Wróć do katalogu

Woda uspokaja

nie ma to jak relaks w wędką

Andrzej Boreckiopublikowano 22 marca 20049 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Piątek. Ostatni dzień w pracy przed planowanym wypadem w plener. Nie mogę jakoś skupić myśli na papierkach. W głowie układam plany jutrzejszego wyjazdu. Nareszcie się wyluzuję. Dwa dni nad wodą ukoi zszarpane nerwy. Wiadomo - woda uspokaja. Na razie siedzę jednak nad bilansem sezonu. Cyfry, cyferki, rybeńki. Tfu! Znowu odpływam myślami. Wszystko kojarzy mi się z jutrzejszym dniem. Ósma, dziewiąta, kiedy będzie piętnasta! Zegareczku dawaj do przodu, dlaczego tak się wleczesz. Tabela,tabeleczka, płoteczka. O Jezu! Znowu! Nie usiedzę. Odliczam ostatnie minuty. Pięć, cztery, trzy - wyłączam komputer i przygotowuję się do startu. Dwa, jeden, piętnasta. Wyrywam biegiem o mało nie przewracając Aśki na korytarzu. - Przepraszam! Krzyczę w biegu. Każda sekunda cenna, tyle jeszcze muszę załatwić. Po piętnastu minutach zadyszany hamuję przed sklepem wędkarskim. Naciskam klamkę i walę czołem w szybę. Cholera, co jest? Szarpię ponownie. Do przodu, do tyłu. Drzwi ani drgną. Tylko się nie denerwuj - uspokajam się w myślach. Nagle spostrzegam maleńką kartkę za szybą: " Z powodu urlopu personelu sklep nieczynny do końca miesiąca". No nie! Co oni sobie myślą? To ja mam dwa dni wolnego a im się zachciewa urlopu? Skandal, to się nadaje do gazet. Zgrzytam ze wściekłości zębami. Gdzie sklep, gdzie jest następny sklep? Z nerwów wszystko mi się poplątało. Tracę następne trzydzieści minut na dotarcie do sąsiedniego osiedla. Z daleka widzę, że drzwi sklepu otwarte. Wskaźnik optymizmu podskakuje o kilka kresek w górę, by za moment spaść do absolutnego zera. Długi wężyk kolejki ciągnie się na dwadzieścia metrów. - Ludzie! Kije za darmo dają, że was tyle? Pytam z jadowitą uprzejmością. - Kijem do możesz pan dostać w dupę. Z identyczną uprzejmością odpowiada ostatni facet w kolejce. Zawsze mówię, że wędkarze to nader życzliwi ludzie. Palę papierosa za papierosem. Wychodzi jedna fajka na jednego wychodzącego z zakupami. Jak tak dalej pójdzie, będę musiał skoczyć do kiosku po nową paczkę. Jednak starczyło. Stoję przy ladzie i rozpoczynam litanię zakupów. Białe robaczki, białe robaczki koloryzowane, czerwone oczywiście to też robaczki. Haczyki, żyłki, kilka spławików, ołów, przypony, kilkanaście gatunków ciasta. Torba powoli się zapełnia. Dla równowagi ubywa z portfela. Z tryumfalną miną opuszczam sklepik, patrząc z wyższością na tłum kotłujący się przed drzwiami. Stójcie pacany, trzeba było być wcześniej. Rybek wam się zachciało, jakby nie było innych rozrywek. W domu robactwo ląduje w lodówce a ja biorę się za zbrojenie sprzętu. Kończę przed północą. Dalej w kimono, o czwartej trzeba wstawać. Dźwięk budzika wyrywa mnie z objęć Morfeusza. Mógł drań trochę poczekać. Takiego karpia ciągnęłem we śnie! Objuczony sprzętem zasuwam do piwnicy. Wyciągnąć rowerek i dalej w drogę. Wyprowadzam górala przed drzwi i wpadam w histerię. Dlaczego durniu nie napompowałeś opon! Gdzie jest pompka? Miotam się po piwnicy. Stare rupiecie, które "kiedyś mogą się przydać" przelatują z jednego kąta w drugi. Kurde mol! Jest tu wszystko, wszystko za wyjątkiem pompki. Gdzie się podziałaś ruro obrzydła? Taki falstart na początku wyprawy wyzwala we mnie najgorsze instynkty. Nagle żarówa niczym u "pomysłowego Dobromila" rozjaśnia mroki skłębionego umysłu. Cholera, przecież pożyczyłem ją dwa miesiące temu sąsiadowi. Oddał czy nie oddał? A jeżeli oddał, to gdzie ją mogłem położyć. Z całym majdanem lecę do windy, naciskam guzik ... i guzik. Windy jak nie było, tak nie ma. Boże, za co mnie tak karzesz? Spocony, wściekły, z oczyma pałającymi żądzą mordu docieram wreszcie na dziewiąte piętro. Po godzinie przetrząsania mieszkania, odnajduję przedmiot mych poszukiwań w pawlaczu.

Nareszcie jadę. Śpiew budzących się ptaków łagodzi przebyty stress. Kręcę ile sił w nogach, pragnąc nadgonić stracony czas. Szusuję z Bożej Góry i nagle czuję ostre szarpnięcie w prawej nogawce. Jeszcze tego brakowało! Złapał mnie łańcuch. Desperacko próbuję oswobodzić nogę, zapominając o ostrym zakręcie. Z trzaskiem przelatuję przydrożne krzewy zagradzające drogę do stromej skarpy. Zahamować! Prędko! Ale którym? Lewym czy prawym? Naciskam lewy. Nigdy nie byłem na rodeo, a tu mój stalowy rumak zachowuje się jak najdzikszy mustang. Wylatuję z siodełka niczym wystrzelony z procy. Nawet nie zaznaję przyjemności swobodnego spadania. Zielona murawa zbyt szybko wychodzi mi na spotkanie. Efektownie spulchniam glebę własnym nosem. O

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych