Wojenne pokolenie
wojna i zmiany w człowieku jakie zachodzą w czasie niej.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Drzwi sali chorych były otwarte. Zbliżała się osiemnasta. Jak zawsze o tej porze starsza kobieta oczekiwała na odwiedziny swoich dzieci i wnucząt. Ostatnio niepokoiły ją pewne problemy, jakie miały jej dzieci ze swymi pociechami. Wygadała przez okno obserwując przesuwające się po niebie chmury. - Dzień dobry babciu. – Usłyszała głos wnuczki. - Dzień dobry wnusiu. – Odparła odwracając głowę w stronę drzwi i gościa. Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła na brzegu łóżka. Chora wzięła jej dłoń i bez zbędnych ceregieli zaczęła mówić. - Aniu – powiedziała do wnuczki – wczoraj rozmawiałam z twoją mamą. Dziewczyna nerwowo wyrwała rękę z uścisku babci i odwróciła wzrok. – Martwi się o ciebie. Podobno wpadłaś w złe towarzystwo. Czasami nie wracasz przez kilka dni do domu. Chodzisz na wagary. Młoda dziewczyna wstała i zaczęła nerwowo chodzić po sali. W końcu nerwowo gestykulując rękoma zaczęła mówić nieco podniesionym głosem. - Matka mnie nie rozumie. Chce abym chodziła do szkoły a w przyszłości była nauczycielką tak jak ona i ty. Nie może zrozumieć, że się zakochałem, nie rozumie, że ja chcę czegoś więcej od życia. Zresztą wy obie mnie nie rozumiecie. To jest moje życie i moja sprawa. Staruszka przez chwilę przyglądała się zdenerwowanej wnuczce by w końcu wyszeptać: - Mój Boże. Jaka ty jesteś do mnie podobna. Dziewczyna stanęła zdezorientowana. Przypuszczała, że jej babcia, wzór wszelkich cnót będzie usiłowała ją przekonać, aby się poprawiła a tymczasem usłyszała takie słowa. - Nie rozumiem - powiedziała. - Usiądź dziecko. Nigdy nikomu nie opowiadałam tej historii pomimo tego, że zadecydowała ona o moim późniejszym życiu.
Ruiny budynków, poorane ulice i potrzaskane bombami mosty wciąż świadczyły o tym, że w niedalekiej przeszłości przez ten kraj przetoczyła się wojenna zawierucha. Było niewiarogodne jak szybko ludzie odbudowali to miasto skoro nawet państwowość ich kraju jeszcze nieokrzepła. Powstały sklepy, warsztaty usługowe. Z potrzaskanych cegieł budowano szpitale i szkoły. Wszędzie widać było pracujących ludzi, chociaż i nie brakowało ludzi chcących pożywić się na cudzym pocie. Stali w bramach i ciemnych zaułkach. Wychodzili na ulice po zmroku zawsze w stadach zupełnie jak wilki lub szczury. Najgorsze było to, że swym trybem życia wabili innych słabych lub samotnych. Ktoś, kto odważyłby się wyjrzeć na ulicę zobaczyłby trzyosobową grupę młodych opryszków idących ulicą. - Nie martw się mała – powiedział jeden z nich – już niedługo trochę się zabawimy, musimy zdobyć tylko parę groszy. Zobaczysz kiedyś będziemy rządzić tą dzielnicą. - U Kulawego mamy być przed północą, ale po drodze wpadniemy jeszcze do baru na Szpitalnej. Strasznie uparty gość z tego szynkarza. Nie ma zamiaru płacić nam za ochronę. Po kilkunastu minutach znaleźli się w małym lokalu. Na ścianach wciąż widać było ślady po kulach – pamiątki minionej wojny. Było tu zaledwie kilku gości, z których dwóch zaraz wyszło zobaczywszy przybyszy. Pozostała tylko jedna postać wygrzewająca się przy piecu węglowym. Podeszli od razu do barmana. Przy świetle można było ocenić ich wiek na nie więcej niż 21 lat, dziewczyna mogła mieć skończone zaledwie szesnaście. - No, co jest panie barman? – Powiedział starszy z mężczyzn – nie nalejesz nam? Gdy barman podszedł trzymając butelkę, drugi z rzezimieszków złapał go za drżącą ręką i przyciągnął zaskoczonego człowieka na bar. Ten, który mówił wyrwał barmanowi butelkę i trzymając ją za szyjkę uderzył w blat baru rozbryzgując wokół odłamki szkła i alkoholu. Po chwili przystawił ostry kawałek szkła do twarzy rozciągniętego na barze człowieka i powiedział: - No, co jest stary. Stawiasz się i grozisz, żałujesz paru nędznych groszy a wypadki chodzą po ludziach. Pracujesz w niebezpiecznym miejscu. Tyle tu szkła. Tak łatwo o wypadek. Rozumiesz? W tym momencie chuligan usłyszał za sobą hałas obejrzał się odruchowo tylko po to, aby zobaczyć, że jego koleżanka, która do tej pory stała za nim, ląduje po przeciwległej stronie sali przewracając po drodze stoły i krzesła. Zaraz potem kątem oka zobaczył jakiś rozmazany przedmiot szybko zbliżający się do jego twarzy. Poczuł paraliżujący ból i nieprzyjemne chrupnięcie towarzyszące pękającej kości. Uderzenie było tak silne i precyzyjne, że praktycznie oślepiony padł na ziemię trzymając się za strzaskany nos. Jego kolega trzymający dotąd barmana puścił go i wyciągnął nóż. Ledwie go otworzył a świst się powtórzył a on sam poczuł potężne uderzenie w przedramię, po którym stracił czucie w ręku. Gdy nóż upadł na ziemię kolejne uderzenie laski spadło tym razem na jego głowę obalając go na kolana. Barman, który doszedł już do siebie, spoglądał to raz na jęczących na ziemi oprychów to znów na dostojnie wyglądającego starca, najwyraźniej zamożnego. Siwowłosy mężczyzna ubrany był w schludną i czystą marynarkę. Sprawiał wrażenie człowieka, który wiele w życiu widział i wiele przeszedł. Na oko musiał mieć przynajmniej sześćdziesiąt lat. - Wyrzuć te śmieci na ulicę – powiedział mężczyzna do osłupiałego szynkarza – teraz chyba sobie z nimi poradzisz. Opryszki nawet się specjalnie nie opierali. Szynkarz nie ukrywając zadowolenia wyprowadzał jednego po drugim nie zapominając na koniec zaaplikować każdemu z nich porządnego, bo z serca płynącego kopniaka. Stary mężczyzna nie zwracał uwagi na poczynania barmana. Jego uwagę przykuło coś zupełnie innego. Impet upadku był na tyle duży, że dziewczyna sprawiała wrażenie oszołomionej i zdawało się, że nie wiedziała, co się stało. Gdy doszła już do siebie i widząc, że jej koledzy znikli a do niej zbliża się barman najwyraźniej wcale nie mający dobrych intencji, chwyciła leżące w pobliżu krzesło i trzymając je niczym treser w klatce z tygrysami próbowała zbliżyć się do drzwi. - Dostaniesz za swoje ty mała, wredna suko... – Przerwał, gdy poczuł na piersiach dotyk ciężkiej laski. Zdziwiony spojrzał najpierw na laskę a zaraz potem na jej właściciela. Nie śmiał się przeciwstawić człowiekowi, który pomimo swojego podeszłego wieku tak skutecznie przeciwstawił się bandytom. - Zostaw ją – powiedział stary mężczyzna – ja się nią zajmę. Barman zamrugał oczami jakby nie bardzo wiedział, o co tu chodzi, ale zdecydował się cofnąć. Dziewczyna także nie wiedziała jak powinna zareagować na taką sytuację. Ten starzec ją przerażał. Tak nagle się pojawił i był taki bezwzględny. W jego oczach było coś takiego, co powodowało, że rozmówca tracił pewność siebie. Puściła krzesło i spróbowała przemknąć się obok zbliżającego się powoli mężczyzny, wierząc w swój spryt i młode nogi. To był błąd, duży błąd. Kiedy już wydawało się że jej się uda poczuła uścisk ręki na łokciu a zaraz potem na środku obojczyka tam gdzie szyja łączy się z klatką piersiową. Poczuła mrowienie szybko przesuwające się niczym fala po ciele. Mrowieniu towarzyszyło drętwienie i bezwład. Gdy straciła czucie w nogach zachwiała się i byłaby upadła gdyby ten nieznajomy nie przytrzymał jej. Chwilę potem wszystko stało się czarne. Zupełnie tak jakby ktoś zgasił światło.
Miarowe tykanie zegara tik-tak, tik-tak. Nie dawało jej to spokoju. Zaczerpnęła głębszy oddech. Musiała. Jej organizm domagał się tlenu. Westchnęła ciężko i natychmiast wstrzymała oddech. Przestraszyła się, że ten dziwny siwowłosy człowiek usłyszy ją i zrozumie, że odzyskała przytomność, ale było za późno. - Obudź się mała gangstersko – usłyszała łagodny głos. Ostrożnie otworzyła oczy. Leżała na stole baru. Pod głowę miała podłożone coś miękkiego, prawdopodobnie zwinięty płaszcz. Barman stał przy drzwiach wyglądając na ulicę. W rękach trzymał solidnie wyglądający kij. Siwowłosy siedział blisko przyglądając się jej. Przez chwilę trwali tak w milczeniu. Ciszę przerwała dziewczyna, która była coraz bardziej wystraszona zaistniałą sytuacją. - O co chodzi? – zeszła ze stołu tak, że odgradzał ją od tajemniczego mężczyzny. Starzec dopiero po dłuższej chwili zdecydował się odpowiedzieć. - Widzisz moja droga, kiedy zobaczyłem twoją twarz przez chwilę poczułem się jak nastolatek. Zupełnie tak jakby czas cofnął się i pozwolił mi znowu zobaczyć osoby nieżyjące od wiele, wielu lat. Dziewczyna poczuła jak serce podchodzi jej do gardła. - Obawiam się, że nie rozumiem. Przepraszam, ale czy mogę już sobie pójść? – Zapytała drżącym i łamiącym się głosem. Była o krok od płaczu. - Ależ nikt cię nie zatrzymuje. – Odparł sędziwy mężczyzna. – Zanim jednak odejdziesz chciałbym cię zapytać czy mówi ci coś nazwisko Sidoruk. Anna Sidoruk. Serce dziewczyny zatrzepotało niczym schwytany w klatkę gołąb. - To jest moja matka. – Odparła, ale jeżeli panu coś ukradła to ja za to nie odpowiadam. Już…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gladius
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…