Wróć do katalogu

Wielki Mag

to tym, co straciliśmy, a nie odzyskaliśmy

mesueopublikowano 13 maja 201829 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Daleko, daleko, wysoko, wysoko w przestworzach istniało pięć galaktyk: Alba, Fata, Ulta, Istia, i Elia. Sześć galaktyk było połączonych ze sobą tunelami. Siódma - Elia znajdowała się pośrodku. Do niej prowadziły drogi z każdej galaktyki. Wejścia do niej broniła brama, którą otwierano o wschodzie słońca i zamykano o zachodzie. Alba była jedną z największych galaktyk Wszechświata. Żyli na niej ludzie o czarnych oczach i włosach jak heban. Zarówno kobiety jak i mężczyźni byli wysokiego wzrostu. Byli rolnikami i pracowali w polu. Uprawiali rośliny strączkowe, rośliny głowiaste, bulwy i inne. Plony swoje odtransportowywali tunelami na Ultę, gdzie przerabiano je na półfabrykaty lub gotowe produkty. Po pracy wracali do swoich domów wykutych w skałach. Życie wiedli spokojne i dostatnie. Obok niej była druga galaktyka, którą nazwano Fatą. Była nieco mniejsza niż Alba. Ludzie mieli oczy brązowe, a włosy białe. Byli średniego wzrostu. Pracowali w sadzie. Uprawiali różne drzewa, krzewy i krzewinki owocowe. Kiedy owoce były dojrzałe zbierali je do koszy i odtransportowywali na Ultę. Oni mieszkali w domach zbudowanych z drewna. Ulta była wielką galaktyką przemysłową, w której były przetwórnie warzyw i owoców i fabryki, gdzie produkowano różne rzeczy potrzebne do użytku codziennego i do pracy. W wielkich przetwórniach Ulcianie z owoców robili dżemy, soki, kompoty zaś z warzyw mrożonki, marynaty. W fabrykach powstawały różne przedmioty gospodarstwa domowego Były to miski, talerze, noże, widelce, garnki, łopaty i wiele innych tak potrzebnych do życia i pracy. Wszystkie przedmioty dzielono na sześć galaktyk i odtransportowywano tunelami. Ludzie mieli szare oczy i rude włosy. Byli krępej budowy ciała niskiego wzrostu. Mieszkali w domach z kamienia. Na Istii żyli ludzie o spokojnym usposobieniu. Mieli niebieskie włosy i oczy. Każdy z nich był obdarzony talentem. Nazwano ich artystami. Umilali czas ludziom z innych galaktyk śpiewem, tańcem, grą na cytrze. Kiedy dzień nadchodził z wielkich megafonów rozlegał się niebiański śpiew. Na wideofonach oglądali tańczące kobiety i mężczyzn taniec motyla. Inni malowali piękne obrazy, freski, które ozdabiały domy innych ludzi. Inni pisali piękne wiersze, które recytowali przez megafony. Cieszyli się szacunkiem i podziwem ludzi z innych galaktyk. Mieszkali w domach zbudowanych z gliny. Wokół domu rosły kwiaty. Pośród innych galaktyk istniała najmniejsza - Elia. Do Elii prowadził z każdej galaktyki tunel. Mieszkał tutaj Wielki Mag. Był wysoki i szczupły. Miał siwe włosy, spadające mu na ramiona i siwą brodę, którą gładził dłońmi, gdy popadał w zadumę. Niektórzy go nazywali pieszczotliwie „Starcem z siwą brodą”. Miał duże oczy, którego źrenice mieniły się kilkoma kolorami, a więc czarnym, brązowym, szarym, niebieskim i fiołkowym. Był niezwykle dobry, cierpliwy, wyrozumiały i kochał wszystkich ludzi. Służył ludziom radami i pomocą. Miał niezwykłe moce i potrafił zażegnać każdemu niebezpieczeństwu, wyleczyć każdą chorobę. On władał śmiercią. Trzymał ją w wielkiej komorze, nie dając jej przyzwolenia na działanie. Był on największy i najpotężniejszy. Łączył wszystkie galaktyki. Przez tysięcy lat nic zakłócało ustalonego rytmu życia na żadnej galaktyce. Ludzie żyli szczęśliwie i dostatnio. I byłoby dalej tak błogo, tak dobrze, gdyby pewnego dnia i nie wiadomo skąd zjawił się wichrzyciel. Nazywał się Rokita. Miał rude włosy i oczy czerwone. Jego długi nos i uszy czyniły go bardzo brzydkim, tak, że trudno