt wysłał więc Komornika, by ten, pod groźbą zajęcia stojącej w sosnowym lesie, przy pełni księżyca, hacjendy z powodu niespłacenia fikcyjnej hipoteki pomoc dla króla. MacFly, widząc, że nie ma zbyt dużej możliwości zabicia samej tak wygłodniałego stwora, jakim był Ixion, postanowiła poprosić o pomoc swoje dwie oddane przyjaciółki - amazonki Tarję i Panią Walewską oraz ich pomocnicę Monę. Wystąpił jednak pewien problem: otóż dziewoje muszą działać w ukryciu, gdyż impresariem Pani Walewskiej jest niejaki Dani Filth, który występuje z nią w duecie (puszczając się za jej plecami ze swoją kochanką, Liv Christine), a co za tym idzie, Pani Walewska może działać tylko w przerwie pomiędzy koncertami. Pikanterii całej sprawie dodaje też fakt, że Lordi planuje zamach na znienawidzonego Daniego (który, jak twierdzi, jest jego bezczelną imitacją).

Rozdział 1

... przybył więc komornik do hacjendy MacFly'owej i rzekł, bolesnym wzrokiem omiatając właścicielkę: - Trzebaż by było pomocy - smok wielki, Ixionem Straszliwym zwany, pustoszy te ziemie... porwał to być nawet księżniczkę Szczepanię, najdroższą córę króla! Rozpacz w krainie! Szukamy bohatyrów, a tylko tyś jedna masz kontakty z mocarnymi Tuomasem, Danim i Lordim! Jeśli będziesz dzielną, twa hacjenda zostanie ci zwrócona, a ty sama obsypana górą złota szczerego... Czyż zgodę usłyszę z ust twoich? - po czym, wyrzekłszy te słowa, padł na kolana i błagalnym wzrokiem omiótł sylwetkę dzielnej niewiasty, poczynając od stóp obutych w trzewiki glanami zwane, poprzez wdzięczną, falującą z przerażenia kibić kończąc na zasmuconych oczach poruszonej tą straszliwą nowiną właścicielki... To też wyruszyła strapiona poprzez wzgórza i daleko hen...dookoła świata...w stronę Brazylii, mając gwiezdny hymn za przewodnika. Ten migoczący nocny koncert szeptał jej, gdzie iść. Wszechświat dostarczał jej mocy, by mogła stoczyć ostateczną walkę z tym złym smokiem. Wiedziała, że musi opuścić ten świat, by ratować swoje jedyne miejsce na nim, swój dom, gdzie była panią, gdzie była u siebie... Umarła dla świata, ożyła do podroży. ” Fut, fut!”, zabrzmiało wysoko w powietrzu. Przez całą noc płonęła najpiękniejsza niebieska zorza polarna a MacFly przyjechała do Finmarku i zapukała, nie zauważając mrocznego cienia kobiecej sylwetki, przekradając się uliczkami, wyraźnie śledzącego ją i trzymającego jakiś zwęglony chochoł na sobie. Próg, który miała nadzieję przekroczyć, należał do dwóch potężnych amazonek - Tarji Turunen oraz Małgorzaty Walewskiej, zwanej Panią Walewską - oraz ich pomocnicy Mony. Drzwi ostrożnie się uchyliły., jednak za progiem nie było amazonek - ani Ms.Turunen, ani pani Walewskiej, natomiast Mona siedziała związana i zakneblowana na środku zdewastowanej gospody dwóch zacnych amazonek. Dzielna właścicielka hacjendy natychmiast podbiegła by uwolnić biedną Monę. Kiedy MacFly była zajęta rozwiązywaniem pomocnicy p. Turunen i p. Walewskiej, drzwi za jej plecami powoli zaczęły się uchylać i do izby wślizgnęła się Charakteria, trzymając w rękach potężną siekierę. Stanęła, zakapturzona, przy ścianie i poczęła skradać się do nie podejrzewających nic dziewczyn. Wtedy jednak niebiosa ulitowały się nad Moną i MacFly, zsyłając na pomoc anioła Riddlera wraz z jego nieodłącznym Cieniem. Riddler był ewenementem bo anioły nie rzucają zwykle cienia, natomiast cień (płci żeńskiej) by niezwykle zadowolony z tak niezwykłego "właściciela". Riddler stanął za plecami dziewczyn osłaniając je przed Chrakterią (wszystko w absolutnej ciszy). Kiedy Riddler zobaczył Charakterię, wrósł w ziemię zauroczony jej mrocznym i gotyckim wyglądem (pięknymi anielicami już się nieco znudził). Jednak cień czując co się święci, a chcąc mieć Riddlera na wyłączność (w końcu niecodziennie jest się cieniem anioła) zastosowała fortel niezgodny z prawami optyki, pokazując się na ścianie przed oczami Mony i MacFly. Blask Cienia był tak wielki że oślepił Mone i McFly, a Charakteria zdążyła zbiec. -Jeszcze się z wami rozprawię. Całe królestwo musi być moje- powtarzała w myślach te okrutne słowa. Po czym pomyślała że rozprawienie się z siostrami toporem byłoby zbyt proste a ona nie lubiła prostych rozwiązań. „ -Tak wiele przez was wycierpiałam zemsta musi być słodka. Będę obcinać wam palce po jednym, a potem wyjmę oczy i obetnę języki a potem łyżką wyjmę wasze serca i zrobię z nich zupę dla smoka (bo zdecydowanie jest zbyt chudy by mógł walczyć ).

Rozdział 2

W tak zwanym międzyczasie, po drugiej stronie wielkiego królestwa Lonely Soula, w najwyższej wieży upiornego zamku zbudowanego na szczycie upiornej góry siedziała uwięziona w swojej komnacie księżniczka Szczepania. Wciąż nie była pewna co tak naprawdę się stało. Kiedy jeszcze dwa dni temu kładła się do snu w swojej komnacie nie spodziewała się że zostanie z niej porwana przez wielkiego (aczkolwiek chudego) złego, czarnego smoka który uprowadzi ją do tego upiornego zamczyska. -To musi być sprawka macochy i mojej przyrodniej siostry!- rozmyślała -Muszę jakoś stąd się wydostać i ostrzec TarjĘ! Ona jest w wielkim niebezpieczeństwie! Lecz co ja mogę zrobić...- gdy pomyślała o swojej ukochanej siostrze do oczu napłynęły jej łzy bezsilności...

...W jeszcze innej części świata księżniczka TarjA wraz ze swoim ojcem zamartwiali się nie wiedząc co się stało ze Szczepanią. TarjA poszła do swojej chrzestnej matki Thayi, którą była dobra wróżka. Spytała ją: - Chrzestna matko czy mogła byś się dowiedzieć gdzie znajduje się Szczepania? Strasznie się o nią martwię - Nie wiem, spróbuję znaleźć odpowiedź w mojej kryształowej kuli Podeszły do stoliczka na którym leżała kula wielkości piłki nożnej, która wyglądała jakby ktoś ją wypełnił białym i bardzo gęstym dymem. Wróżka zajrzała do kuli i ujrzała tam Szczepanię płaczącą i związaną w jakiejś ponurej wieży, TarjA też to zobaczyła, i nic nie mówiąc wybiegła...

Wieśniak Leoncjo pasł swoje świnki. Był piękny słoneczny dzień. Stanął pod drzewem, otarł pot ze swego czoła. W słońcu jego lico wydawało się jeszcze piękniejsze niż było w rzeczywistości. Leoncjo bowiem był najprzystojniejszym towarem we wsi. Wszystkie dziewki wręcz mdlały na jego widok. Leoncjo stał tak i dumał. Wyciągnął spod swojej koszuli medalion Matki Boskiej z Gwadelupy i pomyślał o swojej matce. To ona dała mu go na łożu śmierci i powiedziała: „ten medalion otworzy Ci drzwi do lepszego świata.” Leoncjo nie wiedział o czym mówiła matka ale sądził ze jest to cos ważnego, schował medalion pod koszulę i pomyślał czas wracać do domu. Leoncjo zaprowadził swoje świnki do chlewika i postanowił iść do wiejskiej karczmy na kufel ciemnego ale. Gdy szedł leśną ścieżką nagle zbłądził. Było tak ciemno (bo zapadła już noc) ze nie potrafił odnaleźć ani drogi do karczmy ani drogi do domu. Zasmucony usiadł pod drzewem i rozmyślał. Cóż ja biedny teraz pocznę. Łzy płynęły po jego policzkach i kapały na koszulę. Był tak zmęczony ze nagle zasnął. Kiedy się ocknął ujrzał nad sobą pochylona twarz TarjI (akcent na A). - Kim jesteś?- zapytał . - Jestem księżniczka TarjA. Poszukuję mojej siostry Szczepanii która została zamknięta w wieży . Leoncjo który miał dość życia wieśniaka powiedział: - Twe piękno o Pani tak mnie zniewoliło że będę Ci już służył do końca moich dni. Pomogę Ci odnaleźć twoją siostrę - I tak razem ruszyli na poszukiwania ....ruszyli na poszukiwania, nie zdając sobie sprawy z tego, że ich śladem podążał zazdrosny o TarjĘ niejaki Komornik, którego król, nie ufając do końca wieściom "z pierwszej ręki" (czyt.: od podstawionych wieśniaków) wysłał, by czuwał nad nią.

Rozdział 3

W tym czasie międzyczasie do komnaty króla Lonely'ego weszła, jak zwykle otoczona gromadą niewolników, (już) cesarzowa Leia. Rozpostarła swe ramiona i z głośnym szlochem rzuciła się mu w objęcia. - Och, mężu mój jedyny! Jak możesz pozwolić, by twa najdroższa córka, TarjA, zaczęła szukać swej zagubionej siostry, miast wysłania dzielnych rycerzy! Jak mogłeś! Teraz i biedna Charakteria pobiegła za nią, by chronić je obie! Cóż my poczniemy?! Brak nam będzie jakiegokolwiek potomka, gdyż wszystkich pożre smok! Cóż czynić? Chmury niepokoju przesłoniły posępne lico Lonely'ego. Przypomniał sobie o zdradzie z przeszłości... lecz nic nie rzekł, gdyż bał się, że gdy wyjdzie to na jaw, jego reputacja nie tylko podupadnie, ale i zyska drugą parę rogów - bo jedną przyprawiała już mu regularnie od roku Leia, zakładając, że jest impotentem (po porodzie Charakterii nawet nie chciało jej się sprawdzać, czy rzeczywiście król cierpi na tą przypadłość. Po prostu dostrzegła wuja Walta).

W jeszcze innej części świata wampir Taim przeciągał się spokojnie w swojej luksusowej trumnie (made in Sweden). Mimo, że była dopiero 10, rano wampir szykował się do opuszczenia domu. Odkrył bowiem, że krem do opalania z filtrem 50 chroni wampiry przed działaniem promieni słonecznych. Dzięki temu mógł, niezauważony przez łowców wampirów robić co mu się tylko podobało, bowiem piękne dziewoje nie znały jego tożsamości... Tylko Mona, jego dawna znajoma wiedziała kim on jest, ale nie potrafiła namierzyć dawnego znajomego, bowiem zgubiła adres... Dziwnym zbiegiem okoliczności, po wyruszeniu z hacjendy niebiańska brygada w składzie: MacFly, Mona, Riddler i jego cień wybrali sobie na sjestę łączkę obok wyjścia z krypty. Spotkanie po latach wydawało się nieuniknione. I stało się, gdy wampir Taim wyszedł z ukrycia z centymetrową warstwą kremu do opalania z filtrem 50, zauważył śpiących na łące: MacFly, Monę, Riddlera wraz z cieniem, starając się ich nie obudzić podszedł do nich i zaciągnął nic nie podejrzewającą Monę do pobliskiego lasu (z nadzieją że ją zabije i już nikt go nie będzie mógł rozpoznać), lecz ona obudziła w chwili gdy próbował to zrobić i natychmiast zaczęła krzyczeć o pomoc, na co MacFly, Riddler i jego cień też się obudzili i natychmiast pobiegli w stronę lasu. Gdy dobiegli zastali tam Taima i Monę, która skutecznie się przed nim broniła. Już sama obecność wściekłego anioła, promieniującego niebiańska mocą, utemperowała nieco wampira, który dotychczas wiedziony bezdusznym instynktem przypomniał sobie o sporych zasługach jakie Mona i jej rodzina oddały mu dawniej... Mona, też go rozpoznała i uznała, ze starem znajomemu cos się porobiło z głową... Do osłupiałej, wpatrującej się w siebie dwójki podbiegł Riddler, który ogłuszył wampira. Już szykował wodę świecona, czosnek i drewniany kołek aby dobić bestię, ale Mona go powstrzymała. Powiedziała: - Nie rób tego, nie zabijaj go on kiedyś uratował mnie i moją rodzinę, więc ja też chce darować mu życie.. Riddler widząc błagalną minę Mony schował co wyjął. Czwórka znajomych wyruszyła więc w dalszą drogę, pełną czekających na nich niebezpieczeństw i najróżniejszych niebezpiecznych stworzeń podążał zaś z nimi wampir w nadziei, że co się odwlecze, to nie uciecze...

W tym samym czasie Smok pilnował Szczepanii. Kręcił się wokół wieży i szukał czegoś do zjedzenia. Niestety nie było już nigdzie resztek martwych rycerzy próbujących uratować Szczepanię. Smok musiał odchodzić od więzy coraz dalej i dalej. Chwilę nieuwagi smoka wykorzystała Szczepania i dała nogę. Biegła ile miała sił w nogach przez ciemny las aż tu nagle upadła, potknąwszy się o cztery skrzynie.Szczepania biegła nie patrząc gdzie się udaje, więc dopiero kiedy podnosiła się z ziemi ujrzała, że nie jest już w zwyczajnym lesie. Znalazła się na przedziwnej polanie pośrodku której znajdował się malutki staw. Dokoła polany rosły olbrzymie drzewa które Szczepania widziała pierwszy raz na swoje oczy (jako że miała harcerską odznakę ze sprawności rozpoznawania drzew było to dla niej dziwne) Nie mogła nawet teraz określić gdzie podziała się ścieżka którą tu przybyła. Przeczucie jednak podpowiadało jej, że póki co jest bezpieczna przed smokiem Ixionem. Księżniczka strzepnęła ze swojej sukni ziemię i spojrzała na skrzynie które tu się znajdowały w tym tą o którą się potknęła. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że są to zwyczajne skrzynie, lecz Szczepania, jako że od dziecka pociągał ją okultyzm i czarna magia, wyczuwała mroczną aurę bijącą od tych kufrów. Wtem przypomniała sobie o legendzie którą znalazła swego czasu w jednej z mhocznych i tajemnych ksiąg (wypożyczonych z miejskiej, oj to znaczy zamkowej biblioteki) Była to legenda o "CZTERECH MROCZNYCH SKRZYNIACH CUDÓW". Głosiła ona, że w samym środku zaczarowanego lasu skryte są owe magiczne kufry, a każdy z nich zawiera sobie potężny artefakt. Skrzynie miały jednak w sobie także mroczną tajemnicę, jako że tylko jeden z nich zawierał skarb, za pomocą którego można by było czynić dobro. Pozostałe także zawierały potężne artefakty, lecz serce każdego, który posiadł jeden z nich szybko stawało się czarne niczym bezgwiezdna noc. Szczepania przypomniała sobie także, że Skrzyń tych miał jakoby bronić Zakon Syjonu do którego należała, ale cóż z tego, gdy jedyna osoba, która mogła ją nauczyć, jak dzielnie strzec tych starożytnych artefaktów, legła w grobie zaraz po jej narodzinach (tak Bogiem a prawdą to jej mama po prostu się wykrwawiła przy porodzie). Wtenczas pojęła jeszcze mroczniejszą prawdę..

Rozdział 4

Smok Ixion wróciwszy do upiornego zamku na upiornej wieży zauważył zniknięcie Szczepanii. Natychmiast wyruszył na poszukiwanie swojej zakładniczki. Jako że księżniczka miała na nogach jedynie słuszne czarne funny glany, zostawiała za sobą w miarę wyraźne odciski stóp. Potwór z powietrza leciał wzdłuż ich śladu, lecz w pewnym momencie sprytna szlachcianka skręciła w stronę lasu i Ixion nie mógł już ścigać uciekinierki z powietrza. Miał jednak jeszcze jeden atut- wspaniały węch. Smoczysko wciągnęło więc powietrze w swoją chudą pierś starając się wyczuć w powietrzu woń nowej nuty zapachowej dezodorantu "Być może" który w geście dobrego serca i dbając o swoje samopoczucie zostawił w wieży Szczepanii ( by ta za mocno nie zatęchła siedząc i czekając na ratunek). Potwór jednak, choć bardzo się starał nie mógł wyczuć Szczepanii. Coś w tym lesie, jakby specjalnie maskowało intensywny zapach jej dezodorantu. Wściekły Ixion już przymierzał się, by zionąć ogniem i podpalić starożytny bór w nadziei że księżniczka ucieknie z niego przed ogniem lecz nagle ujrzał olśniewające zjawisko. Biło w smocze oczka takim blaskiem, że zmrużył je i zawył z bólu. Cierpienie to wydało mu się jednak przyjemnym łaskotaniem. Cała wściekłość w tymże momencie opadła i legendarny zwierz poczuł przyjemne smyranie w brzuchu. Ogarnęło go znużenie. Czuł, ze mógłby w tej chwili "lekkim snem zakończyć życie, lecz go pobudziło żywsze serca bicie". Jego słaby , smoczy wzrok dostrzegł jaśniejącą niczym Słońce metalową wannę która sunęła po niebie. W środku siedziała wróżka i wymachując swoją różdżką wypowiadała słowa magicznego zaklęcia w starożytnym języku wróżek. -Nie zniszczysz tego boru!- krzyknęła pasażerka wanny -Kimże jesteś- zagrzmiał smok -Jestem wróżka Metalowy Kwiatuszek- odrzekła właścicielka wanny- i moim zadaniem jest chronić tego magicznego boru! W małym aczkolwiek sprawnie działającym móżdżku smoczyska zrodził się podstępny plan, by wykorzystać strażniczkę lasu do odnalezienia swojej zakładniczki -Och wróżko!- zmienił ton swojego głosu potwór- Doprawdy, nie myślałaś chyba, że swoim płomieniem chciałem zniszczyć ten przepiękny magiczny bór?- zapytał słodkim głosem smok -A nie miałeś takiego zamiaru?- zapytała wróżka -Ależ nie! -odpowiedział Ixion- Nazywam się Ixion i byłem strażnikiem odpowiedzialnym za to, by podła wiedźma nie wydostała się ze swojego więzienia -Wiedźma?- zapytała zaniepokojona wróżka -Tak, potężna i zła wiedźma Szczepania vel Dziabąg- zaczął tłumaczyć potwór- Była zamknięta w wierzy, której strzegłem, lecz kiedy na zamku nie zostało już nic do jedzenia, byłem zmuszony opuścić mój posterunek a wtedy ona wykorzystała tą sytuację i uciekła z zamku. Szedłem po jej śladach aż do granicy tego boru, a teraz nie mogę jej odnaleźć -To straszne! Ona nie może zapuścić się do tego lasu- odrzekła przerażona wróżka -Coś cię niepokoi Metalowy Kwiatuszku?- spytał dobrotliwe smok -W lesie tym ukryte są Cztery Mroczne Skrzynie Cudów które zawierają potężne artefakty, siejące śmierć i zniszczenie! Może dlatego Szczepania udała się tutaj- powiedziała Kwiatuszek - To straszne! Nie możemy pozwolić by dostały się w ręce złej Szczepanii- ciągnął swoje kłamstwo smok- Musimy ją odnaleźć, zanim zdąży dostać się do tych skrzyń! Pomożesz mi w tym Metalowy Kwiatuszku? -Tak smoku- zgodziła się pełna dobrych chęci wróżka- ruszajmy jak najszybciej -Udało się- pomyślał smok Ixion Metalowy Kwiatuszek uruchomiła swoją latającą wannę i razem ze smokiem ruszyli w głąb zaczarowanej puszczy....

Rozdział 5

Dzielny Leoncjo zgubił drogę w ciemnym i mhocznym lesie. Zapadał już zmrok. TarjA popatrzyła z rozmarzeniem na Leoncja: - Mój ty rycerzu... jak zamierzamy przetrwać noc w tej dzikiej puszczy? Zmieszany nieco wieśniak odparł: - Hmmm... mama mówiła, że jak się robi niebezpiecznie, to Wielka Świnka Piggy zostaje przysyłana przez Bozię, jak się pomodlić... Tak więc uczynili...i tak modlili się w milczeniu lecz skupić się nie mogli. Leoncjo patrzył na jej piękne lico a TarjA również przyglądała się nowo poznanemu młodzieńcowi. Ogarnął ją niepokój. Czuła się jakby go znała od wieków, jakby ich coś łączyło. Nagle oboje ocknęli się. Słońce właśnie wschodzłoi. Leoncjo poczuł pustkę w żołądku- no tak, przecież nic nie jadł od wczoraj a drogą już się trochę zmęczył... Dlatego pobożny młodzieniec, by odpocząć nie tylko od trudów wędrówki, ale i od pożądliwego wzroku swojej towarzyszki rzekł: -Może byś poszła w las i znalazła coś do jedzenia. Mnie religia zabrania polować... Nie skończył nawet , ponieważ księżniczki już nie było. Ruszyła w las lecz zaraz wróciła gdyż znalazła krzaki pełne jagód. Posiliwszy się jagodami Leoncjo i księżniczka TarjA (z akcentem na A) ujrzeli wyłaniającą się z leśnego gąszczu postać. Ta zbliżyła się i nabrała tym samym kształtów mężczyzny w średnim wieku. Był to Wujek Walt , który rzekł: - Dzień dobry. TarjA natychmiast schowała się za Leoncjem, nie będąc pewna, czy mogą zaufać napotkanemu mężczyźnie. Wujek Walt był szczupłym mężczyzną około pięćdziesiątki z sympatycznym wyrazem twarzy i zawadiackim wąsem - Nie bójcie się, nie mam wrogich zamiarów- rzekł do podróżnych - Kim jesteś?- zapytał Leoncjo - Nazywam się Wujek Walt i jestem przyjacielem króla Lonely Soula I -odpowiedział nieznajomy -Mojego ojca?- odrzekła zdziwiona księżniczka nie zastanawiając się nad tym, że wyjawienie swojego pochodzenia mogłoby wpędzić ją i Leoncja w poważne tarapaty - Czyli jednak się nie pomyliłem- rzekł Wujek Walt- Kiedy zobaczyłem Ciebie jak jadłaś jagody pomyślałem że to możesz być ty. Jesteś TarjA, z akcentem na "A", nie mylę się? - ...to prawda- odpowiedziała z zawahaniem TarjA - Mam więc Ci do przekazania bardzo ważną wiadomość odnośnie twojego towarzysza oraz twojej porwanej młodszej siostry- odrzekł Wuj - O Szczepanii??- niemalże krzyknęła TarjA- skąd w ogóle wiesz, że została porwana? Ojciec zadbał przecież o to, żeby pozostało to tajemnicą! - Usiądźmy spokojnie przy ognisku które rozpaliłem niedaleko stąd, wtedy wszystko ci opowiem, TarjO- zaproponował Wujek Walt TarjA, w nadziei dowiedzenia się czegoś o losie swojej siostry przyjęła propozycję nieznajomego i razem z Leocjem udali się do pobliskiego obozowiska Wujka Walta. Idąc parę kroków za dopiero co poznanym mężczyzną, Leoncjo szepną TarjI do ucha: -Nie ufam mu- rzekł- powinniśmy mieć się na baczności. Nie chcę żeby coś ci się stało- powiedział. TarjA odpowiedziała mu skinieniem, po czym promiennie uśmiechnęła się do przystojnego wieśniaka i pocałowała go w policzek, mówiąc: -Dziękuje, że się tak o mnie martwisz, Leoncjo Na twarzy młodzieńca natychmiast pojawił się rumieniec zakłopotania. Leoncjo uśmiechnął się do TarjI, po czym przyspieszyli kroku, by nie zgubić Wujka Walta z oczu...

W dziczy lasu, niedaleko urwiska z morską latarnią na szczycie przy ognisku siedziały trzy ciemne postacie. Męski głos opowiadał: - ...tak zarówno twoja siostra, moja piękna księżniczko jak i twoja matka drogi Leoncjo były strażniczkami wielkiego skarbu. Do nich należała tajna misja strzeżenia zawartości Czterech Skrzyń. Teraz, gdy jedna nie żyje, a druga nie wiadomo gdzie przebywa, do was moje dzieci należy zadanie ochrony tej zawartości, która jest w stanie zburzyć równowagę najspokojniejszych i najbardziej pobożnych umysłów. Ma moc zmiany historii. - Powiedz, gdzie są te skrzynie? Jakże mamy ich pilnować, gdy nie wiemy jak one wyglądają?- rzekł Leoncjo. - To jest właśnie część Waszego zadania - ciągnął dalej Wujek Walt-Twoja matka, Leoncjo, przewidziała swoją śmierć i zabezpieczyła, by tajemnica nie przepadła w nicość. Zostawiła ci, drogi chłopcze, wskazówkę, szyfr, który poprowadzi cię do skarbu, a następnie podpowie jak go otworzyć. - Czymże jest ten klucz? -spytał zaciekawiony Leoncjo - To wizerunek Matki Boskiej z Gwadelupy, który nosisz od urodzenia przy sobie - szepnął tajemniczo Wujek Walt. Młody świniopas aż poderwał się na nogi z oburzenia. Jak ten dziad może paplać takie bluźnierstwa! Podczas, gdy chodził wzburzony wokół ogniska odezwała się, milcząca do tej pory TarjA: - Czym są owe relikwie, Wujku Walcie? - To, moje dziecko, prześwięte artefakty, relikwie i dokumenty potwierdzające prawdziwość zatajonej sakralności kobiecej oraz najważniejsze: obrączki zaślubin Boga z Wielka Boginią. Do ciebie Leoncjo! - Tu krzyknął do chodzącego wciąż wokół ogniska świniopasa - należy zadanie strzeżenia ich, a także decyzja czy wiedzę o nich przekazać światu. Ty jesteś Władcą Obrączek. Powiedziawszy to Wujek Walt powstał, odwrócił się i zniknął w dziczy. Tymczasem na horyzoncie wschodziło czerwone słońce, które zapowiadało zbieg jeszcze bardziej tajemniczych okoliczności...

Rozdział 6

W innej części lasu MacFly, bezskutecznie prosiła swoich towarzyszy aby szli prędzej. Zależało jej niezmiernie na co rychlejszym dobyciu do zamku Ixiona. Zależało jej na odzyskaniu własnego miejsca na ziemi. Towarzysze byli jednak głodni i zmęczeni drogą. Weszli właśnie w największy jag odziany gąszcz i stanęli jak wryci...gdyż oto pośród krzaków leżało ciało kobiety ,a rany wskazywały na to, że kobieta została zmasakrowana olbrzymim toporem. Mona, Riddler i jego Cień zamarli ze zgrozy, tylko dzielna MacFly zachowała zimną krew. Podeszła do nieboszczyka by spojrzeć kim była ta biedna istota. W tym momencie nawet MacFly odskoczyła od denatki z przerażeniem w oczach. Jej towarzysze od razu zauważyli że właścicielka hacjendy za wszelką cenę próbuje powstrzymać łzy napływające jej do oczu. W tym momencie złe przeczucie tknęło Monę - ona tez postanowiła spojrzeć kim była ofiara. Gdy podeszła do ciała i nachyliła się nad nim ujrzała znajomy strój a kiedy spojrzała na twarz ujrzała że to był nikt inny tylko Tarja Turunen a obok leżał topór Charakterii. Charakteria chciała w ten sposób pozbyć się sprzymierzeńców MacFly, żeby ta nie mogła uratować Szczepanii. Chciała jej zadać ból, chciała żeby ta cierpiała. Pozbyła się także Tarji gdyż była ona piękna kobietą i kręciła się koło Tuomasa Holopainena a Charakteria nie mogła znieść konkurencji. Nie wiedziała jednak, że Tuomas wcale nie zwracał uwagi na Tarję, on miał bowiem nieco inne upodobania... Pogrzebawszy Tarję piątka nieustraszonych, Riddler z Cieniem, Monia z wampirem i MacFly ruszyli dalej. Szli teraz przez pokrytą śniegiem równinę, a zamieć utrudniała im każdy krok. Zmęczeni i przemarznięci ujrzeli oddalone o pół dnia drogi ruiny klasztoru. Mona znów zgubiła z oczu wampira. Inna rzecz, że zbliżała się północ, a każdy musi coś jeść. Obok amazonki siadła nieustraszona MacFly. Popatrzyła swymi oczami na gwiazdy, po czym, nie zmieniając kierunku patrzenia, zaczęła mówić: - Pewnie ci szkoda, droga Mono, utraty twej towarzyszki. Trudnaż to jednak droga i pełna niebezpieczeństw, a te czyhają na każdym kroku. Jeszcze niedawno widzieliśmy, jak ta dziwna kobieta z jakimś wieśniaczym spalonym na węgiel kijem hasała przed nami, wygrażając nam trzymanym w drugiej ręce toporem, a teraz wkraczamy na jeden z cięższych etapów naszej wędrówki - nieprzebyte bagna. Tak, tak, moja droga... brakuje nam Twej towarzyszki... byłaby doskonałą pomocą, jej fala soniczna zmiotłaby wierzchnią warstwę brudu z dna... Szkodaż to wielka, patrzeć, co się dzieje... Śmierć jest jednak nieubłagana. Ach, gdyby miała choć cudowny medalik Matki Bożej z Gwadelupy - możebyż ją to ochronił?... - MacFly zwiesiła głowę ze smutkiem i ciężko westchnęła. Mona przyjrzała się jej.. - MacFly! Ty płaczesz? Ty, dzielna, nieustraszona wojowniczka?! - Tak, moja droga. To nie była chwila słabości... Tarja była dla mnie jak siostra... nikogo już takiego mieć na tym świecie nie będę... Zaklinam na moce wszelakie - pomszczę cię, wierna przyjaciółko! Nie spocznę, póki nie zniszczę tego, kto Cię zgładził! Mona nachyliła się i przytuliła MacFly do siebie z ciężkim westchnieniem... Siedząc tak i pocieszając się wzajemnie, nie zauważyły przemykających się cieni dwóch mhocznych kultystów zmierzających jak oni do klasztoru. Tymczasem nadleciał wampir Taim, trzymając ze sobą jakiegoś obwiesia ubranego w kiczowaty strój rodem z lat 60. mającego nadejść XX wieku. Miał on dziwny, podłużny instrument z okrągłym bębnem i młócił weń ile wlezie, śpiewając "Wpatrywałem się w sekrety, które oni starają się ukryć... Vandroyi, czy możesz mi powiedzieć, co się tu dzieje?..." - Ktoś ty, przybyszu? Ozwał się na to MacFlyowe pytanie wampir: - Twierdzi, że dużo wie. - Nazywam się Tobias Sammet, wędrowny bard. Szukam ucieczki z tego miejsca... - Oferujemy ci bycie członkiem naszej drużyny! Z nami nie tylko stąd się wydostaniesz, ale zdobędziesz i sławę i materiały na opowieści... - Przyjmę więc waszą kuszącą propozycję, gdyż chcę napisać wiekopomnie dzieło o śmiałkach waszego formatu! I tak nasza dzielna drużyna ruszyła dalej...

Za nieustraszoną drużyną podążała niezmordowanie mroczna i zła Charakteria z siekierą i zwęglonym chochołem na ramionach. Szła samotnie zostawiając za sobą tylko mrok i zło.

Rozdział 7

Mimo że już świtało, Leoncjo i TarjA postanowili się zdrzemnąć. Świniopas wciąż jednak myślał o wszystkim o czym powiedział im nieznajomy. On, zwykły wieśniak, strażnikiem niebiańskich obrączek? To nie może być prawdą, myślał. Zza koszuli wyjął łańcuszek, na którego końcu wisiał medalik. Otworzył go, spojrzał na dobrotliwe oblicze Matki Boskiej z Gwadelupy i pomyślał o swojej matce - Mamo, czy to może być prawda?- rozmyślał- Nie ma Cię tu przy mnie, byś mogła pomóc mi swoją dobrą radą... Tęsknię za Tobą mamo - Leoncjo ścisnął w dłoni medalik, a myśli o swojej zmarłej matce sprawiły, iż do oczu zaczęły napływać mu łzy. Gdy Leoncjo otworzył oczy, ujrzał, że patrzy na niego pochylona nad nim TarjA. -Leoncjo- szepnęła łagodnie Oczy wieśniaka i księżniczki spotkały się, po czym oboje zamknęli oczy a ich usta zaczęły się ku sobie zbliżać. Nagle, gdy już mieli się pocałować medalion na piersi Leoncja zaczął świecić tak oślepiającym blaskiem, że młodzi natychmiast poderwali się z ziemi. Medalion stał się tak gorący, że Leoncjo musiał zerwać go z szyi. Odrzucił medalik na trawę przed sobą i razem z TarjĄ zaczęli obserwować, jak z blasku medaliony zaczyna wyłaniać się postać. Światło powoli zaczynało słabnąć i ich oczom ukazał się obraz kobiety. TarjA widziała ją po raz pierwszy w życiu, lecz Leoncjo od razu ją rozpoznał. To była jego zmarła przed laty matka. Po chwili świetlista postać przemówiła: - Leoncjo mam nadzieje że kiedyś wysłuchasz moich słów które ja dzięki pomocy pewnej czarodziejki zamknęłam w tym medalionie. Chcę Ci opowiedzieć pewną historię (opowiedziała im historie czterech skrzyń, powiedziała że za życia była ich strażniczką). Ten medalion który posiadasz jest kluczem otwierającym jedną ze skrzyń, trzy pozostałe klucze zaginęły a twoim zadaniem jest je odnaleźć. Ale ostrzegam Cię, że jest to bardzo niebezpieczna podróż. Gdy już je odnajdziesz twoim zadaniem będzie strzeżenie ich przed ludźmi złej wiary. To powiedziawszy znikła zostawiając TarjĘ i Leoncja samych wpatrujących się w siebie ze zdziwionymi minami. Leoncjo nic nie mówiąc podniósł z ziemi medalik matki. Stali tak kilkanaście minut rozmyślając o tym co usłyszeli. Ale w końcu Leoncjo przemówił: - Musimy już iść, nie wolno marnować czasu - Dobrze, więc chodźmy- odpowiedziała TarjA I tak ruszyli w dalszą drogę nie spodziewając się nawet co ich tam może czekać..

Rozdział 8

W tym samym czasie Charakteria siedziała nad brzegiem jeziora. Obmywała dwoje delikatne dłonie z krwi Tarji Turunen. Sam dziwiła się sobie ze była w stanie uczynić takie zło. Zabić drugiego człowieka. Targały nią mieszane uczucia ale przecież zrobiła to z miłości- pomyślała- Musze walczyć i dojdę po trupach do celu- Zacisnęła swoją drobna pięść. Gdyby tylko dostała jakiś znak, wiedziałabym co robić dalej. Popatrzyła na swój chochoł- ile bym dała żebyś był prawdziwym człowiekiem- jej serce przepełniał smutek- Może kiedy zostanę królową wtedy spełnia się moje marzenia o wielkiej miłości?- Gdy łzy napłynęły jej do oczu nagle się ocknęła -Nie Charakterio! Nie możesz okazywać swoich uczuć.... w ten sposób zginiesz. Nie pokazuj swoich słabości nawet sama przed sobą. Życie to ciągła walka więc walcz o swoje-pomyślała Szybko wstała z nad brzegu jeziora zwróciła się w stronę drogi i nagle zamarła. Jej małe usta delikatnie rozchyliły się ze zdziwienia. przed jej drobną osobą stał nikt inny jak jeden z mrocznych kultystów - Lordi. Jego potworna twarz i pazurzaste dłonie sprawiły, iż Charakteria odruchowo zrobiła krok do tyłu. - Witaj księżniczko- powiedziało monstrum - Lordi?- rzekła Charakteria- Co Ty tu robisz? I gdzie są Dani i... Tuomas- gdy wypowiadała imię ukochanego kultysty słychać było zawód, iż to nie właśnie on stoi przed nią - Tak jak kazała nam królowa Leia, wyruszyliśmy w pościg za pogromczynią potworów MacFly - odparł potwór - Mieliśmy w planie rozsprawić się z nią, zanim uda jej się dotrzeć do klasztoru ale nie przewidzieliśmy, że będzie miała ze sobą aż tak liczne towarzystwo. Co do Tuomasa - w momencie gdy Lordi wypowiedział jego imię, serce Charakterii zaczęło bić szybciej-... oddzielił się od nas już jakiś czas temu. Ostatnio był jakiś dziwny. Razem z Danim zaczynamy wątpić w jego satanizm. Jeśli nie jest on całkowicie oddany Mrocznemu Panu, być może będziemy musieli się go pozbyć- odaprł Lordi. Charakterii trudno było zachować spokój- Nie mogła przecież pozwolić żeby ktokolwiek zrobił jej ukochanemu kultyście jakąkolwiek krzywdę- w umyśle Charakterii rodził się kolejny szatański plan pozbycia się niewygodnych dla niej osób. Nie miało dla niej znaczenia, czy byli to sprzymierzeńcy jej matki, czy nie. -A gdzie macie zamiar się teraz udać?- Zapytała potwora -Spróbujemy rozprawić się z MacFly w klasztorze, Dani poszedł przodem by przygotować zasadzkę zanim zdążą tam dotrzeć- odparło monstrum -A więc udam się z wami-odrzekła Charakteria- chcę na własne oczy oglądać klęskę MacFly i jej przyjaciół. Lordi skinieniem głowy dał do zrozumienia, iż zgadza się by Charakteria pomogła jemu i Daniemu w rozprawieniu się z właścicielką hacjendy. Jednak nie zdawał on sobie sprawy, iż swoimi wcześniejszymi słowami odnośnie kultysty Tuomasa wydał na siebie, a także na Daniego wyrok śmierci. Charakteria uśmiechnęła się pod nosem i razem z monstrum ruszyła pod osłoną nocy w stronę klasztoru...

Rozdział 9

Komnata zamku cała oświetlona była kryształowymi kandelabrami. Ta oślepiająca jasność cudownie podkreślała rokokowy wystrój wnętrza. Wszędzie pełno było bibelotów, draperii, świeczników, rzeźbionych figurek zarówno ludzkich jak i paskudnych smoków i chimer. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające wizerunki dawno odeszłych przodków, których twarze wydawały się wykrzywiać w groteskowych grymasach. Wszystko było gotowe do wielkiego balu. Jeszcze przez błyszczący parkiet przebiegła spłoszona służka, gdy do komnaty weszła strojna w diamenty, wschodnie atłasy i północne futra, wytworna jak zawsze królowa Leia. Rozejrzała się krytycznym wzrokiem po wnętrzu, oceniając pracę służby. Wydawane przez nią bale musiały być bowiem najważniejszym wydarzeniem w Metalii, a na pewno omawiane i uznawane przez wiele tygodni po. Rozmyślania o swojej sławie przerwał dumnej królowej dźwięk zamykanych drzwi. Do komnaty wszedł król Lonely Soul I, piękny, przystojny i dostojny jak zawsze. -Musimy odbyć wreszcie tą rozmowę! -huknął jak grom z nieba do małżonki, a byli sami w komnacie. Już chciał jej powiedzieć o co mu chodzi a tu nagle sufit się oberwał i uderzył władcę w głowę pozbawiając go przytomności. Na twarzy Lei natychmiast pojawił się złowieszczy uśmiech. -Świetnie-pomyślała- wszystko poszło zgodnie z moim planem. RATUNKU- krzyknęła- król stracił przytomność! To komnaty natychmiast wbiegła służba Szybko- rzekła z udawaną troską- Trzeba króla szybko przenieść do jego komnaty i opatrzyć! Kiedy król spoczął w swoim łożu, a służba pobiegła po królewskiego medyka, królowa zdjęła ze wskazującego palca pierścień. Wzięła szklankę wody po czym otworzyła pierścień który zawierał małą przegródkę wypełnioną dziwnym proszkiem. Wsypała go do szklanki z wodą, lekko zamieszała po czym odwróciła się i podeszła do męża który właśnie zaczynał odzyskiwać przytomność Mężu mój- powiedziała zatroskanym głosem- Napij się wody, zrobi Ci się lepiej Na w pół przytomny król począł pić miksturę. Gdy to robił, Leia uśmiechnęła się do siebie -Wspaniale-pomyślała- teraz już nic nie przeszkodzi mi w moim planie. Kiedy ten głupiec wypije tą miksturę już na zawsze będzie mi posłuszny. Król LS pił powoli, rozkoszował się każdym łykiem nieznanej mikstury. Nagle jego oczy nabrały tajemniczego blasku. Leia uśmiechała się coraz bardziej. -Teraz spełnisz moją każdą prośbę- pomyślała. -Odpoczywaj mój mężu teraz potrzebujesz spokoju aby nabrać sił, ja zajmę się wszystkim-Król LS nie potrafił odmówić swojej małżonce. Każde słowo które wypowiadała było dla niego niczym muzyka, jej słowa uspakajały go, wiedział że musi spełnić każde jej żądanie. Leia wyszła z komnaty .i wpadła na Daniego. - Co ty tutaj robisz, idioto? - syknęła. - To tylko obraz który przesyłam do Ciebie by Cię ostrzec, ma królowo. Mam złe wieści. Lordi zaczął współpracować z Charakterią bardziej, niż to potrzebne. Pragnie ją skierować z powrotem do zamku, by zabiła ciebie. Najbardziej zależy mu teraz na zdobyciu jednego z kluczy do mrocznych skrzyń. - Cicho! Jeszcze ten patafian usłyszy! - warknęła rozeźlona już na dobre Leia. - Nie zależy mu na śmierci ani TarjI, ani Szczepanii- kontynuował kultysta- Gorzej, wydaje mi się, że on jej pragnie. A w każdym razie chce ją opętać, by ta pozwoliła mu zapanować nad kuframi. Leia na te słowa zbladła. Jej mózg zaczął wykonywać tysiące skomplikowanych operacji naraz. Po chwili rzekła: - Ukryj się. Załatwię to. - po czym weszła ponownie do komnaty i uśmiechnęła się słodko do Lonely-ego. - Kochanie! Muszę Ci przekazać straszną wieść - rzekła z udawanym przejęciem - Właśnie dowiedziałam się strasznej rzeczy - ciągnęła- Dowiedziałam się, że twoja ukochana córka Szczepania nie została wcale porwana! Król, mimo iż był słaby od razu zareagował na wieść o swojej córce. - Jedna ze służek Szczepanii zdradziła nam, iż knuła ona już od dawna ten misterny plan! Sprzymierzyła się ze złym smokiem Ixionem żeby odnaleźć razem Mroczne Skrzynie Cudów po czym przejąć władzę w królestwie!- powiedziała przejęta Leia Król Lonely Soul czuł, iż to co mówi królowa jest pozbawione sensu, lecz jej słowa niczym słodki jad sączyły się poprzez całe jego ciało. Jego świadomość próbowała stawiać opór, lecz dzięki działaniu mikstury zdrowy rozsądek i wolna wola króla zmniejszały się z każdą sekundą. Nie minęły nawet dwie minuty, jak Lonely Soul I wierzył już w każde słowo swojej podstępnej małżonki. - Służka powiedziała, iż Szczepania upozorowała swoje porwanie, by wyciągnąć TarjĘ i Charakterię z zamku i potem móc je z łatwością.... zabić!- skłamała Leia - Mężu mój!- rzekła teatralnie królowa- Nie możesz do tego dopuścić! Musisz powstrzymać Szczepanię! Król, pod wpływem magicznej mikstury i omamiony kłamstwami Lei powiedział cicho: -Nie bój się, moja ukochana żono.. Nie pozwolę by ktokolwiek Cię skrzywdził... Zgładzę każdego kto miałby taki zamiar. Nawet- zawahał się na sekundę-...nawet jeśli miałaby to być moja córka. Leia uśmiechnęła się do siebie.- Mikstura działa doskonale- pomyślała. Król kontynuował: -Powiedz by wezwano Tolana, właściciela zamkowej pizzerii -rzekł -Właściciela pizzerii?- odparła oburzona Leia, zaniepokojona, iż skutkiem ubocznym mikstury mogło być to, że król postradał zmysły- Ależ mężu! Na co w tej sytuacji przyda się nam jakiś kucharz? -On nie jest zwykłym kucharzem-odpowiedział król- Jest także najlepszym skrytobójcą na moich usługach, jest inteligentnym i przebiegłym człowiekiem, najlepszym w swoim fachu... -Teraz rozumiem, kochanie- powiedziała- Natychmiast wykonam Twoje polecenie- rzekła po czym opuściła komnatę, pozostawiając ubezwłasnowolnionego, słabego władcę w swoim łożu. Za jakiś czas przed Lonely'm stanął Tolan. Gruby, łysawy facet po czterdziestce, dłubiący leniwie wykałaczką w zębach nie sprawiał wrażenia jednego z najznakomitszych zabójców Metalii. Popatrzył się arogancko na królową i rzekł: - Rozumiem, panie, że zostałem wezwany tu ze względu na twą małżonkę? Leia, uśmiechając się słodko, przesłoniła swoją osobą postać lekko zamulonego króla i rzekła: - Dokładnie. Grozi nam wielkie niebezpieczeństwo. Jedna z naszych córek - Szczepania - wypiła magiczny napój, przez który szaleje, niczym rzeźnik, po całej krainie i pragnie zniszczyć również nas. Ostatnim razem widziano ją w towarzystwie smoka! Czy nam pomożesz? - Ja... ekhm... dobrze. - Tolan przyjrzał się podejrzliwie królowej i odszedł. Po drodze rzekł do jednego ze służących: - Miej oko na tę królową. Albo mi się widzi, albo chce zrobić tu niezły bałagan. Królowa zaś, gdy tylko zobaczyła, że Tolan wyszedł, pobiegła do nadwornej wróżki i powiedziała kategorycznym tonem: - Łącz mnie z Metalowym Kwiatuszkiem. Ten wiecheć musi się czegoś dowiedzieć... - rzekła tak, gdyż nie mogła ścierpieć swej przyrodniej siostry, która nie musiała pielęgnować swojej urody mimo zaawansowanego stadium rozwoju (tak to jest, jak się zostaje wróżką).

Rozdział 10

TarjA i Leoncjo nadal przemierzali las. W pewnym momencie Leoncjo zatrzymał się tak gwałtownie że idąca za nim wąską ścieżką TarjA wpadła na niego. - Dlaczego się zatrzymałeś? - spytała - Nadal myślę o tym co powiedziała mi moja matka. - powiedział TarjA widząc smutek na jego twarzy powiedziała: - Nie martw się na pewno patrzy na ciebie z nieba i wierzy że spełnisz swój obowiązek i znajdziesz pozostałe klucze do skrzyń.. po chwili milczenia - Tak, wiem, że pozostawiła mi tą wiadomość z nadzieją że to zrobię, ale nie wiem czy podołam tak trudnemu zadaniu - powiedział Leoncjo - Na pewno Ci się to uda - powiedziała TarjA Leoncjo uśmiechnął się. Powiedział że trzeba ruszać w dalsza drogę. TarjA skinęła głową i poszli spoglądając na siebie co jakiś czas ..

W tym czasie dzielna drużyna przemierzała bagna... Riddler z jakimś żelastwem do obrony w lewej ręce i trzymając w prawej MacFly leciał ponad błotami. To samo robił wampir Taim z Moną a Riddler patrzył, wiec nikomu nie można było wbić zębów w kark, z reszta nie miał zamiaru tego robić Monie. Natomiast Tobias oddzielił się od drużyny, ponieważ był szybszy nie tylko od nich, ale także od wiatru. Gnał tak przez góry i lasy, morza i jeziora, skarpy na których wznosiły się wiatraki lub morskie latarnie. Minął zaorane pola i dzikie równiny. Leciał dalej, wtem usłyszał huk i zobaczył gwiazdy "Przecież już świta. Skąd więc one się wzięły" -pomyslał, gdy odzyskał wreszcie przytomność. Ujrzał wtedy też obok siebie siedzącego Komornika z grymasem złości na twarzy. Szedł sobie bowiem spokojnie, zadowolony, bo odebrał spory majątek ekscentrycznemu, ale obrzydliwie niegdyś bogatemu hrabiemu, gdy tu nagle ktoś wpada na niego przewracając -Kto ci dał licencję pilota ofermo! -wrzasnął do niego rozwścieczony Komornik -Wybacz, Jaśnie Wielmożny panie moją nieostrożność-kajał się Tobias- śpieszę bowiem do Klasztoru by ochronić nasze królestwo przed zagładą...

Rozdział 11

Na tle promieni czerwonego słońca wyłaniały się z mroku nieruchome kształty. Wydawać by się mogło, że wyrastają z ziemi. Pięły się pod samo niebo lub rozciągały poniżej. Zbliżywszy się, Charakteria i Lordi mogli już wyraźnie widzieć ruiny prastarego klasztoru. Weszli pomiędzy owe rozproszone na rozległej równinie kamienne kikuty. Tu poczuli w jednej chwili na sobie czyjś wzrok. Nie był on jednak mściwy, czy nienawistny. Był raczej miłosierny... Charakteria i Lordi byli bardzo zdumieni gdy zobaczyli Daniego. Siedział on i modlił się on z miłosierną istotą. - Witajcie moi przyjaciele!- powiedział na widok przybyszy- Muszę wam koniecznie opowiedzieć co się wydarzyło. To jest takie piękne. moje życie nabrało wreszcie sensu. Nie jestem już satanistą! Charakteria wiedziała, że jeśli Daniemu zmiękło serce stał się on jej nieprzydatny, wręcz niewygodny gdyż za dużo wiedział. -Musze koniecznie się go pozbyć-pomyślała Miłosierna istota zaprosiła przybyszy do środka na obiad. Podczas posiłku Charakteria wykorzystując chwilę nieuwagi otworzyła swój pierścień w którym trzymała środek usypiający. wzięła dwa kielichy- jeden miłosiernej istoty a drugi Lordiego i dosypała do nich proszku. -Teraz sobie spokojnie zaśniecie a ja zrobię to, co muszę-pomyślała po czym zwróciła się do kultysty- Dani chcę abyś mi wszystko opowiedział czy moglibyśmy porozmawiać- poprosiła Charakteria . -Wyjdźmy na powietrze-rzekła. Miłosierna istota oraz Lordi poczuli coś dziwnego. nagle w ich głowach zaczęło się kręcić, powieki stawały się ciężkie. nawet nie poczuli kiedy zasnęli. Charakteria opuściła razem z Danim klasztor i udali się na spacer. -Teraz Dani do niczego już mi się nie przyda- pomyślała- W tym stanie, w jakim się teraz znalazł, łatwo mi będzie się go pozbyć. Powiedz mi Dani- rozpoczęła rozmowę- Cóż takiego się wydarzyło, że postanowiłeś porzucić życie kultysty?- zapytała -Trudno mi to opisać księżniczko- odpowiedział ex-kultysta- Gdy przybyłem do klasztoru i spotkałem Rapsodię miałem zamiar się jej pozbyć. Gdy czaiłem się w mroku, czekając na dobrą okazję by wykonać mój plan, poczułem nagle coś dziwnego w sercu. Biła od niej tak wielka aura dobra, że...- przerwał w pół słowie i zachwiał się na nogach -Dani, co z Tobą- zapytała zdziwiona Charakteria -Ugh...-wymamrotał kultysta- Co... gdzie... Co ja tu robię???- powiedział zaskoczony -Nie pamiętasz?- odparła zdziwiona szlachcianka -Księżniczka?- Rzekł z jeszcze większym zdziwieniem Dani- Co księżniczka tu robi?? -zapytał Charakteria opowiedziała kultyście całą historię, począwszy od spotkania z Lordim nad brzegiem jeziora. To ta kobieta- syknął Dani- Nie pamiętam nic od momentu, kiedy powiedziała żebym przestał się ukrywać i wyszedł z mroku. I mówisz księżniczko że ja...- zawahał się chwilę i zaczął wypowiadać kolejne słowa z nieukrywanym obrzydzeniem- ja się z nią MODLIŁEM??- rzekł, po czym splunął jakby te słowa były najgorszą trucizną w jego ustach. -A gdzie Lordi?- spytał Charakterię -Został... razem z Rapsodią!- wrzasnęli prawie równocześnie (Charakteria naturalnie przemilczała część opowieści nie wspominając nic o środku nasennym i planach wobec Daniego) -Musimy po niego wrócić, zanim opęta go w ten sam sposób jak zrobiła to ze mną- rzekł Dani -Głupcze- krzyknęła Charakteria- I żeby także nas złapała w swoją sieć? Dziwne jest jednak to, że zarówno ze mną i Lordim nic się nie stało w czasie, gdy jedliśmy z nią posiłek. Jednak ja tez czułam tę dziwną aurę wokół niej... -Widocznie umie kontrolować swą moc- zastanawiał się kultysta -A może potrafi opętać tylko jedną osobę na raz? -rozmyślała księżniczka -Musimy znaleźć jakiś sposób by odciągnąć ją od Lordiego, wyciągnąć go stamtąd i przy okazji się jej pozbyć-ciągnęła Trzeba ich gdzieś wynieść - warknęła Charakteria po powrocie. - Dani, weź ich się pozbądź... - Gdzie? - zapytał nieprzytomny już kultysta. Moc Miłosiernej Istoty znów zaczynała na niego działać. - Czy ja muszę robić wszystko sama? - jęknęła księżniczka. Złapała ich nieprzytomnych i wyciągnęła po kolei za nogi. Z klasztoru, na skraj puszczy rozciągającej się za ruinami.

Rozdział 12

TarjA i Leoncjo zbliżali się do docierali już do ruin starego klasztoru. Usłyszeli jakieś głosy i zatrzymali się nasłuchując. - Jak myślisz kto lub co to może być? - powiedział Leoncjo - Nie wiem może po prostu jakieś zwierzę - odpowiedziała - To nie brzmi jak skradające się zwierzę, myślę że to cos innego - Ale co by to miało być ? - Nie wiem, ale mam nadzieje że się z tym nie spotkamy - Lepiej ruszajmy- powiedziała TarjA z zaniepokojona miną - więc chodźmy Poszli więc nasłuchując wciąż czy ktoś lub coś się do nich nie zbliża. Lecz po kilkunastu przebytych metrach znowu się zatrzymali, teraz już byli pewni że coś się czai za pobliskimi drzewami. Stali tak czekając aż to coś się ujawni i wtedy zobaczyli jakieś dziwne widowisko. Facet, który wyglądał niczym homoseksualista, wykłócał się z jakimś zakutanym w czarny płaszcz człowiekiem ciągnącym za sobą wór. - Jakie królestwo? Królestwo świetnie się ma! Czego najlepszym dowodem jest jego stan finansowy! - Właśnie, że nie! (i znowu ujrzeli wszyscy gwiazdy) - Przepraszam, mości panowie... - zaczął Leoncjo. - TarjA? - odezwał się ten w płaszczu. - Do domu, ale już! Ojciec się będzie martwił! - Siedź cicho! To, że mi łoiłeś tyłek za nieznajomość tabliczki mnożenia, nie uprawnia cię do rozkazywania mi, kiedy już jestem dorosła! Tobias i Leoncjo popatrzyli po sobie tylko bez przekonania.. Milczenie przerwał Leoncjo -Znasz tych gości?- zwrócił się do księżniczki -Tego w płaszczu owszem- odpowiedziała TarjA- Ale tego drugiego widzę pierwszy raz w moim życiu -Trochę szacunku!- oburzył się komornik -Szacunek szmacunek- zaczęła przedrzeźnianie szlachcianka- Nie jestem już dzieckiem i nie będziesz mi rozkazywał jak mam się do Ciebie zwracać, panie F!eld!- rzekła -Zobaczysz, jak tylko twój ojciec się dowie co ty tu poczynasz- zagroził F!eld -Mój ojciec jest daleko stąd!- obruszyła się TarjA- I nie będzie mi mówił co mam robić. Wiesz, szczerze mówiąc nie mogę się doczekać kiedy zostanę królową i wreszcie się Ciebie pozbędę z dworu- powiedziała księżniczka -Mimo swojego wieku wciąż zachowujesz się jak dziecko- odparł mężczyzna w czarnym płaszczu- Już ja widzę jaką Ty będziesz królową- rzekł z przekąsem Tobias i Leoncjo stali z boku i zgodnie stwierdzili, że chyba nie powinni się mieszać do tej sprzeczki.

Wędrując przez puszczę, anioł Riddler rozświetlał drogę przed sobą. Jego cień płynął przed nim - co, mimo, że niezwykłe - nie robiło wrażenia na członkach kompanii. Cień płynął, płynął, aż wyprzedził wszystkich. Po chwili usłyszeli jakiś głuchy łomot i wrzask cienia. Mona pobiegła przed siebie i zobaczyła, jak cień szamocze się z czymś zdecydowanie plugawym i mrocznym. Zdecydowanie było to pełne bandaży i stało, broniąc czegoś z kwiatami we włosach, co wyglądało jak typowa, objazdowa handlarka dewocjonaliami. W dodatku dewotka. Dewotka ta wpadła pomiędzy Lordiego a cień i krzyknęła: - Dość! Matka Ziemia nie wytrzyma tego!!! - A kimże ty jesteś? - spytał dobiegający Taim. - Jam jest Istota Miłosierdzia, pełna uczucia i litości, tak potrzebnych w tych czasach.. Módlmy się, bracia, albowiem nie znamy dnia, ni godziny! - zaczęła krzyczeć, machając przy tym różańcem na wszystkie strony

Sen Lonely'ego-powracajacy nieustannie (w narkotycznym transie), czyli odmienne stany świadomości Najjaśniej Nam Panującego...

już chciał jej powiedzieć a tu nagle sufit się oberwał.......cała pracochłonna dekoracja legła w gruzach marmuru. Praca i czasem życie tysiąca sług zostało zmarnowane w jednej chwili. Król i królowa przeżyli jednak. Gramolili się właśnie cali osmaleni kurzem budowlanym, gdy przez powstały wyłom w dachu wleciała ...wanna. Z hukiem uderzyła o leżące na jeszcze nie tak dawno błyszczącej posadzce pozostałości po suficie. Z jej dna wychyliła się nadobna postać. Jej oblicze wywołało nagłą zmianę na twarzyczce Miłościwie Nam Panującego króla Lonely Soul Pierwszego. W jednej chwili jego królewskie oblicze pokryło się delikatnym i niezwykle czystym odcieniem bieli. Duże oczy otwarły się jeszcze szerzej. Można było dostrzec w nich migoczące płomyki. ich powierzchnia zaszkliła się, a światło księżyca czyniło w niej magiczne refleksy. Przypominała teraz dziewiczo-czyste górskie źródełko, którego drżąca powierzchnia ma wkrótce spaść w doliny tworząc potężną rzekę. Równocześnie nie mniej królewskie chrapy nosa rozdymały powietrze coraz szybciej. Było to świadectwem że monarsze serce przyspiesza swą prace.

Rozdział 13 [Rapsodia] zaczęła krzyczeć, machając przy tym różańcem na wszystkie strony... ...w pewnym momencie sznur paciorków wskazał dwie postaci stojace na obrzeżu lasu. Za nimi dojrzeć mozna było pomarańczowe równiny, na których rozsiane były ciemne mury prastarego klasztoru. Jedną z postaci był to wysoki, bladolicy mąż na koturnach, z głupawym uśmiechem, drugą niska, zakapturzona, czarno odziana niewiasta ze zweglonym chochołem przywiązanym u pasa. Wszyscy zwrócili swój wzrok w stronę dwóch tajemniczych postaci -To ona!- krzyknęła Mona!- To ta kobieta która próbowała nas zabić! -Masz rację Mono!- odpowiedziała jej MacFly- Tym razem nam się już nie wywinie! Dwie dzielne bohaterki ruszyły w stronę Charakterii lecz na drodze stanęła im dewotka wciąż wymachując różańcem -To święta ziemia Matki Boskiej z Gwadelupy! - rzekła - Nie pozwolę wam czynić tu zła! -Ale to ona jest zła- wtrącił się Riddler- zamordowała już dzielną Tarję Turunen i zrobiłaby to samo z tymi dziewczynami gdybym im nie pomógł! -Nie ma złych ludzi- odrzekła Rapsodia- Ona po prostu zbłądziła! Módlmy się za nią do Matki Boskiej z Gwadelupy by ta ukazała jej ścieżkę dobra. -Z tą kobietą nie da się rozmawiać- odrzekł wampir- mam się nią zająć? -Nie Taim- odpowiedziała właścicielka hacjendy- Musimy uszanować jej wolę.

Zajęci kłótnią z miłosierną istotą dzielni bohaterowie nie zauważyli nawet kiedy Charakteria i Dani dali nogę.

- Nie ma ich- powiedziała Mona- uciekli! -Módlmy się za nich, by odnaleźli swą drogę- rzekła Rapsodia po czym razem z Lordim zaczęli odmawiać "Alma Redemptoris" -Co to za wariatka?- rzekł Taim do Riddlera - Wygląda jakby nie miała wogóle rozumu. I co robi z nią to... coś? -...Nie mam pojęcia- odpowiedział Anioł - Ale bądźmy ostrożni...dzieją się tu bardzo dziwne rzeczy...

Charakteria i Danii biegli przez las nie patrząc przed siebie -Niech to szlag!- przeklinała w myślach księżniczka- Nie powinni się byli ocknąć tak szybko- cały plan szlag trafił. Dobrze chociaż że ta kretynka nie pozwoliła MacFly nas gonić. -Nasz pomysł zastawienia pułapki na MacFly okazał się kompletną porażką- odezwał się Dani- Nie spodziewaliśmy się że klasztor będzie zamieszkiwała ta... Rapsodia -Wiem patafianie!- odwarknęła Charakteria- Musimy teraz wymyślić nowy plan, żeby pozbyć się ich wszystkich i odbić Lordiego! Przedzierali się tak przez gąszcz próbując mymyślić jakiś plan gdy nagle trafili tuż przed nogi Leoncja i Tobiasa oraz kłócących się TarjĘ i F!elda Charakteria stanęła jak wryta jak tylko ujrzała swoją starszą siostrę. TarjA natychmiast odwróciła głowę i na kilka chwil odjeło jej mowę ze ździwienia, jakie wywarł na niej widok młodszej siostry. Jednak po chwili przemówiła -co ty tu robisz ? - spytała -prubuje odnaleźć i ocalić Szczepanię- skłamała Charakteria -skoro tak to może poszukamy jej razem ?- zaproponowała TarjA Ale na te słowa Charakteria zrobiła wściekłą minę i - żartujesz, ja miała bym z toba coś robić? - powiedziała i pospiesznie odeszła a za nią poszedł Dani..w poł kroku zatrzymał ich jednak spiew. Podczas owej krótkiej sprzeczki sióstr oczy barda Tobiasa Sammeta poczęły wirować, gdy się uspokoiły wyciągnął z za pleców lutnię i zaśpiewał:

Pieśń słynnego wędrownego minstrela Metalii "U wrot Jasnego Poranka Zasiędzie wegierska Cyganka. Karty rozloży na granii, By opowiedzieć historię naszej, cnotliwej Pani. Gwiazdy i Papierze, Walety i Rycerze. Dwa kolory, cztery znaki - sekret to nie bylejaki. Więc, gdy Słońce Czerwone po raz drugi wzejdzie, Podążcie do wrót w największym pędzie. Węgierskiej Cyganki imię monet symbol nazywa, Który Wielką Boginią, świetością żeńską bywa. Tarota gra całą prawdę zna, katechizm karciany przez wieki skrywany węgierska Cyganka Wam powie, gdy jedno z Was na jej pytanie bezbłędnie odpowie. Zdradzi historię Zagubionej Młodej Pani Księżniczki Szczepanii, Która została por-wa-na Przez złego smoka I-xio-na."

Niestety nie wiedział nikt z obecnych słuchaczy, iz pieśń ta nie miała być przeznaczona dla ich uszu. Bard wyprzedziwszy Dzielna Drużynę spowodował, że wieśc tą poznała nie dzielna podróżniczka MacFly tylko Czarna Charakteria.... F!eld bez przekonania walnął Tobiego jego własną lutnią w głowę. Westchnął w myślach "Jeżeli wszyscy tu są tak pokręceni jak on, to chyba trzeba będzie się przenieść do jakiejś bananowej republiki..." - Dlaczego nie chcesz, byśmy wam pomogli? - zapytała Charakterię goniąc ją TarjA ze łzami w oczach. Charakteria zmrużyła swoje ślepka i pomyślała szybko "Właściwie, to można by ją dać smokowi na deser. A tego dzieciaka, którego sobie wytrzasnęła niewiadomo skąd ja sobie wezmę. Po Tuomasie i tak już nic wartościowego nie zostało. A tę parkę da się Lordiemu do zabawy. Może nawet będzie miał kolację..." - Przepraszam, droga siostro. Ja również jestem zestresowana wydarzeniami, nie jestem w pełni sobą. - wyszeptała słodko i ze skruchą w głosie. - Oczywiście, pomożcie nam ją znaleźć, z pewnością nam to przyspieszy poszukiwania. TarjA zamrugała oczami. Nigdy jeszcze nie słyszała, żeby Charakteria ją przepraszała. Tym bardziej więc ochoczo rzekła: - Ależ oczywiście... Leoncjo, PANIE F!ELD I TY TAM!!! PRZESTAŃCIE SIĘ OKŁADAĆ TYM INSTRUMENTEM I CHODŹCIE!!!

Małe Wtrącenie... Miłosierna Istota tymczasem wędrowała przez odległe zakątki królestwa. Nie wiedziała, co ją ciągnęło do stolicy Metalii, tym bardziej, że zahaczała o najdziwniejsze krainy: Midian, Zaklęte Krainy, Śródziemie, Fynlandię, Atlantydę, Lemurię, Nordland... Wiedziała jednak, że obok mrocznych i niebezpiecznych kultów, delikatnych faerie, smoków, bardów, elfów, Saurona i innych postaci, coś jeszcze kryje się w tej krainie, niczym Mroczne Widmo, prześladujące ją i pragnące zagłady krainy... Ciągnęła w stronę tamtej krainy, niczym Panzerfaust, niszcząc wszelkie przejawy złeo smaku i antyekologicznych poczynań... Zniszczyła fabrykę kiślu w torebkach, fabrykę pleśni na kiełbasy, dwa kasyna, na których gruzach stworzyła wraz z innymi oczyszczalnię ścieków, przyłączyła się do Ligi Obrońców Ślepych Nietoperzy oraz pokonała nieiwdzialnego boga pryszczy uprawiającego wraz z boginią żylaków lobbing..

Rozdział 14

W tym czasie na zamku króla Loney'ego Soula pierwszego trwały ostatnie przygotowania do wielkiego balu. Leia już traciła władzę nad królem bo jej mikstura okazała się zasłaba rzeby działać długo. Król zdąrzył wysłać trzech posłańców, którzy mieli dostarczyc listy jego córką w których powiadamia je o dacie balu na który mają się stawić. Wierzył on że Szczepania zostanie do tego czasu uratowana, bo gdy mikstura juz prawie nie działała uświadomił sobie że nie mogła by ona sprzymierzyc sie ze złym smokiem i prubowac odebrac mu królestwo. Co było powodem ciąglego zdenerwowania królowej.

Mała Retrospekcja...

...dlatego też nasz dobry władca wysłał swego podnózka i najwierniejszego sługę F!elda, pełniącego na dworze wielce zaszczytną fynkcję komornika by ten pierwszy odnalazł Szczepanię i nakłonił ja do zawarcia traktatu ze smokiem Ixionem. Ów tratkat miał by być podstawą zawarcia sojuszu, na którego mocy obie strony wyżekły by sie urzycia wojny i deklarowały zapewnienie równego bezpieczeństwa i pokoju. Nie istotne kto miałby być arbitrem tego sojuszu, ważne miały być jego zasady. Jego gwarantem była by osoba samej ksiezniczki Szczepanii. Krol ofiarowywał smokowi jej rękę wraz z wielce pokaźnym posagiem obfitującym w rozległe ziemie i kopalnie drogocennych kruszcow oraz konta bankowe pełne pieniedzy (którz by przecież chcial sama rękę? ). Był to bowiem fortel do wyjścia z niezwykle trudnej sytuacji. Głowę Najmiłosciwiej Nam Panujacego Króla Lonley Soul I zaprzątała bowiem kwestia dziedziczenia tronu Metalii. Miał on przecież az trzy corki, z których każda miała rowne prawo do władzy. Wydawszy Szczepanię za smoka Ixiona miał nie tylko zagwarantowane bezbieczeństwo, pomoc ze strony tego niezwykle groźnego, acz potężnego stwora, ale i jedną następczynię mniej. Komornikowi nie usmiechało się samemu pełnienić rolę sodomicznej swatki. Postanowił obarczyć częścią tej brudnej roboty kogoś jeszcze. Po dłuższym zastanowieniu wyciągnął z zapazuchy pomięty pergamin. Była to lista wszystkich dłużników i oszustów podatkowych, którzy jakze nikczemnie okradali skarb królestwa Metalii, swojej Ojczyzny! Palec F!elda przesunął się kilka razy w gorę i w doł owej listy, gdy spoczął wreszcie na jednym nazwisku. Brzmiało ono: MacFly. (Właśnie z powodu utraty jej posiadłości Andrzej Gołota odjechał na swym motorze w siną dal, a została tylko dzielna pogromczyni smoków)

Tym traktatem ugłaskał by też swoją małżonę Leię, gdyz zmęczony juz był nieustajacymi z nią kłutniami. Ech, jakze brakowało mu teraz miłości, czułych pocałunków, dotyku i zapachu kobiecego ciała. Jak bardzo pragnął by ktoś otoczył go naprawdę szczerym uczuciem. Tak w tym momencie pragnął kobiety, która nie chciała by jego władzy, pieniędzy, sławy. Koniec Retrospekcji... Owe silne emocje uniosły Lonlego z posłania mimo utraty sił spowodowanej miksturą. Wstal z łoża i posunął niepewnym krokiem po komnacie. Dzrzwi sypialni króla Lonely'ego uchyliły się i staneła w nich jakaś dziwna postać z różańcem w ręku i pokrwawionej sukni. Wrzasnęła - MĘŻU DZIELNY!!! RATUJ METALIĘ! W tej samej chwili do komnaty przerażonego Lonely'ego wpadła Leia z wrzaskiem: - WYNOŚ SIĘ STĄD, ZAKAŁO MAGICZNEGO RODU! Miłosierna Istota, bo to ona był, odkrzyknęła…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych