Wróć do katalogu

Wojownik

O życiu i śmierci.

PoPoT, opublikowano , 9 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W końcu. Spełnienie moich marzeń. W końcu stoję wraz z moimi towarzyszami naprzeciw armii najeźdźcy, który panoszy się po ziemiach mojego pięknego kraju. Stoimy przed nimi w sile dziesięciu tysięcy zbrojnych. Ich jest zaledwie siedem tysięcy. Jestem cały podekscytowany! Czemu to tak długo trwa? Ja chce już wyżynać tych bezbożników.

Trąba. Słychać wszechobecne "HURRAAA!!!". To w końcu ten moment. To w końcu ten czas. Czas bohaterów. Biegniemy. Wszyscy razem. Wyciągam miecz. Gotuję tarczę. Jeszcze tylko kilkanaście metrów. Jak ciężko się biega w tej kolczudze. Dobrze, że nie mam całkiem zakrytego hełmu, bo bym się udusił. Zresztą i tak mało widzę.

WŁÓCZNIA! Uf, było blisko, ale ominąłem. Zderzam się z ich pierwszym szeregiem. Jak na dzikusów trzymają się twardo. Czuję straszliwy napór ludzi z tyłu. Zaraz mnie zmiażdżą! Boże pomóż!

Co to? Czyżby Bóg mnie wysłuchał? Opór puścił. Udało mi się przedrzeć. Zabiłem go! Niech zdycha wszawa kanalia! Ten atakuje. Jak boli ramię, gdy ten uderza swym toporem. Pchnięcie. Leży. Jezu ich jest coraz więcej. Atakuję! Nie poddam się! Widzę chorągiew. To dla niej walczę. Dla obywateli.

Jezu, czemu walka jest taka straszna? Zabiłem, już pięciu. Oni się sami mnożą, czy co? Jest ich jakby coraz więcej. Ja już nie chcę walczyć. Chcę do obozu. Do ciepłego namiotu. Do piwa i dziwek. Nie dekoncentrować się. Wszędzie pełno pyłu, krwi, słychać okrzyki agonii. MATKO PRZENAJŚWIĘTSZA! W ostatniej chwili uskoczyłem przed mieczem. Teraz tylko zamach i kolejny leży. Obronił się. To może pchnięcie. Odskoczył, ripostuję. Co ja bym zrobił bez tarczy? Odsłonił się. Teraz tylko wystarczy... AAA!!! Jak piecze! Czuję jak coś ciepłego leje mi się spod pachy. Czemu na jego mieczu jest krew? Przecież to moja krew! Boże, ja nie chcę umierać. Padam na ziemię. Obok pełno trupów. Zapach krwi. Zapach śmierci. Jak oni strasznie wyglądają, jak tak leżą ze zmasakrowanymi ciałami, otwartymi oczyma. Te oczy. Takie zielone. Głębokie. Ufne. Widać, że umarł niespodziewanie. Nie widać w nich tego strachu co u innych. Archaniele Michale, czy musi tak strasznie piec? Ja nie chcę umierać. Czemu ja chciałem iść na tą głupią wojnę? Na co to komu? Mogłem zostać w domu. Z żoną Elisabet, z córeczką Józefiną. Patrzeć jak zaczyna chodzić. Jak mówi pierwsze słowa. Nie deptajcie mnie! Ja jeszcze żyję! Czemu wszystko staje się takie zamazane? Już tak bardzo nie boli. Już nie boli...

***

Odejdźcie ode mnie! Puśćcie mnie! Skąd się wzięły te ręce? Takie zimne. Czemu wszędzie jest tak ciemno i zimno? Boże mój! Przecież to ten, którego zabiłem! I ten też. Zostawcie mnie! Bierzcie te ręce! PUŚĆCIE MNIE! Muszę uciekać! Biec! Jak najdalej. Jak najszybciej. Oni mnie gonią. Jezusie Nazarejski, to kolejni. Idą z wyciągniętymi do mnie rękoma. Muszę uciekać. Czemu oni są tacy blado-szarzy? Po co snują tę swoją żałosną pieśń? A może to nie pieśń? To brzmi jak jakieś jęki. Jęki trupów? Zostawcie mnie. Upadam. Muszę wstać! Nie mogę. Oni nadchodzą. Próbuję się podnieść. Już prawie wstałem. Oni mnie złapali. Puść! Puść mówię! Co on mówi... Tak jakby to nie on. "Jesteś w szpitalu, obudź się... to tylko koszmar...". O co tu chodzi?

Otwieram oczy. To był tylko sen. Jestem w jakimś namiocie. Mam zabandażowaną rękę. Nie mam siły się podnieść. Nie mam siły się nawet odezwać. Nade mną ktoś stoi. Jakiś stary dziad z pustym, pozbawionym złudzeń, smutnym wzrokiem. "Wyliżesz się" - mówi. Czemu te powieki są takie ciężkie...

***

Oczy... Zielone oczy. One się na mnie patrzą. Dookoła tylko śmierć. Na wojnie nie ma bohaterów. W oddali jakieś dziwne istoty z kosami zbierają coś wśród zwłok. Błękitny, jakby cieniutki materiał w formie nici, które zjadają. Ciekawe, kto to? Pewnie biedacy jacyś żywią się prowiantem dzikusów. Boże, jakie maniery. Przy każdym kęsie wyją przeciągle. Oczy... Biedaczyna. Dostał chyba toporem w głowę. JEZU, ONE MRUGAJĄ! Jak to możliwe? On porusza ustami. Co on mówi? Coś jakby: "Co się gapisz?" Niemożliwe. Przecież on nie żyje. Wszystko się zamazuje. Nadchodzi mgła? Coś spływa mi do gardła. Jakie to obrzydliwe. Staram się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych