Wróć do katalogu

Wiwisekcja

Moje pierwsze opowiadanie.

ErhardBitz, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Mamo, ale ja nie chcę nigdzie jechać. - chłopczyk upierał się już przy tej decyzji od rana, teraz słońce chyliło się już ku zachodowi. Mimo to matka zasunęła synowi kurtkę pod szyję. Ciotka do której chłopiec tak bardzo nie chciał jechać. Mieszkała w jednorodzinnym domu oddzielonym od innych dwumetrowym drewnianym płotem. Nie była ona wcale starą kobietą miała około trzydziestu lat. W drzwiach przywitał ich wujek (go też chłopczyk nie lubił). - Jak ty urosłeś! - powiedział biorąc chłopca na ręce. - No przywitaj się z wujkiem - zachęcił ojciec. - Dzień dobry. -wyszeptał. Matka i ojciec podziwiali malutkiego synka ciotki i wuja. On sam miał dopiero sześć lat ale gdy patrzył na dzieciątko wydawało mu się że jest niemal dorosły, już prawie tak duży jak tata... Oglądał zabawki dziecka, jednak żadna mu się nie podobała. W końcu zaczął spacerować po domu. Dom był ładny wszystkie ściany były wyłożone drewnianymi listwami. Na szafeczce pod dużym telewizorem leżały kasety z filmami. Było tam kilka horrorów, chłopiec wzdrygnął się na widok strasznych okładek. Na dworze nie mogło być bardzo zimno więc wyszedł przez oszklone drzwi ogrodowe, rodzice nawet tego nie zauważyli. Było już ciemno, gdzieś w oddali szczekał pies. Na dworze wcale nie było ciepło, było zimno i jakoś tak straszno. Ale cóż chłopiec szedł, postać którą zobaczył na początku wcale go nie przestraszyła, raczej zdziwiło go skąd się tu wzięła. Przygarbiona w długim ciemnym habicie z kapturem na głowie. Siedziała do niego bokiem. Gdy spojrzała na niego i zobaczył jej twarz wrzasnął. Twarz postaci była wyjątkowo pomarszczona, szara patrzyła na chłopca zapadniętymi oczami bez wyrazu. Chłopiec biegiem wrócił do domu, rodzice już się zbierali. Nie potraktowali poważnie tego co im powiedział, pomimo przerażenia jakie zobaczyli na twarzy syna. Nie miałem zbyt dobrych rodziców. Tej nocy chłopcu śniła się ta postać, szedł w jej kierunku i postać na niego spojrzała. Tej nocy chłopiec zmoczył łóżko. - I tak się zaczyna moja parszywa historia. Mogę zapalić? - przerwał opowieść Szklarski. - A ma pan papierosy? –zapytał jego słuchacz. - Nie, liczyłem na pana. - Przykro mi, nie palę. - Ja palę tylko jak siedzę u psychiatry sądowego i może pan mi wierzyć, lub nie ale to dopiero trzeci raz. - Więc ma pan pewne doświadczenie, proszę kontynuować. Mężczyzna poprawił się w skórzanym fotelu. Uśmiechnął się jednak nie było w tym uśmiechu nic wesołego. - W dzieciństwie śniła mi się jeszcze wielokrotnie, za każdym razem sen był taki sam. Rodzice prowadzali mnie po psychologach ale to nic nie dawało. – Uśmiechnął się – nie miałem zbyt dobrych rodziców. Później tylko raz zobaczyłem go w dzień, miałem w tedy jakieś dziesięć. Próbowałem sobie wydłubać w tedy oczy nożyczkami. Częściowo się udało, jak pan pewnie zauważył to jest sztuczne. - Jeśli mogę się wtrącić, chciałbym zapytać o śmierć pana matki. - To było kilka miesięcy po tym, jak wydłubałem sobie oko. Ojciec był lekarzem, przed śmiercią skurwysyn zrobił jej wiwisekcje. – pomimo słów jakich użył nie dało się po nim poznać żadnych emocji. Tej nocy postać mi się nie śniła. Za to śnił mi się przez kolejny miesiąc. Powiedziałem śnił bo to pewnie był on… - Naprawdę nie chciałbym pana poganiać, ale przejdźmy do setna… - Rozczarował mnie pan doktorze. Nie sądzi pan że poganianie rozmówcy jest wysoce nie kulturalne? Wie pan zawsze sądziłem, że psychiatrzy są bardzo cierpliwi. - Przykro mi że się pan na mnie zawiódł. - Doktorze, proszę żeby pan wysłuchał całej historii. - Więc zamieniam się w słuch. - Co ciekawe po incydencie z nożyczkami, nie próbowałem się już zabić, czy okaleczyć. Nie wiadomo skąd w mojej głowie wzięło się głębokie przekonanie że to nic nie da. Miałem też inne głębokie przekonanie, że za śmiercią mojej matki stoi właśnie ta postać. Przywykłem, ze wzglądu na habit, nazywać ją Zakonnikiem. Tak więc Zakonnik po śmierci matki zniknął. Nie, nie zapomniałem o nim, ale już się nie pojawiał w moich snach. Miałem wręcz trudności, z przypomnieniem sobie pewnych szczegółów jego wyglądu. W tym czasie ogromnie wzrosła moja inteligencja. Rok później napisałem maturę i poszedłem na studia. Fizyka. Moją późniejszą żonę poznałem w czasie jednej z imprez. Ironia, właściwie bardzo rzadko, na imprezy chadzałem. Ożeniłem się z nią dwa lata później. Jak pan pewnie wie, mieliśmy jedno dziecko, syna. Zakonnika już nie widywałem, dostałem prace, jakoś to było. Właściwie o nim nie myślałem. Nie myślałem, a nie, zapomniałem, a to niestety jest różnica. Aż w końcu pewnej nocy, znów mi się przyśnił. Ten sen różnił się od poprzednich. Zakonnik gdy do niego podszedłem uśmiechnął się do mnie. – mężczyzna mówiąc to paskudnie się uśmiechał. – Niby błaha sprawa, prawda doktorze? – nie czekał na odpowiedź. – Nawet nie wie pan jak mnie ten uśmiech przeraził. Obudziłem się koło trupów, mojej żony i synka. Z nożem kuchennym w ręku. Nie muszę, chyba panu wspominać jak krwawe były te morderstwa. - I jest pan pewien, że nie jest za nie odpowiedzialny. - Tak - Więc kto? - Ta sama istota, która zabiła moją matkę. A są podobieństwa. Mojej żonie też zrobiono wiwisekcje, bo sądząc po ilości krwi musiała żyć gdy ją rozcinał. Jednak to moja obserwacja, bo nie chcieli mi nic powiedzieć. Od razu wręcz mnie skazali. - Ile pan siedział? - Dwa lata, wciąż siedzę bo skazali mnie na dożywocie. Cudem udało mi się wymusić tę rozmowę. - Więc czego pan chce, świadectwa nie poczytalności? - Myli się pan. Chcę żeby pan stwierdził, że nie jestem mordercom. - Ale, pan jest mordercom… *** Ta rozmowa go zmęczyła. Gdy wrócił do domu natychmiast wziął prysznic. Pieprzony psychol – pomyślał. – Ale taka już moja robota. Włączył telewizor i usiadł w fotelu, leciały wiadomości. Usłyszał przekręcanie klucza w zamku. Do pokoju weszła jego żona. - Cześć Kotku. – Przywitała się, zdejmując kurtkę. - Cześć, jak tam w pracy? - Zwyczajnie, a u ciebie? - Paskudnie, zresztą jak zawszę. Poszła do kuchni. Słyszał jak nalewa wodę do czajnika. Skupił się na wiadomościach, ale były wyjątkowo nudne. - Chcesz kawę? – usłyszał z kuchni. - Chętnie. Myślał o rozmowie z mordercą. Odbył ich wiele, ale ta była zupełnie inna. Niektórzy byli zwykłymi oprychami, innym wręcz z niewiadomego powodu współczuł. Ale to był zupełnie inny przypadek, to był nowy rodzaj mordercy, nowy gatunek. Podał mu herbatę i usiadła koło niego. Nie było wątpliwości, że był nie normalny, ale czy w chwili morderstwa był nie poczytalny? Dziwny gość, zupełnie pewny tego, że zabił ten, jak on go nazywa Zakonnik. Fajna historia ale nie można mu pomóc. - Kotku, coś się stało? - Nie,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych