Wilkołaki
Czterech ludzi. Osiem wilkołaków. Jedna noc. Jak to się skończy? Raczej nie straszne;]
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"WILKOŁAKI" FADE IN: NOC. LAS. PRZED MAŁĄ DREWNIANĄ CHATĄ. Przy świetle lampy naftowej potężny mierzący grubo ponad 2 metry drwal rąbie drewno. Idzie mu to z łatwością. Na jego twarzy widać radość z wykonywanej pracy. Nagle w lesie coś zaszeleściło. DRWAL odkłada siekierę i zmierza w kierunku odgłosów. Zza krzaków wychyla się starszy mężczyzna. Jest podobny do ELVISA tyle, że starszy.
DRWAL Kim pan jest? ELVIS Bardzo biednym człowiekiem... DRWAL Zapraszam do mojej chaty.
CHATA DRWALA. Widać po niej, ze jej właściciel jest biedny. Właściwie poza stołem, dwoma krzesłami, łóżkiem i balią nie ma tam nic. Wszystko jest wykonane z drewna. Na krześle siedzi DRWAL, a na łóżku ELVIS.
DRWAL Dlaczego jesteś biedny? ELVIS Kiedyś byłem kimś. Teraz jestem nikim. Byłem idolem nastolatek. Wołali na mnie król. Niestety mała wyprawa do lasu wystarczyła. Spotkałem wilka... DRWAL I co dalej? ELVIS Co było dalej wolę nie wspominać. Jestem obciążony strasznym przekleństwem. Musiałem zniknąć. Wszyscy myślą, że nie żyję... A ja błąkam się po tych okolicach.
ELVIS patrzy przez okno. Księżyc dochodzi do pełni. Słychać wycie wilka.
ELVIS Już czas.
Mocno błyska. Jest tak jasno, że nic nie widać. Jednocześnie słychać wycie wilka i grzmot błyskawicy. Wszystko trwa ułamek sekundy. Gdy jasność się kończy widać srebrny napis na czarnym tle: WILKOŁAKI.
BOISKO DO PIŁKI NOŻNEJ. DZIEŃ Na boisku grają ROBERT i TOMASZ. Obydwaj mają około 35 lat. Wyglądają raczej na zwyczajnych ludzi, niczym się nie wyróżniających. ROBERT stoi na bramce. TOMASZ przymierza się do wykonania rzutu karnego. Kopie i piłka leci wysoko nad bramką.
ROBERT Ale balon. TOMASZ I pomyśleć, że kiedyś nawet przymierzali mnie do kadry juniorów. ROBERT Ciebie do kadry? TOMASZ No. Ale to dawno było. ROBERT Bardzo dawno. Dobra zbieramy się już 11:00. Na 14 mamy drugą zmianę.
ŚCIEŻKA W LESIE. DZIEŃ. Droga idą ROBERT i TOMASZ.
ROBERT Nie lubię tej ścieżki. TOMASZ No. ROBERT W dzień to jeszcze jakoś, ale jak wracamy po 22 to jest tutaj ciemno jak w dupie u murzyna. TOMASZ No. ROBERT Zawsze wydaje mi się, że zza rogu wyskoczy jakaś poczwara. TOMASZ No. ROBERT Zresztą jak dowiedziałem się, że jedziemy do Kanady do pracy to myślałem, że będziemy mieli jakąś fuchę w Toronto, czy gdzie. TOMASZ No. ROBERT A my wylądowaliśmy na jakiejś pipidówie. w środku lasu. TOMASZ No. ROBERT Praca w tartaku to nie jest szczyt moich marzeń. TOMASZ No. ROBERT Kurde Tomek. Zarobimy trochę kasy to kręcimy film o wilkołakach nie? TOMASZ No. ROBERT A potem witaj Hollywood. TOMASZ No. ROBERT Ty, a mógłbyś czasem powiedzieć coś mądrego niż tylko to no i no. TOMASZ Coś mądrego.
TARTAK. DZIEŃ. WNĘTRZE MASZYNY DO PRZENOSZENIA KŁÓD DREWNA. W maszynie siedzi ROBERT. Maszyna jest wysoka u góry tylko zakończona małą kabiną. Na pulpicie jest mnóstwo przycisków. ROBERT steruje maszyną. Słychać pukanie do drzwi kabiny.
ROBERT Wejść!
Do kabiny wchodzi JACK. Mały, niepozorny facet w średnim wieku.
JACK Rob. ROBERT Czego? JACK Robię sondę. Wolisz w stołówce zakładowej jeść fasolę, czy groszek. ROBERT Wole piwo. JACK Nie ma takiej opcji... ROBERT To dopisz. JACK Ok. ROBERT Ty. A jak tu wszedłeś? JACK Normalnie. ROBERT Ale tutaj nie ma drabiny tylko kabina zjeżdża jak winda. A od 2 godzin jestem na wysokości 3 piętra... JACK Ty to jak ja zejdę. ROBERT Tak jak tu wszedłeś. JACK Ale ja nie wiem jak tu wszedłem. ROBERT To siadaj obok mnie.
JACK siada obok ROBERTA. Jego wzrok skupia się na wielkim, czerwonym guziku. Pod nim jest napisane: NIE DOTYKAĆ. JACK nie wytrzymuje i naciska go. Nic się nie dzieje.
JACK Po co był ten guzik? ROBERT Robię taki eksperyment socjologiczny. Pisze na guziku, żeby nie dotykać i patrzę ile debili dotknie. Narazie 100% skuteczności. JACK Hehe. Debile.
TARTAK. PLAC Placem idzie TOMASZ.
TOMASZ Ej Louis nie opieprzaj się! LOUIS(OFF) Goń się frajerze! TOMASZ To się nazywa szacunek dla kierownika.
Do TOMASZA biegnie KYLE. Młody stażysta w tartaku. W ręku trzyma kopertę.
KYLE Panie kierowniku! Panie kierowniku! TOMASZ Co jest Kyle?
KYLE daje TOMASZOWI kopertę.
KYLE To dla pana ode mnie. Niech pan otworzy. TOMASZ otwiera kopertę. Wyciąga z niej zdjęcia. Jest na nich nagi KYLE. TOMASZ trochę się speszył. TOMASZ Nie musiałeś... KYLE To była dla mnie przyjemność.
Do TOMASZA i KYLA podchodzi SZEF tartaku. Jest młody i raczej luzacki.
SZEF Co tam?
Podchodzi do TOMASZA i klepie go po tyłku. Patrzy na to KYLE z nienawiścią.
TOMASZ Wszystko dobrze. Tylko Louis się opieprza. SZEF Louis nie opieprzaj się! LOUIS(OFF) Goń się frajerze! SZEF Chyba nic na to nie poradzę. Tomek może wpadniesz do mojego gabinetu? TOMASZ Nie dzięki szefie. SZEF Jak chcesz.
SZEF się oddala. Podbiega do niego KYLE.
KYLE On jest mój. Byłem pierwszy! SZEF Ja jestem tutaj ważniejszy. To ja mam pierwszeństwo. Jak mi się znudzi to ci go przekażę.
Odchodzi.
SZATNIA. PÓŹNY WIECZÓR. W szatni jest pełno robotników. Wszyscy się przebierają. Część wychodzi spod prysznica. Do już prawie przebranych ROBERTA i TOMASZA podchodzi ANDY. Umięśniony robotnik koło 40. Właśnie wyszedł spod prysznica. Na dole jest przepasany ręcznikiem. Podchodzi do ROBERTA i właśnie poprawia ręcznik. ROBERT przez moment widzi co ma pod ręcznikiem.
ROBERT O kur... ANDY Co zazdrościsz? ROBERT No jasne...
ANDY ściąga ręcznik. Ma pod spodem Złote majtki z wizerunkiem Supermana.
ANDY Kupiłem je na aukcji. Jak byłem w Toronto.
ANDY odchodzi. TOMASZ zmierza ku swojej szafce. Widzi jednak przy niej LOUISA- 50 letniego, chudego faceta z bujną grzywą i wąsem. LOUIS wyciąga z jego szafki dezodorant i pryska się pod pachami.
TOMASZ Przepraszam... To moja szafka. LOUIS Goń się frajerze! TOMASZ Czuję się tutaj poniżany.
Na środku szatni stoi JACK.
JACK Chłopaki. Kto ogląda dzisiaj „Uwierz w ducha” w TV.
Cisza.
JACK Dobra.
Do kończącego się przebierać TOMASZA podchodzi KYLE.
KYLE Panie kierowniku. Idzie pan pod prysznic? Podchodzi do nich ROBERT już gotowy do wyjścia. ROBERT Nigdzie nie idzie. Dzisiaj w TV piłka nożna! Kanada-Polska!
Podchodzi do nich ANDY.
ANDY Co wy Polacy w tym sporcie widzicie? Hokej to jest to. ROBERT Piłka to jeszcze nic. Żałuj, że żużla nigdy nie widziałeś. TOMASZ Ok. Robert możemy iść. ROBERT Na razie. TOMASZ Cześć.
Wychodzą.
ŚCIEŻKA W LESIE. NOC. Drogą idą ROBERT i TOMASZ.
ROBERT Cholera ciemno tu. Zawsze czuję grozę jak tu idę.
Nagle pomiędzy drzewami coś przebiegło.
ROBERT Co to było? TOMASZ A skąd mam to wiedzieć?
Pomiędzy drzewami przebiega postać w kapturze.
ROBERT Mamusiu....
Nagle POSTAĆ w kapturze wychodzi zza drzew. Staje pośrodku drogi. Z pod kaptura wydobywa się dym.
ROBERT Zieje ogniem... TOMASZ Nie... To skejt. I pewnie coś jara. ROBERT Skejt? TOMASZ No. ROBERT Ok. To idziemy dalej.
Idą dalej. Nagle przed nich wyskakuje wilk.
ROBERT To też skejt? TOMASZ Nie. To tylko... Wilk?
Zaczynają krzyczeć. Wilk rzuca się i gryzie ROBERTA w rękę. Po czym ucieka.
TOMASZ O cholera... Trzeba iść do lekarza. Na szczęście szpital jest naprzeciwko nas. ROBERT To tylko małe zadrapanie. Nigdzie nie idziemy. A zresztą kto wie co oni robią jak jesteś pod narkozą.
Nagle zza zakrętu wyjeżdża jeep wyładowany młodzieżą. Jedzie prosto na ROBERTA. ROBERT przeskakuje nad samochodem robiąc w powietrzu efektowne salta. Potem miękko ląduje na ziemi.
TOMASZ Jak ty to zrobiłeś? ROBERT Wiesz. Każdy ma jakiś ukryty talent.
MIESZKANIE TOMKA I ROBERTA. DZIEŃ Mieszkanie jest zwyczajne. Nie ma w nim żadnych bajerów oprócz telewizora i komputera. Ma dwa pokoje, kuchnie i łazienkę. W salonie siedzą TOMASZ i ROBERT. ROBERT siedzi na fotelu i ma obandażowaną rękę. TOMASZ zbiera się do wyjścia.
TOMASZ Ok. To ja idę do pracy. Powiem szefowi, że źle się czujesz i nie mogłeś przyjść. Na razie.
TOMASZ wychodzi z mieszkania. ROBERT bierze do ręki pilot i włącza telewizor.
TV(OFF) Nasza stacja zaprasza na film produkcji polskiej: „Legendy Miejskie”. ROBERT Pierdoły jakieś.
ROBERT przełącza kanał. Słychać czołówkę „Strażnika z Teksasu”.
ROBERT No. I to jest film dla prawdziwych mężczyzn.
MIESZKANIE TOMASZA I ROBERTA. PÓŹNY WIECZÓR. Do mieszkania wchodzi TOMASZ. Panuje lekki półmrok. Drzwi od pokoju się otwierają. Wychodzi z nich rosły MURZYN w marynarskim wdzianku. Patrzy się na TOMASZA i wychodzi. Po chwili w drzwiach staje ROBERT.
TOMASZ Kto to był? ROBERT A kolega. TOMASZ Idziesz ze mną na spotkanie? Czy zostajesz w domu? ROBERT Na jakie spotkanie? TOMASZ Klubu...
TOMASZ podchodzi do szafki i wyciąga z niej czapeczkę z łosimi rogami. Zakłada ją.
TOMASZ ... Łosi! ROBERT Nie dzięki. Nie skorzystam. TOMASZ Dobra tylko żadnych murzynów tu nie ściągaj. ROBERT Żadnych murzynów.
TOMASZ wychodzi. Na klatce spotyka HINDUSA w marynarskim wdzianku. HINDUS kieruje się do jego drzwi. TOMASZ dziwnie na niego patrzy i odchodzi.
KLATKA SCHODOWA. NOC TOMASZ wchodzi zmęczony na klatkę. Otwiera drzwi do mieszkania. W mieszkaniu nigdzie nie pali się światło. Otwiera drzwi do pokoju ROBERTA. Z pokoju ROBERTA wysuwa się martwe, rozszarpane ciało HINDUSA. TOMASZ krzyczy. Nagle z kuchni coś wyskakuje. Jest człekokształtne i porośnięte futrem. Coś śmiga tak szybko się nie da się dokładnie tego dostrzec jak to wygląda. To coś szybko gryzie TOMASZA w ramię. Po czym ucieka. TOMASZ spanikowany wybiega z bloku.
SZPITAL. HOL. NOC. W holu jest bardzo jasno. Holem idzie mały gruby facet- BILL. Jest ubrany na biało i pcha wózek z różnymi detergentami. Po drodze mija idącego młodego LEKARZA.
BILL Co tam? Jak pacjenci? LEKARZ Oj ciężko, ciężko. BILL Dlaczego? LEKARZ Dzisiaj takiego grubasa dostałem, że nawet podwójna dawka pawulonu nie pomogła. BILL Heh. LEKARZ Dobra lecę. Nowego pacjenta mam. Cześć! BILL Cześć.
BILL jedzie dalej zatrzymuje się przy pokoju pielęgniarek.
BILL Cześć dziewczyny! PIELĘGNIARKI(CHÓREM) Cześć Bill! BILL Hej! Kim jestem.
BILL na parę sekund zastyga bez ruchu.
PIELĘGNIARKA Jayem? BILL Nie Milczącym Bobem. Ale byłaś blisko.
BILL jedzie dalej.
GABINET LEKARSKI. NOC. W gabinecie jest jasno. Na krześle siedzi TOMASZ. Opatruje go młody doktor TIM CAVALIER.
CAVALIER Dobrze, że tak szybko do mnie przyszedłeś. TOMASZ Dlaczego? CAVALIER Inaczej był byś........ WILKOŁAKIEM!!! TOMASZ Aha. Gdzie tu ukryta kamera?
CAVALIER odsłania książki na półce i pokazuje miniaturowa kamerę.
CAVALIER Tutaj. A teraz pokażę ci pewien film.
CAVALIER rozkłada na ścianie prześcieradło. Wyjmuje wyświetlacz i puszcza film. Na prześcieradle widać CAVALIERA, który tańczy na jakiejś scenie z mikrofonem. Z tyłu widnieje napis: WIECZÓR Z KARAOKE. CAVALIER śpiewa: Monotematyczne teksty, w takich banał jest najlepszy. Każdy z nami kto tak sądzi. Szkoda gadać Biba rządzi! TOMASZ zaczyna się śmiać. CAVALIER szybko przełączą coś w wyświetlaczu. Tym razem widać wieże WTC. W jedną z nich wpada samolot. CAVALIER zatrzymuje obraz. Podchodzi do prześcieradła i pokazuje małą kropkę na ekranie.
CAVALIER Widzisz. UFO. TOMASZ Nie, to jakiś brud na płachcie. CAVALIER Nie to UFO. Oni nas obserwują. To prawdziwy dowód.
CAVALIER wyłącza wyświetlacz.
CAVALIER A teraz opowiem ci historię. TOMASZ Zamieniam się w słuch. CAVALIER Pewnego razu stary duch indiański Bobitu zamienił się w wilka. Miał za zadanie gryźć tych co mają złe serce. Pogryzieni stawali się wilkołakami. Mieli takie samo zadanie co Bobitu. Jednak pewnego razu jeden z wilkołaków ugryzł dobrego człowieka. To spowodowało nową modę wśród wilkołaków. Gryźli kogo popadnie. Sam Bobitu też poszedł za duchem czasu i tak było coraz więcej pogryzionych. Koniec. TOMASZ Już. CAVALIER Już. TOMASZ Do dupy ta historia. Żadnego morału, żadnych zwrotów akcji. Nie da się utożsamić z bohaterami. Do dupy. CAVALIER Ale to nie miało być ciekawe. Miało to powiedzieć, że twój kolega jest teraz wilkołakiem. Spotkaliście Bobitu! TOMASZ A. Chyba, że tak... Co!? CAVALIER Twój kolega to wilkołak!!!
Do gabinetu wchodzi BILL z wózkiem.
BILL A przepraszam. Myślałem, że pan doktor już poszedł.
BILL wychodzi.
HOL W SZPITALU. NOC. BILL podsłuchuje pod drzwiami.
GABINET CAVALIERA. NOC. On i TOMASZ nadal siedzą i rozmawiają.
TOMASZ Zrobię wszystko, żeby mój przyjaciel znów był człowiekiem1 CAVALIER Znam ten problem. Mojego ojca pogryzł wilkołak. ale nic się nie da zrobić. Podobno jest tylko jeden człowiek, który zna sposób na odmienienie wilkołaka w człowieka. Doktor XAVERIUS. Ale jeszcze nikt do niego nie dotarł. TOMASZ Muszę znaleźć tego doktora.
HOL W SZPITALU. NOC. BILL skończył podsłuchiwać. Rusza dalej.
ULICA W MIASTECZKU. NOC. TOMASZ idzie chodnikiem. Nagle nadjeżdża czarny Van. Wychodzi z niego jakiś zamaskowany mężczyzna. Uderza TOMASZ pałką w głowę i wrzuca go do samochodu. Wsiada do samochodu i odjeżdża.
CIENMY POKÓJ. Nie ma w nim żadnych mebli. Na podłodze leży TOMASZ. Wstaje patrzy na leżącą obok niego miskę przykrytą talerzem. Na talerzu jest napis JEDZENIE. TOMASZ ściąga talerz. W środku nic nie ma oprócz kartki z napisem: A TU SIĘ PUKNIJ. TOMASZ zrezygnowany roztrzaskuje miskę o…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pysik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…