było na niego patrzeć. Miał długie zęby i wykrzywione usta. Ubrany był czarną, długą szatę, która przykrywała jego krzywe nogi. Chodził od galaktyki do galaktyki i dawał złe świadectwo dla Wielkiego Maga. Krzyczał, że Wielki Mag jest nieudolny, i że nie jest ani dobry, ani mądry. Twierdził, że on mu dorównuje, i że to on jest panem wszystkich galaktyk, a nie Wielki Mag. O istnieniu Rokity doszło do uszu Wielkiego Maga. Wezwał go do swojego zamku na Elii. Swojemu wiernemu druhowi Serafinowi kazał nie przeszkadzać pod żadnym pozorem. Miał tylko wprowadzić Rokitę do jadalni i odejść. Kiedy Rokita się zjawił Wielki Mag zarosił go do stołu. Zjedli razem kolację, popili czerwonym winem i na koniec Wielki Mag postawił tacę z winogronem na stół. - Popatrz Rokito, to jest kiść winogrona. Na jednej gałązce masz wiele owoców, które ona łączy w jedno grono. Owoce są połączone małymi gałązkami, gdyż inaczej pospadałyby. Ta jedna gałąź, zatem łączy wszystkie elementy w jedno, gdyby było inaczej pospadałyby na ziemię i nie tworzyłyby jedności. - Nie rozumiem, że tak powiem Magu tego, co mówisz. O co ci chodzi? - zapytał Rokita. - O to, że jestem jak ta gałąź i czuwam nad całym narodem wszystkich galaktyk. - Czy masz do tego prawo? – Zapytał Rokita. - A ty czy masz? – zapytał Wielki Mag. - Mam. - Nie masz i nikt ci tego nie dał. Rościsz sobie tylko do tego prawo. Burzysz spokój i szczęście tych ludzi, a do tego też nie masz prawa. - A skąd ty niby o tym wiesz, skoro ja mam nie wiedzieć. -, Bo ty jesteś dzieckiem Elba. Kiedyś walczyliśmy i on przegrał. Został wysłany w próżnię kosmiczną. Widocznie w jakieś nieokreślony sposób wydostał się z niej i spłodził ciebie. - Tego już dość. Nie będziesz obrażał mego ojca. Odchodzę. Masz tu trzy ziarna zboża za gościnę. Nie chcę być dłużny – powiedział Rokita i bardzo zagniewany wyszedł z zamku Wielkiego Maga. - Wielki Magu, czy mam go zatrzymać? - Nie Serafinie. W tym momencie nic to nie da. Nie wiemy jeszcze ilu takich jest jak on. - Jak chcesz Wielki Magu, ale on jest niebezpieczny. -, Jeśli przerwie się nić przeznaczenia zginą wszyscy. - Szkoda Wielki Magu, ale jak zawsze masz rację. - Niech, zatem los snuje swoją nić. Innej drogi nie ma. Rokita nie poprzestał na kłótni z Wielkim Magiem. Wichrzyciel już od dłuższego czasu zastanawiał się jak zmienić ustalony porządek rzeczy i przejąć władzę od Wielkiego Maga. Chciał nie tylko władzy, ale i zemsty za ojca, który został wygnany z galaktyk. Zaczął podburzać ludzi przeciwko Wielkiemu Magowi. Na początku Wielki Mag w porę potrafił zażegnać jego niecnym knowaniom. Nie karał ludzi, lecz tylko im tłumaczył, rozmawiał. Prosił ich o głębsze zastanowienie, zrozumienie prawdziwych intencji Rokity i odstąpienie od buntu. Wysyłał apele do Rokity, aby zaprzestał podżegania i namawiania ludzi do niepokoju. Na niewiele to się zdało. Rokita był nieubłagany. Czuł jednak, że musi się ukrywać i robić to bardzo dobrze. Postanowił, że nie będzie walczyć sam z Wielkim Magiem, gdyż taka walka im nic nie daje. Postanowił zatem utworzyć cztery grupy. W każdej grupie byłoby po sześć osób dowodzących, którzy werbowaliby pozostałych w swoje szranki. Grupy zamierzał przeszkolić i po jednej rzucić do każdej galaktyki. On miał być ich naczelnym wodzem. Tak też i zrobił. Jednych kupił obietnicami, innych zastraszył, ale dopiął swojego. Ludzie, którzy przysięgli mu posłuszeństwo i wierną służbę pozostawił na ich rodzimej galaktyce. Żyli, pracowali, mieli dzieci i niby nic się złego nie działo. Rokita łączył się z nimi za pomocą transformacji. Czekali na jego polecenia.. Wielki Mag czuwał nad tym wszystkim, ale jak sam powiedział, że los musi wić nić. Minęło kilka lat spokoju. Wielki Mag wiedział, że spokój niedługo zostanie zburzony.. Znał naturę Rokity i wiedział, że nie poprzestał na usunięciu się w cień. Wielki Mag był przygotowany na atak. Z kolei Rokita nabrał pewności, że uśpili jego czujność i przystąpili do działania. Początkiem akcji było narodzenie dziecka przez Umę. z galaktyki Ulży i Vila z planety Vikty. Dziecko urodziło się małe z rudymi włosami. Vil postanowił wykorzystać sytuację. Zaczął swoją żonę podjudzać przeciwko Wielkiemu Magowi. - Kochana Umo zobacz nasze dziecko jest małe i będzie rosło powoli, a dlaczego nie może być piękne. Dlaczego nie może mieć oczu niebieskich, włosów białych, a nie tylko jakieś rude. Przecież nie jesteśmy gorsi od nikogo. - Mężu może ty i masz racje, ale popatrz na nas. Jestem niska, więc skąd moje dziecko ma być długie, a ty masz rude włosy, więc skąd niby miałyby być białe. - Tak, to prawda, ale dziecko może być ładniejsze, wyższe. Nie uważasz? - Raczej nie. - Nie pragniesz, aby było urodziwe? - Nie wiem. - Przecież to dziewczynka! - I co z tego? Jest do nas podobna. Tak jest i basta. -, Ale widzisz, gdybyś poszła do Wielkiego Maga i poprosiła go o zmianę kodu dla naszej córki, żeby była trochę ładniejsza, to czy to by znaczyło coś złego? Wszak matka chce zawsze dobra dla swojego dziecka. - A ty nie możesz do niego pójść i poprosić? - Raczej nie. - Dlaczego? - Jesteś kobietą, matką, a zawsze jest to lepiej postrzegane. - Hm. Może pójdziemy razem? - Mogę ci towarzyszyć, ale prosić będziesz sama. - Dobrze. Kiedy pójdziemy? - Jutro! Nazajutrz Uma i Vil poszli razem z dzieckiem do Wielkiego Maga. Vil bardziej ją wspomagał niż brał udział w rozmowie. Kiedy Umai przedstawiła swoją prośbę Wielki Mag wstał. - Nie mogę nadziwić się waszej prośbie. Dziecko jest waszym odbiciem. Skąd, więc zatem takie żądanie? - Wielki Magu to nie żądanie, a prośba. - Skąd, więc zatem taka prośba? - Matka zawsze chce dobra dla swojego dziecka i wydaje mi się, że jak będzie ładniejsze to będzie szczęśliwsze. - A skąd o tym wiesz? Chcesz decydować za dziecko teraz, kiedy jeszcze jest małe. Może, gdy dorośnie przyjdzie do mnie, abym cofnął zmianę kodu, jeśli to uczynię. - Wielko Magu wybacz, ale zawsze chciałam być wyższa, a jestem niziutka. - Wracajcie do swojego domu. Jutro dam wam odpowiedź. Kiedy wyszli Wielki Mag zasępił się. Wiedział, że to był dopiero początek ludzkich żądań i czuł, kto za tym stoi. Udał się na spoczynek, mając już gotową odpowiedź dla Umy i Vila. Nazajutrz Uma i Vil wraz z dzieckiem stawili się u Wielkiego Maga po odpowiedź. - Skoro mnie prosicie o zmianę kodu ze względu na swoje własne uprzedzenia zmienię kod, ale pod jednym warunkiem, że nigdy o tym nie powiecie nikomu i dziecko macie nazwać Abą. Czy warunki są jasne i przyjęte? - Tak. - Czy zatem mam to zrobić?. - Tak – odpowiedzieli zgodnie Wielki Mag wziął dziecko i zaniósł je do tajemnej komnaty. Był tam może godzinę, a może dwie. Fakt, że kiedy wrócił z dzieckiem wyglądało ono inaczej. Miało białe włosy, niebieskie oczy i wzrost się trochę zwiększył. Uma wzięła dziecko na ręce i wyszli. Kiedy wyszli podszedł do Wielkiego Maga Serafin i zapytał: - Wielki Magu powiedz, dlaczego to zrobiłeś? Kiedyś wszak przecież odmówiłeś. - Mój drogi, jeśli bym odmówił zatrzymałbym to tylko na chwilę, a wszystko i tak potoczyłoby się dalej. Teraz zobaczymy jak to się rozwinie. Pozwoliłem sobie na zmianę, bo widocznie ludzkość musi dopełnić swojego przeznaczenia. Nie ma innej drogi. - Smutno mi się zrobiło Wielki Magu. - Mi też. Widocznie, co ma upaść musi upaść. Może za długo było szczęśliwie i spokojnie. A może jest jeszcze szansa na to, że będzie inaczej. Pozwól mój drogi, że oddalę się teraz do mojej samotni – powiedział Wielki Mag i odszedł. Serafin czuł, że Mag jest przygnębiony. Wiedział jak bardzo Mag kochał ludzi, ale i on już nie mógł zatrzymać przeznaczenia, jakie było zapisane w wielkiej księdze historii ludzkości. Spełnienie prośby Umy i Vila było tylko początkiem historii ludzkości, która miała się spełnić. Po tym fakcie ludzie stali się odważniejsi i bardziej roszczeniowi.. Przybywało żądań i ludzi, którzy chcieli coś zmienić w swoim życiu. Wielki Mag ograniczył kontakty z ludźmi. Wybudował przy każdym wejściu bramę, którą otwierał tylko na 12 godzin. Przez ten czas przyjmował ludzi i słuchał ich roszczeń. - Wielki Magu chcę być zielonooki – powiedział Hal. -, Dlaczego chcesz być zielonooki? - Znudziły mi się już szare oczy. - Odejdź twoja prośba nie zostanie spełniona. Następny proszę. - Witaj Wielki Magu. - Witaj. Co ciebie sprowadza? - Nie chcę już pracować w polu. Chce być artystką – powiedziała Koja. - Artystką powiadasz. A jaką artystką? - Chciałabym tańczyć i śpiewać. - A głos i słuch masz? - Właśnie po to przyszłam. - Opuścisz swoją galaktykę i pojedziesz na Istię. Tam będziesz uczyła się tańca i śpiewu. Napiszę list do Wielkiego Artysty Kana, polecającą ciebie. - Wielki Magu, a nie możesz swoimi czarami sprawić, abym tańczyła i śpiewała bez nauki? - Chcesz powiedzieć, że nie chcesz sia uczyć? - No nie, raczej nie. Przecież możesz uczynić mnie tancerką i śpiewaczką w jednej monicie. Nie trudziłabym się wówczas. Dla ciebie to przecież drobiazg. - Chciałabyś mieć coś bez trudu, bez pracy? - A to coś złego? - Odejdź. Nigdy do mnie nie wracaj, chyba, że zmienisz zdanie. Czasami w trudzie i znoju przychodzi sława, a ty chcesz to od razu w jednej minucie. Zbyt to lekkie i zbyteczne. - Jesteś nie dobry! - Jestem dobry skoro ciebie nie karzę. Odejdź. Następny proszę. - Bądź pochwalony Wielki Magu. - Bądź i ty pochwalony. Kochany Fago, co ciebie do mnie sprowadza? - Jestem, bo też chciałbym być blisko ciebie. Ciągle nasz przy sobie tylko Serafina, a może i ja na coś ci się przydam? - To coś nowego. Nikt dotąd mnie o to nie prosił. Ty jesteś pierwszy. - No właśnie. - Drogi Fago jestem z Serafinem od początku i nie zamierzam niczego zmieniać, aczkolwiek rozważę twoją propozycję. Odejdź w pokoju. -, Kiedy otrzymam odpowiedź? - Za siedem dni. Odejdź! Wielki Mag posmutniał. Roszczenia ludzi zaczęły przybierać coraz większy zasięg. Już nie dotyczyły zmiany koloru oczu, wzrostu, czy pracy, ale zataczały krąg coraz bliższy jego samego. Jego wierny towarzysz przyglądasz mu się z daleka i czuł, że Mag jest u końca swojej cierpliwości. - Wieli Magu, czy za tym stoi twój odwieczny wróg? - Tak Serafinie i to jest moje utrapienie. - Myślisz, że popycha ich w kierunku twojej mocy? - O to mu chodzi. Chce przejąć kontrole nad ludźmi i pewnie już zaciera ręce z radości. Ludzie wysuwają coraz większe żądania i ciągle ich przybywa. Jeszcze do niedawna nie dotyczyły mnie samego i mojej mocy, ale już pojawiają się pierwsze symptomy. Fago chce zająć twoje miejsce, albo przynajmniej jednocześnie z tobą być przy mnie. - I co? Może być ze mną. Umiem się dzielić. -, Jeśli odpowiem nie, to będzie starał się podburzyć innych przeciwko mnie, a nie zgodzę się na jego żądanie, bo jesteś ze mną od zarania wieków i tak już pozostanie. Poza tym rodzi się pytanie Serafinie, czy on umie się dzielić i współistnieć. O tobie wiem, że jesteś dobry i łagodny, a co do niego mam już wątpliwości. - Dziękuję za zaufanie, ale w takim razie, co zrobisz z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych