Wróć do katalogu

Wizerunek Bestii - Prolog.

Prolog, czyli krótki wstęp mający wiele wspólnego z wydarzeniami opisanymi w kolenych rozdziałach, które niedługo opublikuję. Życzę miłej lektury!

rafffcio, opublikowano , 23 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był ciepły letni wieczór, bezchmurne niebo obsypywały gęsto gwiazdy. Panowała prawie zupełna cisza, jedynie z oddali słychać było morskie fale, delikatnie wylewające się na piaszczysty brzeg. W powietrzu nie dało się wyczuć najmniejszego podmuchu wiatru. Drzwi otworzyły się. Ze starej, drewnianej chatki wyszła zakapturzona postać. Ostrożnie zamknęła zniszczone, niemal nie nadające się do użytku drzwi, starając się nie robić tego zbyt głośno, po czym zeszła krótkimi schodami, uważając, by nie potknąć się o swoją stanowczo za długą szatę. Rozejrzała się dookoła, a następnie ruszyła wąską ścieżką przed siebie. Po dziesięciominutowym marszu postać zatrzymała się, oglądając się za siebie, aby upewnić się, czy nie jest obserwowana. Blask księżyca oświetlił ukrytą częściowo pod kapturem twarz, którą pokrywał gęsty zarost. Mężczyzna uśmiechnął się, gdy na pobliskim drzewie pojawiła się wiewiórka, ciesząca się życiem, które już za chwilę miała utracić. Wyciągnął łuk schowany pod płaszczem, chwycił strzałę, naciągnął cięciwę i wycelował. Martwe stworzenie bez jakichkolwiek odgłosów spadło bezwładnie na ziemię. Po chwili było już w rękach mężczyzny, który wyglądał tak, jakby to, co zrobił znacznie poprawiło mu humor; zaśmiał się cicho, szczelniej się okrył i wkroczył do lasu. Przypadkiem nadepnął na niewielką gałązkę, która złamała się z trzaskiem. Odgłos ten wydał się niezwykle głośny wśród ciszy, jaka panowała w lesie. Mężczyzna ponownie się rozejrzał, wypatrując osób, które mogły go w tej chwili śledzić. Nie ujrzał nic niepokojącego, co prawdopodobnie wcale go nie zdziwiło; mało było osób, które o tej porze zapuszczają się w głąb puszczy, zwłaszcza, że nawet w ciągu dnia zalegała tam ciemność. Korony drzew tylko w niektórych miejscach przepuszczały niewielkie ilości światła. Zakapturzona postać szła naprzód, mijając dziesiątki niesamowicie gęstych i wysokich drzew, które niemal przylegały do siebie. Jak dotąd nie napotkała żadnych oznak życia, pomijając martwą już wiewiórkę, ukrywa- jącą się pod płaszczem. Mijały minuty. Monotonność drogi sprawiała, że minuty zamieniały się w godziny. Jedynym urozmaiceniem ścieżki było dotychczas kilka nieznacznych zakrętów. Mężczyzna z niedowierzaniem spoglądał na dwie zielone ściany, między którymi mógł się poruszać. Trudno wyobrazić sobie tak beznadziejną pracę, jaką było wycinanie drzew na potrzeby tego szlaku. Odetchnął z ulgą. Około dwadzieścia metrów przed sobą zobaczył wyróżniający się odstęp między ściśle przylegającymi do siebie roślinami. Przyspieszył kroku. Po chwili był już przy szczelinie. Ostatni raz spojrzał na drogę, jakby nie był pewny, czy uda mu się tam wrócić. Następnie zboczył ze szlaku. Przeprawa nie była łatwa. Z trudem przeciskał się między blisko siebie rosnącymi drzewami, których gałęzie z pewnością kaleczyłyby mu ciało, gdyby nie miał na sobie zabezpieczającej go szaty. Zaplątał się w dużą pajęczynę, która mogła budzić przekonanie, że w tym niezwykle mrocznym lesie można spotkać żywe istoty. Wyglądało na to, że mężczyzna wie, gdzie ma się kierować, choć w takim miejscu kierunki świata niejednemu geografowi mogłyby z łatwością się pomylić. Minęły niespełna dwie godziny, zanim dotarł do miejsca, w którym najprawdopodobniej miał się znaleźć. Było tam znacznie więcej przestrzeni, niż w pozostałej części lasu. W promieniu czterech metrów nie było żadnego drzewa. Mężczyzna pochylił się i zaczął gołymi rękami odgarniać niezwykle suchą ściółkę, ukazując stopniowo okrągłą, drewnianą klapę o średnicy około jednego metra. Otworzył ją bez większych problemów, jakby ktoś inny zrobił to niedługo przed nim. Natychmiast poczuł nieprzyjemny zapach, który dochodził niewątpliwie z głębi ziemi. Wytężył wzrok, próbując oszacować głębokość dołu, ale jego starania nie przyniosły efektów. Było zbyt ciemno, bo cokolwiek wychwycić. Skrzywił się, ale sprawiał wrażenie, jakby wiedział, po co przeszedł tyle kilometrów. Niechętnie usiadł na krawędzi, jeszcze raz spojrzał z przerażeniem w dół, po czym odepchnął się i zniknął. Wylądował w brudnej wodzie, sięgającej mu do pasa. Spojrzał niepewnie w górę. Dziura nie była tak głęboka, jak mogłoby się wydawać. Przeniósł wzrok na otaczającą go ścianę. Na wysokości jego ramienia znajdował się duży otwór. Zapewne był on początkiem tunelu, o czym świadczyło echo, które pojawiło się po tym, jak mężczyzna wykrztusił wodę w jego stronę. Prawdę mówiąc, był to dobry sposób na określenie położenia w ciemności. Człowiek przeżył chwilę grozy, gdy z wody niespodziewanie wynurzyły się dwa przedmioty. Uspokoił oddech, kiedy okazało się, że jednym z nich jest wiewiórka, którą zabił kilka godzin temu, a drugim łuk, którym to uczynił. Jeszcze raz popatrzył do góry. Skalna ściana była prawie całkiem gładka. Powrót tą samą drogą zdawał się być niemożliwy. Mężczyzna zdjął przemoczony kaptur, wziął głęboki oddech i wszedł do tunelu, po czym zaczął ostrożnie posuwać się naprzód. W powietrzu wciąż unosił się ten sam dziwny, nieprzyjemny zapach, jaki poczuł zaraz po otwarciu drewnianej klapy. Od tamtej chwili zdążył się przyzwyczaić do tego typu uroków podziemnych tuneli, lecz teraz odór stawał się coraz bardziej intensywny. Po jakimś czasie zatrzymał się, gdy kilkadziesiąt metrów przed sobą ujrzał nikłe światło pochodzące niewątpliwie z czegoś, co się paliło. Przejęty tym, co zobaczył nie zauważył przeszkody na drodze. Nadepnął na coś miękkiego. Niechętnie spojrzał pod nogi. To, co zastąpiło mu drogę z całą pewnością było źródłem wydzielania się nieprzyjemnej woni, która drażniła go od momentu otwarcia wejścia do podziemi. Przy ścianie spoczywało kilka wielkich, zdechłych szczurów. Skrzywił się z niesmakiem, po czym ominął zwierzęta z daleka i przyspieszonym krokiem kontynuował wędrówkę w kierunku miejsca, skąd ciągle jeszcze dochodziło światło płomieni. Niedługo potem znalazł się w niewielkim, okrągłym pomieszczeniu przypominającym grotę bądź małą jaskinię. Światło, które spostrzegł wcześniej pochodziło z dwóch umieszczonych w skale pochodni, między którymi wymalowany był na skale smok zionący ogniem. Obrazek ten podgrzewał i tak już gorącą atmosferę, która panowała kilkanaście metrów pod ziemią. Mężczyzna zbliżył się do pochodni i ostrożnie dotknął ściany w miejscu, w którym widniał wizerunek potwora. Wyczuł poluzowany kamień, a następnie wyjął go. Skrytka była pusta. Mężczyzna zaklął pod nosem, wyraźnie zdenerwowany. Zaczął nerwowo poruszać się po pełnej uroku komnacie, z której wychodziły jeszcze dwa tunele. Wstrzymał oddech, skupiając się na słuchu. Z tunelu znajdującego się po lewej stronie pochodni dochodził odgłos czyichś kroków. Przez chwilę nawet można było usłyszeć niespokojną rozmowę dwóch osób, mężczyzna jednak nie mógł złapać ani jednego słowa konwersacji. Dźwięki rozmowy ucichły. Przez chwilę panowała cisza. Mężczyzna wytężył słuch, czekając na dalszy przebieg wydarzeń. Ponownie usłyszał kroki, które z czasem stawały się coraz bliższe i wyraźniejsze. Ktoś bez wątpienia zmierzał w kierunku oświetlonej komnaty. Do pomieszczenia weszła postać starannie okryta płaszczem. Jej twarz była niewidoczna za sprawą wielkiego, głębokiego kaptura nałożonego na głowę. Wydawała się być spokojna i opanowana. Mężczyzna zapytał drżącym głosem: - Kim jesteś i co tutaj robisz? Postać zdjęła powoli kaptur, ukazując twarz pokrytą obficie zmarszczkami. Głowa pozbawiona była owłosienia, ale siwa, wąska broda miała długość co najmniej dziesięciu centymetrów. Nieco ciemniejsze wąsy po obydwu stronach były wywinięte elegancko do góry. Wszystko to nadawało postaci wygląd ważnej osobistości. - Ach, to ty, Telimenie… - powiedział pierwszy mężczyzna spokojniejszym tonem. – Co cię sprowadza do tego miejsca o tak późnej porze? Czy to nie lekkomyślne? Łysy człowiek rozejrzał się po komnacie, po czym zatrzymał wzrok na rozmówcy. - Postanowiłem wybrać się na nocną przechadzkę – zakpił. – Nie sądzisz, że to idealne miejsce? Spójrz, jak tu cicho i przyjemnie… Prawie tak samo, jak w lesie, którego drzewa rosną w tej chwili nad naszymi głowami, aczkolwiek ja uważam, iż podziemia są znacznie ciekawsze. Tak atrakcyjnych zapachów nie znajdziesz nigdzie indziej. To chyba jedyna taka miejscówka, w której możesz doświadczyć tej przyjemności, prawda? Mężczyzna stał na środku komnaty ze wzrokiem utkwionym w niespodziewanym towarzyszu podróży. Jego twarz była teraz nieco bardziej czerwona, co można było zauważyć w świetle pochodni. Po chwili odezwał się spokojnym, ale wyraźnie chwiejącym się głosem: - Nie rób ze mnie idioty! Nikt o zdrowych zmysłach nie chodzi tu na spacery, zwłaszcza w nocy! Jest tylko jeden powód, dla którego mogłeś się tu zjawić i obaj wiemy, jaki… - przez parę sekund wpatrywał się w mężczyznę pozbawionego włosów, po czym ciągnął. – Nie miałeś nawet na tyle odwagi, żeby przyjść tu sam… Zakończył swą wypowiedź, śmiejąc się głośno. - Mylisz się, Romuelu – drugi mężczyzna przerwał nienaturalne i sztuczne rozbawienie swego przeciwnika. – Są dwa powody, dla których warto poświęcić czas na przybycie do tego miejsca. Ty przyszedłeś tu po to, żeby zdobyć Smoczą Monetę, czyż nie? – nie czekał na odpowiedź, tylko kontynuował. – Ja natomiast jestem tutaj dlatego, bo chcę ci w tym przeszkodzić. Jak zapewne zauważyłeś, jestem na dobrej drodze… – wykrzywił usta w drwiącym uśmiechu. – Twierdzisz, Romuelu, że nie jestem tu sam? Muszę cię zmartwić, ale po raz kolejny się mylisz… Słyszałeś rozmowę? A może po prostu to miejsce tak cię przeraża, że słyszysz rzeczy, których nie powinieneś słyszeć? – mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby doprowadzanie ludzi do szału było jego ulubioną rozrywką. – Mogę cię jednak pocieszyć – nie jesteś sam. To dość częsty przypadek. Strach lubi manipulować ludźmi… Ten drugi zachował zimną krew. - Oddaj mi to, Telimenie – powiedział, wskazując na zaciśniętą pięść mężczyzny. – Nie przedłużajmy tej bezsensownej rozmowy. Daj mi monetę i będzie po wszystkim… Łysy człowiek przez chwilę wpatrywał się uważnie w rywala. Zdawał się być niewzruszony i pewny siebie. Otworzył pięść, ukazując dość dużą, złotą, lekko zardzewiałą monetę, na której powierzchni odbity był smok, ten sam co na skale. Wyglądała na zupełnie zwyczajną, trudno było dostrzec na niej cokolwiek, co mogłoby mieć magiczne właściwości. - Mogę ci ją oddać, skoro tak bardzo ci na niej zależy, ale nie sądzę, żebyś miał z niej jakiś pożytek… Musisz pamiętać, że trzeba jeszcze rozprawić się ze smokiem, a to z całą pewnością nie jest łatwe zadanie, zwłaszcza dla ciebie. Podkreślając trzy ostatnie słowa wyciągnął do przodu otwartą dłoń, na której spoczywała moneta. Mężczyzna chwycił ją bez zastanowienia i zaczął dokładnie oglądać z uśmiechem triumfu na twarzy. Następnie zerknął na poirytowanego tym zachowaniem poprzedniego właści- ciela przedmiotu i zwrócił się do niego: - Masz rację, trzeba pokonać smoka. Nie jestem jednak tak głupi jak myślisz, Telimenie. Chyba nie sądzisz, że będę próbował dokonać tego sam? – ogarnął wzrokiem sklepienie komnaty, po czym kontynuował. – Nie mogę pozwolić sobie na takie ryzyko, biorąc pod uwagę fakt, że niedługo ta wyspa będzie moja… Ale nie musisz się martwić, Telimenie. Z pewnością znajdę kogoś, kto załatwi za mnie tą paskudną sprawę… Czego w dzisiejszych czasach ludzie nie robią dla pieniędzy? Zaśmiał się ochryple. Łysy mężczyzna stał nierucho- mo, wpatrując się w nieprzyjaciela. Wyglądał na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych