Wiemy, czym... (Ja się nie żegnam. cz.5)
Wiemy, czym jesteśmy, ale nie wiemy, co się z nami stanie... Powiadają, że córki i dramatyzm... Właściwie jest to kolejna część historii Weroniki, a do tego pokrętne aluzje literackie dla bystrych i odważnych...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wiemy, czym jesteśmy, ale nie wiemy, co się z nami stanie...
(...)Las był wilgotny, ciemny i wysoki, a były to, bez dwóch zdań, jego atuty wobec sierpniowych, niemiłosiernych upałów. Na szkarłatnym kocu, „po turecku” siedziała młoda dziewczyna o zgrabnych i ponętnych kształtach, a za nią, a także tuż obok, spomiędzy gałęzi przebijały się promienie światła, by potem pozostać w poszyciu, rozrzucając niedbale nieregularne, białe plamy. Była dumna, wyniosła i zachłanna każdej cząsteczki świata, który ją otaczał. Pragnęła każdym ruchem i była pożądana. Miała na sobie krótką, zwiewną sukienkę koloru najczystszego mleka, a krótkie włosy delikatnie poruszały się i skrzyły. Elektryczne włosy, chciałoby się powiedzieć. Były białe, nie blond, nie siwe, dokładnie, literalnie: białe.
Odmieniona Weronika siedziała na szkarłatnym kocu, złożywszy nogi, niczym posłanniczka Boga, kapłanka delikatnie dmuchała w rozpalony przed nią czerwono-skaczący ogień, a wokół, niczym antyczne, monumentalne kolumny, jedna, za drugą wyskakiwały i wyrastały strzeliste, czarne sosny.
Kątem oka obserwowała leżącego obok Michała wpatrzonego w dziury dachu z igieł i pomyślała, że to właśnie musiał czuć Faust, gdy przeżywał swoje {i}„chwilo-trwaj-wiecznie”{/i}, ten sam ciemny i wilgotny piknik, ten sam, co oni, choć prawdopodobnie nigdy nie był na żadnym pikniku, choć prawdopodobnie nigdy też nie istniał. Szczęście to coś w tym stylu, może piknik, myślała,{i} może życie z Rozenkracem{/i}. W głębi duszy bardzo się bała, że chwile te są kruche, a kto wie, czy nawet prawdziwe, często miała wrażenie, że wszystko wokół nich jest nierealne, w najlepszym zaś razie, że znajdują się na granicy jawy i snu przeszłości. Najbardziej lękała się, że Michał, tak jak przed dwudziestu laty zniknął z życia jej matki, tak teraz może w każdej chwili rozpłynąć się jak miraż, jak sen każdego poranka.
Nie wiedziała, kim dla niego tak naprawdę jest. {i}Czasami matką, czasami córką{/i}, przyznawała z żalem w sercu. Widziała jak zmienia się jego wzrok, tak jakby dostrzegała w jego oczach dodatkową soczewkę, która nieustannie zmienia ogniskową, regulując płaszczyznę czasu, swobodnie przechodząc z przeszłości w teraźniejszość. {i}To nie jest dar, to przekleństwo…{/i}Starał się kontrolować, ale i tak czasami zdarzało się, by powiedział do niej {i}Karolino{/i}… Przefarbowała i obcięła dość znacznie włosy. Zmieniła styl ubierania. Miała nadzieję, że przestanie przypominać światu, Rozenkracowi, sobie, własną matkę. {i}Jestem Weroniką i tylko nią{/i}, powtarzała po cichu własną, osobistą mantrę.
Między jedną {i}Karoliną{/i}, a następną, chwile upływały wspaniale, czas stał dla nich w miejscu, dla jej wielkiej przygody. Pikniki stały się rytuałem, namacalną metaforą, zachłannie powtarzaną jako dowód tego, w co grali. Mniej lub bardziej świadomie, stały się one dla nich jednostkami, według których odliczali czas, zresztą podobnie jak owe nieszczęsne, zawsze niby nieumyślne, {i}Karoliny{/i}. Od tamtej nocy, kiedy Weronika opierała się o gorący blok minęły dwa miesiące. Michał zabierał ją do lasu, tak często, jak tylko było to możliwe, {i}życie to nie kolekcja, dobre chwile, zawsze warto powtarzać{/i}, mówił i częstował ją jajkiem na twardo, i podawał bułeczkę, i uczył jeździć samochodem…
W ten sposób odmieniona Weronika siedziała w wilgotnym lesie na szkarłatnym kocu rozpalając delikatnie, zupełnie niezdarnie, cały czas zachowując jednak powagę chwili, jej chwili jako kapłanki, a więc z namaszczeniem rozpaliła ten ogień, a Rozenkrac, leżąc tuż obok, nie podnosząc się, sięgnął za głowę i podał jej gruby, czarny patyk i zaśmiał się cicho, tak, by nie wyprowadzać jej z transu i pomyślał, że to seksowne, zabawne i niebezpieczne. Weronika paliła, paliła mosty, paląc listy, które od niego dostała, twierdząc, że tego wymaga dramatyzm, kompozycja i estetyka. {i}To trzeba było zrobić {/i}i teraz powoli grzebała, rozżarzała i zasypywała popiołem listy, zostawiając sobie jedynie pierwszy, na pamiątkę, na dopełnienie obrazu…
Gdy skończyła i pozostał jedynie długi wężyk białego dymu, odwróciła się w jego stronę, spojrzała pełna powagi, pełna dumy z wyczynu, pełna satysfakcji i pełna myśli. {i}Naprawdę ładny obraz{/i}, Weronika zastanawiała się, czy aby na pewno on to rozumie, czy rzeczywiście fakt, że jest reżyserem zbliżał go do prawdy. {i}Nieźle się dobraliśmy, myślała, ja reżyseruję życie, ty Szekspira, a zresztą, czym to się różni…{/i}Michał otworzył oczy i z grymasem przyzwyczajania się do światła, nieśpiesznie objął ją wzrokiem, po chwili zapytał; natomiast za Weroniką wciąż falował i wznosił się ku niebu jasny jak jej włosy dym:
- Białe?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil erazmus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…